Po prostu narcyzm

Andrzej Lazarowicz / Tylko u nas

Współczesny świat jest, co prawda, mocno pokręcony, ale jednocześnie jedyny, w jakim możemy żyć. I - jak powtarzają artyści "Piwnicy Pod Baranami", cytując modlitwę znalezioną w starym kościele św. Pawła w Baltimore, datowaną na 1692 r. - przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Dodam - także przy wszystkich aferach, przekrętach, panoszącemu się chamstwu itd., itp.

Można by nawet w miarę spokojnie w tym współczesnym świecie żyć, gdyby nie dwudziestopierwszowieczna plaga – tak zresztą uważają specjaliści psychologowie, a nie tylko ja – narcyzów. I wcale nie chodzi mi o piękne kwiaty składające się z sześciu płatków okwiatu i charakterystycznej rurki zwanej przykoronkiem – przy czym płatki mogą być białe lub w różnych odcieniach barwy żółtej, natomiast przykoronek – biały, żółty, intensywnie pomarańczowy, różowy, a nieraz czerwony. Chodzi o ludzi narcyzów. Ci to dopiero żyć nie dają. A przybywa ich w zastraszającym tempie – w każdym kraju i każdej narodowości. Jako to stwierdził Woody Allen (wybitny reżyser, scenarzysta i aktor) – urodziłem się w rodzinie żydowskiej, ale z czasem przeszedłem na narcyzm.

Narcyz – jak powszechnie wiadomo – ma przesadne poczucie własnej wartości, wyjątkowości, ważności i wielkości, nadmiernie koncentruje się na sobie samym, nie potrafi konstruktywnie reagować na krytykę. Każdy, kto ośmieli się go ocenić inaczej, niż on sam siebie ceni, staje się wrogiem, a w każdym razie głupkiem, donosicielem, komuchem, ubekiem, lizydupą – w zależności od tego, czego narcyzm nie lubi bardziej. Przy tym idealnie pasują do niego słowa Tadeusza Kotarbińskiego (jednego z najwybitniejszych polskich filozofów, logika i etyka) – bywają specjaliści od pilnowania własnych praw i cudzych obowiązków.

Dla narcyza normalne jest to, że ktoś coś za niego robi, a on ustawia się w kolejce po pochwały. Ktoś inny walczy, a on wypycha piersi po ordery. Zawsze przy tym najmądrzejszy, najodważniejszy i superwolny. Reszta to małe tchórzyki i niewolnicy zabiegający o pańską łaskę i resztki z jego stołu. Dlatego też można od nich wymagać, a gdy próbują się stawiać, zwyczajnie oczernić przed przełożonym. Cóż, nie od dziś wiadomo, że – jak stwierdził Julian Tuwim (polski poeta i pisarz) – największe świnie wymagają zazwyczaj od ludzi, aby byli aniołami.

 

Udostępnij artykuł: