Ponad 7 mld złotych z NBP na ratunek budżetowi w 2020 roku

Gospodarka

Fot. Stock.Adobe.com / Radosław Maciejewski

Zgodnie z ustawą Narodowy Bank Polski przekazuje 95% zysku do budżetu. Ale wysokość zysku znana jest dopiero w kwietniu, gdy bilans i wyniki banku są skontrolowane przez niezależną firmę audytorską.

#WitoldGadomski: W ustawie budżetowej na rok 2020 już zaplanowano wpłatę z zysku NBP w wysokości aż 7 163 mln zł czyli najwyższą od 2017 roku #ZyskNBP #Budżet2020 @gazeta_wyborcza

Tymczasem ustawa budżetowa przyjmowana jest w styczniu. W poprzednich latach rząd, nawet jeśli spodziewał się znacznej wpłaty z NBP, w  ustawie budżetowej kwoty tej nie uwzględniał lub wpisywał kwotę niewielką, poniżej 1 mld zł.

Wpłata z NBP, dokonywana zwykle w drugiej połowie roku, była zatem miłą, choć oczekiwaną niespodzianką.

7 163 mln zł wpłaty do budżetu

Tym razem w ustawie budżetowej na rok 2020 zaplanowano wpłatę z zysku NBP w wysokości aż 7 163 mln zł czyli najwyższą od 2017 roku. W dwóch ostatnich latach NBP nie przekazał do budżetu ani grosza, gdyż zanotował stratę.

Narodowy Bank Polski zarabia przede wszystkim na różnicach kursowych – ma zysk, gdy złoty się osłabia, a tym samym jego rezerwy walutowe przeliczane na złotówki, rosną.

W 2019 roku złoty osłabił się wobec dolara, średniorocznie o 6%, a wobec euro o 0,7%, ale bilans banku sporządzany jest na koniec roku, a pod koniec roku złoty umocnił się i jego strata wobec dolara liczona rok do roku wyniosła tylko 0,5%, a wobec euro złoty umocnił się o 1%.

Dlatego tak znaczny zysk budzi zdziwienie, podobnie jak jego prognoza dokonana przed audytem.

Sporna rezerwa rewaluacyjna

W poprzednich latach wielkość zysku NBP i związanej z tym wpłaty do budżetu kilka razy była przedmiotem sporu między bankiem i rządem. Problem w tym, że w NBP tworzona jest rezerwa na wypadek rewaluacji złotego.

Zysk, wynikający z różnic kursowych jest jedynie wielkością księgową. Może się zdarzyć – i tak kilka razy w ostatnich 20 latach bywało, że złoty się umacnia, a zatem NBP ponosi straty. Rezerwa rewaluacyjna ma zapobiec problemom, wynikającym z takiej sytuacji.

Ale sposób tworzenia rezerwy jest wewnętrzną sprawą banku. Gdy w 2003 roku ówczesny minister finansów Grzegorz Kołodko chciał wykorzystać rezerwę rewaluacyjną, ostro protestowała Rada Polityki Pieniężnej i zarząd Banku. Rząd, który liczył aż na 9 mld zł, otrzymał tylko nieco połowę tej sumy. Warto przy tym zauważyć, że między NBP, na czele którego stał wówczas Leszek Balcerowicz, a rządem SLD iskrzyło.

Na początku 2010 roku wybuchł konflikt o podział zysku nie między rządem a NBP,  ale między Zarządem NBP, a częścią Rady Polityki Pieniężnej. Prezesem NBP był wówczas Sławomir Skrzypek, wybrany przez Sejm w 2006 roku, a większość w RPP stanowili członkowie wybrani przez Sejm i Senat, z innej opcji politycznej niż prezes.

Tym razem relacje między NBP a rządem są przyjazne, więc Bank zamierza wspomóc budżet.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: