Praca: Czy płace w Polsce są zaniżone?

KF 2014.04-06 (kwiecień - czerwiec 2014)

Wsłuchując się w doniesienia medialne na temat wynagrodzeń w Polsce, można dojść do wniosku, że płace w Polsce są zaniżone, pracodawcy płacą nam za mało, choć stać ich na więcej. Najżyczliwsze wobec nich wytłumaczenie opiera się na hipotezie, że się boją, nie mając wiary w przyszłość.

Wsłuchując się w doniesienia medialne na temat wynagrodzeń w Polsce, można dojść do wniosku, że płace w Polsce są zaniżone, pracodawcy płacą nam za mało, choć stać ich na więcej. Najżyczliwsze wobec nich wytłumaczenie opiera się na hipotezie, że się boją, nie mając wiary w przyszłość.

Zbigniew Dudziński

Największe ekonomiczne autorytety ubolewają nad tym, bo gospodarka ma według nich dobre perspektywy, potrzebuje wyższych wynagrodzeń i wzrostu optymizmu konsumenckiego, by ten zamienił się na jeszcze szybszy wzrost. Dobre perspektywy potwierdzają niemal wszyscy główni ekonomiści bankowi tworzący prognozy rozwoju gospodarki, zapowiadając lepsze czasy ze wzrostem miejsc pracy, spadkiem bezrobocia i wzrostem wynagrodzeń. Spójrzmy, co się dzieje na rynku wynagrodzeń.

Zarabiać więcej

Wiele wskazuje na to, że powinniśmy zarabiać więcej. Przede wszystkim szybko rośnie luka demograficzna w Polsce, a wraz z nią powszechne oczekiwanie na pojawienie się rynku pracownika, który nareszcie będzie dyktować warunki. Nasza przyszła konkurencja na rynku pracy, czyli ludność w wieku przedprodukcyjnym (0-17 lat), spada już od 1985 r. – jej udział z ówczesnych 30 proc. do 18 proc. w 2012 r., z prognozą GUS na 15 proc. w 2030 r. Liczba ludności w wieku produkcyjnym osiągnęła swój szczyt w 2010 r. (ponad 24 mln) i od tamtego czasu spada – obecnie wynosi 64 proc., a w 2030 ma wynieść 58 proc., co oznacza prawie o 4 mln mniejszą konkurencję do pracy niż obecnie. O ile oczywiście kolejne miliony nie zdecydują się dołączyć do obecnych prawie 2 mln emigrantów ekonomicznych, które opuściły Polskę w ostatnich latach, a wtedy powinno być jeszcze lepiej.

Jednocześnie nic nie wskazuje na to, że Polska może stać się atrakcyjnym miejscem imigracji ekonomicznej: obywatele innych krajów UE raczej do nas nie przyjadą, a ci spoza UE, w związku ze wspólną polityką w ramach Unii wybiorą inne kraje, bo skoro można zostać w Polsce, można też w każdym innym bogatszym i z o wiele atrakcyjniejszą ofertą komfortu życia i rozwoju rodziny. Obecnie w Polsce legalnie mieszka 675 tys. obcokrajowców, tj. 2 proc. ludności (najmniej spośród wszystkich krajów OECD), dla krajów zachodniej Europy udział ten wynosi 11-13 proc. Na przykład w Wielkiej Brytanii mieszka prawie 8 mln obcokrajowców na 63 mln ludności, a w Londynie ponad połowa mieszkańców urodziła się w ogóle poza Wielką Brytanią. Wygląda na to, że Polska nie ma zdolności (i woli) absorpcji obcokrajowców, skoro nie było nas stać nawet na przyjęcie chcących do Polski przyjechać obywateli byłego ZSRR, siłą wysiedlonych wcześniej z kraju. Jakkolwiek ironicznie to zabrzmi: ze strony demografii nie ma zagrożenia dla potencjalnego rynku pracownika.

Kluczem rozwój

Kolejne źródło nadziei to nasz szybki rozwój gospodarczy. Od kilku lat Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się krajów w Europie. Jesteśmy rzeczywiście zieloną wyspą Europy, przynajmniej w tym sensie, że jesteśmy jedynym krajem (poza księstwami, Białorusią, Kosowem i Albanią), gdzie dochód narodowy (PKB) rósł nawet w fatalnym roku 2009 (1,6 proc.). Licząc w cenach realnych, w okresie 1995 do 2012 PKB Polski wzrósł aż o 83 proc., czyli prawie podwoiliśmy nasz dochód, przy niemal dokładnie tej samej liczbie ludności. Co się stało z tym dochodem? Może wzrosły w tym czasie wynagrodzenia lub może dochód ten stworzył nowe miejsca pracy, aktywizując nas ekonomicznie? Wygląda na to jednak, że nie. Po pierwsze, pieniądze te nie poszły na zwiększenie zatrudnienia, bo miejsc pracy w tym czasie przybyło netto zaledwie 8192 (wzrost o 0,04 proc.), a produktywność siły roboczej (jako miara produkcji na jednego zatrudnionego) wzrosła więc w przybliżeniu o tyle co PKB – 83 proc. Po drugie, w tym samym czasie wynagrodzenia w wartościach realnych wzrosły średnio o jedynie 42 proc.

Produktywność pracy (wydajność) w Polsce od kilku lat wyprzedza zdecydowanie wzrost płac – spośród grupy krajów OECD Polska jest na 3. miejscu, jeśli idzie o relację produktywności do wynagrodzeń – w ostatnich latach (2000-2012) wydajność wzrosła u nas o 39 proc., a wynagrodzenia jedynie o 15 proc., licząc w cenach realnych. Wzrost wydajności wyższy niż wzrost PKB w tym samym czasie wynika z faktu, że liczba pracujących akurat w tym okresie zwiększyła się o 8 proc.

Nawiasem mówiąc, następuje tu ciekawe zjawisko w skali światowej. Od czasów rewolucji przemysłowej XIX w. w krajach o nieprzerwanej ideologią komunistyczną praktyką gospodarki rynkowej wynagrodzenia rosły szybciej niż wydajność. Obecnie oczekuje się tego samego – wzrasta wydajność, muszą wzrastać wynagrodzenia. A tymczasem mamy pecha, bo od kilku lat obserwuje się względnie trwałe odwrócenie tego zjawiska. Jak w wielu dziedzinach życia społecznego next practice jest w USA i tam to widać najwyraźniej, jednak i Polska znalazła się w grupie krajów obrazujących ten trend: dochód narodowy rośnie, a wynagrodzenia nie rosną lub wręcz spadają w tym samym czasie.

Zbigniew Dudziński, starszy konsultant Hay Group Polska. Lider praktyki wyceny stanowisk i ekspert w zakresie wynagrodzeń. Absolwent ekonomii Uniwersytetu Marie Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz socjologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ukończył wiele kursów z zakresu zarządzania. Odbył także zagraniczne podróże studialne w ramach projektów finansowanych przez organizacje międzynarodowe oraz szkolenia typu on-the-job training w USA, Belgii i UK. Efektem tych studiów była m.in. książka nt. systemów finansowania rozwoju regionalnego. Przeszedł kilkumiesięczne szkolenie MBA na uniwersytecie w Leuven (Belgia). Posiada 30 lat zróżnicowanego doświadczenia zawodowego.

Światowe trendy

Tym bardziej jest to godne odnotowania, że wskazuje na siłę zjawiska, pomimo naturalnej bardzo niskiej elastyczności płac. Nawet kraje z wyraźnym spadkiem PKB i spadku wydajności odmawiają zaakceptowania sygnałów, że coś się zmieniło. Jak się wydzieli jedynie 5 ostatnich lat obecnego kryzysu (a jest to przecież największy kryzys od czasu wielkiej recesji lat 30. ubiegłego wieku), w wynagrodzeniach kryzysu niemal nie widać – prawie powszechnie PKB spada, a wynagrodzenia rosną. Spośród 28 najbogatszych państw OECD wydajność w tym okresie spadła w 20, ale wynagrodzenie realne spadło tylko w 10. Jedynie w 8 krajach w tym czasie wynagrodzenia rosły wolniej niż wydajność (w tym w Polsce). Ciekawe, że we wszystkich tych 8 krajach zanotowano wzrost wydajności, podczasgdy w krajach, gdzie wydajność spadła, nastąpił albo wzrost wynagrodzeń, albo jego spadek był ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: