Po ile powinna być „zdrowa” wódka?

Blogi / Gospodarka / Jan Cipiur

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Obawy związane z podejrzeniami o istotny wzrost spożycia alkoholu pojawiły się nie tylko w Polsce. Szkody i straty wynikające z nadużywania napojów wyskokowych są oczywiste i nie ma wokół tego kontrowersji, ale z ogólnie dobrego rozeznania w tej sprawie wynika niewiele.

#JanCipiur: Ciężar takich hipotetycznych podwyżek dźwigaliby konsumenci pijący za dużo, czyli 78 proc. wszystkich dorosłych mieszkańców #CenyAlkoholi #WielkaBrytania #KosztyPiciaAlkoholu #StratyWynikająceZPicia

Jedna czwarta mieszkańców Zjednoczonego Królestwa pić ma podobno w sposób niebezpieczny lub wyraźnie szkodliwy dla zdrowia.

Granica rozsądnego spożycia ustalona została tam na poziomie 24 jednostek alkoholu na tydzień (1 jednostka = 8 gramów czystego alkoholu).

Taka dawka to niecała półlitrówka wódki lub 10 dużych piw o zawartości 4,5 proc. alkoholu etylowego wypitych przez 7 dni. Niby mało, ale dużo, jeśli przyjmuje się tyle tydzień w tydzień, przez długie lata.

Straty wynikające z picia są do policzenia, ale wbrew pozorom wielkie liczby nie robią wrażenia.

Co innego te małe, z którymi każdy ma codziennie do czynienia. Można takie uzyskać za pomocą ćwiczenia powiększającego rzeczywiste ceny jednostkowe o proporcjonalne straty z powodu spożywania alkoholu.

W warunkach brytyjskich cena pinty piwa (nieco więcej niż nasze duże, tj. półlitrowe) w pubie musiałaby wówczas urosnąć o 3/4, czyli z obecnych 3,5 funtów do 6,15 funtów.

Jeszcze droższa musiałaby stać się butelka wina ze sklepu. Dziś średnia cena to 5,50 £, a po „opłacie” na usuwanie skutków spożywania alkoholu – byłoby to prawie 10 funtów (9,86 £) i byłaby to podwyżka o 79 proc.

Najwyższy, 85-proc., czyli prawie tak mocny jak spirytus, musiałby być skok cen wódki. Butelka 0,7 l kosztująca teraz 14,43 £ musiałaby zdrożeć w sklepach do 26,68 £.

Ciężar takich hipotetycznych podwyżek dźwigaliby konsumenci pijący za dużo, czyli 78 proc. wszystkich dorosłych mieszkańców. Sprawiedliwie − bo niemal każdy płaciłby z własnej kieszeni.

Po krwawych czasach amerykańskiej prohibicji nikt jednak czegoś takiego nie zadekretuje, choćby dlatego, że dziś omijanie legalnych źródeł dostępu do alkoholu byłoby jeszcze łatwiejsze niż dawniej.

Poza tym, obecne status quo mieści się od biedy w kategoriach sprawiedliwości społecznej, bowiem niepijących w ogóle lub pijących łyczkami jest stosunkowo mało, więc duża część strat ogólnospołecznych pokrywają swymi podatkami sami miłośnicy trunków.

Biznes alkoholowy też czuwa, lobbując ile wlezie.

A tak na zupełnym marginesie: skoro prawie 30 £ za flaszkę kolorowej lub czystej pokrywałoby same tylko pełne koszty produkcyjne i społeczne, to jaka byłaby cena czerpania „czystej z picia przyjemności” − w wyniku kolejnego etapu uzdrawiania cenowych kalkulacji?

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: