Polscy miliarderzy i giełda

Blogi / Przemysław Szubański

Przemysław Szubański
Przemysław Szubański, "Parkiet", fot. Krzysztof Skłodowski "FOTORZEPA"

"Parkiet" publikuje zestawienie polskich miliarderów. Są to w znakomitej większości założyciele, właściciele lub współwłaściciele giełdowych spółek. Aż... i tylko.

#PrzemysławSzubański: Nie ma żadnego polskiego Warrena Buffetta - jeżeli już, to Markowie Zuckerbergowie @Parkietcom @GPW_WSExchange @inwestorzy

Bo ich majątki zależą od notowań tej jednej firmy (z rzadka jakichś konglomeratów czy chociaż kilku spółek). Nie ma żadnego polskiego Warrena Buffetta – jeżeli już, to Markowie Zuckerbergowie (z zachowaniem proporcji).

Gracze giełdowi, ci prawdziwi, ryzykujący, inwestujący w różne spółki, przerzucający w jednej chwili ogromne pieniądze z jednych akcji w inne, których portfele są zdywersyfikowane. Takich to już ze świecą szukać.

Z przeprowadzanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych Ogólnopolskiego Badania Inwestorów wyłania się portret gracza młodego, o nowoczesnym podejściu do giełdy, korzystającego z najnowszych instrumentów, a przede wszystkim efektywnego.

Tyle że nie ma ich dużo – Polaków, zwłaszcza starszych, cechuje niechęć do ryzyka. Trudno się zresztą dziwić – żeby zysk był duży, trzeba sporo zainwestować, a posiadaczy odpowiednio dużych majątków tak znów wielu nie ma.

Najczęściej to przedsiębiorcy – których majątkiem jest ich firma. Tu dochodzimy znów do portretu polskiego bogacza: założyciela, właściciela, posiadacza.

A tak mi się przy okazji przypomniało, że na giełdę trzech króli (nie sześciu!) nie dotarło. Rajd mamy tylko św. Mikołaja. Może i słusznie, bo to mocno kontrowersyjna trójka.

Królowie na pewno nie (niby czego?), prędzej magowie. Tylko że najpierw w kanonie katolickim były to trzy święte: Katarzyna, Małgorzata, Barbara (Brygida?). Potem zostały przerobione na Kacpra, Melchiora i Baltazara.

Na dodatek imiona pojawiają się dopiero w VI wieku, a cała koncepcja zostaje spopularyzowana w IX wieku. Co więcej, biblijne opisy nie mówią o tym, ilu mędrców przybyło, ani nie podają ich imion.

W takim razie może lepiej, że nie trafiają na parkiety. Nie wiadomo, jakie dary by przynieśli. Jeszcze dwóch to hossę i bessę. A trzeci co, stagnację?

Bo chyba nie wybicie boczne? Giełdzie pasują za to dwie Anny Lizy: techniczna i fundamentalna.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: