Podatek bankowy od firm pożyczkowych i rok w pigułce na Catalyst

Finanse i gospodarka

Przedstawiciele licznej na rynku obligacji branży pożyczkowej, jasno wskazują, że wtorkowe zapowiedzi objęcia tego rodzaju działalności nowym podatkiem są na razie zbyt mgliste by mówić o ich skutkach. Większość jednak liczy, że zrzutka na finansowanie obietnic wyborczych ich ominie.

Wątpliwości w przypadku objęcia firm pożyczkowych podatkiem od niektórych instytucji finansowych budzi przede wszystkim sposób wyliczania podstawy opodatkowania. Na tę chwilę, jak wskazują przedstawiciele kilku notowanych na Catalyst podmiotów, informacje na temat poprawki wniesionej do projektu ustawy są na tyle nieprecyzyjne, że trudno ustalić, które firmy miałyby zostać objęte nowym podatkiem. W projekcie mowa bowiem o podstawie opodatkowania, która jest nadwyżką sumy aktywów, wynikającą z zestawienia obrotów i sald ponad kwotę 200 mln zł.

Przy tak zdefiniowanej podstawie opodatkowania, większość przedstawicieli branży pożyczek pozabankowych, od których informacje uzyskaliśmy, uznaje się za podmioty zbyt małe by zapłacić podatek. Dlatego interpretacja kwoty wolnej wydaje się obecnie kluczowa. Może to prowadzić do dużych nierówności, nie tyle w zakresie odprowadzanego podatku, co w ogóle samego jego płacenia.

Ewentualne objęcie firm pożyczkowych nowym podatkiem będzie miało oczywiste konsekwencje dla ich rentowności. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do banków nie będą mogły one w całości przerzucić nowych kosztów na klientów, w marcu bowiem zaczną obowiązywać jeszcze inne regulacje, które ograniczają wysokość kosztów pozaodsetkowych oraz możliwość rolowania pożyczek.

Skrócony przedświąteczny tydzień na Catalyst, poza niepokojem związanym z majstrowaniem przy podatku bankowym, nie przyniósł wielu emocji. Nie widać też wyższych obrotów, które w końcu roku mogłyby towarzyszyć przetasowaniom w portfelach inwestorów instytucjonalnych. 

A jeśli już o końcu roku mowa, to może czas na kilka słów podsumowania. W roku, w którym za niektórymi głośnymi defaultami (e-Kancelaria, PCZ, Uboat-Line) stało znacznie więcej niż tylko zwykłe niepowodzenie biznesowe, łatwo stracić z pola widzenia wiele innych istotnych wydarzeń, które wpływały na nastroje inwestorów i kształt rynku obligacji firm.

Mijający rok obfitował w emisje publiczne, zarówno memorandowe, jak i prospektowe. Wprawdzie wartościowo nie był to rok lepszy od poprzednich, gdy wysoką aktywnością wykazywał się Getin Noble Bank i swój program realizował PKN Orlen, ale na pewno inwestorzy mieli możliwość angażowania środków w bardziej różnorodne emisje. Tylko na podstawie zatwierdzonych przez KNF prospektów, oferty publiczne dla inwestorów detalicznych w 2015 r. prowadziły Best, Capital Park, Ghelamco, Getin Noble Bank, Kruk, Murapol, PCC Rokita i Polnord.

Większej liczbie emisji publicznych w 2015 r. towarzyszył wyraźny spadek marż, co było nie tylko skutkiem poprawy sytuacji finansowej przedsiębiorstw, ale szerszym trendem rynkowym. To zjawisko szczególnie interesujące jeśli wziąć pod uwagę, że jeszcze w I kwartale Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe. Natomiast to co się dużym emitentom nie udało, to przekonanie inwestorów detalicznych do stałej stopy, choć trzeba też przyznać, że nikt poza Krukiem specjalnie nie podjął większych starań w tym kierunku. Reszta emisji stałokuponowych to oferty bezprospektowe małych firm o zupełnie innym profilu ryzyka, wycenianym na 8-10 proc. rocznie (wyjątkiem było OT Logistics z trzyletnim długiem na 5,4 proc.) oraz oferty PCC Rokita, który konsekwentnie stawia na stały kupon i niejako wychował sobie odbiorców emisji.

 

 

Nie sposób też pominąć wejścia w życie nowej ustawy o obligacjach (m.in. wprowadzenie instytucji zgromadzenia obligatariuszy), czy trwającej konsolidacji rynku windykacji. By nie sięgać daleko w głąb pamięci warto też wskazać upadłość SK Banku, który miał na Catalyst 75 mln zł długu podporządkowanego (praktycznie nie do odzyskania przez wierzycieli), a także dwucyfrowe rentowności na papierach Getin Noble Banku. Oba te zdarzenia nie pozostały też bez wpływu na wyraźny spadek notowań obligacji spółdzielczych.

I na koniec jeszcze jedna luźna uwaga. O ile z każdym kolejnym rokiem rynek korporacyjnego długu oraz sami inwestorzy stają się coraz dojrzalsi, to wielu emitentów obligacji relacje inwestorskie wciąż traktuje wyłącznie w hasłowo w ramach marketingu towarzyszącemu plasowaniu emisji. 

Michał Sadrak
Obligacje.pl

 

 

Udostępnij artykuł: