PMI rośnie, ale firmy obawiają się częściowego lockdownu

Komentarze ekspertów

Sonia Buchholtz
Fot. Konfederacja Lewiatan

Wskaźnik PMI wzrósł do 50,8 pkt we wrześniu br. z 50,6 pkt zanotowanych w sierpniu - podała firma Markit.

Sonia Buchholtz z #KonfederacjaLewiatan: firmy boją się ponownego ograniczenia prowadzonej działalności gospodarczej #PMI

Październik rozpoczynamy publikacją danych o PMI, wskaźniku opisującym kondycję polskiego przetwórstwa przemysłowego. We wrześniu osiągnął on poziom 50,8 pkt – tylko minimalnie więcej niż w sierpniu (50,6 pkt), a notowaliśmy już wielkości powyżej 52 pkt. Należy ten wynik interpretować w kategoriach nieznacznej miesięcznej poprawy sytuacji sektora. 

Czytaj także: Wskaźnik PMI dla Polski wzrósł mdm we wrześniu, prognozy przyszłej produkcji najlepsze od maja 2019 r. >>>

Oznacza to również, że jeśli trzymać się koncepcji odbicia w kształcie pierwiastka, największy progres jest już za nami, a nisko wiszące owoce zostały już zerwane. Nie można jednak wykluczyć scenariusza ponownego częściowego lockdownu. Sytuacja epidemiczna ponownie się pogarsza i ryzyko ponownego wprowadzania ograniczeń na działalność gospodarczą znów rośnie.

Czytaj także: W przetwórstwie optymizm mimo pandemii koronawirusa >>>

Ten stan rzeczy odzwierciedlają poszczególne wskaźniki składowe polskiego PMI. Odbicie jest nierównomierne. Z jednej strony mamy wyższe wskaźniki nowych zamówień, zakupów i zatrudnienia, z drugiej strony notujemy spowolnienie produkcji i wydłużone czasy dostaw. Są to jednak wzrosty niejako dostrzegalne wyłącznie pod mikroskopem – poprawy krótkotrwałe, ze słabym tempem ekspansji, poprzedzone długim okresem pogorszenia, wynikającego z dekoniunktury wzmocnionej przez pandemię. Dlatego też wzrost popytu krajowego i zagranicznego należy przyjmować ze stoickim spokojem.

Także dokonywane przez firmy zakupy materiałów nie sygnalizują przełomu – ostatnie miesiące przebiegały konsekwentnie pod hasłem wietrzenia magazynów. Ten trend nie ulegnie zmianie przy trwale niskim popycie i utrzymującej się inflacji kosztów. Słaby złoty to miecz obosieczny – pozwala konkurować eksporterom, ale zarazem podnosi koszty importowanych dóbr. Lepszych wieści dostarczają dane o zatrudnieniu, chociaż nawet tutaj należy pamiętać o strukturalnych problemach  rynku pracy: pracownicy o odpowiednich kwalifikacjach to niezmiennie towar deficytowy.

Udostępnij artykuł: