Płatności mobilne: Google Wallet portfel z chmury

NBS 2015/07-08

U podstaw idei mobilnego portfela kryje się nawiązanie do znanego z fizycznego świata przedmiotu - portfela przechowującego różne instrumenty płatnicze, karty lojalnościowe, kupony. Wizja telefonu zastępującego większość niezbędnych do dokonywania codziennych transakcji przedmiotów jest niezwykle pociągająca.

U podstaw idei mobilnego portfela kryje się nawiązanie do znanego z fizycznego świata przedmiotu - portfela przechowującego różne instrumenty płatnicze, karty lojalnościowe, kupony. Wizja telefonu zastępującego większość niezbędnych do dokonywania codziennych transakcji przedmiotów jest niezwykle pociągająca.

Dr Michał Kisiel

Wkrótkiej historii płatności mobilnych systemy oparte na modelu wirtualnego portfela tworzone były dotąd przez podmioty różnego typu, ale wiele schematów nie wytrzymało konfrontacji z rynkiem i musiało znacząco zmienić swoje założenia. Dotyczyło to zarówno modelu biznesowego, rozwiązań technologicznych, jak i adresowanych potrzeb użytkowników. Doskonałą ilustracją zmiennych losów mobilnego portfela jest projekt jednej z największych firm IT na świecie - Google.

Płatności w technologii NFC

Usługa Google Wallet była jedną z pierwszych szerszych implementacji idei mobilnego portfela opartego na NFC poza Azją. Start rozwiązania zapowiedziano w maju 2011 r., prezentując założenia systemu, usługa została udostępniona w USA we wrześniu 2011 r. Google od początku przyjął, że aplikacja mobilnego portfela będzie otwartą platformą - zdolną do przenoszenia kart płatniczych dowolnych wydawców, niezależnie od systemu i formuły rozliczania transakcji. Przewidziano także możliwość zapisywania w portfelu kart podarunkowych i lojalnościowych. Firma zdecydowała się nie pobierać od wydawców opłat za dostęp do swojej platformy i nie uczestniczyć w przychodach z transakcji. Model biznesowy Google Wallet miał być oparty m.in. na przychodach z usługi Google Offers (przedpłaconych voucherach z promocyjnymi ofertami) oraz innych narzędziach promocji sprzedaży.

Wybierając technologię NFC, Google zdecydował się na promowanie schematu płatności zbliżeniowych, w tym czasie będących w USA dopiero w początkowej fazie rozwoju. Jednym podstawowych problemów w modelu mobilnego portfela NFC jest kwestia przechowywania danych instrumentów płatniczych. W 2011 r. wydawało się, że największe szanse na rozpowszechnienie ma schemat bazujący na karcie SIM jako tzw. bezpiecznym elemencie. Kluczową rolę w takim rozwiązaniu odegrać mieli operatorzy telefonii komórkowej sprawujący rolę "odźwiernego" - to oni kontrolowali dostęp do "sejfu" karty SIM i, jak wówczas powszechnie sądzono, mieli największe szanse, by skutecznie skoordynować działania wydawców kart, producentów sprzętu i innych stron rynku, tworząc ekosystem mobilnych płatności NFC

Firma Google wybrała jednak inną, bardziej ryzykowną ścieżkę. Dane instrumentów płatniczych przechowywane były we wbudowanym w urządzenie tzw. bezpiecznym elemencie (embedded SE). Jedynym urządzeniem, które było certyfikowane do użycia z Google Wallet stał się Nexus S (sprzęt zaprojektowany dla Google), a klient musiał być abonentem sieci Sprint (która nie korzysta z kart SIM i nie występował tu konflikt interesów wokół bezpiecznego elementu). Konieczność jednoczesnej współpracy z wydawcami, organizacjami kartowymi, producentami sprzętu oraz operatorami telefonii komórkowej oznaczała dla Google olbrzymie wyzwanie, jak wkrótce się okazało, przerastające siły technologicznego giganta.

nbs.2015.07-08.wykres.025.aPortfele w sieci Sprint

W ciągu roku od startu usługi stopniowo rozszerzał się jej potencjalny zasięg. Dodano obsługę kolejnych modeli telefonów komórkowych w sieci Sprint. Użytkownicy innych operatorów mogli skorzystać z Wallet pod warunkiem, że posiadają odblokowaną wersję telefonu Galaxy Nexus (produkowanego przez Samsunga dla Google). W pierwszym roku promowania mobilnego portfela natknięto się na poważne trudności zarówno biznesowe, jak i technologiczne. W grudniu 2011 r. operator Verizon zablokował swoim klientom możliwość instalowania aplikacji na telefonach obsługiwanych przez Google Wallet. Chociaż decyzję tę uzasadniano względami technicznymi (operator musi zezwolić usłudze na dostęp do modułu NFC), to przyczyną zapewne był czynny udział Verizon w konkurencyjnym przedsięwzięciu tworzącym mobilny portfel Isis.

Pierwsze miesiące funkcjonowania Google Wallet pokazały istotne ograniczenia przyjętego modelu działania. Firma nie była w stanie pozyskiwać nowych partnerów, a grono wydawców i współpracujących organizacji płatniczych pozostało niezmienione. Dodatkowo konflikt z operatorem Verizon pokazał uzależnienie modelu od udziału wszystkich stakeholderów (interesariuszy firmy - przyp. red.). Lista obsługiwanych urządzeń pozostała nadal krótka i ograniczona przede wszystkim do modeli oferowanych przez Sprint, a liczba użytkowników aplikacji okazała się stosunkowo niewielka - szacowano, że Google Wallet pobrało 50-100 tys. użytkowników Stosunkowo szybko stało się jasne, że strategia przyjęta przez Google wymagała rekonstrukcji, spekulowano m.in. o możliwości wprowadzenia mechanizmu podziału przychodów, aby przyciągnąć operatorów, którzy do tej pory nie mieli istotnego powodu, aby wspierać przedsięwzięcie.

nbs.2015.07-08.foto.027.a.400xWirtualna karta proxy

W sierpniu 2012 r. usługa Google Wallet zmieniła model działania, kierując się w stronę schematu portfela w chmurze. Zamiast, jak w pierwszej wersji, zapisywać na urządzeniu dane kart płatniczych, zdecydowano się na bardziej skomplikowaną konstrukcję. Dane kart płatniczych zapisanych w portfelu były de facto zapisywane na serwerach firmy, a w bezpiecznym elemencie umieszczana była wirtualna (niewidoczna dla użytkownika) karta proxy w postaci aplikacji przedpłaconej karty MasterCard ( Google Wallet Virtual Card).

Podczas transakcji w POS obciążana była karta proxy i tylko jej dane przekazywano do terminala. Dopiero w następnej kolejności obciążano kartę wybraną przez użytkownika w aplikacji Google Wallet. W ten sposób Google Wallet rozwiązał problem bezpieczeństwa danych kart przenoszonych w portfelu oraz długotrwałego procesu dostarczania kart płatniczych do portfela (integrowania się wydawców z portfelem). Ruch ten miał na celu zatem nie tylko podniesienie poziomu bezpieczeństwa rozwiązania, ale również ułatwienie nowym wydawcom (poza współpracującym od początku Citibankiem) dodawania kart do m-portfela.

Wykorzystanie mechanizmu karty proxy zrodziło jednak dodatkowe ograniczenia. Wirtualna karta przedpłacona miała własny dzienny limit wydatków - 1000 USD. Karta nie umożliwiała także płatności subskrypcyjnych (powtarzalnych).

Google Wallet Virtual Card wydawana była przez Bancorp Bank, który dzięki niewielkiej skali działania korzysta z wyłączenia spod tzw. poprawki Durbina regulującej wysokość opłat interchange dla kart debetowych. Oznaczało to, że opłata interchange dla tej karty mogła zostać ustalona na poziomie przewyższającym ustawowy limit. Mimo to, możliwa była sytuacja, w której Google musi subsydiować niektóre transakcje - np. gdy źródłem finansowania jest w ostateczności karta kredytowa o wysokim poziomie opłaty interchange, przewyższającym stawkę odpowiednią dla karty proxy. Warto podkreślić, że Google nie miał możliwości przerzucenia na akceptanta kosztów drugiej transakcji.

Zmianie modelu działania usługi towarzyszyło wydanie narzędzi programistycznych dla wydawców kart. API Save to Google Wallet pozwalało bankom zintegrować w serwisach bankowości internetowej i mobilnej opcję przeniesienia karty płatniczej do mobilnego portfela Google. Jednym z pierwszych wydawców, który wykorzystał tę możliwość stał się schemat trójstronny Discover oraz firma Barclaycard.

HCE - rewolucja w komunikacji

Istotnym krokiem w dalszym rozwoju schematu Google Wallet było wprowadzenie, w październiku 2013 r., w systemie Android 4.4 wsparcia dla technologii Host Card Emulation (HCE). Dzięki wykorzystaniu HCE komunikacja trafiająca do modułu NFC nie jest kierowana bezpośrednio do bezpiecznego elementu, lecz trafia do service managera NFC (części systemu operacyjnego), który może przesłać dane np. do aplikacji działającej na telefonie. Oznacza to zerwanie z zależnością od dostawcy bezpiecznego elementu. Na jednym urządzeniu korzystającym z HCE mogą koegzystować różne aplikacje mobilnego portfela, w tym także takie, które oparte są na bezpiecznym elemencie. Dane przesyłane do czytnika w trybie emulacji karty mogą pochodzić z różnych źródeł - np. z chmury (choćby jednorazowa karta płatnicza dostarczana online), z pamięci urządzenia lub z tzw. TEE, czyli wydzielonej bezpiecznej części systemu operacyjnego.

Użycie HCE umożliwiło działanie Google Wallet na urządzeniach pozbawionych wbudowanego bezpiecznego elementu (jak np. kolejny model telefonu Google - Nexus 5) i łatwiejsze dostarczanie kart płatniczych do mobilnego portfela. Logicznym krokiem w ewolucji schematu było zatem całkowite porzucenie poprzednich założeń technologicznych.

W kwietniu 2014 r. Google ogłosił wprowadzenie nowej wersji usługi Wallet. Od tego momentu zbliżeniowe płatności w POS stały się dostępne tylko dla urządzeń obsługujących HCE. W ten sposób mobilny portfel przestał obsługiwać starsze modele smartfonów, ale ostatecznie uniezależnił się od operatorów telefonii komórkowej kontrolujących hardware. Krok ten stał się możliwy dzięki wsparciu największych organizacji płatniczych, które w lutym 2014 r. ogłosiły rychłe zaprezentowanie specyfikacji dla płatności opartych na technologii HCE.

Banki wchodzą do schematu

Rok 2014 okazał się przełomowy dla płatności mobilnych w USA. Jesienią swój mobilny portfel bazujący na NFC i tokenizacji kart płatniczych zaprezentował największy konkurent Google - firma Apple. Pod wieloma względami Apple Pay czerpał z doświadczeń Google Wallet, ale siła negocjacyjna potentata z Cupertino okazała się nieporównanie większa. Apple zdołało przekonać liczącą się grupę banków do podpisania dwustronnych umów, które dawały firmie m.in. udział w przychodach od transakcji wykonanych z użyciem kart umieszczonych w mobilnym portfelu. Jednocześnie, narzucając bankom twarde warunki wejścia do schematu, Apple zapewnił użytkownikom swoich urządzeń pewność, że znacząca część znajdujących się w ich rękach kart będzie mogła zostać przeniesiona do mobilnego środowiska. Apple Pay dodatkowo umożliwiał dokonywanie płatności w e-commerce i m-commerce oraz wewnątrz aplikacji. Ścisła integracja z systemem operacyjnym iOS (w tym wykorzystanie czytnika biometrycznego) oraz kontem użytkownika stanowiła nową jakość na rynku.

Eksperci komentujący start Apple Pay wskazywali, że paradoksalnie ruch konkurenta Google może okazać się korzystny również dla firmy z Mountain View. Promując mobilne płatności NFC, Apple pracował na rzecz rozszerzenia wąskiej jeszcze sieci akceptacji kart bezstykowych. Problemem Google pozostawał jednak nadal niewielki zasięg po drugiej stronie rynku - wśród płatników.

W marcu 2015 r. Google udało się znaleźć wyjście z impasu. Pomoc przyszła z nieoczekiwanej strony. Konsorcjum trzech operatorów komórkowych na amerykańskim rynku od 2010 r. rozwijało projekt mobilnego portfela NFC bazującego na modelu SIM-centric pod nazwą Isis. Rozwiązanie ujrzało światło dzienne w 2012 r., ale - mimo wsparcia twórców - nie zdołało osiągnąć znaczącej skali. W międzyczasie przedsięwzięcie zmuszone zostało do rebrandingu - przyjęło szyld SoftCard, mniej kojarzący się z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.

Operatorzy zniechęceni niepowodzeniem projektu m-portfela zdecydowali się na sprzedaż biznesu. Z końcem marca 2015 r. portfel SoftCard przestał funkcjonować, a jego użytkownicy zostali zaproszeni do skorzystania z oferty Google Wallet. W ten sposób na urządzeniach z systemem Android na amerykańskim rynku mobilny portfel NFC Google nie miał już konkurencji. Dodatkowo, w porozumieniu z operatorami, firma zdołała sobie zapewnić istotne wsparcie - na każdym urządzeniu sprzedawanym przez Verizon, T-Mobile i AT&T miała być preinstalowana aplikacja Google Wallet.

M-portfel o zasięgu globalnym?

Ostatni rozdział w skomplikowanej historii Google Wallet rozpoczął się w maju 2015 r. Firma poinformowała o kolejnej zmianie strategii w dziedzinie płatności mobilnych. Jesienią wystartować ma system Android Pay, zastępujący dotychczasowy portfel.

Podobnie jak Apple Pay będzie on wykorzystywał tokenizację - wydawcy kart, którzy zdecydują się udostępnić taką możliwość dla swoich kart (np. poprzez narzędzia takie, jak Visa VDEP) będą mogli umieszczać swoje plastiki w nowym mobilnym portfelu. W odróżnieniu od Apple, Android Pay nie będzie wykorzystywać bezpiecznego elementu - dane instrumentów płatniczych będą przechowywane w chmurze i dostarczane na urządzenie płatnika. Google nie będzie również pobierać od banków opłat za udział w schemacie i dokonywane za pomocą m-portfela transakcje.

W nowym mobilnym portfelu istotną rolę ma odegrać biometria. W kolejnej wersji systemu Android dodana zostanie opcja systemowej obsługi czytników linii papilarnych. Umożliwi to odblokowywanie aplikacji płatniczej bez użycia kodu PIN. Android Pay, wzorem propozycji Apple, będzie także wykorzystywany do dokonywania płatności zdalnych. W pierwszej kolejności znajdzie zastosowanie w płatnościach wewnątrz aplikacji (tzw. in- app payments).

Google Wallet pozostanie osobną usługą, ale zmieni się jej charakter. Teraz produkt ma konkurować z aplikacjami służącymi do dokonywania rozliczeń pomiędzy osobami fizycznymi (tzw. płatności P2P). Będzie musiał na tym polu zmierzyć się z poważną konkurencją - m.in. PayPal’em, Snapchatem czy Facebook Messengerem.

Ścisła współpraca Google z organizacjami płatniczymi - Visa, MasterCard, American Express i Discover - oznacza znaczące uproszczenie procesu dostarczania kart płatniczych do portfela. Banki-wydawcy prawdopodobnie nie będą musiały wchodzić w dwustronne relacje z Google. Organizacja płatnicza pełniąca rolę podmiotu zarządzającego procesem tokenizacji będzie jedynym koniecznym pośrednikiem. To otwiera drogę do globalnej ekspansji schematu, który może wkrótce oficjalnie trafić również do Polski. Chociażby z tego powodu warto uważnie obserwować dalsze koleje losu portfela Google - niegdyś tylko ciekawostki, a wkrótce liczącego się gracza, który może zmienić obraz tworzącego się rynku płatności mobilnych.


Michał Kisiel jest analitykiem w portalu Bankier.pl, doktorem nauk ekonomicznych w zakresie finansów.

 

Udostępnij artykuł: