Poszukiwacze własnego ja

Andrzej Lazarowicz

Coraz mniej w tym świecie ludzi wartych szacunku, za to coraz więcej zadowolonych wyłącznie z siebie imbecylów. Może mocne to słowa, aliści niestety prawdziwe. Bo kogóż wokół nas więcej - ludzi faktycznie otaczającą ich rzeczywistością zainteresowanych, czy też zainteresowanych wyłącznie sobą?

Coraz mniej w tym świecie ludzi wartych szacunku, za to coraz więcej zadowolonych wyłącznie z siebie imbecylów. Może mocne to słowa, aliści niestety prawdziwe. Bo kogóż wokół nas więcej - ludzi faktycznie otaczającą ich rzeczywistością zainteresowanych, czy też zainteresowanych wyłącznie sobą?

A skoro tych drugich, to nie sposób nie zgodzić się z - cytowanym już przeze mnie w jednym z listopadowych blogów - Sławomirem Mrożkiem: Szukanie swojego "Ja" to zajęcie, które usprawiedliwia każde głupstwo, a nawet zbrodnię, nie mówiąc o zwyczajnej nieodpowiedzialności. A ponadto nadaje wyraz głębokiej troski intelektualnej imbecylom i zalotnisiom.

Przykre to, ale niewielu już chce ponosić za cokolwiek odpowiedzialność. Większość postępuje zgodnie ze słowami Juliana Tuwima: Odpowiedzialność - to, co inni winni ponosić. I najchętniej jak ślimak zamyka się w swojej własnej skorupie, o swej wygodzie myśli i na to, jak inni ich nie rozumieją i nie doceniają narzeka. I tak puchną w sobie, że można odnieść wrażenie, iż świat przedziwnie się skurczył.

Może zatem najwyższa pora powiedzieć im za Gilbertem Keithem Chestertonem (pisarzem angielskim): Jak przestronny stałby się świat, gdybyś ty sam trochę się zmniejszył, gdybyś potrafił patrzeć na innych ludzi ze zwyczajną ciekawością i zadowoleniem, gdybyś mógł zobaczyć ich takimi, jakimi są, kiedy przechadzają się w swoim słonecznym samolubstwie i męskiej obojętności! Zacząłbyś się nimi interesować, bo oni nie interesowaliby się tobą. Wyrwałbyś się z tego tandetnego teatrzyku, w którym grana jest w kółko twoja własna sztuka, i znalazłbyś się nagle pod rozległym niebem, na ulicy pełnej najwspanialszych nieznajomych.

Udostępnij artykuł: