Po co państwu stocznie?

Gospodarka / Witold Gadomski

Witold Gadomski
Witold Gadomski

Po prawie 11 latach Stocznia Gdańska znów stała się własnością państwa. Państwowa spółka - Agencja Rozwoju Przemysłu – odkupiła od Gdańsk Shipyard Group Sp. z o.o., kontrolowanej przez ukraińskiego inwestora Serhija Tarutę, 81,05 proc. akcji Stoczni Gdańsk oraz 50 proc. udziałów spółki GSG Towers, producenta m.in wież do elektrowni wiatrowych. Dzięki transakcji ARP stała się 100-procentowym właścicielem obu przedsiębiorstw

#WitoldGadomski: Kluczową sprawą w tym biznesie jest umiejętność zarządzania, szybkiego podejmowania decyzji i zawierania kontraktów. Państwowe firmy nie radzą sobie z tymi wyzwaniami #ARP #StoczniaGdańska

Stocznia Gdańska została sprywatyzowana w listopadzie 2007 roku, w ostatnich dniach rządu PiS-LPR-Samoobrona. Była to transakcja wyjątkowo nieprzejrzysta, zawarta bez przetargu i konkursu ofert prywatyzacyjnych. Ukraińska grupa ISD, której właścicielem są ukraińscy oligarchowie – Serhij Taruta,  Witalij Hajduk i Oleg Mkrtczan objęła emisję nowych akcji stoczni, kontrolowanej wówczas przez ARP. ARP – na jej czele stał wówczas Paweł Brzezicki, dzisiejszy komisarycznym zarządcą Polskiej Żeglugi Morskiej – nie oferowała akcji innym inwestorom. ISD miał zapłacić za akcje 400 mln zł, ale ostatecznie zapłacił mniej, a resztę obiecywał zainwestować w stocznię.

Komisja Europejska nie pomogła

Jej sytuacja była skomplikowana, gdyż Komisja Europejska kwestionowała pomoc publiczną dla polskich stoczni, w tym dla Gdańskiej, żądając jej zwrotu. W tej sprawie toczył się przez lata spór między ukraińskim inwestorem, a ARP, które pozostawiło w swych rękach 25% akcji. Ukraińcy uważali, że ARP nie przedstawił prawdziwej sytuacji stoczni i wysokości wcześniejszej pomocy publicznej, kwestionowanej przez KE, ARP żądała, by ISD wywiązał się z obietnic inwestycji w stocznię.

Jej sytuację pogarszał fakt, że najważniejszą część infrastruktury stoczniowej z czasu, gdy Stocznia Gdańska była połączona ze Stocznią Gdynia – pochylnię i wielką suwnicę kupiła stocznia Crist, zresztą za pieniądze pożyczone od ARP.

Stal i statki od jednego właściciela

ISD jest właścicielem Huty „Częstochowa”, którą nabyła w roku 2005. Blachy stalowe to podstawowy materiał przy produkcji statków morskich. Pomysł ISD na Stocznię Gdańską polegał na tym, że huta miała  dostarczać blachy oraz konstrukcje stalowe do budowy wież wiertniczych, a ponieważ wszystko miało odbywać się w ramach jednej grupy kapitałowej, koszty można byłoby (teoretycznie) obniżać.

W ciągu ponad 10 lat stoczni nie udało się jednak rozstrzygnąć sporów z ARP i osiągnąć rentowności. Ukraińcy zapewne bez żalu pożegnali się z Gdańskiem. Szczegóły transakcji między ISD i ARP nie są znane i na razie nie chce ich ujawnić ARP, mimo apeli posłów opozycyjnych. Można więc podejrzewać, że Agencja kupiła drożej niż sprzedała w 2007 roku.

Stocznia Gdańska będzie rentowna?

Pełniący obowiązki  prezesa ARP Andrzej Kensbok stwierdził, że za rok Stocznia Gdańska odzyska rentowność, a za dwa – trzy lata będzie wodować pierwsze statki. Podobne obietnice składał Serhij Taruta w roku 2007. Gdy Ukraińcy przejmowali stocznię pracowało w niej około 2000 osób, obecnie (według informacji prasowych) 800 osób. Biznes stoczniowy jest trudny i w Europie produkuje się już wyłącznie statki wyspecjalizowane. Kluczową sprawą w tym biznesie jest umiejętność zarządzania, szybkiego podejmowania decyzji i  zawierania kontraktów. Państwowe firmy nie radzą sobie z tymi wyzwaniami.

Udostępnij artykuł: