Państwo i banki powinny zawrzeć umowę społeczną

Bankowość

Państwo może stać się inicjatorem i gwarantem umowy społecznej, która doprowadzi do wzrostu zaufania i umożliwi ­długoterminowe oszczędności, niezbędne dla rozwoju gospodarki. Zmaterializowanie się rosnącego od lat ryzyka w SKOK-ach pokazało, że władza publiczna nie może unikać odpowiedzialności za system finansowy - mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Obserwator Finansowy: Wielki kryzys ominął wprawdzie nasz system finansowy, ale sami potrafiliśmy się dorobić – niedużego – na szczęście. Kto zapłaci za restrukturyzację SKOK-ów?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Nastąpiło przerzucenie kosztów restrukturyzacji SKOK-ów na sektor bankowy. Skutkuje to bezpośrednio takimi kosztami, jak podwyższenie składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Sama świadomość, że w świecie polityków powstał mechanizm moralnego hazardu, że przez lata można było nie podejmować działań czy lekceważyć zagrożenia w tym środowisku finansowym i w końcu przerzucić koszty na klientów banków, jest jednak niepokojąca. To się nigdy nie powinno zdarzyć i nie powinno powtórzyć.

W branży finansowej mówi się, że kryzys w SKOK-ach może kosztować banki 4-5 mld zł. Czy aż tyle?

Nie chciałbym w tej chwili odnosić się do żadnych konkretnych kwot, bo w zależności od metody postępowania mogłyby być to kwoty zbliżone do tej wielkości, ale również, kiedy przyjmie się inną metodę i uzyska konsensus z ewentualnymi uczestnikami tego procesu, mogłyby być niższe. Niemniej jednak sądzimy, że powinna zostać wzbogacona paleta instrumentów możliwych do użycia dla restrukturyzacji SKOK-ów, zarówno w postaci instytucji pomocowej, ale też takich, jak ewentualna sprzedaż części przedsiębiorstwa.

To znaczy, że powinien powstać “zły bank” dla SKOK-ów?

Bardzo istotnym wsparciem procesu restrukturyzacji SKOK-ów mogłoby być utworzenie banku pomocowego. Nie musiałoby to oznaczać, że w każdym przypadku instytucja ta byłaby angażowana, ale działoby się tak w sytuacjach, w których jej zaangażowanie mogłoby się okazać dla płatników tańsze niż wypłacanie depozytów, czy też np. przejmowanie SKOK-ów przez któryś z banków, gdyż są to absolutnie odległe od siebie modele biznesowe.

Czym miałby być bank pomocowy? Kto miałby go utworzyć i kto poniósłby wtedy koszty restrukturyzacji SKOK-ów?

Kilka lat temu największe banki wspólnie restrukturyzowały Wschodni Bank Cukrownictwa stając się jego akcjonariuszami. Projekt ten był inspirowany przez Komisję Nadzoru Bankowego i mocno wspierany przez BFG. Pomimo naszych sugestii pozostawienia takiego specjalnego banku dokonano jego likwidacji – to był błąd. Dzisiaj bank pomocowy mógłby być założony lub zakupiony przez BFG. Koszty działania i restrukturyzacji ponosiłby, zgodnie z ustawami o BFG i SKOK, Bankowy Fundusz Gwarancyjny i/lub budżet państwa.

Ile SKOK-ów powinno trafić do banku pomocowego?

Najpełniejszy pogląd w tej sprawie mogą wyrażać członkowie Komisji Nadzoru Finansowego, bo oni mają dostęp do informacji. W związku z pracami, które zostały dokonane w oparciu o ogólnie znane dane, można powiedzieć, że proces restrukturyzacji. SKOK musi obejmować kilka działań. Z jednej strony część SKOK-ów powinna sama wyjść z tarapatów w najbliższych latach i wydaje się, że po wprowadzeniu programów naprawczych lub modyfikacji modeli biznesowych będzie to możliwe. Część SKOK-ów powinna przejść trudny czas dostosowań poprzez połączenie się z innymi SKOK-ami. Ale część SKOK-ów, jak widzimy po decyzjach KNF, będzie wymagała głębokiej restrukturyzacji czy przejęć z udziałem zdrowych, dużych krajowych instytucji finansowych. Teraz tak naprawdę wchodzą tu w rachubę banki. W tym przypadku mógłby działać bank pomocowy.

Sądzi pan, że można jeszcze wrócić do koncepcji powołania banku pomocowego, żeby banki nie musiały bezpośrednio angażować kosztów, a być może też i reputacji?

Myślę, że po roku trwania restrukturyzacji SKOK ocena stosowanych instrumentów wymaga aktualizacji i zweryfikowania, która z metod powinna być użyta w zależności od konkretnego SKOK-u. Nie należy zamykać instrumentarium rozwiązań. Powinno być ono raczej bogate. Restrukturyzacja w sumie niewielkich instytucji powinna pochłaniać tylko tyle środków klientów systemu bankowego ile jest to konieczne.

Banki już wkrótce zapłacą za upadłość SKOK-ów, wnosząc niemal dwukrotnie większe niż poprzednio składki na system gwarantowania depozytów. To nie koniec, czeka je płacenie składek na system resolution, czyli uporządkowanej ich upadłości.

Wprowadzanie unijnej dyrektywy BRR mówiącej o postępowaniu naprawczym i w pewnych przypadkach likwidacji instytucji finansowej, czyli resolution, będzie kolejnym wielkim wyzwaniem dla banków i regulatorów dlatego, że jest to nowe i momentami szokujące podejście. Z tym także związany jest sposób i tempo kapitalizowania BFG w systemie ex ante. Polski system gwarancji depozytów jest niewątpliwie jednym z najbardziej zaawansowanych w Europie, bowiem zgromadziliśmy kilkanaście miliardów złotych. Natomiast wyzwaniem będzie zbudowanie systemu resolution, który równolegle będzie tworzony z opracowywaniem i wdrażaniem nowego sposobu naliczania składek na BFG, co powinno być oparte przede wszystkim na poziomie generowanego ryzyka przez dany bank.

Tak, czy inaczej banki będą płacić nowe składki.

Kolejne obciążenia na rzecz BFG powinny być niższe niż te ustalone na 2015 r. Sytuacja banków jest dobra, poziom skapitalizowania BFG jest wysoki. Zmieniała się będzie natomiast podstawa kształtowania składki, bo powinna ona być powiązana z poziomem ryzyka generowanym przez dany podmiot objęty systemem gwarancji.

Banki bardziej ryzykowne zapłacą więcej, te mniej ryzykowne – mniej, a globalna wielkość składek pozostanie bez zmian?

Część dzisiejszych składek będzie mogła zostać przesunięta w kierunku resolution, ale część pozostanie po stronie ochrony depozytów. Poziom skapitalizowania BFG i po stronie ochrony depozytów, i po stronie resolution będzie już na tyle wysoki, że kolejne opłaty na BFG powinny w kolejnych latach utrzymywać się na rozsądnym poziomie. W dużej mierze będzie to zależało jednak od kosztów poniesionych na restrukturyzację SKOK-ów, choć wierzę, że uda nam się przekonać parlament, że część kosztów powinna być poniesiona przez Skarb Państwa. Dodatkowo rzeczą absolutnie niezrozumiałą jest to, że opłaty na rzecz stabilności, w tym na restrukturyzację SKOK-ów, nie są zaliczane do kosztów uzyskania przychodów.

Będzie to jednak znowu oznaczało, że koszty kryzysu w SKOK poniesie ostatecznie podatnik?

To co się dzieje obecnie w sektorze SKOK jest efektem błędów kierownictwa SKOK, wad regulacyjnych i bezczynności władz państwowych, które na skutek konfliktów na scenie politycznej nie były w stanie podjąć w porę niezbędnych decyzji. Tu nie zawiniły banki i ich klienci. Dlaczego mają być jedynymi, którzy ponoszą koszty. Dlaczego ma być narażona stabilność sektora bankowego? Ta ostania kwestia jest bardzo istotna. Stabilność banków jest wielką wartością. Przerzucenie kosztów na banki nazywam moralnym hazardem władz państwowych, które nie interweniowały w porę, a teraz nie chcą nawet składek na fundusz stabilizacyjny uznać za koszty uzyskania przychodów. Nie znajduję powodu, dla którego sektor bankowy, który nie spowodował żadnej katastrofy i nie wyciągnął ręki po ani złotówkę na restrukturyzację czy rekapitalizację, miałby być za to karany.

Ręki nie wyciągał, ale dość długo korzystał z możliwości osiągania dużych przychodów w porównaniu z innymi krajami, jak np. w przypadku opłat interchange?

Obniżka jaka tu nastąpiła zmniejszyła przychody i będzie rzutować negatywnie na wielkość środków przeznaczanych na innowacyjność w całym sektorze bankowym i w konsekwencji obniży dochody budżetu państwa. Przez wiele lat opłaty te były źródłem finansowania przedsięwzięć innowacyjnych, w tym nakładów na bezpieczeństwo. W 2015 roku czekają nas trudniejsze warunki działania.

Banki rekompensują sobie jednak obniżkę interchange podnosząc inne opłaty.

W ostatnich latach udział dochodów banków z opłat utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Dla stabilnego wzrostu sektora bankowego przychody z opłat mają ogromne znaczenie bowiem przychody odsetkowe w czasach turbulencji ulegają poważnym wahaniom.

Trzeba się więc liczyć z koniecznością niewielkich podwyżek za niektóre masowe usługi płatnicze.

Przez wiele lat banki uważały, że reguły dotyczące polityki dywidendowej nie są przejrzyste. Czy widzi tu pan jakąś poprawę?

Fakt, że KNF określiła swoje stanowisko, ma duże znaczenie. Myślę, że mogłoby ono być w pewnym zakresie nieco bardziej elastyczne.

W jakim?

Po pierwsze mamy różne banki, które w zróżnicowany sposób finansują swoją działalność i budują swoje kapitały. Nie zawsze odbywa się to w oparciu o bazę depozytów klientów indywidualnych. Druga kwestia dotyczy banków spółdzielczych, które po latach transformacji zawarły swoiste porozumienie z udziałowcami i fundusz udziałowy odgrywa bardzo ważną rolę w ich kapitałach. Nie można przyjąć zasady, że jeśli któryś z elementów nie jest w jakimś drobnym stopniu spełniony, to nie wolno wypłacić ani odrobiny dywidendy. Jeżeli w ciągu okresu amortyzowania funduszu udziałowego nie można byłoby wypłacać dywidendy, byłoby to bardzo mocne ingerowanie w kształtowanie składu udziałowców. Dobrze, że KNF zauważyła, że potrzebne jest indywidualne podejście, ale sugerowałbym, żeby to podejście było nieco bardziej elastyczne, żeby pozwalało na tworzenie w społecznej gospodarce rynkowej gotowości obywateli do tworzenia wspólnot finansowych według jak najlepszych wzorców. Potrzebna jest tu roztropność.

Gdy gospodarka zaczęła się w tym roku rozwijać, banki komercyjne pokazały swoją siłę. Prawdopodobnie będą miały rekordowe zyski. Co uważa pan za ich największy sukces?

Poprawia się i nie rośnie portfel kredytów dotkniętych utratą wartości, a jednocześnie cały portfel kredytowy zwiększa się. Obserwujemy spadek luki pomiędzy wielkością zbieranych depozytów a udzielanych kredytów, więc ryzyko w tym obszarze się zmniejsza. Mamy 7-8-procentowy wzrost depozytów. Zwiększa się poziom ubankowienia i gotowość klientów do korzystania z masowych usług płatniczo-rozliczeniowych. Zwiększa się zainteresowanie małych i średnich przedsiębiorstw kredytami, w dużej mierze dzięki programowi de minimis. Banki zawierają z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju porozumienia na realizacje projektów specjalnych związanych z oszczędnością energii, projektów typu start-up, na finansowanie projektów dotyczących wspierania współdziałania przedsiębiorstw ze środowiskami naukowymi. Kontynuuje działalność Krajowy Punkt Kontaktowy przy ZBP, co pozwoli na aranżowanie nowego finansowania w bardzo potrzebnym obszarze innowacji i używania nowych instrumentów inżynierii finansowej w obszarach ekonomii społecznej, działalności kreatywnej, sferze kultury. To będą bardzo ważne czynniki rozwoju w kolejnych latach…

…chyba wystarczy. A największa słabość?

Polski sektor bankowy ma niską zdolność do finansowania rozwoju. Miernikami tej niskiej zdolności są relacja oszczędności do PKB, relacja funduszy własnych banków do PKB i depozytów do PKB. W tych kategoriach zajmujemy w Unii zazwyczaj jedno z ostatnich miejsc.

Banki mogą coś na to poradzić?

Jest kilka problemów, które wymagają bardzo strategicznego oraz spokojnego rozważenia i rozwiązania. Musimy wykorzystywać pewne instrumenty do tego, żeby realizować strategie wspólnego wzrastania. Po pierwsze, Polska nadal cierpi na niedobór wewnątrzkrajowych oszczędności. Zarówno wymuszonych, jak i dobrowolnych oraz lekko stymulowanych. Jednym z bardzo istotnych wniosków płynących z kryzysu jest to, że każdy kraj powinien na miarę swoich możliwości budować system oszczędzania, żeby w przypadkach zaburzeń na większą skalę utrzymać stabilność.

Kto powinien stymulować oszczędności?

Państwo w porozumieniu z bankami. Przedstawianie bardzo konkretnych programów dla klientów, przedsiębiorców, obywateli przez państwo i przez banki jest naprawdę dobrym instrumentarium do budowy zaufania. Państwo nie jest w stanie wziąć na siebie ciężaru wyremontowania milionów mieszkań, a takie są potrzeby. Nie może unieść ciężaru wybudowania setek tysięcy mieszkań. Jeśli natomiast zdaje sobie sprawę z potrzeb społecznych i ma strategię rozwoju gospodarczego, może zwrócić się do swoich obywateli z przekazem: dysponujesz nadwyżkami finansowymi, więc przeznacz je częściowo na wybudowanie mieszkań na wynajem albo gromadź pieniądze na remont substancji mieszkaniowej, na zapewnienie większej efektywność energetycznej itp.

Systemy oszczędnościowe nie domkną się bez udziału państwa?

To prawda znana od ponad 100 lat. Dla poczucia stabilności społecznej i poprawy jakości życia stosuje się systemy wymuszonych oszczędności na cele emerytalne. W innych krajach na cele ubezpieczenia społecznego i emerytalnego stosuje się także impulsy skłaniające obywateli do długoterminowego oszczędzania. Oczekuję, że państwo da wyraźny sygnał w sprawie systemu emerytalnego, budownictwa mieszkaniowego, zwiększenia efektywności energetycznej czy ochrony środowiska.

Jaki powinien być podział ról między państwo i sektor finansowy?

Państwo powinno być gwarantem pewnej umowy społecznej. W niektórych wypadkach powinno dawać także impulsy w postaci bonusów finansowych. Dziś nie ma potrzeby, żeby były to tak duże środki jak w czasach wielkiej ulgi mieszkaniowej. Teraz państwo może znacznie mniejszymi środkami zachęcić obywateli, żeby lokowali swoje aktywa w sposób pożądany dla stabilnego rozwoju gospodarczego. Szczególnie w okresie niskich stóp procentowych niewielkie, czasami symboliczne zaangażowanie państwa może się okazać efektywne, tym bardziej, że z roku na rok będzie wymagany coraz wyższy wkład własny na kredyt mieszkaniowy. Konstytucja stanowi, ze jesteśmy krajem społecznej gospodarki rynkowej, więc realizując cele gospodarcze, powinniśmy uwzględniać potrzeby społeczne. To nie jest akt prawny na niby.

Potrzeby społeczne wydają się ogromne, a zasoby finansowe mizerne.

Systemy oszczędnościowe mogą tworzyć pewne ciągi – oszczędności na cele mieszkaniowe, emerytalne lub zdrowotne. Aby otrzymać kredyt na mieszkanie, potrzebny jest duży wkład własny, w związku z czym można stosować zachęty i tworzyć kasy oszczędnościowo-budowlane. Ale w sytuacji, gdy obywatel zaspokoił potrzeby mieszkaniowe, mógłby zebrane oszczędności wraz z premią przeznaczyć na cele emerytalne. Budowa takich elastycznych systemów to wielkie osiągnięcie myśli finansowej. Ma to kapitalne znaczenie dla całej gospodarki.

Wydaje się jednak, że konsumpcja, a nie generowanie oszczędności jest lansowanym przez polityków paradygmatem na okres wychodzenia z kryzysu. Podobnie jak w 2009 roku, co zresztą wiele gospodarstw domowych wepchnęło w pułapkę zadłużenia.

Nie tylko konsumpcja ma znaczenie, ale także kształtowanie racjonalnych postaw.

Poczucie obywateli, że ponoszą pewne nakłady po to, aby w przyszłości mniej płacić za wodę, gaz, energię elektryczną, to ważny komponent tych postaw i państwo ma misję w ich kształtowaniu.

Okazało się, że kredyty z państwowymi gwarancjami de minimis pozwoliły wielu przedsiębiorstwom na ekspansję. To chyba pozytywny przykład interwencji państwa w sektorze finansowym?

W Polsce potrzebujemy stabilnego systemu poręczeń i gwarancji. To nie mogą być tylko epizody kilkunastomiesięczne, nie może być niepewności, że system będzie funkcjonował – powiedzmy – jeszcze przez rok. Ze względu na niewielkie rozmiary polskich przedsiębiorstw część z nich może uzyskać finansowanie z bankowego sektora komercyjnego pod warunkiem, że będą dysponowały gwarancjami ze strony takich funduszy. Pewien podstawowy system poręczeniowo-gwarancyjny, krajowy i lokalny, powinien działać bez względu na sytuację w gospodarce, ponieważ projekty bardzo wartościowe, ale nie dysponujące wystarczającymi zabezpieczeniami, przegrywają wyścig po finansowanie. Tym bardziej sprawa mądrego systemu gwarancji i poręczeń nabiera znaczenia, gdy proste rezerwy organizacyjne i imitacyjnej innowacyjności w niektórych obszarach się wyczerpały.

Rozmawiał: Jacek Ramotowski

Udostępnij artykuł: