Osłabienie kursu jeszcze żadny wzrost gospodarczy nie przyniosło

Komentarze ekspertów

Z ust polityków i centralnych bankierów często słyszymy, że jedyną drogą do dobrobytu jest osłabienie walut. Ale jak pokazuje wiele przypadków, wcale tak nie jest. Przez dewaluację waluty osiągniemy tylko jedno - zmniejszenie zadłużenia.

Założenie, że deprecjacja waluty może spowodować wzrost gospodarczy jest mylne. Przykładem może być Zimbabwe – kraj, w którym waluta z powodu hiperinflacji osłabiła się, ale nie spowodowało to żadnego wzrostu. Można na to spojrzeć także z drugiej strony. 30 lat temu Niemcy rosły w siłę, a niemiecka marka była silna w stosunku do innych walut. Kolejnym przykładem jest Japonia, która do roku 2012 przez dwadzieścia lat próbowała osłabić walutę i spowodować wzrost gospodarczy – nie udało się. Dlatego założenie, że kierowanie kursem euro i celowe jego osłabienie doprowadzi do wzrostu gospodarczego jest błędne.

Kursy walutowe powinny swobodnie się poruszać i ukierunkowane powinny być na rynki kapitałowe, a nie na centralnych planistów, polityków czy centralnych bankierów.

Oczywiście najbardziej sprzeciwia się Francja, która widzi błędy wszędzie, tylko nie u siebie.  Lekarstwem dla Europy są zrównoważone budżety publiczne i zmiany strukturalne w emerytalnym i zdrowotnym systemie.  Ponadto trzeba by znieść biurokratyczne bariery i uwolnić środowisko biznesowe. Opodatkowanie wszystkiego, co tylko możliwe, jak na przykład Skypa we Francji czy sprzedaż smartphonów w niczym nie pomoże. Podobnie prowadzenie wojen walutowych nie jest drogą do dobrobytu.

Silna waluta gra przeciwko dłużnikom, a największe zadłużenie ma sektor publiczny, więc najprostszym rozwiązaniem jest osłabienia waluty za pomocą druku nowych pieniędzy, jednocześnie dług ulega deprecjacji. Jest to jeden z powodów, dlaczego dłużnicy, a tym samym politycy chcą osłabić walutę, w której są zadłużeni.

Michal Valentík
główny strateg inwestycyjny
Generali PPF Invest

Udostępnij artykuł: