Ostrożnie z zachwytem nad danymi z Polski

Finanse i gospodarka

Opublikowany w czwartek raport GUSu dotyczący dynamiki PKB za czwarty kwartał 2011 r. należy uznać za dobry. W ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 4,3 proc. r/r, o 0,1 pkt. proc. szybciej w porównaniu z prognozami i tempem z trzeciego kwartału. Pozytywnie odznaczył się popyt inwestycyjny, którego wpływ na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 2,9 pkt. proc., który powoli zaczyna odżywać po marazmie z poprzednich kwartałów.

Jednak dalszy przyrost inwestycji może być utrudniony przy redukcji wydatków rządowych i malejącym spożyciu indywidualnym (kontrybucja do PKB spadła do 2 pkt. proc. z 3 pkt. proc. w III kw.), który może dalej słabnąć z powodu rosnących cen paliw i niepewności związanej z kryzysem w strefie euro. Dodatni wpływ na tempo ożywienia miał też eksport netto (0,9 proc.), w czym pomocne było osłabienie złotego pod koniec roku, ale i tutaj trudno oczekiwać utrzymania tej tendencji, skoro polska waluta zyskała do euro ponad 8 proc. od początku roku. Także z zachwytem nad danymi o PKB nie należy przesadzać i ryzyko spowolnienia rocznego tempa do 3 proc. w 2012 r. nadal jest duże, o czym wczoraj ostrzegł indeks PMI, mierzący aktywność wytwórczą polskiego przemysłu. Indeks spadł do 50 pkt. z 52,2 pkt. w styczniu, co oznacza stabilizację aktywności po zaledwie jednym miesiącu wzrostu poprzedzonym dwoma miesiącami spadków (w listopadzie i grudniu odczyty były poniżej 50 pkt., poziomu oddzielającego ożywienie od kurczenia się sektora).

W lutowym odczycie najbardziej widoczny jest spadek zamówień eksportowych osłabionych kryzysem w Eurolandzie. Indeks PMI dotyczy nowszych danych niż raport o PKB i powinien przykuwać większą uwagę, gdyż na ten moment daje lepszy obraz na przyszłość. Podsumowując, polska gospodarka ma się dobrze, wzrost nadal pozostaje silny w porównaniu z resztą Europy, jednak spowolnienie nas nie ominie, jeśli kryzys zadłużenia strefy euro ponownie uderzy.

A sytuacja w Eurolandzie wciąż pozostaje trudna. Wczoraj Eurostat podał, że stopa bezrobocia w styczniu sięgnęło rekordowego poziomu 10,7 proc. Najgorsza sytuacja panuje w Hiszpanii, gdzie bez pracy pozostaje 23,3 proc. siły roboczej, w tym co druga osoba poniżej 25 roku życia. Dodatkowo już wiadomo, że cel budżetowy za 2011 rok na poziomie 6 proc. PKB nie został wypełniony i deficyt wyniósł 8,5 proc. Teraz, żeby wypełnić cel 4,4 proc. na ten rok, wydatki budżetowe muszą zostać zredukowane o równowartość ponad 4 proc. PKB, co raczej jest niewykonalne przy prognozowanej recesji na poziomie 1 proc. Stąd też nie dziwi apel premiera Hiszpanii Mario Rajoya, aby zrewidować cele do bardziej realistycznych poziomów, co jednak nie podoba się Komisji Europejskiej. Ale plany naprawy finansów publicznych państw Eurolandu były tworzone wiele miesięcy temu przy bardziej optymistycznych założeniach dotyczących wzrostu i teraz z ich wypełnieniem może mieć problem nie tylko Hiszpania, ale także Portugalia, czy Grecja. Dla tych dwóch ostatnich opóźnienia w redukcji zadłużenia wiążą się z wstrzymaniem wypłat transz pomocy finansowej od UE i MFW, co z pewnością nie zostanie dobrze odebrane przez rynki finansowe. Kwestią czasu pozostaje, gdy inwestorzy skupią się na tych problemach.

Piątkowy kalendarz wydarzeń mogących wpłynąć na nastroje rynkowe jest dość ubogi. Spośród danych makro wymienić można jedynie raport o inflacji PPI z Eurolandu (prog. 3,5 proc. r/r), jednak jego wpływ na notowania euro jest niski. Dziś kontynuowany będzie szczyt przywódców państw strefy euro, na którym politycy poszukują złotego środka między ograniczaniem zadłużenia a pobudzaniem wzrostu gospodarczego. Pierwszą decyzją piątkowego posiedzenia było podpisanie pakietu fiskalnego przez 25 z 27 państw UE (oprócz Czech i Wielkiej Brytanii), który m.in. przewiduje sankcje w przypadku nieprzestrzegania nałożonych limitów zadłużenia. Dzisiejsze postanowienia nie maja jednak czym zaskoczyć, toteż rynek podchodzi do nich ze spokojem.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: