Opinie zawieszone w sieci: czerwiec 2012

NBS 2012/06

GUBERNATOR PRZEMÓWIŁ... Studio Opinii.pl Andrzej Lubowski, publicysta: Pierwszy raz od przeszło 70 lat w czasie pokoju gubernator Banku Anglii przemówił do narodu przez radio, za pośrednictwem BBC. Mervyn King zaczął dramatycznie od słów, że kryzys finansowy położył kres półwiekowej poprawie standardu życia i że dziś Anglicy jako naród mają się gorzej niż cztery lata temu. Co zrobić, aby za następne pół wieku nasze wnuki nie mówiły, że zabrakło nam odwagi, by dokonać niezbędnych reform? (...)

GUBERNATOR PRZEMÓWIŁ... Studio Opinii.pl Andrzej Lubowski, publicysta: Pierwszy raz od przeszło 70 lat w czasie pokoju gubernator Banku Anglii przemówił do narodu przez radio, za pośrednictwem BBC. Mervyn King zaczął dramatycznie od słów, że kryzys finansowy położył kres półwiekowej poprawie standardu życia i że dziś Anglicy jako naród mają się gorzej niż cztery lata temu. Co zrobić, aby za następne pół wieku nasze wnuki nie mówiły, że zabrakło nam odwagi, by dokonać niezbędnych reform? (...)

Pozostało publikować raporty i wygłaszać kazania. I wygłaszaliśmy. Ale nie dość energicznie. I nie dość głośno. Powinniśmy krzyczeć z dachów. Ostrzegać. Zabrakło nam wyobraźni. Od przyszłego roku będziemy mieć nadzór nad bankami. Aby chronić gospodarkę przed klapą banków, trzeba, aby miały one więcej kapitału i więcej do stracenia. I one, i ich akcjonariusze. Wówczas będą ostrożniejsze z pożyczaniem. Trzeba także dokonać rozróżnienia: co innego lokowanie oszczędności, udzielanie pożyczek etc., a co innego ryzykowne operacje bankowości inwestycyjnej. Nie stawiamy elektrowni atomowych w gęsto zaludnionym terenie, powiedział Mervyn King, i z tego samego powodu nie może być tak, aby spekulował tradycyjny bank, chroniony przez podatnika. (...)

I nagle, niczym piorun z nieba, na rynki spadła w czwartek wiadomość, że skomplikowana operacja na rynku kapitałowym, z użyciem słynnych derywatów, przyniosła JP Morgan stratę w wysokości 2 mld dolarów. Zwolennikom zasady Volckera dostarczyło to dodatkowej amunicji; dla prezesa gigantycznego banku oznacza wpadkę i finansową, i prestiżową. W piątek 11 maja JP Morgan stracił blisko 10 proc. swej wartości rynkowej - około 15 mld dolarów. Jakby tego było mało, społeczeństwo coraz energiczniej zaczyna zaglądać bankierom do portfela. "To wprawdzie nie jest rok 1848 (czyli Wiosna Ludów) - pisze "Financial Times" - ale przez korporacyjny świat przewala się fala insurekcji". (...) Przez całe lata akcjonariusze siedzieli cicho w przekonaniu, że prezesi zasługują na zarobki gwiazdorów, bo to zagwarantuje i im zyski, i że jeśli chce się mieć wyniki jak Real czy Barcelona, to trzeba płacić tyle, ile chcą Ronaldo czy Messi. Entuzjazm stopniał, gdy się okazało, że za gigantyczne pieniądze kupuje się gigantyczne straty. Mało kto zwracał uwagę na astronomiczne pensje i premie szefów, dopóki ceny akcji pięły się bez opamiętania w górę. Ale gdy giełda wpada w korkociąg, inwestorzy dostają po kościach, a prezesi wypłacają sobie i swym adiutantom gigantyczne premie, publika wpada w furię.

nbs.2012.06.foto.063.150xPRESTIŻ NIE DO KUPIENIA

Kafeteria.pl
Internautka o nicku "Szalcia":

Wszystkim wydaje się, że w banku to taka prestiżowa praca, garnitury świetnie skrojone i kostiumy, a prawda jest taka, że prestiż to może miały panie w PKO BP jakieś 15 lat temu, teraz to supermarkety tylko sprzedające inny towar. Klienci? Cóż bądźmy szczerzy, klienci prestiżowi raczej obsługują się już sami przez platformy internetowe, do banku przychodzą inni, po 1000 zł kredytu, mając jednocześnie taką historię i zadłużenie, że nie dostaną nawet 100 zł, a menedżer później opieprza pracownika, czemu nie zatrzymał klienta, bo przecież jak nie on, to może jego syn albo brat mógł wziąć dla niego ten kredyt. I generalnie twoja wina, bo nie umiesz sprzedawać. (...) Dlatego po 6 latach pracy w bankowości mam już dość i szukam innego zajęcia. Już mnie męczy szczerzenie się do klientów, tłumaczenie się z niskiej realizacji planu przełożonym - nie wiem, po co oni cały czas pytają o to samo, skoro już podczas rekrutacji, informując o warunkach zatrudnienia potencjalnych pracowników, mówią, że realizacja planów jest ostatnio średnio na poziomie 25 proc. Obdzwanianie książek telefonicznych, bieganie do gabinetów lekarskich z ofertą, narażanie się przy tym na różnego typu fizyczne obrażenia, bo przecież przed tobą było tu 10 innych doradców i potencjalny klient ma już tego dość. Ech, cała litania... Jeśli myślicie o pracy w banku, dobrze się nad tym zastanówcie, bo potem swojej decyzji możecie żałować.

OBLĘŻONA TWIERDZA

Niezależna.pl
Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK:

Europejskim bankom grozi oblężenie, w wielu krajach strefy euro ludzie wycofują znaczne kwoty lokat z depozytów bankowych. Hiszpania jest już kolejnym bankrutem, który podobnie jak Grecja będzie musiała wkrótce poprosić o pomoc finansową. Pakt fiskalny dogorywa, zanim się zaczął, już się skończył mimo przegłosowywania go przez kolejne kraje. Gremia decyzyjne Unii, a zwłaszcza strefy euro i EBC w tajemnicy radzą, jak zapobiec krachowi europejskiego systemu bankowego. Co robić w momencie upadku kilku dużych europejskich banków. (...) Sytuacja w Unii Europejskiej, a zwłaszcza strefie euro staje się dramatyczna. Władze wielu krajów i liczne banki europejskie zabiegają u Amerykanów, by pożyczali choć na chwilę trochę dolarów. Niektóre duże i bogate kraje redukują zapasy i rezerwy walutowe w euro. Relacja euro-dolar na poziomie 1:1 jest już całkiem bliska. Walące się giganty mogą śmiertelnie przygnieść polską mrówkę, jaką jest złoty. Nasz polski dług urósł w kilka dni gigantycznie o kilkadziesiąt mld zł - właśnie przekroczyliśmy próg ostrożnościowy 55 proc. w relacji do PKB. Wypowiedzi MF można więc włożyć między bajki. Europejski tajfun okazuje się silniejszy od czarnoksiężnika i bajkopisarza Jacka Rostowskiego. Kryzys jak zwykle nas zaskoczy. Trochę żal tych naszych pierwszych naiwnych, którzy wzięli kredyty w obcych walutach. Szkoda Polski. Żegnaj strefo euro. Drukowanie euro nie pomoże, bo za chwilę samo EBC może być bankrutem.

nbs.2012.06.foto.064.250xPORTFELE W STANIE GORĄCZKI

Forbes.pl
Mariusz Grendowicz, były prezes BRE Banku:

Podważenie aksjomatu o niemożności wyjścia jakiegokolwiek kraju ze strefy euro w przypadku Grecji podda dodatkowo w wątpliwość zapewnienia co do innych krajów. To z kolei może wywołać racjonalne działania deponentów, którzy na wszelki wypadek zdecydować mogą o przeniesieniu części swych środków do innego kraju strefy euro. Jeśli skala tych działań będzie podobna do Grecji, możemy mieć wyzwanie płynnościowe na skalę nie doświadczaną od dziesięcioleci. Pomimo zatem subsydium zawartego w LTRO, banki z krajów, w których opisany scenariusz może z pewnym prawdopodobieństwem się rozegrać, mogą zostać zmuszone do podobnych działań jak banki greckie, w tym do skurczenia się do swego kraju macierzystego. Po drugie, wśród właścicieli polskich banków pochodzących z krajów uważanych za stabilne, parę instytucji skorzystało w poprzedniej rundzie kryzysu z pomocy publicznej, która obwarowana została szeregiem warunków.

Należą do nich ograniczenia wynagrodzeń zarządów do czasu spłaty pomocy. Po czterech latach zarobków istotnie niższych niż grupa rówieśnicza, nie mając możliwości spłacenia pomocy z innych źródeł, mogą one zechcieć sięgnąć po rozwiązania dotychczas nie rozważane. Podobnie mogą postąpić właściciele polskich banków, w których posiadaniu są spore portfele obligacji portugalskich, hiszpańskich czy włoskich, a którzy będą musieli skonsumować na swych portfelach kolejne olbrzymie straty. Najprostszym rozwiązaniem, choć rzeczywiście niechcianym, byłaby sprzedaż córek, wycenianych przez rynek powyżej wartości księgowej.

PANI SIĘ NAGADAŁA

Wirtualna Polska.pl
Internauta o nicku "Lolus":

Poszedłem do banku, bo miał być tani kredyt. Okazało się, że zapomnieli napisać w reklamie: do odsetek dochodzi jeszcze 17-proc. opłata za uruchomienie kredytu i prowizja. Pani się nagadała, a ja jej powiedziałem, żeby sobie w buty schowali takie warunki.

ZŁOTE SPADOCHRONY

Blogbank.pl
Piotr Kuczyński, analityk finansowy: N

iedawno przeczytałem książkę "Duch równości" Richarda Wilkinsona i Kate Pickett. Autorzy zajmują się wpływem nierówności finansowych na różne aspekty życia. Powołują się na setki różnych badań, które prowadzą zawsze do tego samego wniosku: za duże nierówności prowadzą do rozpadu harmonii społecznej, do pogorszenia sytuacji zarówno biednych, jak i bogatych (sic!) na bardzo różnych polach - od otyłości poprzez choroby psychiczne do gwałtownie rosnącego wskaźnika pryzonizacji (liczba więźniów na 100 tys. mieszkańców - red.). W Polsce takie podejście nie ma szans na przyjęcie i rozpropagowanie. Media i główny nurt ekonomistów apele o zmniejszenie rozwarstwienia z całą pewnością określiłyby jako populizm. Popieranie większej równości spowodowałoby pojawienie się zarzutów mówiących o "socjalistach" czy przypomnienie, jak to było niedawno w tak zwanym realnym socjalizmie. Zdarzają się nawet przypadki (wcale nie tak rzadkie), że osoby które nie czytały książki o której mówię bardzo ją krytykują. To taka polska specyfika: nie czytałem, ale tezy są niezgodne z moją ideologią, więc czytał nie będę, ale krytykować nie przestanę.

Badania, w odróżnieniu od uprzedzeń, pokazują jednak, że im większa równość, tym lepiej się dzieje w społeczeństwach. (...) Przede wszystkim jestem za tym, żeby nie można było stać się bogatym (naprawdę bogatym) człowiekiem, nie inwestując własnych pieniędzy. Od 30 mniej więcej lat można to spokojnie osiągnąć, stając się prezesem prawie każdej potężnej firmy, zarabiając olbrzymie pieniądze, a na odchodnym otrzymując "złoty spadochron" wartości milionów dolarów (euro, złotych). W USA prezesi zarabiali w latach 70. XX wieku 40 razy więcej, niż wynosiła mediana zarobków ich pracowników. Teraz zarabiają 500 razy więcej. To jest nie tylko niemoralne - to jest też szkodliwe, bo szkodzi firmom, którymi kierują ci prezesi (są nastawieni na natychmiastowe zyski, niekoniecznie mając na widoku dobro firmy) i całemu społeczeństwu. Wmawianie ludziom, że prezesi muszą tyle zarabiać, bo mają nadludzkie umiejętności jest oszustwem. Nie muszą. W Japonii rozpiętość jest nadal taka jak w USA w latach70. W większości przypadków ludzie z tej kasty "wybrańców" nie mają niezwykłych umiejętności. Mają za to umiejętność (lub szczęście) wejścia do grona osób, którzy krążą między zarządami, radami nadzorczymi i rządami oraz organizacjami rządowymi. Zawsze są na wysokich stanowiskach.

Amerykanie nazywają tę sytuację "drzwiami obrotowymi" - u nas byłaby to zapewne "karuzela stanowisk". Problem widzi coraz więcej ludzi. Mała zagadka - kto to powiedział: "W świecie finansów nie ma dziś żadnych hamulców, żadnej wstrzemięźliwości. Rządzi chciwość. Wynagrodzenia uzyskiwane w bankach, na szczytach wielkich korporacji, nie mają żadnego uzasadnienia społecznego. Są niczym innym jak bardziej skomplikowaną formą kradzieży. Trzeba to ukrócić"? Nie będę trzymał w niepewności. Zbigniew Brzeziński w wywiadzie dla "Wprost". (...) Jestem za większą równością, ale nie popieram na przykład pomysłu François Hollande’a, prezydenta Francji, żeby najwyższe dochody opodatkować w wysokości 75 proc. W Polsce takim podatkiem obłożone są dochody nieudokumentowane. Prawdą jest jednak i to, że nasze media (bardzo antyrównościowe) robią z Hollande’a potwora, a tymczasem jego reforma podatkowa ma dotyczyć jedynie 3000 najbogatszych Francuzów.

DORADCA CZY AKWIZYTOR?

HotMoney.pl
Internauta o nicku "Gość":

Kiedyś, będąc w banku, zaproponowano mi doradcę. Stwierdziłem, że nie jest mi potrzebny, bo jak doradzi na moją korzyść, to bank powinien wywalić go z roboty, ponieważ działa na jego szkodę, a jeżeli doradzi na korzyść banku, to po diabła mi taki doradca, który działa na moją szkodę. W jednym i drugim przypadku sprzeczność logiczna - wystarczy się zastanowić.

nbs.2012.06.foto.065.250xZBIÓRKA W SIECI

Obserwatorfinansowy.pl
Tomasz Świderek, publicysta

Na serwisach społecznościowych autorzy nowych pomysłów pozyskali w ubiegłym roku prawie 1,5 mld dolarów na swoje inwestycje. Za te pieniądze zrealizowali 1,2 mln przedsięwzięć na całym świecie. Z crowdfundingu można też korzystać w Polsce, ale przepisy mocno to utrudniają. W USA w kwietniu specjalnie zmieniono prawo, u nas dopiero się o tym mówi. W połowie lutego tego roku wielu internautów z zapartym tchem obserwowało, jak firma Double Fine Adventure zbiera, za pomocą serwisu kickstarter.com, 400 tys. dolarów po to, by wydać nową grę. Pozyskanie tej kwoty zajęło jej 9 godzin. Milion dolarów na koncie firmy pojawił się w niespełna 24 godziny, a w ciągu 33 dni zbiórki na konto Double Fine Adventure wpłynęło przeszło 3,3 mln dolarów z wpłat 87 tys. 142 osób.

(...) W 2011 r. w USA dzięki crowdfoundingowi sfinansowano w sumie 534 tys. projektów, a w Europie 654 tys. Z tej formy finansowania korzystają zarówno start-upy, szukające pieniędzy na sfinansowanie swego projektu, jak i muzycy planujący wydać nową płytę, a także np. fundacje zbierające pieniądze na swoje statutowe cele. (...) Finansowanie projektów odbywa się na zasadzie "wszystko albo nic". Oznacza ona, że jeśli w wyznaczonym czasie nie zostanie zebrana oczekiwana przez projektodawcę kwota, to nie dostaje on ani grosza.

Pieniądze wracają do finansujących lub - o ile wcześniej zastrzeżono taką możliwość - są przekazywane na inne projekty. Według danych zawartych w opublikowanym w maju raporcie Crowdfunding Industry Report, w kwietniu 2012 r. na świecie działały 452 serwisy takie jak kickstarter.com (w tym cztery w Polsce). Serwisy zarabiają, pobierając opłaty od zrealizowanych kampanii. Wynoszą one od 2 do 25 proc. zebranych środków. W USA średnia wysokość opłaty to 7 proc., w Europie - 8 proc. Szacuje się, że w tym roku dzięki platformom udostępnianym przez te serwisy na finansowanie projektów zostanie zebrane 2,8 mld dolarów.

 

Udostpnij artyku: