Okrutna niesprawiedliwość futbolu

Maciej Małek

Cóż z tego, że Niemcy musieli, a Argentyńczycy, mogli. Cóż z tego, że po morderczych kontrach obnażyli braki w niemieckiej obronie, a około 31-szej minuty pierwszej połowy piłka-po niewielkim  spalonym - ostrzegawczo zatrzepotała w siatce bramki Manuela Neuer’a.

Cóż z tego, że Niemcy musieli, a Argentyńczycy, mogli. Cóż z tego, że po morderczych kontrach obnażyli braki w niemieckiej obronie, a około 31-szej minuty pierwszej połowy piłka-po niewielkim  spalonym - ostrzegawczo zatrzepotała w siatce bramki Manuela Neuer’a.

     Pod koniec doliczonego czasu gry, gdy wszyscy bez mała mieli już z tyłu głowy rzuty karne, do których pozostało niespełna 7 minut, Mario Goetze przyjął piłkę na pierś i błyskawicznym uderzeniem z woleja umieścił ją wprost z powietrza w bocznej siatce argentyńskiej bramki. Wykazał przy tym ogromną przytomność umysłu i refleks, dostrzegł bowiem, że golkiper skraca kont w kierunku tzw. krótkiego rogu. Gonzago Higuain nie wybaczy sobie zapewne sytuacji, niejednej, kiedy odrobina zimnej krwi mogła - i powinna - zdecydować o tym, ze to Argentyńczycy unieśli by puchar z sześciokaratowego złota w geście triumfu.

     W innych sytuacjach, nie tak ewidentnych, na miejscu był Neurer, w opinii wielu bohater, który utorował Niemcom drogę do zwycięskiego finału. Bohaterów było zresztą więcej, ale to duch i determinacja całej drużyny, łącznie z tymi, którym nie dane było powąchać boiskowej trawy zdecydowały o historycznym bo pierwszym  triumfie drużyny z Europy na arenach Południowej Ameryki. Swego czasu podczas nieudanego dla nas Mundialu w Meksyku Diego Armando Maradona twierdził, że to Bóg prowadził jego rękę, kiedy wbijał piłkę do siatki markując zagranie głową. Być może dlatego, wczorajszego wieczoru Stwórca odwrócił się od albi celeste tyłem.

     Zmiany, których dokonali obaj trenerzy miały z gruntu inny efekt. Do rangi symbolu urasta przy tym fakt, że zdobywca złotej bramki- w przeszłości i obecnie - kolega klubowy Roberta Lewandowskiego, zmienił Mirosława Klose, zdobywcę 16-stu bramek na czterech mundialach. Przed 22 latkiem wiele zapewne jeszcze wspaniałych chwil w barwach Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec. Wczoraj strącił Argentyńczyków, którzy grali momentami jak natchnieni w otchłań rozpaczy.

     Javie Mascherano, który dziesiątki razy oddalał niebezpieczeństwo od własnej bramki przez chwilę nie upilnował niemieckiego młodziaka i dzięki temu znane powiedzenie Gary’ego Lineker’a, młodszym czytelnikom zacytuję: Futbol to taka gra, gdzie na koniec i tak wygrywają Niemcy, znowu nabrało aktualności.

     Dla nas promyk nadziei niesie fakt, że PZPN wdraża właśnie niemiecki model szkolenia najmłodszych, a nasze orliki są ponoć bardziej utalentowane od swoich rówieśników zza Odry. Być może więc za 24 lata będziemy się emocjonować finałem Polska - Niemcy. Niech w dniu urodzin wolno mi będzie pomarzyć!

Udostępnij artykuł: