Pieniądze płyną na rynki wschodzące

Komentarze ekspertów

W mediach wciąż jeszcze dominują doniesienia ze wschodniej Ukrainy. To jednak nie przeszkadza inwestorom kierować duże strumienie pieniędzy na rynki wschodzące. Pytanie, czy to chwilowym czy bardziej trwały proces?

Podobnie jak wczoraj światowe media żyły dziś sytuacją na wschodzie Ukrainy, gdzie ujawniły się tendencje separatystyczne. Niektórzy obawiali się powtórki sytuacji z Krymu i dalszego wzrosty napięcia geopolitycznego nie tylko na linii Ukraina-Rosja, ale też pomiędzy państwami zachodnimi a Rosją. Sądząc po zachowaniu europejskich parkietów, które w większości spadały we wtorek, tym tematem emocjonowali się zwłaszcza inwestorzy w Europie.

Powyższa teza może i byłaby słuszna gdyby nie jeden, aczkolwiek bardzo istotny szczegół. Na rynkach wschodzących nie widać było ani krzty zaniepokojenia, co powinno mieć miejsce w takiej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Waluty takich krajów jak m.in. Turcja, Węgry, RPA, czy Meksyk były dziś w relacji do dolara najmocniejsze od wielu tygodni. W odróżnieniu od indeksów w Paryżu i Frankfurcie bardzo dobrze spisywały się też giełdy emerging markets. Takie zachowanie, które jest kontynuacją już nieco dłuższej tendencji sugeruje, że na rynki wschodzące płynie duży strumień pieniędzy. W jakimś stopniu doświadcza tego też Polska. Rentowność 10-letnich obligacji spadła dziś w okolice 4% i była najniższa od wakacji 2013 roku. Do dolara umocnił się też złoty. Kurs USD/PLN wprawdzie nie testował dziś nowych ekstremów, ale znajduje się on zaledwie 3 grosze powyżej dołka z grudnia, gdy był on najniżej od września 2011 roku.

Za tak niestandardowym zachowaniem rynków w ostatnim czasie, czyli spadkami na głównych europejskich parkietach i Wall Street oraz wzrostami giełd i walut rynków wschodzących, może stać nie wybiórcza reakcja na sytuację na Ukrainie, ale zmiana postrzegania tych ostatnich rynków przez inwestorów. Być może dostrzegli oni, że normalizacja polityki monetarnej przez Fed, co od ponad roku wywoływało rynkowe obawy, nie będzie miała negatywnego wpływu na sytuację na rynkach wschodzących. W tej sytuacji perspektywa przyspieszenia wzrostu gospodarczego na świecie w kolejnych kwartałach, tani pieniądz i niskie wyceny akcji emerging markets czynią te ostatnie atrakcyjną inwestycją. W odróżnieniu od największych światowych giełd (zwłaszcza Wall Street), gdzie historyczne rekordy poprawiane są już od wielu miesięcy, a akcje relatywnie drogie.

Oczywiście teza o repatriacji kapitałów z rynków rozwiniętych ku emerging markets wymaga jeszcze potwierdzenia. Gdyby jednak okazała się prawdziwa, to należałoby liczyć się m.in. z wzrostem EUR/USD, silniejszym umocnieniem złotego i nawet kilkumiesięcznymi wzrostami na warszawskiej giełdzie. Trzeba jednak mieć świadomość, że w takim scenariuszu byłby to ostatni moment na osiągnięcie zysków na rynkach wschodzących. W przyszłym roku, gdy kolejne banki centralne zaczną podnosić stopy procentowe, sytuacja wielu gospodarek zaliczanych do tej grupy znacznie się skomplikuje, co w skrajnym scenariuszu może prowadzić nawet do kryzysu.

Marcin Kiepas
Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Udostępnij artykuł: