Politycy kłamią, bo kłamstwo im służy

Blogi / Jan Cipiur

Od czasu do czasu każdy skłamie. W polityce jest mniej ładnie. W niej kłamstwa więcej niż termitów w kopcu. W dodatku, polityk kłamie jeszcze bardziej, gdy przyłapać go na łgarstwie, podkreśla Jan Cipiur.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Od czasu do czasu każdy skłamie. W polityce jest mniej ładnie. W niej kłamstwa więcej niż termitów w kopcu. W dodatku, polityk kłamie jeszcze bardziej, gdy przyłapać go na łgarstwie, podkreśla Jan Cipiur.

Żył w XVIII wieku w Anglii Thomas Bayes. Jak to bywało naonczas, łączył pasję do nauk ścisłych ze stanem duchownym. Przeszedł do historii dopiero po śmierci, kiedy sformułowano na podstawie jego dorobku „twierdzenie Bayesa”, które dało początek tzw. statystyce bayesowskiej.

Tradycyjna statystyka opiera się na rachunku prawdopodobieństwa, a prawdopodobieństwo wystąpienia tzw. zdarzenia losowego związane jest z częstością identycznych prób. Zatem badania np. zachorowalności na obojętnie jaką chorobę najlepiej prowadzić na próbie liczącej miliony.

Niby proste, a jednak nie do końca. Eksperci twierdzą np. że szanse poważnej awarii nowoczesnej elektrowni atomowej są jak jeden do miliona. Jak do tego doszli, skoro na całym świecie działa zaledwie ok. 450 reaktorów, więc do miliona z ich proporcji brakuje wielkie mnóstwo?

Posłużyli się rozumowaniem Wielebnego. Thomas Bayes uznał mianowicie, że prawdopodobieństwo bezwarunkowe, zwane prawdopodobieństwem a priori, to miara racjonalnego przekonania, że dane zdarzenie nastąpi lub nie nastąpi.

Jeśli zatem usiłujesz przewidywać, to próby statystyczne próbami, ale ścisły i sprawny rozum też się bardzo liczy. W dosłowniejszym ujęciu dorobek Thomasa Bayesa pozwala aktualizować prognozy w świetle wiedzy starej (już kiedyś pozyskanej) oraz nowej, z którą się właśnie zetknęliśmy.

Bayes i kłamstwa polityków

Kilkanaście lat temu Emir Kamenica i Matthew Gentzkow, obaj pracujący wówczas w Chicago University Booth School of Business, sformułowali teorię perswazji bayesowskiej (bayesian persuasion).

Przekabacaniu ludzi przez polityków służą zazwyczaj obietnice i „łapówki” w formie przywilejów i rozdawanych po uważaniu pieniędzy, a po drugiej stronie spektrum – groźby. W perswazji bayesowskiej jest nieco finezyjniej. Narzędziem kierowania ludzi we „właściwą” stronę jest informacja. Kto sprawniej posługuje się informacją, obiektywnie prawdziwą lub równie obiektywnie fałszywą, ten ma za sobą więcej ludzi.

Dwa lata temu Washington Post napisał, że prezydent Trump wygłosił ponad 20 000 twierdzeń, które były jawnie fałszywe lub pokrętnie wprowadzały w błąd. Mnóstwo ludzi uwierzyło w jego brednie. Teraz nie finezyjne narzędzia są w użyciu, bronią w polityce jest młot, topór, obuch i każde inne „żelastwo”, byle cięższe.

Kto sprawniej posługuje się informacją, obiektywnie prawdziwą lub równie obiektywnie fałszywą, ten ma za sobą więcej ludzi

Mechanizm zreferowali naukowcy z Yale: Florian Ederer i Weicheng Min w pracy o perswazji bayesiańskiej w połączeniu ze sprawdzaniem kłamstw („Bayesian Persuasion with Lie Detection”).

Gdyby kontrola kłamstw (fact-checking) była pełna, to kłamstwo byłoby demaskowane za każdym razem i nie miałoby sensu. Jeśli jednak szansa przyłapania na łgarstwie jest wystarczająco mała, to „mądry” polityk bez zasad kłamać będzie jeszcze bardziej i więcej, żeby zniwelować te nie dość liczne przypadki przyłapania go na szerzeniu nieprawdy, odwracaniu kota ogonem, stawianiu spraw z nóg na głowę…

Politykom pozbawionym kręgosłupa moralno-etycznego sprzyja też mechanizm przekonywania, opisany przed rokiem w pracy pięciu autorów z Microsoftu oraz trzech czołowych uniwersytetów amerykańskich („Persuading with Anecdotes”). Mowa w nim, że racjonalne jest postępowanie osób nie będących ekspertami, które częściej zasięgają informacji od osób z podobnymi zapatrywaniami jak ich własne, niż wsłuchują się w znawców, którzy mogą mieć inne preferencje.

Twierdzenie Bayesa sprawdza się nie tylko w polityce

Dorobek praktyczny oparty na przemyśleniach Bayesa wykracza poza politykę, a właściwie więcej go poza polityką, czyli np. w reklamie, prawie, w ratingu papierów dłużnych. Tzw. zwykły człowiek może mieć z nim do czynienia, gdy rozgląda się, czy w strefie płatnego parkowania nie czai się gdzieś za rogiem miejski strażnik, albo czy nie krąży w pobliżu samochód elektryczny z kamerą na dachu.

Na omijaniu opłat parkingowych skupiły się Penelope Hernandez z Hiszpanii i Zviki Neeman z Izraela („How Bayesian Persuasion Can Help Reduce Illegal Parking and Other Socially Undesirable Behaviour”).

Piszą, że jeśli prawdopodobieństwo przyłapania na parkowaniu bez biletu jest niskie, to unikanie opłat stanie się powszechne. Ponieważ miasta mają zazwyczaj sztywne budżety na egzekwowanie opłat parkingowych, to zgodnie z zasadą racjonalnego wykorzystywania zawsze zbyt szczupłych (i dobrze) zasobów, sensowne jest zaniechanie akcji kontrolnych w określonych miejscach i czasie, a skupienie wysiłków na innych adresach.

Powszechne łgarstwo polityków to zmora, którą trzeba zwalczać

Bieżący koszt posłużenia się kłamstwem jest niski, czasem niezauważalny. Już niezwykle rzadko politycy kierują się w swych działaniach i planach wyzwaniami oraz potrzebami dalszej przyszłości. Tymczasem, prostolinijność polityczna i patrzenie w dal odpłacają społeczeństwom bardziej niż pieniądze. Zasada ta działa jeszcze wyraźniej w warunkach kryzysowych, jakie mamy dzisiaj.

Powszechne łgarstwo polityków to zmora, którą trzeba zwalczać. Czerwień to kolor ostrzegawczy, zielony uspokaja. Za dużo z nas widzi i słyszy polityków na zielono. Wielebny Bayes radziłby tę zieleń przepuścić przez filtr rozumu, o ile oczywiście jest tego rozumu tyle, ile trzeba do demaskowania łgarzy, a tyle ile trzeba ‒ raczej nie ma.

Jan Cipiur

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: