Po 25 miesiącach lokaty w końcu dały zarobić

Finanse osobiste

Obligacje
Fot. stock.adobe.com/Annap

Pierwszy kwartał bieżącego roku przyniósł posiadaczom lokat ulgę. Ich depozyty w końcu pozwoliły realnie zarobić. Niestety szczęście to nie będzie trwało długo – wynika z najnowszych prognoz. Większość lokat kończących się w kwietniu znowu nie pozwoli uchronić kapitału przed utratą siły nabywczej.

#BartoszTurek: Spodziewane przez NBP przyspieszenie inflacji ma spowodować, że zapadające lokaty będą po uwzględnieniu inflacji znowu przynosiły straty deponentom #Obligacje #Lokaty @MF_GOV_PL

Zamrożone ceny energii zatrzymały inflację

Utrzymanie kosztów energii na niezmienionym poziomie, to główny powód dla którego inflacja pozostaje dziś w ryzach. Najnowszy odczyt GUS mówi o tym, że ceny dóbr i usług nabywanych przez Polaków były w lutym 2019 roku średnio tylko o 1,2%  wyższe niż w drugim miesiącu 2018 roku. Chodzi tu oczywiście o przeciętny koszyk, co nie znaczy, że poszczególne jego składowe (GUS bada regularnie ceny około 2 tysięcy dóbr i usług), nie mogły zdrożeć znacznie bardziej czy nawet stanieć w przeciągu ostatnich 12 miesięcy.

I tak usługi świadczone przez hotele i restauracje zdrożały w ciągu roku o 3,4%, ale przykładowo za odzież i obuwie trzeba dziś płacić przeciętnie o 3,2% mniej niż rok temu.

Niższa inflacja pozwoliła wyjść „na swoje”

Fakt, że inflacja na początku roku zanurkowała, to dobra wiadomość dla posiadaczy lokat. Ci dość niespodziewanie po 2 latach osiągania realnych strat na lokatach w końcu widzą pewne zyski. Wciąż niestety nie są one wysokie. Przykład?

W styczniu 2018 roku banki obiecywały przeciętnie 1,64% odsetek od rocznych lokat – wynika z danych NBP. To znaczy, że za powierzony na rok tysiąc można było liczyć na 16,40 złotych odsetek minus podatek, czyli 13,28 zł „na rękę”. Przy skromnej inflacji raportowanej przez urząd statystyczny w styczniu br., posiadacz przeciętnej rocznej lokaty zarobił realnie około 0,6%. Był to tym samym pierwszy realny zysk z przeciętnej rocznej bankowej lokaty od grudnia 2016 roku.

Obligacje indeksowane inflacją

W gorszej sytuacji są posiadacze długoterminowych obligacji skarbowych indeksowanych inflacją. W ich przypadku znane jest oprocentowanie papierów wartościowych w pierwszym roku inwestowania, a w kolejnych oprocentowanie wyznaczane jest poprzez dodanie z góry określonej marży (np. 1,5 pkt. proc. w przypadku obligacji dziesięcioletnich) do gusowskiego wskaźnika inflacji.

W efekcie, jeśli ktoś kupił dziesięciolatkę w lutym 2018 roku, to w pierwszym roku jego papiery były oprocentowane na 2,7%, a w drugim roku będzie to tylko 1,5 pkt. proc. plus 1,1 pkt. proc. wynikającego z grudniowej inflacji, czyli 2,6% w skali roku.

Dlaczego w przypadku obligacji kupionej w lutym brana jest pod uwagę inflacja z grudnia? Wszystko wynika z przesunięcia dat publikacji danych o zmianach cen. Urząd na zebranie i opracowanie wszystkich danych potrzebuje czasu. Dlatego na początku lutego najświeższymi danymi o inflacji są te opublikowane w styczniu, a podsumowujące sytuację w ostatnim miesiącu roku.

Posiadacze obligacji indeksowanych inflacją czekają na swoje 5 minut

Nadzieją takiego inwestora jest to, że za rok wzrost cen przyspieszy. Jeśli wierzyć dostępnym dziś prognozom, to najpewniej tak się właśnie stanie. Spodziewane przez NBP przyspieszenie inflacji ma spowodować, że zapadające lokaty będą po uwzględnieniu inflacji znowu przynosiły straty deponentom. Wyższe odsetki będą natomiast naliczane posiadaczom detalicznych obligacji skarbowych indeksowanych inflacją.

Bartosz Turek, niezależny analityk

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: