Opinie: Barometr

BANK 2016/06

Od ćwierć wieku kurs złotego jest bardzo dobrym barometrem nastrojów społecznych. Jak się poprawiają, kurs złotego zwyżkuje. Jak się pogarszają, kurs złotego gwałtownie spada w dół.

Od ćwierć wieku kurs złotego jest bardzo dobrym barometrem nastrojów społecznych. Jak się poprawiają, kurs złotego zwyżkuje. Jak się pogarszają, kurs złotego gwałtownie spada w dół.

Jan K. Solarz,
Społeczna Akademia Nauk

Ten prosty mechanizm komunikowania się między rządzącymi i rządzonymi ma wiele wad. Kurs waluty krajowej zależy od wielu czynników. Od tego, kto będzie kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jak zakończą się obrady szczytu NATO. Jaka będzie odpowiedź Federacji Rosyjskiej na rezultaty warszawskich obrad. Czy złoty stanie się ofiarą wojny walutowej.

bank.2016.06.foto.162.b.400xCzy spekulanci rzucą się na najsłabszą walutę transakcji międzynarodowych. Kurs walutowy jest zrozumiały dla wszystkich. Jak się złoty umacnia, to dobrze, jak się pogarsza, to źle, jak jest stabilny, to jeszcze lepiej. W teorii kurs złotego jest w pełni swobodny. Oznacza to, że władze monetarne wyrzekają się ingerencji w jego kształtowanie się, nie bronią określonego poziomu kursu walutowego. Każdy uczestnik rynku musi się liczyć z ryzykiem kursowym i umieć nim zarządzać. W sytuacji otwartego konfliktu politycznego powstaje pokusa, aby jednak wpływać na wysokość kursu złotego wobec euro i dolara amerykańskiego. Wysokość kursu złotego do franka szwajcarskiego jest uznana za rzecz, na którą władze państwowe nie mają wpływu. Można się nim jedynie podzielić: sprawiedliwie lub niesprawiedliwie. Niższy kurs złotego stymuluje wzrost gospodarczy i pobudza rozwój eksportu. Równocześnie jednak zwiększa koszty obsługi zadłużenia zagranicznego. Wielokierunkowe i często sprzeczne oddziaływanie zagranicznej ceny waluty krajowej powoduje podział na wygranych i przegranych, a tym samym zaostrza konflikty polityczne. Doraźnie można wpływać na kurs waluty krajowej poprzez regulowanie terminów płatności w złotych i w euro z rachunku sektora finansów publicznych w Banku Gospodarstwa Krajowego. Opóźnienie wypłat dopłat dla rolników powoduje, że stają się one mniejszym obciążeniem dla władz krajowych. W średniej perspektywie można interweniować na rynku złotego w Londynie, wykorzystując do tego celu rezerwy walutowe kraju. Tego typu działania są źle widziane przez globalne rynki finansowe, wprowadzają element dodatkowego ryzyka, które musi być przez kogoś zapłacone.

Spekulanci walutowi bardzo nie lubią płacić rachunków za swoje działania. Sprawdzonym sposobem zwiększania popytu na złotego jest podnoszenie stóp procentowych banku centralnego. W warunkach utrwalonych oczekiwań deflacyjnych byłby to błąd Rezerwy Federalnej z czasów wielkiego kryzysu. Zostałaby uruchomiona spirala deflacyjna, prowadząca do rozpadu systemu finansowego kraju. Spirala konfliktu politycznego i spadku kursu walutowego wymaga przecięcia. Walka z oczekiwaniami deflacyjnymi wymaga radykalnego obniżenia nominalnych i realnych stóp procentowych, a więc dalszej obniżki kursu złotego. Dylemat, przed którym stanie już wkrótce Rada Polityki Pieniężnej i nowy prezes NBP, jest trudny do rozwiązania. Jest to test na prawdziwą niezależność banku centralnego. Pozytywnie zdany może wpłynąć na ocenę ryzyka politycznego w Polsce. Kupowanie czasu kosztem stabilności finansowej kraju jest niebezpieczne dla naszego bezpieczeństwa gospodarczego. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że nastroje społeczne nie koncentrują się wokół faktycznego i oczekiwanego wzrostu gospodarczego oraz zmian stóp procentowych banku centralnego. O odbiorze sytuacji gospodarczej w kraju decyduje stopa bezrobocia wśród absolwentów szkół średnich i wyższych, poziom wynagrodzeń w kraju oraz koszty benzyny oraz wczasów zagranicznych. Sezon wakacyjny może zaowocować poprawą lub pogorszeniem nastrojów społecznych. Ostry spadek wartości złotego musi pogłębić kryzys polityczny i wzajemne oskarżanie się o wywołanie zaburzeń w funkcjonowaniu systemu finansowego

Zbudowanie większości parlamentarnej zdolnej do zmiany konstytucji mogłoby być dobrą zmianą, o ile nie jest fantastyką polityczną. Zamiast PO- -PiS-u może powstać PIS +post PO, masa krytyczna do zmiany konstytucji. W niej znajdą się zapewne zapisy dotyczące konstytucyjnej odpowiedzialności przywódcy politycznego koalicji mającej większość w parlamencie. Brak uregulowania tej kwestii w obecnie obowiązującej konstytucji rodzi wiele niesprawiedliwych oskarżeń. Jeśli ktoś miał nadzieję, że wahania kursu złotego nie są związane z ryzykiem politycznym, to będzie miał okazję, aby się przekonać, jak bardzo był w błędzie. Barometr wskazuje na niż, nie wyklucza to, że jednak może się pojawić wskazanie na wyż.


CZY NALEŻY BAĆ SIĘ TRUMPA?

bank.2016.06.foto.163.c.400xMarek Rogalski

Im bliżej będzie 8 listopada 2016 r., kiedy odbędzie się kluczowe głosowanie, tym bardziej odpowiedź na to pytanie będzie kluczowa. Zwłaszcza dla rynków finansowych, gdzie każdą niepewność można zamienić w potencjalne zyski.

Tylko czy inwestorzy mają rzeczywiste powody, aby obawiać się prawdopodobnego kandydata republikanów, który w ostatnich sondażach zaczął wyprzedzać polityczną weterankę z ramienia demokratów, jaką jest Hillary Clinton? Fenomen Trumpa, któremu na początku nie dawano nazbyt dużych szans, staje się faktem. Dla jego samego polityka nie jest tym, na czym się życiowo dorobił, ale może być zwieńczeniem jego biznesowej kariery. Ta - mimo pojawiających się krykietycznych uwag co do stylu prowadzenia biznesu (Trump operuje głównie na rynku nieruchomości) - jest jednak sygnałem, że miliarder - mimo że w przekazach bywa kontrowersyjny - to jednak przy podejmowaniu decyzji raczej unika nadmiernego ryzyka. A w amerykańskim sposobie myślenia, ten kto umie robić biznes, będzie potrafił też efektywnie zarządzać krajem. Bo rola prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w dużej mierze się do tego sprowadza. Kluczowe będzie zatem to, kogo Trump zaprosi do swojej drużyny. To powinniśmy już poznać w ciągu najbliższych tygodni, po tym jak lipcowa konwencja republikanów wskaże go jako oficjalnego kandydata. Pojawiające się wcześniej plotki, jakoby partyjny establishment próbował zablokować jego nominację, można stanowczo odrzucić - byłaby to kompromitacja Partii Republikańskiej, prowadząca ostatecznie do jej rozbicia i powstania w USA systemu trójpartyjnego. Nie gra się do własnej bramki, tylko przeciwnika. Tymczasem ten jest tak naprawdę słaby. Clinton nie ma i nie będzie mieć pozycji Baracka Obamy z kampanii w 2008 r. Dla wielu wyborców jest obrazem partyjnej konserwy, która nie do końca rozumie problemy przeciętnych Amerykanów - symptomatyczny był w tym kontekście obrazek, kietycznych dy to Hillary nie potrafiła na oczach dziennikarzy skasować biletu do metra - wszak jest żoną byłego prezydenta Ameryki. Dużym problemem jest już dla niej Bernie Sanders, który nie gra do tej samej bramki. Patrząc na konwencję jej oraz rywala, odnosi się wrażenie, że mówimy o zupełnie innej Partii Demokratycznej. Sanders skupił wokół siebie środowiska związane z dawnym ruchem oburzonych, umiejętnie kontestując ich niezadowolenie z sytuacji ekonomicznej, jaka nastała po kryzysie z roku 2008 r., dla których Wall Street jest siedliskiem wielu problemów, w dużej mierze wykreowanych w ich świadomości. Można by stwierdzić, że Sanders utożsamia niezadowolonych z rządów Baracka Obamy, który miał przewietrzyć salony. Tym samym prędzej przerzucą oni głosy na Donalda Trumpa, który również stara się budować swoją pozycję na bazie krytyki establishmentu i łamania skostniałych struktur, niż poprą Hillary Clinton. Alternatywą jest dość niebezpieczna tendencja bojkotu wyborów - i to po obu stronach. Sondaże pokazują, że zarówno republikański Trump, jak i demokratka Clinton mają ogromny, bo przekraczający 50% odsetek niepochlebnych opinii w badaniach opinii publicznej. I to jest na pewno problem, który jest dostrzegany w obu sztabach. Tym samym ostra kampania, która za chwilę się rozpocznie na dobre, niekoniecznie będzie oparta na kontrowersyjnych wypowiedziach i ciosach poniżej pasa. Ten, kto to szybciej zrozumie i zacznie budować bardziej stonowany wizerunek własnej osoby, ten wygra to rozdanie. I łatwiej będzie to zrobić Trumpowi, gdyż ten już zaskarbił sobie sympatię kontrowersyjnych wyborców. Teraz musi pozyskać tych umiarkowanych. A może to zrobić tylko w jeden sposób - poprzez bardziej miękki, ale i zarazem merytoryczny przekaz. Na bok można zatem będzie odstawić jego wcześniejsze deklaracje o opodatkowaniu importu z Chin, czy też inne populistyczne pomysły. Jądro kampanii jest jak najbardziej słuszne i przemawiające do mas - uczyńmy Amerykę ponownie wielką. Ale można i należy to zrobić w sposób nieurągający ekonomicznym standardom - uprościć system podatkowy, a także wzmocnić system edukacji. Głównym celem tych działań ma być wzrost konkurencyjności amerykańskiej gospodarki, która bez tego z czasem straci swój blask i będzie bardziej podatna na polityczne eksperymenty. Reasumując - kluczowe w ciągu najbliższych kilkunastu tygodni będzie to, kto znajdzie się w zespole Trumpa. Republikanie jeżeli dobrze to rozegrają, mają szanse na wielki comeback po niepopularnej prezydenturze G.W. Busha, zwłaszcza że mają już dominację w Kongresie. A sam Trump, jeżeli podejdzie do tematu prezydentury jak do prowadzenia biznesu, to nie straci na tym, a zyska, jakkolwiek egoistycznie może brzmieć to założenie. Amerykańska gospodarka, jeżeli spojrzeć na dane makro, zdaje się być na początku nowej, postkryzysowej drogi. Nie bez powodu członkowie FED coraz częściej wspominają o konieczności normalizacji polityki pieniężnej, która może zapowiadać erę mocniejszego dolara. Warto jednak wspomnieć, że tym razem Amerykanie będą zmuszeni oglądać się na innych - od 2008 r. świat się mocno zmienił, a banki centralne włączyły wiele kroplówek, z których tak szybko nie będą mogły zrezygnować. Dlatego tak ważna będzie właściwa współpraca, ale nie polegająca na bierności, tylko kreatywności w poszukiwaniu nowych rozwiązań.


Autor jest głównym analitykiem walutowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska. Tekst wyraża jego prywatne opinie

 

Udostępnij artykuł: