Praca w cieniu koronawirusa Covid-19

Przemysław Szubański

Przemysław Szubański
Przemysław Szubański, "Parkiet", fot. Krzysztof Skłodowski "FOTORZEPA"

Czy w dobie koronawirusa warto jeszcze pracować? Zdaje się że w Kanadzie sugeruje się (w trybie nakazującym), żeby nie podawać biznesowo ręki.

#PrzemysławSzubański: U mnie w firmie zaleca się utrzymywanie półtorametrowej odległości od gościa - i takiej samej na spotkaniach poza redakcją #GazetaGiełdyParkiet

U mnie w firmie zaleca się utrzymywanie półtorametrowej odległości od gościa – i takiej samej na spotkaniach poza redakcją

Sprawdzając przy okazji, czy gość nie jest z Chin, północnych Włoch lub czy nie był na feriach w rejonie północnych Włoch lub na lotniskach gdzie takie osoby przebywały. Uff.

A co mają robić osoby, zatrudnione “na czarno”? Bo pewnie takich instrukcji nie dostaną, a na pewno nie zostaną im przydzielone (jak u mnie) “środki dezynfekcji indywidualnej rąk”. A takich osób w Polsce jest sporo.

Najnowsze badanie wykonane dla serwisu ciekaweliczby.pl pokazuje, że co szósty dorosły Polak (16 proc. badanych) przyznaje się do pracy „na czarno”. Co więcej, większość (58 proc.) nie potępia takiej formy zarobkowania.

Ze względu na chwilową apolityczność nie powiem, jakie partie w pracy “na czarno” przodują. Co gorsza – wśród wykonujących lewizny najwięcej jest osób w wieku 18-24 lata. Zapewne – studentów.

Otrzymują szkołę życia, ale w cv sobie tego nie zapiszą, a przecież ciągle wiele firm najchętniej zatrudniłoby osobę studiującą ze stażem pracy godnym porządnego emeryta. A jeśli jednak pracować – to najlepiej tam, gdzie nie dość że jest przyjemnie, ale i zdrowo.

Takie możliwości oferuje…  branża konopi indyjskich. Co więcej, jest to sektor godny inwestowania. Tak przynajmniej twierdzi Peter Garnry, dyrektor ds. strategii rynków akcji w Saxo Banku.

Podkreśla on, że branża oferuje znaczne możliwości wzrostu w ciągu najbliższych pięciu lat, ale… wiążą się one jednak z olbrzymim ryzykiem. Sektor cierpi bowiem na skutek wolnych przepływów pieniężnych, podwyższających ryzyko refinansowania wzrostu i operacji.

Natomiast za główny czynnik przyszłego wzrostu uważa się użytkowanie rekreacyjne, oznacza ono jednak dodatkowe ryzyko regulacyjne, ponieważ marihuana pierwotnie przeznaczona była do użytku medycznego.

Pytanie brzmi, czy pracownik wytwórcy marihuany może – podobnie jak zatrudniony w fabryce czekolady – korzystać ze swych produktów. Dla właściciela przedsiębiorstwa byłoby to korzystne – lekko “naćpany” pracownik jest bowiem szczęśliwy i wydajny. Pod warunkiem, że nie przesadzi.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: