Polityka w wydaniu kabaretowym

Maciej Małek

Dziwnym trafem europejskiej konwencji PO w Sopocie towarzyszyły obrazki, które bardziej przypominały reality show niż poważne wydarzenie, mające nadać nowy impuls dyskusji o j roli Polski w Europie i nadziejom z jakimi przystąpimy do majowych wyborów naszych w niej reprezentantów.

Jeszcze nie przebrzmiały echa protestu rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych w Sejmie i kogóż wyłapały czujne obiektywy telewizyjnych kamer przed wejściem do hali, w której odbywała się konwencja? Ano pana, który jeszcze tak niedawno na korytarzach  naszego parlamentu z biało-czerwoną opaską na ramieniu wykrzykiwał, nie wiedzieć czemu pod adresem Stefana Niesiołowskiego – hańba!. Tym razem ofiarą jego obcesowych nagabywań padła udająca się na obrady Marszałek Sejmu Ewa Kopacz.

Komentujący wydarzenie w studio telewizyjnym Ryszard Kalisz i Jarosław Gowin zdawali się mieć za złe premierowi Donaldowi Tuskowi, nota bene sopocianinowi, że  przybył na spotkanie pieszo, trzymając za rękę żonę Małgorzatę, a na sali towarzyszyła im córka Katarzyna – popularna blogerka modowa.

Nie bardzo rozumiem, czy posiadanie dzieci, oraz pokazywanie się w przestrzeni publicznej jako mąż  i ojciec nie odpowiada powadze misji, czy może wadze spraw, o których przyszło radzić zebranym. Premier, którego często pomawia się o wszystkie domniemane i wyimaginowane nieszczęścia był tym razem sarkastyczny i stanowczy, kiedy mówił, że „nie poprowadzi Polaków na Dzikie Pola”, a skłonność do przeceniania swojej, naszej roli w europejskiej polityce – konkretnego adresata tych słów taktownie nie wskazał, nazwał durną!

W tym samym czasie Jarosław Kaczyński zarzucał premierowi, że spotyka się z różnymi środowiskami i fotografuje na tle, a to obiektów przemysłowych, a to instalacji wojskowych i „nic z tego nie wynika”. Słuchaczami tego wywody byli rolnicy, zaś tłem traktor?! 

Pawłowie: Piskorski i Śpiewak  utyskiwali wieczorem, że Donald Tusk udźwignął ciężar przywództwa w obliczu kryzysu wokół Ukrainy i zmobilizował nie tylko polską opinię publiczną, ale przywódców europejskich. Zachował przy tym konsekwencję, determinację, spokój i rozwagę. Komentatorzy  – jeden były polityk, drugi jeszcze z aspiracjami, stwierdzili, ze premier i PO mają szczęście, że przywołane okoliczności pozwoliły odzyskać inicjatywę i odwrócić tendencję w sondażach.

Dodając do tego teorię o knowaniach i spiskach dojdziemy do iście kabaretowo brzmiącej konkluzji, że na lotnisku w Smoleńsku Donald Tuski i Władimir Putin zaplanowali aneksję Krymu, by zapewnić pokonanie Prawa i Sprawiedliwości przez obóz rządzący w wyborach do parlamentu europejskiego. Zapowiedź Janusza Piechocińskiego, że w listopadzie wystąpimy o obniżenie cen gazu dostarczanego przez Gazprom, to kolejna poszlaka, że spisek miał miejsce, a ewentualne powodzenie negocjacji, będzie tylko jego potwierdzeniem?!

Udostępnij artykuł: