Pomoc publiczna: jak to robią Niemcy?

Włodzimierz Korzycki

Włodzimierz Korzycki fot. aleBank.pl

W Polsce zastanawiamy się czy Komisja Europejska nie uzna przyznania rekompensat koncernom energetycznym za pomoc publiczną, a tymczasem Niemcy od lat udzielają pomocy publicznej swoim przedsiębiorstwom. Jak to robią? - wyjaśnia Włodzimierz Korzycki wieloletni korespondent polskich mediów w Niemczech.

#WłodzimierzKorzycki: Zasada jest zawsze jedna: subwencja, rękojmia, gwarancja mają służyć restrukturyzacji ratowanego, wdrożeniu oszczędności, poprawieniu konkurencyjności #PomocPubliczna

Rząd niemiecki rozmaicie wspiera działające w kraju przedsiębiorstwa, gdy  popadną w kłopoty. Niekiedy wystarczy promesa pomocy czy to  w formie zastrzyku gotówki, rękojmi czy generalnie gwarancji kredytowych, by firma – mówiąc kolokwialnie – złapała drugi oddech.  Przy dużych operacjach naturalnie potrzebna jest zgoda Komisji Europejskiej.

Rok 2009

Pamiętam, jak w 2009 roku trudności przeżywał wielki armator hamburski HapagLloyd. Zaczął się światowy kryzys, spadły przewozy kontenerów na skutek załamania się handlu światowego i w efekcie szybko zmniejszały się zyski koncernu.  Mnożyły się alarmistyczne prognozy gospodarcze. Rząd w Berlinie przychylił się więc  do prośby HapagLloyda i zaoferował państwowe poręczenie w wysokości 1,2 mld euro.

Równolegle armator zaczął wdrażać środki oszczędności; statki zwolniły tempo, spalając tym samym mniej paliwa, scalono kilka połączeń i wynegocjowano niższe opłaty portowe. Zwolniono też pół tysiąca pracowników, z tego 120 w Niemczech, a także na okres przejściowy uzgodniono ze związkami zawodowymi krótszy czas pracy. Energiczny program ratunkowy dał efekt. W ciągu niespełna dwóch lat koncern odzyskał równowagę finansową, zamówił w stoczniach dalsze kontenerowce i nie skorzystał z państwowego poręczenia.

Firmy płacą za sankcje polityczne rządu

Z kolei w ostatnich miesiącach  2018 roku w tarapaty, nie po raz pierwszy, popadła dawna stocznia NRD-owska Peene-Werft w Wolgaście w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Ostatnio budowała statki straży przybrzeżnej dla Arabii Saudyjskiej, ale po zamordowaniu krytycznego wobec reżimu w Rijadzie dziennikarza Berlin w październiku zakazał eksportu do Saudyjczyków.

Kilkuset stoczniowców musiało przejść na krótszy  czas pracy i nie było wiadomo, co przyniosą następne miesiące. Rząd w Berlinie oraz stolicy landu Szwerinie przyznał jednak 375 mln euro pomocy na przetrwanie. Możliwe też będzie szybsze zamówienie w stoczni  korwet K130 dla niemieckiej marynarki wojennej;  rozpoczęcie budowy planowano na 2020 rok.

Już kilkanaście lat temu stocznia w Wolgaście i druga w Stralsundzie przeżywały kłopoty. Wówczas lokalny rząd też udzielił rękojmi na kredyty, ale w 2012 roku obie stocznie zbankrutowały i 270 mln euro publicznych pieniędzy niejako poszło z dymem. Tym razem może tak źle nie będzie.

 

Pomoc publiczna i zagraniczni inwestorzy

Cienko prządł od lat też mały, dawny wojskowy, port lotniczy w Hahn 120 km od Frankfurtu n/Menem, użytkowany głównie przez linię Ryanair. W zeszłym roku deficytową placówkę przejął chiński koncern HNA. Komisja Europejska zgodziła się, by land Nadrenia-Palatynat na początek dofinansował lotnisko kwotą 25,3 mln euro na pokrycie strat w latach 2017-2021. W tym czasie Chińczycy mają zainwestować w infrastrukturę i wyprowadzić lotnisko na prostą do roku 2024. Wszystko ujęto oczywiście w kontrakcie z nowym właścicielem.

Na przykład Opel

Przed laty głośne były w Niemczech dyskusje o tym, czy należy udzielać pomocy słabującemu wówczas Oplowi, należącemu do amerykańskiego koncernu General Motors.  Pamiętam te gorące debaty w prasie oraz kołach rządowych i przemysłowych, trwające prawie dwa lata.

Gdy Opel zapadał się coraz bardziej, zarząd w Detroit jesienią 2008 roku złożył w  Berlinie oraz w czterech landach produkujących auta wniosek o wsparcie. Rząd federalny z liberalnym wówczas (z FDP) ministrem gospodarki Rainerem Brüderle odrzucił jednak tę prośbę; kraje federalne z oplowskimi zakładami, Hesja, Nadrenia Północna-Westfalia, Turyngia, Nadrenia-Palatynat przeciwnie: zasygnalizowały zgodę. Opel wnioskował o pomoc również w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Austrii i Polsce – w sumie o 1,8 mld euro gwarancji.

Przeciwko państwowym gwarancjom dla Opla (też dla  upadającej wtedy sieci handlowej Arcandor) występował wówczas prezes związku pracodawców w przemyśle metalowym Gesamtmetall, Martin Kannegiesser. Jego zdaniem, niosło to groźbę niekontrolowanego rozrostu i upolitycznienia pomocy państwowej. „Mam wrażenie, że pękają tu bariery” – gromił  w jednym z wywiadów.

Rozważano więc faworyzowane przez Berlin wejście do Opla jako udziałowca jednego z największych w świecie dostawców podzespołów Magna, firmy austriacko-kanadyjskiej, oraz  rosyjskiego Sber-Banku. Władze były gotowe udzielić kredytu i gwarancji na 4,5 mld euro. Dokumenty niemal leżały gotowe do podpisu.

Aż tu nagle bomba z Detroit: rada zarządzająca koncernu General Motors w czerwcu 2010 roku postanowiła nie łączyć się z nikim i wycofać wszystkie wnioski o kredyty i gwarancje. Amerykanie postanowili, że koncern z własnych zasobów przeznaczy 3,3 mld euro na uzdrowienie Opla. W tym wypadku same  przymiarki do kredytów, rękojmi, gwarancji, połączeń kapitałowych najwyraźniej pomogły Amerykanom w ratowaniu Opla własnymi siłami koncernu. Skończyło się sprzedaniem uzdrowionego, a przynajmniej podleczonego, Opla Francuzom, koncernowi PSA.

 

Nie ma darmowego lunchu

Rząd niemiecki wspiera pieniędzmi podatnika różne przedsięwzięcia gospodarcze i na użytek domowy – od paru lat kwotą ponad 25 miliardów rocznie. Na takie „drobiazgi”, jak subwencje na wymianę urządzeń grzewczych, ochronę przed włamaniami, oszczędzanie energii, szybki Internet czy dopłaty dla kupców samochodów elektrycznych Komisja Europejska oczywiście nie musi wyrażać zgody. Ale na ratowanie stoczni, armatora czy lotniska już tak.

Zasada jest zawsze jedna: subwencja, rękojmia, gwarancja mają służyć restrukturyzacji ratowanego, wdrożeniu oszczędności, poprawieniu konkurencyjności. A nie przetrwaniu przez następny rok i przejedzeniu pomocy. Bo to pieniądze społeczeństwa czyli wszystkich. Komuś należało odjąć, żeby innemu dodać. Bo przecież nie ma darmowych obiadów.

Udostępnij artykuł: