Poradnik emitenta obligacji: Grecja obligacjom niestraszna

Polecamy

Niepokoje związane z wydarzeniami wokół Grecji od kilku lat psują nastroje na rynkach finansowych, co odczuwają zarówno firmy, poszukujące kapitału, jak i tym bardziej inwestorzy, którzy najbardziej narażeni są na niekorzystne zmiany notowań różnych instrumentów finansowych. Jednak te zawirowania tylko w niewielkim stopniu odczuwalne są na rynku obligacji korporacyjnych.

Problemy z greckim zadłużeniem z mniejszym lub większym natężeniem silnie oddziałują na sytuację na rynkach finansowych już od kilku lat, powodując gwałtowne wahania kursów akcji, walut, a także obligacji skarbowych. Odczuwają to dotkliwie inwestorzy, a firmom przeszkadza to w prowadzeniu biznesu oraz pozyskiwaniu kapitału na bieżącą działalność i rozwój. Tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy indeksy na warszawskiej giełdzie zniżkowały po 7-10 proc., a weekendowa decyzja wierzycieli o odrzuceniu porozumienia z Grecją przedłuży okres spadków. Akcje wielu spółek sporo straciły na wartości, a dekoniunktura może potrwać znacznie dłużej.

Teoretycznie w zdecydowanej większości przypadków, spadek notowań akcji nie odbija się niekorzystnie na działalności biznesowej spółek. Pośrednio jednak zdecydowanie ogranicza możliwość pozyskania kapitału poprzez emisję nowych akcji. Mechanizm jest prosty: sprzedając określoną liczbę nowych akcji po niskich cenach, do spółki trafia znacznie mniej kapitału, niż w warunkach dobrej koniunktury na giełdzie, czyli gdy wyceny akcji są wysokie. Spółkom nie opłaca się więc emitować akcji, co zresztą doskonale widać, obserwując sytuację na rynku pierwotnym akcji. Jednocześnie równie doskonale widać, że w niczym nie przeszkadza to emitować obligacje i w czasie giełdowej posuchy, ofert papierów dłużnych nie brakuje. I nie brakuje inwestorów, gotowych angażować w nie swój kapitał.

Można wręcz powiedzieć, że to dla rynku obligacji bardzo dobry czas i korzystają z tego wszyscy zainteresowani. Przykładowe 100 czy 1000 zł uzyskiwane ze sprzedaży pojedynczej obligacji to w każdych warunkach 100 czy 1000 zł zasilające kasę spółki. Notowania obligacji firm są niemal zupełnie nieczułe na rynkowe zawirowania i nie poddają się gwałtownym wahaniom, dopóki kondycja finansowa firmy jest dobra. Inwestorzy traktują więc papiery dłużne jak oazę spokoju. Rosnąca podaż kapitału z ich strony może nawet powodować spadek oczekiwanego przez nich wynagrodzenia, czyli oprocentowania pożyczek.

Jedyną drogą, poprzez którą niepokoje mogłyby przekładać się na warunki emisji obligacji, są zmiany sytuacji na rynku pieniądza. Znacznie bardziej na wpływ ten podatne są obligacje o stałym oprocentowaniu. Jednak w przypadku naszego rynku papierów korporacyjnych dominuje model oprocentowania zmiennego, którego wysokość zależna jest od zmian stawek na rynku międzybankowym. Teoretycznie i on powinien być narażony na zawirowania. Zobaczmy, jak wygląda to w praktyce. Od kilku miesięcy mamy do czynienia z tendencją spadku cen obligacji skarbowych o stałej stopie procentowej. Głównym powodem tego zjawiska nie są jednak niepokoje na rynkach lecz polityka pieniężna Rady Polityki Pieniężnej. Wpływ innych czynników, takich jak kryzys grecki, jest niewielki i jeśli występuje, to raczej w krótkim terminie. To oczekiwane decyzje w sprawie podwyżek stóp procentowych mogą powodować presję na oferowanie przez emitentów wyższego oprocentowania obligacji o stałej stopie, szczególnie jeśli są to emisje o dłuższych terminach wykupu.

Powodów do niepokoju nie mają firmy emitujące obligacje o zmiennym oprocentowaniu. W czasie, gdy rentowność obligacji o stałej stopie dość dynamicznie rosła, stawki WIBOR zmieniają się wciąż w bardzo niewielkim zakresie, nie zwiększając odsetkowych obciążeń pożyczonego kapitału. Od marca do końca kwietnia 3-miesięczna stawka WIBOR trzymała się na identycznym poziomie 1,65 proc. Dopiero od pierwszych dni maja obserwujemy lekką tendencję wzrostową. Obecnie stawka ta zwiększyła się do 1,72 proc., trudno więc mówić o znaczącym zwiększeniu się kosztów finansowania za pomocą obligacji. Na rynek międzybankowy w niewielkim stopniu docierają zawirowania, jakie można obserwować na światowym, czy europejskim rynku finansowym. Nawet w przypadku najgorszego scenariusza dla strefy euro, będącego konsekwencją braku porozumienia z Grecją, nie powinny one prowadzić do skokowego wzrostu oprocentowania, a ewentualne zwyżki, jeśli się pojawią, to raczej nie utrzymają się zbyt długo. Dopiero bliższa perspektywa zaostrzania polityki pieniężnej może wpłynąć na wzrost kosztów długu. Będzie on jednak odczuwalny także w przypadku innych form finansowania, takich jak kredyt bankowy, a więc nie pogorszy względnej atrakcyjności emisji obligacji.

Piotr Dziura
Członek Zarządu GERDA BROKER

SzostyAkapitIKolejne

Udostępnij artykuł: