Polska bankowość nie musi świecić światłem odbitym

Gospodarka

Z Krzysztofem Pietraszkiewiczem, prezesem Związku Banków Polskich, rozmawiają prezes Fundacji Instytut Badań i Edukacji Planowania Finansowego dr Marcin Daniecki i Karol Jerzy Mórawski

#KrzysztofPietraszkiewicz: Na przestrzeni minionego ćwierćwiecza osiągnęliśmy wprawdzie ogromny postęp jeśli chodzi o edukację społeczeństwa, niechlubnym wyjątkiem pozostawał jedynie brak spójnej koncepcji powszechnej oświaty finansowej. Czas najwyższy, by wyeliminować tę wstydliwą lukę w systemie szkolnictwa #ZBP @MiesiecznikBank

Setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę to znakomita okazja by spojrzeć równocześnie na bankowość polską dwudziestolecia międzywojennego i po roku 1989. Jakie podobieństwa i różnice mógłby Pan Prezes wskazać w tych okresach wielkich wysiłków na rzecz budowy polskiego systemu bankowego?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Próba porównania dwóch przełomowych okresów w dziejach polskiej bankowości, dwudziestolecia międzywojennego i transformacji ustrojowej po roku 1989, jest ciekawym, ale równocześnie niezmiernie trudnym i ryzykownym zabiegiem. Chcąc przeprowadzić takową analizę w sposób odpowiedzialny i wyczerpujący, należałoby uwzględnić w pierwszej kolejności diametralne różnice pomiędzy uwarunkowaniami politycznymi, gospodarczymi, społecznymi i – last but not least – technologicznymi, panującymi w Europie i Polsce po roku 1918 i 1989. Równocześnie nietrudno wskazać szereg podobieństw między obydwoma tak odległymi epokami. Należy do nich między innymi mnogość kryzysów finansowych, jakie miały miejsce zarówno na rynkach globalnych jak również i w Polsce.

Zarówno czas budowy niepodległej Polski, jak też transformacja systemu gospodarczego powojennej Polski w kierunku społecznej i konkurencyjnej gospodarki rynkowej odbywały się początkowo w warunkach wysokiej inflacji, skutkującej koniecznością podjęcia procesu dezinflacji przez organy odpowiedzialne za sytuację ekonomiczną kraju. W jednym i drugim okresie toczył się też spór o miejsce i rolę banku centralnego. Rzecz jasna w dwudziestoleciu międzywojennym batalia ta miała znacznie bardziej radykalny charakter, a to z uwagi na ścierające się, całkiem odmienne koncepcje roli banków centralnych wyniesione z poszczególnych zaborów. Podobne różnice poglądów i spory towarzyszyły wówczas wypracowywaniu modelu nadzoru nad rynkiem kredytowym.

Późniejsze lata II Rzeczypospolitej to z kolei okres nacisków podejmowanych przez władze centralne, które dążyły do bezpośredniego wpływu na politykę zarówno monetarną, jak również i kredytową. Sam marszałek Piłsudski mocno optował za obsadzeniem władz banku centralnego swoimi ludźmi, podobnie zresztą minister Eugeniusz Kwiatkowski niejednokrotnie dawał do zrozumienia, iż nie akceptuje i nie popiera zbyt wielkiej autonomii banku centralnego.

Dla porównania, w okresie transformacji kwestia autonomii banku centralnego była nieporównanie bardziej oczywista, a prowadzone polemiki co do zasady nie dotyczyły samej istoty problemu. Podobnie wyglądała sytuacja jeśli chodzi o nadzór nad rynkiem kredytowym i bankowym. W okresie międzywojennym mieliśmy do czynienia z kształtowaniem się podstawowych reguł sprawowania nadzoru w tych obszarach, natomiast po roku 1989 kierunek co do zasady był wyznaczony, walczyliśmy głównie o to aby doprowadzić do większej harmonizacji i silniejszego współdziałania poszczególnych instytucji. W obydwu przełomowych dla Polski momentach dziejowych toczyła się z kolei walka między różnymi ośrodkami o wpływy na politykę monetarną i kredytową. Te niełatwe doświadczenia z przeszłości i teraźniejszości, jak również obserwacje uwarunkowań panujących na innych rynkach sprawiły, że Związek Banków Polskich wystąpił z wnioskiem o zagwarantowanie konstytucyjnej autonomii banku centralnego, jak również o powołanie Rady Polityki Pieniężnej i kolegialnej Komisji Nadzoru Bankowego. Chodziło o to, by te wszystkie polityki były bardziej skoordynowane.

W obu przypadkach mieliśmy też do czynienia z kształtowaniem się niejako od nowa polskiego sektora bankowego. Czy podobne paralele dotyczą również funkcjonowania samych instytucji finansowych na polskim rynku?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Oczywiście, także i w tym obszarze wskazać można zarówno szereg podobieństw, jak też istotnych odmienności. Chciałbym zwrócić uwagę na jeden z ważniejszych w moim przeświadczeniu aspektów, jakim jest udział kapitału zagranicznego w polskim sektorze bankowym. Po roku 1918 był czas, kiedy owo zaangażowanie było dość istotne i mocno sprzyjało tendencjom rozwojowym. Równocześnie jednak rządzący Polską decydenci wyznawali pogląd, jakoby taka sytuacja ograniczała im wpływ na kierunki realizacji polityki gospodarczej. W efekcie po roku 1930 roku można obserwować intensywne wycofywanie się kapitału zagranicznego z polskiego rynku. Proces ten był zasadniczo kontynuowany przez całą dekadę poprzedzającą wybuch II wojny światowej, dzisiaj na podstawie analizy przepływów finansowych śmiało można stwierdzić, że Polska stawała się pod tym względem coraz bardziej osamotnionym krajem.

To jest symptomatyczne, że w obliczu napaści ze strony Niemiec i ZSRR zabrakło mocnych gospodarczych przesłanek do angażowania się innych krajów w obronę sytuacji Polski. Istniały oczywiście ważkie powody militarne i polityczne, jednak zabrakło motywów stricte ekonomicznych, mierzonych skalą utraconego kapitału. Przestrzegałbym rzecz jasna przed dokonywaniem jakichkolwiek prostych analogii czy porównań z obecną sytuacją geopolityczną czy też ekonomiczną naszego kraju.

Polska jest dziś członkiem Rady Europy, Unii Europejskiej, uczestnikiem szeregu traktatów, umów międzynarodowych i międzynarodowych instytucji finansowych. Narodowy Bank Polski jest trwale zakotwiczony w europejskim systemie banków centralnych. Ważnym czynnikiem integrującym nasze państwo z Europą i globalnym otoczeniem makroekonomicznym są  rozliczne związki gospodarcze, nie tylko w obszarze rynku finansowego, takie jak choćby wysoki poziom inwestycji zagranicznych i eksportu czy też rosnące powiązania kooperacyjne.

 

Globalizujący się rynek oznacza z jednej strony większe bezpieczeństwo dla poszczególnych  uczestników, z drugiej sprzyja przenoszeniu zjawisk kryzysowych, czego dobitny dowód mieliśmy po roku 2007. W jaki sposób w uregulowanym otoczeniu makroekonomicznym mogło w ogóle dojść do tak katastrofalnej recesji?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Doświadczenia globalnego kryzysu lat 30. ubiegłego wieku oraz II wojny światowej przyniosły wymierny skutek dla światowej gospodarki w postaci wyznaczenia standardów prowadzenia polityki monetarnej czy fiskalnej. Pomimo tak gruntownie zmienionego podejścia i nowej infrastruktury nie udało się rzecz jasna uniknąć wielkiego kryzysu lat 2007-2011. Był on efektem ukształtowania się nowych rozległych relacji transgranicznych , dużej swobody przepływu kapitału oraz wdrażania nowych „eksperymentalnych” metod zarządzania ryzykiem i prób jego transferowania.

Infrastruktura systemu instytucji finansowych powstała po II wojnie światowej stała się po kilkudziesięciu w znacznym stopniu nieadekwatna do przebiegających dynamicznie procesów globalizacji, niemożliwego do przewidzenia w dekadach wcześniejszych, oszałamiającego tempa postępu technicznego ale również bardzo poważnego wzrostu liczby ludności na Ziemi do obecnego poziomu blisko 7 mld osób. Na funkcjonowanie światowego rynku bankowego miały ważki wpływ także i takie zjawiska jak mocna rola ufinansowienia w świecie gospodarki, poziom kooperacji między poszczególnymi krajami czy też rosnące znaczenie tzw. rynków wschodzących.

Takim fenomenem symbolizującym te przemiany jest oczywiście ekspansja Chin, które w relatywnie krótkim czasie stały się strategicznym partnerem dla światowych liderów na czele z USA, jednak na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat daje się zaobserwować silny wpływ na globalną gospodarkę takich krajów jak Indie, Brazylia czy jeszcze wcześniej Rosja. Jeśli do tych wszystkich czynników dodamy takie uwarunkowania jak zmiany klimatyczne czy nowe sposoby wytwarzania energii nie powinno dziwić, iż zakres owych przemian oraz ich nasilenie w pierwszej dekadzie XXI stulecia zaskoczyły nie tylko liderów politycznych i gospodarczych jak również banki centralne i instytucje komercyjne – i to do tego stopnia, że nie stanęły one na wysokości zadania, by zidentyfikować tak poważnych rozmiarów kryzys.

Dziś w światowym systemie finansowym wyrasta pewna dychotomia. Stany Zjednoczone optują za  rosnącymi stopami procentowymi, natomiast Chiny opowiadają się za pozostawieniem ich na niskim poziomie. Która z tych opcji jest Pańskim zdaniem, w chwili obecnej właściwsza dla Polski i jak się to starcie gigantów przełoży się na stabilność systemu finansowego strefy euro?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Rola wiodących gospodarek w świecie, szczególnie amerykańskiej i europejskiej, ale również takich krajów jak Japonia, Chiny czy nastawiona ostatnio sceptycznie do idei integracji europejskiej Wielka Brytania ze zrozumiałych względów jest wielka. Analizując doświadczenia kryzysowe ostatnich kilkuset lat trzeba powiedzieć, że pewna modyfikacja polityki monetarnej jest uzasadniona, i to się właśnie realizuje. Wycofanie się banków centralnych z polityki luzowania ilościowego w Stanach Zjednoczonych, a wkrótce też i w Europie, będzie oznaczało powstanie nowych warunków gospodarczych na tych rynkach. Może to oznaczać pewne wstrząsy i korekty w niektórych działach gospodarki, na to powinniśmy być gotowi nie tylko pasywnie, ale i aktywnie.

Mówiąc wprost, należy przygotowywać mechanizmy do restrukturyzacji gospodarki, która jest organizmem żywym, podlegającym licznym zmianom i korektom zarówno pod wpływem technologii, jak również zidentyfikowania pewnych nierównowag i niestabilności. Natura systemu gospodarczego sprawia, iż wymaga on od czasu do czasu interwencji, zarówno monetarnych, jak też fiskalnych czy nadzorczych. Takie działania będą mieć oczywiście miejsce, ważne jest to, aby w wyniku interwencji podejmowanych świadomie w odpowiedzi na zjawiska obserwowane na odległych rynkach ewentualne korekty i straty w polskiej gospodarce były jak najmniejsze i żeby istniała cywilizowana zdolność do transformowania podmiotów kredytowych, tak, by minimalizować straty rozwojowe o charakterze ekonomicznym jak i niematerialnym.

Myślę, że nie wszystkiemu się uda zapobiec, zadanie polega na tym, żeby te zjawiska ograniczyć. Zaufanie do kompetencji instytucji finansowych, bankowców, regulatorów czy nadzorcy jest bardzo ważne. Problem polega na tym, że wchodzimy w świat w warunkach polskich szczególnie złożony, świat bardzo poważnych wyzwań demograficznych czy ekologicznych. Potrzebna nam jest poważna rozmowa o strategii rozwoju Polski i jak w jej kolejnych etapach powinien się zachowywać i być skonstruowany w jakim kierunku powinien się rozwijać polski system bankowy. Jestem przekonany, że bankowcy do tej rozmowy są i będą jeszcze lepiej przygotowani.

 

Wspominał Pan Prezes o zmianach demograficznych. Jedną z nich stanowi bez wątpienia wydłużający się średni czas życia, a równoległa koegzystencja czterech pokoleń staje się we współczesnym świecie normą. Jak sektor bankowy reaguje na wyzwania związane ze zmianami demograficznymi?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Na całym świecie banki są tą częścią gospodarki, która bardzo wnikliwie analizuje trendy demograficzne, biorąc pod istotny wpływ przeobrażeń w tym obszarze dla funkcjonowania rynku finansowego. Obserwacje te są następnie wykorzystywane w celu dostosowania portfela produktów do potrzeb i oczekiwań tak zróżnicowanej wiekowo rzeszy klientów. Transformacja obejmuje co do zasady wszystkie rodzaje usług oferowanych przez banki, a więc zarówno działalność depozytowo-kredytową, pośrednictwo w wykonywaniu rozmaitych operacji, oferowane w kanałach bankowych produkty powiązane, jak choćby ubezpieczenia czy wreszcie szeroko rozumiane doradztwo, które przy tak silnym rozwarstwieniu wiekowym i odmiennej mentalności różnych pokoleń staje się coraz istotniejszym elementem bankowej oferty. Właściwa reakcja sektora finansowego na wyzwania natury demograficznej stanowi proces niezmiernie trudny i odpowiedzialny, wymusza też permanentne wdrożenia o charakterze innowacyjnym, co z kolei w dalszej perspektywie przekłada się na koszty prowadzonej działalności.

Chciałbym jednak zaznaczyć, iż zapewnienie odpowiedniej jakości i dostępności bankowych produktów to zaledwie połowa sukcesu. Elementem absolutnie niezbędnym jest równoległa edukacja finansowa społeczeństwa, czyli przyszłych i aktualnych uczestników obrotu gospodarczego. Badania i analizy jednoznacznie potwierdzają, iż odpowiednie przygotowanie klientów przynosi wymierną korzyść samym instytucjom finansowym. Mamy tu do czynienia z mechanizmem analogicznym jak w medycynie, gdzie świadomy pacjent w znacznym stopniu przyczynia się do wzrostu skuteczności prowadzonej terapii.

Podobnie w przypadku usług finansowych wyedukowany klient potrafi sprecyzować swe oczekiwania i potrzeby, jest też nieporównanie bardziej wnikliwy i dociekliwy w niełatwym przecież procesie doboru optymalnego produktu. Po drugiej stronie mamy tych konsumentów, którzy całkowicie zdają się na opinie doradców i pośredników, czując się równocześnie zwolnieni z potrzeby posiadania jakiejkolwiek wiedzy na temat usług, z których korzystają. To właśnie takie osoby najczęściej cechuje niefrasobliwość i dezynwoltura, która już w toku korzystania z produktów finansowych staje się przyczyną gorzkich rozczarowań. Dlatego właśnie tak ważne jest włączenie treści poświęconych ekonomii, finansom i praktycznym zachowaniom w obrocie gospodarczym do programu edukacji szkolnej na poziomie podstawowym i średnim.

Taki też cel od wielu lat stawiały sobie polskie banki, jednak przez długi czas postulaty te nie spotykały się z właściwym przyjęciem przez system edukacyjny. Obecnie sytuacja zmienia się w imponującym tempie: z inicjatywy sektora bankowego uruchomiona została wielka akcja edukacyjna w szkołach. Tylko w roku szkolnym 2017/2018 w zajęciach prowadzonych przez około 1200 wolontariuszy reprezentujących ponad 120 banków i kilka tysięcy odpowiednio przygotowanych nauczycieli weźmie udział 350 tys. dzieci i młodzieży. Znaczący jest fakt, iż we wspomnianej inicjatywie uczestniczą również instytucje otoczenia bankowego, takie jak Krajowa Izba Rozliczeniowa czy Biuro Informacji Kredytowej, czy wreszcie partnerzy społeczni reprezentujący tzw. trzeci sektor.

Jestem przekonany, ze podjęta wspólnie kampania zakończy się dużą aktualizacją programów nauczania w szkołach podstawowych i średnich. Na przestrzeni minionego ćwierćwiecza osiągnęliśmy wprawdzie ogromny postęp jeśli chodzi o edukację społeczeństwa, niechlubnym wyjątkiem pozostawał jedynie brak spójnej koncepcji powszechnej oświaty finansowej. Czas najwyższy, by wyeliminować tę wstydliwą lukę w systemie szkolnictwa.

Programy edukacyjne dedykowane są tym pokoleniom, które obecnie albo dopiero za kilka lat będą wchodzić na rynek finansowy. W jaki sposób zapewnić przekazywanie wiedzy aktualnym uczestnikom obrotu gospodarczego?

Krzysztof Pietraszkiewicz: To zadanie spoczywa w zasadzie na wszystkich uczestnikach rynku, poczynając od regulatorów a kończąc na poszczególnych instytucjach finansowych i reprezentujących je organizacjach. Jedną z form powszechnego przygotowania społeczeństwa do korzystania z usług bankowych jest zapewnienie ich powszechnej dostępności przynajmniej na poziomie podstawowym. Ten etap w znacznej mierze mamy już za sobą: ubankowienie Polaków kształtuje się obecnie na poziomie 86 proc. Przy tak wysokim nasyceniu rynku coraz większego znaczenia nabiera jakość oferowanych usług i sposób oferowania tychże.

Dlatego polski sektor bankowy inwestuje w nowoczesne technologie, które umożliwiają chociażby świadczenie usług płatniczo-rozliczeniowych różnym kategoriom klientów, poczynając od dzieci i młodzieży, którzy wykonują te usługi pod pieczą rodziców, aż po osoby starsze i dotknięte różnymi niepełnosprawnościami. Wsparcie dla tych dwóch ostatnich grup od wielu już lat stanowi absolutny priorytet dla ZBP i całej polskiej bankowości. Dzięki bankowości mobilnej i elektronicznej otworzyliśmy świat dla tych osób, daliśmy im klucze do banku, dzięki czemu nie muszą wychodzić z domu żeby móc wykonać operacje płatnicze czy skorzystać z kredytu. W ułatwienia dostępu dla osób niewidzących czy też dotkniętych niepełnosprawnością słuchową wyposażono nie tylko szereg produktów oferowanych w kanałach zdalnych, ale również kilkanaście tysięcy bankomatów rozlokowanych na terenie całego kraju. Dzięki takim rozwiązaniom osoby dotknięte niepełnosprawnościami mogą korzystać nie tylko z samych usług finansowych, ale również wykorzystywać kanał bankowy jako klucz dostępu do cyfrowej administracji publicznej.

Już dziś systemy bankowości elektronicznej pozwalają choćby na złożenie wniosku o wypłatę świadczeń w ramach programu Rodzina 500+ czy uruchomienie Profilu Zaufanego, a w kolejnych latach pragniemy sukcesywnie zwiększać liczbę czynności urzędowych dostępnych za pośrednictwem banków. W ten sposób nowe technologie, instytucje finansowe i współpracujące z nimi organy władzy centralnej dają wolność osobom, które przez lata były wykluczone z życia czy to społecznego czy też gospodarczego. Nie wolno zapominać i o placówkach bankowych, które powinny być dostosowane również do potrzeb seniorów, którzy nierzadko są niepełnosprawni z uwagi na wiek. Zaangażowanie instytucji finansowych w wyrównywanie szans obejmuje też bardziej tradycyjne działania.

Przykładowo, wspólnie z PFRON kredytowaliśmy dostępność specjalnych aut czy wózków dla osób niepełnosprawnych, sterowanych zaawansowanymi technologicznie urządzeniami. ZBP patronuje też poszukiwaniom technologicznym mającym na celu likwidację przysłowiowych trzech schodów w różnych obszarach życia, by osoby z niepełnosprawnościami mogły aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i kulturalnym. Udział polskiej branży bankowej w tym jakże chlubnym dziele nie byłby rzecz jasna możliwy gdyby nie prowadzona od kilkunastu lat, aktywna współpraca z ponad trzydziestoma organizacjami działającymi na rzecz osób niepełnosprawnych, które podpowiadają bankowcom co należałoby zmienić i w jakim kierunku kształcić pracowników.

Na współczesnym rynku finansowym wsparcia potrzebują nie tylko seniorzy czy też osoby z niepełnosprawnościami. Również pokolenie aktywne zawodowo, w szczególności generacja licząca sobie 25-30 lat, nierzadko czuje się zagubiona w meandrach współczesnej gospodarki. Jakie działania podejmuje środowisko finansowe, żeby osoby z tej grupy wiekowej czuły się „pewnie jak w banku”?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Dla wszystkich klientów, a więc również i dla tej generacji, szczególne znaczenie mają sprawne i wygodne, a przy tym niedrogie usługi płatniczo-rozliczeniowe, bez których trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie we współczesnym świecie. Polska nie świeci po tym względem światłem odbitym: jesteśmy liderami jeśli chodzi o nowoczesność systemu płatniczo-rozliczeniowego, a statystyki krajowe i europejskie udowadniają, że są to równocześnie jedne z najtańszych usług tego typu w świecie.

Staramy się także namawiać osoby z pokolenia „Y” i „Z” do dbałości o swa reputację i wiarygodność finansową, tak, by były w stanie skorzystać z finansowania bankowego kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. Chciałbym przy okazji zaznaczyć, że wiele osób w wieku 20-30 lat nie posiada zbyt mocnej zdolności kredytowej i nie dysponuje własnymi zabezpieczeniami. W takich przypadkach rolę poręczyciela i gwaranta przejmuje z reguły rodzina, która w Polsce odgrywa istotną rolę w starcie zawodowym i życiowym młodego pokolenia.

Skoro już mówimy o poręczeniach chciałbym wskazać na grupę, która tej formy wsparcia nader często potrzebuje i aktywnie z niej korzysta, czyli przedsiębiorców z sektora mikro i MŚP. To właśnie biznes nierzadko staje się zaczątkiem kariery zawodowej absolwentów wyższych uczelni, czego dowodem ożywiona aktywność młodych Polaków w dziedzinie zakładania startupów. Polskie banki przez cały okres transformacji zabiegały o to, by w kraju funkcjonował spójny system gwarancji i poręczeń kredytowych i dumni jesteśmy z tego, że od kilkunastu lat z kilkuletnią przerwą działa takowy system, administrowany szczególnie przez Bank Gospodarstwa Krajowego. W państwie na dorobku, bogacącym się ale jeszcze wciąż dalekim od zamożności, takie mechanizmy powinny być czymś normalnym i standardowym.

Obecne doświadczenia można i należy wykorzystywać dla kreowania jeszcze wydajniejszych, skuteczniejszych i bardziej dostępnych form wsparcia dla młodych ludzi wchodzących w życie zawodowe, łączących pomoc ze strony rodziny z systemem gwarancji i poręczeń udzielanych przez państwo i kredytem zaciąganym w komercyjnych instytucjach finansowych. Olbrzymim potencjałem, zarówno dla młodego pokolenia jak i całej gospodarki, jest też wysoki poziom własności nieruchomości mieszkalnych, będący w znacznej mierze efektem zaradności i gospodarności Polaków. Nie będzie żadnej przesady w stwierdzeniu, iż ten zasób mieszkaniowy to prawdziwe skarby polskiej gospodarki, które wciąż czekają na ich odkrycie i racjonalne spożytkowanie. Majątek w postaci nieruchomości wartej kilkaset tysięcy złotych może wszak stanowić zarówno doskonały punkt wyjścia do samodzielnego myślenia o biznesie jak też niebagatelne wsparcie w ubieganiu się o finansowanie zewnętrzne.

Przydałoby się również, aby co kilka lat sektor finansowy wraz z państwem dokonywał analizy, na jakim etapie się znajdujemy, gdzie powinniśmy się kierować, które nurty finansowania wzmocnić a które osłabić. Obecnie na przykład finansowanie mieszkalnictwa w Polsce w relacji do PKB prezentuje się gorzej aniżeli w innych krajach europejskich, i to pomimo obserwowanego w ostatnich kwartałach ożywienia sprzedaży kredytów hipotecznych. Z drugiej strony nasz kraj staje się liderem pod względem kredytów konsumenckich, a więc produktu nie tak korzystnego z punktu widzenia długofalowego rozwoju.

Warto też zwrócić uwagę na niedostatek finansowania przedsiębiorstw przez sektor bankowy. Rodzi się pytanie, czy powściągliwość przedsiębiorców ma jakieś uwarunkowania rynkowe i prawne? Trzeba temu się pilnie przyjrzeć, szczególnie w sytuacji, kiedy dynamika oszczędzania i kredytowania ulega osłabieniu w stosunku do lat poprzednich.

Polska praktycznie nie odczuła spowolnienia gospodarczego, w czym niemały udział miał właśnie sektor finansowy. Jaka jest zatem geneza problemów wskazanych przez Pana Prezesa, zwłaszcza, iż obecne czasy sprzyjają raczej rozwojowi niż recesji?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Polski sektor bankowy był i wciąż jest bardzo dumny, że udało się przejść bez większego uszczerbku przez kryzys lat 2007-2011. Był to w znacznej mierze wynik dość konserwatywnej polityki polskich banków, które opierały swa działalność na tradycyjnych usługach depozytowo-kredytowych. Należy jednak pamiętać, iż sam konserwatyzm i awersja do ryzyka nie zapewnią trwałego wzrostu gospodarczego na poziomie satysfakcjonującym polskie społeczeństwo i zarazem chroniącym przed ujemnymi konsekwencjami zjawisk makroekonomicznych.

Dobitnym potwierdzeniem tej prawdy jest sytuacja niektórych krajów, które ucierpiały uprzednio wskutek spowolnienia. Państwa te, po oczyszczeniu portfeli kredytowych w bankach i uzyskaniu wsparcia publicznego dla sektora finansowego coraz częściej wyprzedzają Polskę. Ich systemy bankowe zaczynają rozwijać się szybciej, głębiej finansują przedsiębiorczość i cała gospodarkę. Dla rodzimych decydentów powinien być to wyraźny impuls do refleksji nad stanem aktualnym i wypracowania odpowiedniej strategii na nadchodzące lata.

W chwili obecnej skala obciążeń, ograniczeń i wymagań stawianych polskiemu sektorowi bankowemu nie sprzyja finansowaniu gospodarki przez banki. Jest wprawdzie kilka bardzo optymistycznych przesłanek, w rodzaju nadwyżki depozytów nad kredytami, jednak nie powinniśmy zapominać o kwestii podstawowej: przy utrzymującym się od kilku lat, imponującym jak na warunki europejskie wzroście polskiej gospodarki sektor finansowy rozwija się znacznie wolniej, a w ostatnich kwartałach nawet traci zdolność pozyskiwania inwestorów. Równolegle zmniejsza się też zdolność do autosanacji i utrzymuje dość wysoki poziom kredytów zagrożonych, większy aniżeli nawet w tych krajach europejskich, które w fazie kryzysowej i pokryzysowej miały realne problemy z niespłacaniem zobowiązań względem banków. Oznacza to jedno: państwa te uporały się z rozwiązaniem paru problemów, z którymi my wciąż mamy pewne kłopoty.

Czy powyższe słowa powinniśmy rozumieć jako apel do regulatorów i ustawodawcy, by dać sektorowi bankowemu trochę więcej swobody?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Myślę, że takie wyrazy jak luz czy swoboda mogłyby zostać źle zrozumiane. W pierwszej kolejności powinno się przeanalizować, które z ograniczeń, wymogów i obciążeń rzutują negatywnie na tempo i jakość rozwoju polskiego systemu bankowego i które czynniki wymagają modyfikacji. Szczególną uwagę zwrócić należy na te uwarunkowania, które mogą spowodować poważne ograniczenie zdolności do finansowania i stać się procykliczne, jako że sektor bankowy powinien być uzbrojony w kilka instrumentów antycyklicznych dla dobra całej gospodarki. To jest materiał do poważnych przemyśleń dla regulatorów, nadzorców i oczywiście samego rynku.

Sądzę, że niektóre rozwiązania w postaci dodatkowych obciążeń finansowych powinny mieć charakter epizodyczny, a nie stały . Nade wszystko zaś nie powinno dochodzić do penalizacji instytucji finansowych, które rozwijają akcję kredytową, w szczególności w obszarze inwestycyjnym i prorozwojowym. Uważam również, że nie należy przerzucać kosztów administracyjnych czy regulacyjnych na klientów banków i na same banki. To się po prostu w średnio- i długookresowej perspektywie nie opłaca.

Nawiązałbym jeszcze do wspomnianej wcześniej koegzystencji czterech pokoleń. Co najmniej trzy z nich są już obecne w strukturach kadr bankowych. Jak można scharakteryzować różne generacje, pracujące wspólnie w sektorze bankowym?

Krzysztof Pietraszkiewicz: W polskich bankach na przestrzeni ostatnich dwóch dekad pracowało równocześnie od 140 do 180 tysięcy osób. Należy również uwzględnić kilkadziesiąt tysięcy osób działających pośrednio na rzecz instytucji finansowych, na przykład w firmach świadczących różnego rodzaju usługi outsourcingowe czy jako niezależni specjaliści. To pierwsza uwaga. Ponadto w całym okresie transformacji mieliśmy i nadal mamy do czynienia z dosyć dużym poziomem fluktuacji kadr. Każdego roku z polskich banków odchodzi od kilku do nawet kilkunastu tysięcy osób i angażowanych jest podobnie dużo nowych osób. Dwa lata temu 11,5 tys. zatrudnionych zakończyło pracę, w tym samym okresie udało się pozyskać blisko 10 tys. nowych pracowników.

Co to oznacza? Konieczność stałego kształcenia i pozyskiwania kadr, które będą lepiej rozumieć rynek bankowy, lepiej rozumieć nowe technologie. Ten ostatni aspekt jest tutaj kluczowy, ponieważ to właśnie polska branża finansowa jest liderem nowych rozwiązań technologicznych. Równocześnie jednak trzeba pamiętać, że kształtowanie odpowiedniej struktury kadrowej w bankach i jej stratyfikacja ma na celu przekazywanie z pokolenia na pokolenie zarówno pozytywnych, jak i negatywnych doświadczeń, bez których trudno budować wydajny i bezpieczny biznes. Ta pamięć organizacyjna, tkwiąca w starszym personelu bankowym pełni rolę trudną do przecenienia.

Młodsi pracownicy często mają większą skłonność do ryzyka i działania pod wpływem impulsu, czego w bankowości powinno się zdecydowanie unikać. Dlatego proces kształtowania kadr bankowych stanowi jeden z absolutnych priorytetów zarówno dla poszczególnych instytucji, jak również i ZBP. Optymalnemu przygotowaniu poszczególnych pracowników i całych zespołów służą wymogi kwalifikacyjne wprowadzanie przez poszczególne banki, System Standardów Kwalifikacyjnych w Bankowości Polskiej i standardy kwalifikacyjne wymagane dla poszczególnych obszarów bankowości, ale też odpowiednie przepisy prawa czy wreszcie rekomendacje i wytyczne, zarówno te wydawane przez KNF jak również wewnątrzsektorowe, sporządzane przez ZBP czy Komisję Etyki Bankowej.

W tej sztafecie pokoleń kilka rzeczy pozostaje niezbędnych, niezmiennych – do takowych należy bez wątpienia etyka, solidność, odpowiedzialność, bezpieczeństwo i tajemnica bankowa. Przypomnę po raz kolejny, że bankowość to szczególny rodzaj umowy, łączącej wszystkich Polaków, a biorąc pod uwagę klientów zagranicznych czy transakcje transgraniczne nie tylko Polaków. To co klienci cenią szczególnie to właśnie bezpieczeństwo i sprawność funkcjonowania w sytuacjach kryzysowych, które się od czasu do czasu zdarzają. Powinni o tym pamiętać bankowcy, ale również regulatorzy, nadzorcy czy wreszcie sami klienci.

Dziś nie powinniśmy myśleć i mówić wyłącznie o zaufaniu klienta do banku, gdyż ten mechanizm działa tez w drugą stronę. Klient, któremu ufamy powinien być dobrze wyedukowany i przygotowany, gdyż otrzymując kartę płatniczą i dane uwierzytelniające do bankowości elektronicznej dostał on narzędzia do poruszania się po banku. Dlatego wzajemne zaufanie ma tu znaczenie szczególne. W Polsce się to udaje, gdyż polski sektor bankowy jest jednym z najbezpieczniejszych w Europie.

Na ile banki wykorzystują technologię jako szansę na obniżenie kosztów transakcyjnych, a na ile jest to koszt który obniża stopę zwrotu w bankowe spółki akcyjne?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Polska bankowość dlatego przeszła dobrze przez kryzys ponieważ mogliśmy intensywnie rozwijać zakres świadczonych usług i pozyskiwać czy zapraszać do współpracy nowe rzesze Polaków. Przypomnę, że w ciągu zaledwie kilkunastu lat poziom ubankowienia Polaków zwiększył się ponad dwukrotnie, z niespełna 40 procent do obecnych 86 procent. Taki rezultat oznacza jedno: nowoczesne technologie pozwoliły na świadczenie usług dla znacznie szerszej grupy klientów, a w konsekwencji znacząco wpłynęły na wynik sektora bankowego.

Innowacyjne rozwiązania głównie z branży IT umożliwiły też zaoferowanie nieskończonej liczby operacji płatniczo-rozliczeniowych. Nie ma tu zasadniczo żadnej bariery, możemy sprostać każdemu pomysłowi przy zastosowaniu wyjątkowo zaawansowanych technologicznie instrumentów. Płatności zbliżeniowe, ponad 35 mln rachunków bankowych dostępnych przez Internet i 16 mln regularnych użytkowników, wreszcie 2 mln 300 tysięcy internetowych kont sektora MŚP, z czego 1,5 mln pozostaje w ciągłym użyciu – to są bezdyskusyjne oznaki postępu.

Takowym symptomem jest także cały system płatniczo-rozliczeniowy oraz mechanizmy zarządzania ryzykiem, bazujące na takich instytucjach jak BIK, Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor czy kilkanaście baz danych administrowanych przez ZBP i Centrum Prawa Bankowego i Informacji. Dzięki wdrożeniom IT możliwe było stworzenie rejestru nieruchomości i cen transakcyjnych. Są oczywiście obszary, gdzie powinniśmy przyspieszyć wdrażanie innowacji, myślę w pierwszej kolejności o bankowości spółdzielczej, jednak nie tu należy szukać głównych problemów.

Musimy dostrzec to, ze pomimo ogromnego wysiłku w redukowaniu kosztów poprzez nowe instalacje, likwidację paru tysięcy placówek bankowych i zmniejszenie zatrudnienia o kilka tysięcy osób współczynnik kosztów do przychodów uległ podwyższeniu. Za pogorszenie owych relacji odpowiadają w znacznej części wspomniane już obciążenia regulacyjne oraz administracyjne, stąd prośba o dokonanie ich przeglądu i rewizji. W przeciwnym wypadku długookresowe utrzymywanie się niskiego poziomu zwrotu z aktywów i niskiego poziomu zwrotu z kapitału stałoby się naprawdę niebezpieczne.

Przypomnę, iż skala wzrostu aktywów sektora bankowego w ciągu kilku ostatnich lat była bardzo znacząca, sięgająca blisko 200 mld zł, a zwrot z kapitału i aktywów pozostał na niezmienionym poziomie, czyli przeciążenie branży jest już dziś bardzo wyraźne. Jest to efekt po części transferów na restrukturyzację SKOK i zwiększających się danin przekazywanych  do budżetu państwa, część środków rzecz jasna pozostało w gestii klientów, jednak takie działania nie służą długookresowemu rozwojowi. Składkę na rzecz budowania potencjału bankowego znacznie lepiej rozkładać w czasie aniżeli czynić to skokowo, dlatego myślę, że niektóre polityki realizowane względem banków wymagają ewidentnej korekty.

Czy zatem spadek dochodów banków i osłabienie akcji kredytowej stanowi przejściowe zjawisko, czy też możemy mówić o trwałej tendencji wywołana nadmierną regulacją sektora i podatkami?

Krzysztof Pietraszkiewicz:Nie ma najmniejszych wątpliwości, iż spadek dochodowości banków jest w pierwszej kolejności następstwem funkcjonowania w środowisku niskich stóp. Na drugim miejscu należy wskazać podwyżkę wpłat dokonywanych na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, do tego dodać trzeba jeszcze bardzo wysoki poziom dodatkowego obciążenia w postaci podatków i parapodatków. W tej dość obszernej kategorii znajduje się zarówno podatek od instytucji finansowych, koszty pomocy kredytobiorcom walutowym ponoszone z związku z aprecjacją franka jak również wydatki na budowę funduszu wsparcia kredytobiorców.

Wprowadzaniu tych wszystkich kosztów towarzyszyło tymczasem ustawowe ograniczenie możliwości zarabiania przez banki na rozwoju nowych technologii. Tak mocne ograniczenie interchange fee to poważny błąd, który zmniejszył możliwość ponoszenia nakładów na innowacje w bankowości polskiej, na przykład na rozwiązania z dziedziny cyberbezpieczeństwa. Z kolei dodatkowy podatek bankowy poprzez fakt penalizowania działalności kredytowej spowodował zmianę sposobu finansowania części projektów rozwojowych. Polskie banki występują w wielu przypadkach tylko w charakterze butików, zaś rola właściwego podmiotu finansującego przypada podmiotom z zagranicy. W takim przypadku zarobek wykazywany jest w innym miejscu.

Do tego obserwujemy stopniowe wypychanie kredytu przez inne instrumenty, a to oznacza zmniejszenie tempa inwestycji. Na to wszystko nakłada się niepewność regulacyjna, niestabilność całego systemu prawnego w Polsce. Wymienię tylko kilka przykładów takich nieprzemyślanych interwencji prawodawczych: zmiany w obszarze finansowania energetyki odnawialnej, generujące szokujące straty inwestorów oraz banków współfinansujących, błędy w tworzeniu przepisów regulujących obrót ziemią rolną i możliwości egzekucji z majątku gospodarstwa rolnego czy wreszcie osłabienie pozycji wierzyciela w obrocie prawnym, skutkujące stworzeniem sposobności do manipulacji przez nieuczciwych dłużników.

Wśród czynników pozaregulacyjnych mających fatalne skutki dla rynku finansowego należy wskazać kreowany sztucznie, negatywny klimat wokół sektora. Dlatego tak bardzo konieczna jest dyskusja na temat przyszłości polskich banków, z udziałem jak największej liczby interesariuszy. Pamiętajmy, że pomimo spodziewanego wzrostu znaczenia rynku kapitałowego rola banków przez długi jeszcze czas będzie pierwszoplanowa, ponad 73% aktywów finansowych naszego kraju znajduje się obecnie w dyspozycji tych właśnie podmiotów.

Kto powinien ponosić koszty związane z poprawą cyberbezpieczeństwa: świadomy obywatel i klient czy państwo tworzące infrastrukturę dla nowej gospodarki?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Powiem krótko: każdy po trochu. Oczywiście w imię naszego wspólnego bezpieczeństwa, stabilności państwa i gospodarki musi być w to zaangażowana administracja publiczna, sektor finansowy i szerzej cały biznes, jednak osiągnięcie adekwatnego poziomu bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni nie będzie możliwe bez udziału klientów. Każdy z tych interesariuszy, nawet i wspólnota międzynarodowa ze względu na charakter instytucji finansowych i rosnącą mobilność obywateli, pełni w tym niełatwym zadaniu określoną role.

My, jako sektor bankowy wiodący w obszarze nowych technologii zawsze zabiegaliśmy o to, by cyberbezpieczeństwu poświęcać jak najwięcej uwagi, by nasi klienci czuli się bezpieczni. Boli nas to, że bardzo mocno ograniczono możliwość zarabiania na wdrażaniu nowych technologii. To jest paradoks, że właściwie innowacyjne firmy zostały na masową skalę ukarane dodatkowymi obciążeniami, skoro to właśnie innowacyjność pozwoliła w niektórych obszarach na świadczenie tańszych usług bankowych.

Myślę, że czas uświadomić sobie, nie tylko na szczeblu parlamentarnym, rządowym czy korporacyjnym ale również i na poziomie przeciętnego gospodarstwa domowego, że usługi masowe nie mogą być za darmo. Przyczyna jest prosta: infrastruktura teleinformatyczna kosztuje, badania i rozwój kosztują, innowacje kosztują, w konsekwencji bezpieczeństwo również kosztuje, i to niemało.

Nie może dochodzić również do sytuacji, że tak wielkie koszty są przerzucane w całości na biznes. Nie ma wszak mowy o cyberbezpieczeństwie, również na szczeblu administracji publicznej czy bezpieczeństwa narodowego, bez dobrego zarządzania państwa w tym obszarze i bez współpracy między państwem a biznesem. Także i klienci muszą mieć swój wkład w budowę tego państwa, chociażby poprzez opanowanie elementarnych zasad bezpiecznego zachowania w przestrzeni cyfrowej.

Od tego się nie ucieknie, analogicznie jak w wieku XX wszyscy musieli przyswoić sobie reguły ruchu drogowego tak samo dziś nie sposób wyobrazić sobie funkcjonowanie bez świadomości zagrożeń i podstawowych mechanizmów zabezpieczających. Nowe technologie będą w ogromnej mierze wymuszać konieczność permanentnego kształcenia także i w tym obszarze.

Edukacja to nie tylko zadanie dla państwa czy instytucji komercyjnych. Tradycyjnym uczestnikiem procesów oświatowych są organizacje pozarządowe,  jaką rolę mogą one odegrać w tej misji?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Organizacje pozarządowe, biznesowe i naukowe mogą szybciej dostrzegać pewne zagrożenia i wyzwania pojawiające się na globalnym i krajowym rynku, dlatego choćby wsparcie z ich strony jest nieocenione. Z drugiej jednak błędem byłoby zastępowanie systemu szkolnictwa publicznego przez „trzeci sektor” w pewnych obszarach. Te inicjatywy muszą się wzajemnie uzupełniać, a nie tworzyć płaszczyznę dla rywalizacji.

Osobiście jestem zwolennikiem budowania spójnych programów wysokiej jakości współpracy między biznesem i państwem, z szerokim uwzględnieniem potencjału fundacji i stowarzyszeń, aby one krzewiły wiedzę i dostarczały ją do różnych środowisk. Nie wszystko można zrobić poprzez państwo, często zdarza się tak, że informacje dostarczane przez instytucje państwowe i publiczne placówki edukacyjne są w większej lub mniejszej części opóźnione i zbyt wystandaryzowane. To z kolei generuje niszę dla wyspecjalizowanych organizacji pozarządowych, które są w stanie szybko i sprawnie reagować w celu uzupełnienia przekazu oświatowego. Ta koegzystencja wszystkich podmiotów, szkolnictwa, mediów publicznych, organizacji pozarządowych i biznesowych jest niezmiernie wskazana w takich obszarach jak cyberbezpieczeństwo. W wielu przypadkach nam się to udaje, ale bywa też, że gotowość współpracy nie jest najwyższej próby i w obszarze instytucji państwowych niespodziewanie zmieniają się koncepcje.

Cofnijmy się o ćwierćwiecze, kiedy zaangażował się Pan w budowanie zrębów polskiej bankowości. Jak Pan ocenia ten okres i czy uważa Pan, że polska bankowość mogłaby wyglądać inaczej aniżeli wygląda, a jeżeli tak, to jak?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Bez wątpienia był to fascynujący okres, który będzie przez wielu historyków opisywany jako szczególny. Mieliśmy to szczęście, że wiele tysięcy osób zechciało odkryć swe talenty i wykorzystać je dla dobra wspólnego, jakim była budowa od podstaw systemu finansowego w Polsce. To dotyczy pracowników bankowości, regulatorów, nadzorców i polityków, ale też milionów klientów, którzy uwierzyli, że można bezpiecznie lokować swe oszczędności i korzystać z bezpiecznych usług bankowych.

Dziś śmiało możemy powiedzieć, iż w pełni wykorzystaliśmy możliwości międzynarodowe, tak polityczne jak i gospodarcze. Czy można było inaczej? Zawsze jest jakaś inna opcja. Czy byłoby wówczas lepiej? Być może, to jest nie do stwierdzenia. Wydaje się, że najlepszą odpowiedzią na to pytanie są rezultaty, osiągane przez polską gospodarkę. Przez ten cały okres mamy do czynienia z dynamicznym wzrostem, w ogromnej mierze realizowanym dzięki stabilnemu funkcjonowaniu systemu bankowego.

Jeżeli w innych krajach w podobnych warunkach doszło kilka razy do kryzysu i recesji a w Polsce z tym nie mieliśmy do czynienia, wniosek nasuwa się oczywisty: wybraliśmy właściwy model. To, że potrafiliśmy uwzględnić nieuchronne prawa rynku i zmniejszyć liczbę banków o ponad 1200 instytucji w ciągu 25 lat nie generując w toku tego procesu zagrożenia dla środków powierzonych przez deponentów to jest wielki sukces. Jeżeli mimo globalnego kryzysu w Polsce sukcesywnie rośnie zaufanie do sektora bankowego to też jest oznaka siły. Nietrudno oczywiście wskazać i kilka kwestii, które moglibyśmy zorganizować lepiej, jak choćby stabilniejszy i pewniejszy system skłonności do oszczędzania, nowoczesny system wspierania budowy kapitału przez MŚP, czy efektywny model wspierania innowacji i współpracy między uczelniami a przedsiębiorcami, należy jednak wziąć pod uwagę, iż te wyzwania w znacznej mierze wykraczają poza działalność systemu bankowego i regulacje dla tego sektora.

Banki w społecznej gospodarce rynkowej mają jasno określoną rolę: powinny być bezpiecznym pośrednikiem i dobrze zarządzać aktywami. Z tego punktu widzenia możemy stwierdzić, iż się udało.

Oczywiście, zawsze powinniśmy być czujni, rozważni, musimy umieć korzystać z doświadczeń przeszłości i nie popełniać błędów popełnionych w innych krajach. Stąd szeroka współpraca ze środowiskami naukowymi, którą sobie bardzo cenimy.