Postanowienia noworoczne. Jak zerwać z paleniem?

Bez krawata

Aż 56 proc. Hiszpanów korzysta z papierosów elektronicznych po to, by porzucić lub co najmniej ograniczyć zgubny nałóg palenia - wynika z najnowszego badania znanej hiszpańskiej firmy Sigma Dos, zajmującej się monitorowaniem rynku.

Nizezadowolona para na urlopie
Fot. stock.adobe.com/puhhha

Aż 56 proc. Hiszpanów korzysta z papierosów elektronicznych po to, by porzucić lub co najmniej ograniczyć zgubny nałóg palenia - wynika z najnowszego badania znanej hiszpańskiej firmy Sigma Dos, zajmującej się monitorowaniem rynku.

Miguel de la Fuente, dyrektor ds. badań i analiz w firmie powiedział, że 91 proc. Hiszpanów paliło, gdy rozpoczynało przygodę z wapowaniem. Wnioski są więc oczywiste: e-papierosy mogą stanowić skuteczne narzędzie do uwolnienia się od palenia.

Szczegółowe badanie pt. „Wzorce postępowania i powody korzystania z papierosów elektronicznych” dowodzi, że aż 9 na 10 hiszpańskich waperów ograniczyło lub całkowicie rzuciło palenie dzięki e-papierosom, a prawie połowa wapujących (47,3 proc.), którzy jednocześnie palą stwierdziła, że myśli o skończeniu z nałogiem i że e-papierosy powinny być uznane za główne narzędzie służące do zerwania z papierosami tradycyjnymi.

Z kolei 40 proc. spośród osób, które już zrezygnowały z tytoniu twierdzi, że elektroniczny papieros pomógł im rzucić lub ograniczyć palenie.

Dlaczego tak się dzieje? Papieros elektroniczny nie zawiera najbardziej uzależniających i najbardziej szkodliwych substancji smolistych, obecnych w dymie papierosowym.

Wapowanie za mniej szkodliwe od tradycyjnego palenia uznały już 24 międzynarodowe organizacje, wśród których są instytucje zdrowia publicznego z Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady, Niemiec, czy Australii.

Nie tylko „amerykańscy naukowcy”

Z większości międzynarodowych badań naukowych wynika bowiem, że e-papierosy są aż o około 95 proc. mniej toksyczne od klasycznych papierosów. Tak stwierdzili na przykład eksperci z National Institute for Health and Care Excellence (NICE) w 2018 r., a dwa lata później podobną opinię wydała Cochrane Tobacco Addiction Group, międzynarodowa organizacja charytatywna działająca na rzecz promowania badań opartych na tzw. evidence-based medicine (medycynie opartej na dowodach).

Zaangażowana w informowaniu o e-papierosach jako skutecznym narzędziu do walki z tradycyjną formą nałogu jest Francuska Narodowa Akademia Medyczna. Szacuje się, że już 700 tys. Francuzów porzuciło tradycyjne palenie na rzecz elektronicznego dymka.

E-papierosy zostały też umieszczone przez naukowców na tzw. skali obniżania ryzyka (risk continuum), przedstawiającej poziom ekspozycji konkretnych produktów na toksyny. Na tej skali potencjalnie najmniej szkodliwa jest tzw. nikotynowa terapia zastępcza (NRT), czyli np. gumy do żucia, czy plastry antynikotynowe, na drugim miejscu są tzw. modern oral products, czyli np. tytoń do żucia od niedawna dostępny na polskim rynku, m. in. pod nazwą EPOK, e-papierosy, a następnie tzw. traditional oral products, czyli np. sproszkowany tytoń, podgrzewacze tytoniu, a na  końcu tradycyjne papierosy i cygara.

Niższą szkodliwość e-papierosów oczywiście potwierdzają też polscy naukowcy, tacy jak np. prof. Andrzej Sobczak ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, który we wnioskach ze swojej ostatniej analizy stwierdza, że „stężenie badanych biomarkerów u użytkowników e-papierosów jest niższe niż u palaczy papierosów”.

Warto dodać, że analiza chemiczna była przeprowadzona przez laboratoria Centers for Disease Control and Prevention, CDC - agencję rządu federalnego Stanów Zjednoczonych,  wchodzącą w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej.

Oprzyjmy się na konkretach

Polityka redukcji szkód związanych z paleniem tytoniu jest od dawna przedmiotem gorących dyskusji w świecie nauki. Z niedawnego raportu brytyjskiego Komitetu ds. Toksyczności (COT), składającego się z niezależnych ekspertów, wynika, że choć papierosy elektroniczne nie są zupełnie wolne od ryzyka, są mniej szkodliwe, niż te tradycyjne.

Celem raportu była szczegółowa analiza sposobów dostarczania nikotyny m.in. przez e-papierosy. Dokument stwierdza, że gdyby osoby, używające na co dzień tradycyjnego tytoniu, przeszły całkowicie na e-papierosy, spowodowałoby to mniejszą szkodliwość dla ich zdrowia, np. zmniejszyłoby się znacznie ryzyko zachorowania na raka płuc w wyniku niższej ekspozycji na substancje rakotwórcze.

Dr Nick Hopkinson z Imperial College w Londynie powiedział: - Większość osób, które wapują, to albo palacze próbujący rzucić tradycyjne palenie, albo ci, którzy już porzucili nałóg. Osoby palące, które całkowicie przestawią się na wapowanie, uzyskają znaczne korzyści zdrowotne. Jednak żaden poważny autorytet nie sugeruje, że jest ono całkowicie nieszkodliwe, więc najlepiej jest zaprzestać także wapowania,, ale na pewno nie za cenę powrotu do palenia tradycyjnego tytoniu.

Trzeba jednak zwracać szczególną uwagę na to, po jakie „zamienniki” dla tradycyjnych wyrobów sięgamy, w szczególności na to, czy są one poddawane regularnym badaniom i analizom. Na przykład jeden z koncernów przeprowadził do tej pory 27 testów behawioralnych, 82 analizy chemiczne, 35 testów określających wpływ na komórki organizmu oraz 20 badań klinicznych jedynie na produktach globalnej marki Vype.

Jeśli zaś chodzi o producentów płynów (tzw. liquidów) do e-papierosów, dyrektywa tytoniowa zobowiązuje ich do zgłaszania nowych liquidów na 6 miesięcy przed wejściem na rynek. Taka notyfikacja wymaga przeprowadzenia szczegółowych badań toksykologicznych.

Nie jest więc prawdą - co podkreślają przedstawiciele tej branży, że nie wiadomo, co w nich jest. Producenci udostępniają organom podlegającym Ministerstwu Zdrowia szczegółową listę składników każdego płynu nikotynowego.

Produkty te, zgodnie z dyrektywą tytoniową, muszą być zarejestrowane, przebadane i opłacone w Biurze ds. Substancji Chemicznych. Do obrotu mogą zostać wprowadzone dopiero po sześciu miesiącach od rejestracji.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: