Pandemia w Niemczech – bankructwa i uderzenie w portfele

Gospodarka

Mimo rządowej pomocy wiele firm w Niemczech bankrutuje. Eksperci wszakże wskazują, że plajty to zjawisko stałe w kapitalizmie i ma miejsce niezależnie od koronawirusa. Jednak w tym roku upadki były szczególnie dotkliwe – zauważają autorzy raportu, który w grudniu opublikowała wywiadownia gospodarcza Creditreform.

Grafika ilustracyjna: Niemcy, kryzys, koronawirus - Wykres giełdowy z flagą niemiec w tle
Fot. stock.adobe.com / natanaelginting

Mimo rządowej pomocy wiele firm w Niemczech bankrutuje. Eksperci wszakże wskazują, że plajty to zjawisko stałe w kapitalizmie i ma miejsce niezależnie od koronawirusa. Jednak w tym roku upadki były szczególnie dotkliwe – zauważają autorzy raportu, który w grudniu opublikowała wywiadownia gospodarcza Creditreform.

Według jej danych, w tym roku wierzyciele nie odzyskają 34 mld euro. To o połowę więcej niż w zeszłym roku i najwięcej od ośmiu lat.

Znamienne przy tym, że liczba bankructw jest najniższa w tym stuleciu, wyniosła „tylko” 16 300.

Uproszczone procedury upadłościowe

Zarazem jednak – i to jest dotkliwe – w stosunku do zeszłego roku podwoiła się liczba plajt wielkich przedsiębiorstw o obrotach ponad 50 mln euro. Upadłości dotknęły szerokiej rzeszy zatrudnionych, 332 000, znacznie więcej niż rok wcześniej (218 000).

Rząd już na początku pandemii złagodził przepisy, dotyczące zgłaszania upadłości, ale przedsiębiorstwa dotknięte niewypłacalnością od października muszą jednak zgłaszać się do syndyka.

Patrik-Ludwig Hantzsch, szef sekcji badań gospodarczych w Creditreform, zwrócił uwagę, że państwowa pomoc często chroniła przed upadkiem małe i bardzo małe firmy, które niezależnie od pandemii w każdym razie zniknęłyby z rynku. Ale dzięki dotacjom jeszcze tam pozostały.

Czytaj także: Skandal na niemieckim rynku finansowym, Wirecard oferujący płatności internetowe oskarżony o oszustwa

Rok 2021: będzie jeszcze więcej bankructw?

Ekspert wywiadowni spodziewa się nasilenia bankructw w przyszłym roku – nawet 24 tysięcy. Uważa on więc za „problematyczne” wspieranie jednostek, które i tak by nie przetrwały. Jak twierdzi, takie branże jak motoryzacja, przemysł lotniczy, ale i handel detaliczny i tak stoją wobec konieczności drastycznej restrukturyzacji. Obecne działania pomocowe ją opóźniają.

A przecież ‒ dowodził ‒ „upadłości są ważnym mechanizmem ochrony gospodarki narodowej”.

Pandemia wzmacnia społeczne nierówności

Inni ekonomiści nie podzielają oceny, że państwowa pomoc utrzyma przy życiu zbyt wiele firm, które i bez pandemii by upadły. „Niebezpieczeństwo, że oto ratuje się firmy zombi, często znacznie się przecenia” ‒ oznajmił Sebastian Dullien, dyrektor Instytutu Makroekonomii i Badań Koniunktury z Düsseldorfu.

Ludzie tracą pracę lub mniej zarabiają

Eksperci wskazują na bezpośrednie skutki bankructw dla pracujących. Ludzie tracą pracę lub pracują w skróconym wymiarze czasu, więc w konsekwencji mniej zarabiają.

Mniejsze dochody ma obecnie 40 proc. pracowników, przy czym największe straty ponieśli ci mniej zarabiający

Stosowne badania wśród sześciu tysięcy zatrudnionych przeprowadził z ramienia związków zawodowych Instytut Badań Gospodarczych i Społecznych (Wirtschafts- und Sozialwissenschaftliches Institut – WSI).

Ustalono, że mniejsze dochody ma obecnie 40 proc. pracowników, przy czym największe straty ponieśli ci mniej zarabiający. Finansowego uszczerbku doznała co druga osoba z dotychczasowym dochodem 1500 euro netto miesięcznie, ale tylko co trzecia z dochodem 2000 euro lub więcej.

„Pandemia wzmacnia społeczne nierówności” - skonstatowała dyrektorka WSI, Bettina Kohlrausch.

Czytaj także: Niemieccy politycy i przemysłowcy zadowoleni z wyników wyborów w USA

Ci, których pandemia silniej niż innych uderzyła po kieszeni, to słabiej opłacani pracownicy gastronomii czy handlu, którzy nie mogą przejść na formułę home office, albo pracownicy, najczęściej pracownice, zamykanych przedszkoli i żłobków. Albo zatrudnieni w upadających firmach, którzy stają się bezrobotnymi.

Coraz więcej napadów na bankomaty

Pandemia niejedno ma więc oblicze, a jest to też nasilenie napadów na bankomaty. Żartobliwie można by skwitować, że skoro koronawirus bije po kieszeni, to ludzie potrzebują więcej pieniędzy, a więc dobierają się do bankomatów.

Faktem jest, że w tym roku, do połowy grudnia, w Niemczech wysadzono w powietrze 390 bankomatów, podczas gdy w zeszłym roku „tylko” 369, a wcześniej 349. Poinformował o tym w ostatnią niedzielę tygodnik „Welt am Sonntag”, powołując się na dane krajowych urzędów kryminalnych.

Należy od razu zaznaczyć, że złodzieje zdobyli pieniądze tylko w 160 przypadkach. Każdy z pozostałych 230 bankomatów okazał się dla nich takim małym niezniszczalnym Fortem Knox.

W Niemczech wysadzono w powietrze 390 bankomatów, podczas gdy w zeszłym roku „tylko” 369

Dziennik „Handelsblatt” uważa, że nasilenie napadów w czasie pandemii nie było przypadkowe: większe zapotrzebowanie obywateli na gotówkę w czasach zamykania zakładów sprawiło, że bankomaty były dobrze zaopatrzone. I złodzieje o tym wiedzieli.

Czytaj także: Idea rewitalizacji i sposoby jej prowadzenia na przykładzie dzielnicy HafenCity (Hamburg, Niemcy)

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: