PPK – słaba proteza ZUS

Blogi / Paweł Jabłoński

Paweł Jabłoński
Paweł Jabłoński Fot. Robert Lidke, aleBank.pl

Mimo względnie niskiej popularności i małych możliwości finansowych program PPK jest udanym wstępem do całkowitej przebudowy systemu emerytalnego

Od wczoraj (1 stycznia) do programu PPK (Pracownicze Plany Kapitałowe) mogą przystępować firmy zatrudniające od 50 do 249 osób. Trudno się spodziewać się sukcesu programu w tym segmencie przedsiębiorstw. Ale i tak prawdopodobnie znacznie gorzej będzie z frekwencją, gdy od lipca 2020 r. do PPK przystąpią najmniejsze firmy.

Według wstępnych szacunków spośród pracowników dużych firm do programu przystąpiło ok. 40 proc. pracowników. Jest to znacznie mniej niż przewidywał rząd a zarazem znacznie więcej niż w przypadku innych instrumentów służących do dobrowolnego oszczędzania na emeryturę.

Zważywszy jednak na fakt silnego wsparcia oszczędzania w PPK pieniędzmi pracodawców i budżetowymi można było oczekiwać większego zainteresowania udziałem w tym programie. Zwłaszcza względem zatrudnionych w największych firmach, gdzie płace i możliwości finansowe pracodawców są zazwyczaj największe

Dość powszechnie uważa się, że podstawową przyczyną tej niechęci Polaków jest najnowsza historia tworzenia i grabienia pieniędzy gromadzonych w OFE. Ale warto zwrócić też uwagę, że w Polsce w ogóle nie mamy tradycji i umiejętności oszczędzania.

Polacy zazwyczaj nie odkładają pieniędzy na długie terminy tylko trzymają je na wypadek jakiś zakupów czy innych wydatków. Stąd w strukturze odłożonych pieniędzy przeważają krótkoterminowe lokaty bankowe. Ich oprocentowanie jest tak skandaliczne niskie, że zupełnie nie broni ich wartości przed zjadaniem przez inflację i podatek Belki. Na warszawskiej giełdzie tez dziś trudno korzystanie oszczędzać (inwestować), bo koniunktura raczej temu nie sprzyja.

Ale przede wszystkim rozwojowi oszczędzania na emeryturę nie sprzyja polityka państwa. Z jednej strony buduje PPK i straszy ludzi niskimi przyszłymi świadczenia, ale z drugiej strony staje na głowie by emeryci dziś dostawali jak największe pieniądze bez względu na to jakie płacili kiedyś składki (to można zrozumieć), ale nawet jak długo je płacili.

Do tego dochodzi jeszcze decyzja o obniżenia wieku emerytalnego. Czyli ludzie widzą, że nieważne jest jak dużo płacili składek do ZUS a liczy się tylko rosnąca siła polityczna głosów emerytów. To na pewno nie zachęca Polaków do tego by ograniczać dziś swoje wydatki z myślą o odkładaniu na emeryturę.

Na koniec warto zwrócić uwagę, że nowy program ma bardzo ograniczone możliwości. Przeciętnie zarabiający Polak, płacący maksymalne składki będzie mógł z niego otrzymywać na emeryturze 600 – 900 zł miesięcznie (w dzisiejszych cenach).

Co ważne z nowego programu oszczędzania na emeryturę na pewno skorzystają przede wszystkim Ci którzy już wcześniej odkładali na ten cel (a więc najbogatsi i najlepiej wyedukowani). A to oznacza, że grupa osób, która w przyszłości będzie miała niskie emerytury nie zostanie zbyt uszczuplona. Żeby mogło być inaczej przynależność do PPK powinna być obowiązkowa (co nie byłoby złe).

Państwo (rząd) jest więc świadome, że jeśli nie chce by w przyszłości emeryci wymuszali na budżecie wyższe świadczenia to będzie samo musiało zatroszczyć się o możliwie wysokie emerytury z ZUS.

Najłatwiej to zrobić poprzez zmniejszanie różnic między najwyższymi a najniższymi świadczeniami (spłaszczanie). Ten proces zaczął się jeszcze za rządów Platformy i jest kontynuowany do dziś poprzez szybkie podnoszenie minimalnych świadczeń.

Czyli z działań rządu wygląda to tak, ze docelowy model będzie wyglądać tak, ze ZUS będzie płacił wszystkim niezbyt zróżnicowane, ale i nie głodowe  emerytury (bez względu na wielkość wpłaconych składek), a jeżeli ktoś będzie chciał dostawać więcej to będzie musiał dodatkowo oszczędzać m.in. w PPK czy IKE.

Przy czym Ci którzy będą chcieli na emeryturze dostawać najwyższe świadczenia będą musieli dodatkowo oszczędzać poza wspieranymi przez państwo planami emerytalnymi (PPE, PPK, IKE, IKZE).

Dojście do nowego mechanizmu wyliczania i wypłat emerytur będzie trwało lata do czasu zbudowania bazy oszczędności emerytalnych. Ważne, że będzie to całkowita przebudowa (dewastacja) obecnego systemu związana m.in. z przekształceniem składek ZUS w zwykły podatek, którego odprowadzana wartość nie będzie miała w ogóle, albo niewielki wpływ na wysokość emerytur konkretnego podatnika.

Niestety wszystko wskazuje na to, że decyzje o przebudowie systemu w tym kierunku już dawno zapadły. 

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: