Polacy mają w funduszach inwestycyjnych już 300 mld złotych, czy będą kolejne rekordy inwestycyjne?

Multimedia

O rosnącym zainteresowaniu Polaków inwestowaniem na rynku finansowym rozmawiamy z Małgorzatą Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, i prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.

prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych i Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami Małgorzata Rusewicz
Małgorzata Rusewicz, Źródło: IZFiA

O rosnącym zainteresowaniu Polaków inwestowaniem na rynku finansowym rozmawiamy z Małgorzatą Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, i prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.

Robert Lidke: Aktywa funduszy inwestycyjnych w Polsce osiągnęły w kwietniu 2021 roku poziom 300 mld złotych, to jest rekord wszechczasów. Skąd się wziął ten rekord?

Małgorzata Rusewicz: Odpowiedź jest dość prosta. Alternatywne, bardziej konserwatywne sposoby lokowania pieniędzy nie zadowalają klientów, mamy zatem sytuację bezprecedensową - oprocentowanie depozytów  jest praktycznie na poziomie zerowym. Do tego opłaty w instytucjach bankowych idą w górę i klienci poszukują  innych form i możliwości inwestowania gotówki, której z kolei na rynku jest sporo.

Odpowiedzią na te potrzeby i poszukiwania są fundusze inwestycyjne. Różnorodność oferty, praktycznie dopasowanej do każdego profilu klienta, niskie koszty, płynność i możliwość wzrostu kapitału w dłuższej perspektywie, to tylko niektóre z zalet tych produktów. 

Wzrost aktywów, po kilka miliardów miesięcznie, zwłaszcza w tak niezwykłym czasie, jest moim zdaniem potwierdzeniem takiego stanu rzeczy. Zainteresowanie funduszami i ich popularność świadczy także o większej wiedzy finansowej Polaków, do czego z pewnością przyczynił się program PPK o charakterze powszechnym.

Natomiast o ile korelacja między stopami procentowymi i napływami do funduszy jest bardzo wyraźna, o tyle  trzeba myśleć perspektywicznie. Co będzie, jeżeli oprocentowanie depozytów zacznie wracać, w jakimś przedziale czasowym, do normalności.

Zmiany w systemie emerytalnym spowodowały, że zaczęliśmy się rozglądać za różnymi możliwościami i produktami, które oferuje rynek.

I to jest chyba dobry moment żeby w ogóle się przyjrzeć rynkowi kapitałowemu, rozwiązaniom dotyczącym funduszy inwestycyjnych, rozwiązaniom, które mają na celu ułatwienie komunikowania się z klientem i ułatwianie klientowi podejmowania odpowiednich decyzji.

W związku z tym warto nie zmarnować tego czasu, który dzisiaj mamy i próbować dokonać przeglądu ustawy o funduszach inwestycyjnych, wprowadzić rozwiązania deregulacyjne, które pomogłyby temu rynkowi dobrze funkcjonować także w późniejszym okresie.

Rośnie zainteresowanie funduszami inwestycyjnymi, ale czy zainteresowanie IKE i IKZE też rośnie w tym samym stopniu?

‒ Też rośnie i szczególnie IKZE zyskały dość dużą liczbę nowych klientów, ale IKE także. Mówimy tutaj o wzroście w stosunku do poprzednich lat dość istotnym, bo bliskim 20 proc., jeżeli popatrzymy na decyzje inwestorów o otwarciu rachunków.

Trzeba też powiedzieć, że wszystkie zmiany w systemie emerytalnym spowodowały, że zaczęliśmy się rozglądać za różnymi możliwościami i produktami, które oferuje rynek. Trzeba pamiętać, że IKE i IKZE oparte na funduszach mają bardzo niskie koszty i są produktami uprzywilejowanymi podatkowo.

IKZE jest, co systematycznie powtarzam, takim świetnym przykładem i doskonałą możliwością długoterminowego oszczędzania, która rok do roku przynosi nam   dodatkowe korzyści, poza stopą zwrotu wypracowaną przez fundusz, ponieważ możemy odpisywać nasze oszczędności tam zainwestowane od podstawy opodatkowania.

W związku z tym to jest jedna z takich form, która daje nam i długoterminowe, i krótkoterminowe korzyści.

Gdybyśmy spojrzeli na to, jak Polacy inwestują za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, to te najbardziej ryzykowne inwestycje, np. w akcje – jaki stanowią procent?

‒ Patrząc dzisiaj na strukturę rynku, to wcześniejsze miesiące pokazują, że jesteśmy przyzwyczajeni do bycia ostrożnymi. Większość Polaków decyduje się skupić na funduszach obligacyjnych, gdzie obecnie jest ulokowane 40 proc. rynku.

Rzadziej wybieramy bardziej ryzykowne inwestycje związane z akcjami, obliczone na dłuższy horyzont inwestycyjny. Fundusze akcyjne i mieszane na koniec kwietnia zajmują nieco ponad 20 proc. 

Warto jednak podkreślić, że kwiecień był miesiącem, kiedy rzeczywiście sprzedaż części akcyjnej bardziej ruszyła. Polacy postanowili zainwestować w fundusze akcyjne ponad 0,8 miliarda złotych  tym razem.

Inwestujemy chętniej w kraju czy za granicą?

‒ Inwestujemy chętniej w kraju. Akurat polska giełda, w ostatnich miesiącach jest w bardzo dobrej kondycji, w związku z tym to zachęca do tego, aby inwestować. Polacy są konserwatywni nie tylko w wyborze charakteru inwestycji, ale także jeśli chodzi o lokalizację.

Fundusze polskie są dotąd postrzegane jako bardziej atrakcyjne, sprawdzone i dostępne. Natomiast zarządzający, do portfeli funduszy polskich dobierają inwestycje zagraniczne, coraz większą popularnością wśród nich cieszą się rynki zagraniczne, gdzie można znaleźć ciekawe okazje inwestycyjne.

Kiedy patrzy Pani na rynek krajowy, to jakie Pani widzi największe niebezpieczeństwa? Co się może złego wydarzyć, albo mogłoby się wydarzyć złego?

‒ To jest bardzo ściśle powiązane z tym, co się dzieje w gospodarce. Na ten moment jesteśmy w całkiem niezłej sytuacji, jeśli chodzi o rozwój gospodarczy. Z drugiej strony mamy jednak wysoką inflację.

Ale przede wszystkim niebezpieczeństwo, jakie widzę z mojej perspektywy, to jest zahamowanie dobrej koniunktury i powrót do sytuacji, kiedy nie mieliśmy żadnych nowych IPO na rynku, żadnych ciekawych debiutów. A w tej chwili widać, że rynek bardzo się zmienił pod tym względem.

W związku z czym, jeżeli będziemy mieli interesujące, rosnące spółki, to będzie też większe zainteresowanie inwestowaniem na giełdzie.

A czy nie widzi Pani niebezpieczeństwa związanego z likwidacją OFE i tego, że duża część spółek giełdowych, ich akcje, mogą trafić w ten czy inny sposób pod zarząd Skarbu Państwa? To może spowodować duży ruch na giełdzie?

‒   Przyszłość OFE jest nadal swego rodzaju znakiem zapytania. Jeżeli byśmy przyjęli opcję, że dochodzi do całkowitej nacjonalizacji, to oczywiście to bardzo uderzy w giełdę ‒ mogą się pojawić decyzje spółek o potencjalnym opuszczeniu giełdy i braku decyzji o wejściu na giełdę.

Istnieje takie niebezpieczeństwo. Natomiast nie sądzę, aby to była ta droga, którą chce podążać polski rząd.

Z kolei jeśli nie dojdzie do przeformułowania propozycji, z którą mieliśmy ostatnio do czynienia w Sejmie, to też widzę niestety dużo niebezpieczeństw. Ponieważ jest to opcja, która nie traktuje w równy sposób klientów, którzy chcieliby zostać w OFE i tych, którzy chcieliby przenieść swoje środki do ZUS.

I w tej sytuacji możemy się obawiać faktycznie istotnej, jeśli chodzi o udział procentowy, decyzji osób, które postanowią pozostać w ZUS. Mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie, bo to by również oznaczało bardzo istotne zmiany na rynku kapitałowym, przede wszystkim na giełdzie.

Jeżeli więcej osób wybierze ZUS, to istnieje zagrożenie, że Skarb Państwa zwiększy swoje udziały w wielu spółkach?

‒ To nie jest tylko kwestia zaangażowania Skarbu Państwa, jeżeli chodzi o udział w spółkach, to jest kwestia przepływów finansowych. To się będzie wiązało również z koniecznością sprzedaży części akcji. A nie mamy jeszcze tak dużych napływów środków do PPK, by móc te potencjalne straty odrobić, kupując te z konieczności sprzedawane akcje właśnie za aktywa zgromadzone w PPK.

W związku z tym to będzie prowadziło do sytuacji, że będziemy mieli spadki na giełdzie, jeżeli chodzi o wycenę akcji.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: