Prawo pobytu w Niemczech dla każdego, kto znajdzie sobie pracę

Firma / Rynek pracy

Mężczyzna trzymający flagę Ukrainy
Fot. stock.adobe.com/japhoto

Rząd niemiecki przyjął 19 grudnia br. radykalny projekt ustawy imigracyjnej, a polscy przedsiębiorcy zastanawiają się czy uda się im zatrzymać ukraińskich pracowników za minimalną stawkę 14,7 zł/godz. podczas gdy w Niemczech wyniesie ona 9,35 euro brutto. W Polsce „zwykły” budowlaniec zarobi 17-20 zł/godz. (posadzkarz więcej, bo 24 zł, tynkarz 34 zł). W Niemczech ta stawka w budownictwie to 15-19 euro.

#SteffenKampeter: Brak siły roboczej staje się zawalidrogą numer jeden dla konkurencyjności gospodarki niemieckiej #BDA

Nowa niemiecka regulacja ma zachęcić do przyjazdu cudzoziemców spoza Unii Europejskiej, bo ci unijni już nie nadążają z zajmowaniem wolnych etatów. Jest ich bowiem coraz więcej.

Brak rąk do pracy, znany wprawdzie od lat, ostatnio staje się coraz dotkliwszy. Według wyliczeń Instytutu Badań Rynku Pracy i Zawodów, mimo ponad dwumilionowego bezrobocia w listopadzie nie obsadzono w Niemczech 1,24 mln miejsc. Dosadnie ten stany rzeczy określił dyrektor wykonawczy Zrzeszenia Niemieckich Związków Pracodawców BDA, Steffen Kampeter: „Brak siły roboczej staje się zawalidrogą numer jeden dla konkurencyjności gospodarki niemieckiej”.

Pierwsza w historii RFN ustawa imigracyjna

Po wielomiesięcznych targach koalicja CDU/CSU-SPD przedstawiła dokument, który – mówiąc w skrócie – daje prawo pobytu w Niemczech każdemu, kto znajdzie sobie pracę. To pierwsza w historii RFN ustawa imigracyjna. Nic dziwnego, że minister gospodarki Peter Altmeier mówił o „historycznym dniu”.

W kręgach rządowych podkreśla się, że chodzi przede wszystkim o ściągnięcie fachowców spoza UE. Uzyskają wizy wjazdowe również bez załatwionej wcześniej umowy o pracy, choć wymagane będzie przedłożenie jakiejś konkretnej oferty pracy. Obecnie możliwość dłuższego pobytu bez umowy o pracę mają tylko przedstawiciele szczególnie pożądanych zawodów jak np. informatycy, ale nie np. wykwalifikowany budowlaniec spoza UE.

 

Posiadanie pracy zmienia wszystko

Przyszła ustawa skierowana jest  w dużej mierze do osób, których podanie o azyl zostało odrzucone, ale które „tolerowane”, jeszcze w Niemczech pozostają i pracują.  O części tych ludzi powiada się, że są dobrze zintegrowani, ich los pozostaje jednak niepewny; mogą być niemal w każdej chwili deportowani. Nowe przepisy stanowią, że jeśli odrzucony kandydat do azylu wykaże się 18-miesięczną pracą na pełnym etacie, uzyska pewniejsze prawo do pobytu.

Niemcy zachęcają tych „pozaunijnych” przybyszów, głównie uciekinierów, którzy u nich już są, do podejmowania pracy, nauki języka, szkolenia zawodowego, integrowania się. A potencjalnych pracowników właściwie także, zwłaszcza do nauki języka niemieckiego. Bo to, że mają coś umieć, to oczywiste. „Nie chcemy niewykwalifikowanych imigrantów z krajów trzecich” (czyli spoza UE) – głosi dokument koalicji CDU/CSU-SPD.

Pracodawcy zachwyceni

Przedstawiciele kół gospodarczych są zachwyceni otwarciem na imigrantów. Spośród 20.000 firm ankietowanych przez Zrzeszenie Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (Deutscher Industrie- und Handelskammertag – DIHT) ponad połowa (56 proc.) chce niemal natychmiast zatrudnić pracowników spoza UE w nadziei, że złagodzą niedobory personelu.

Z kolei prezes Centralnego Związku Rzemiosła Niemieckiego (Zentralverband des Deutschen Handwerks – ZDH), Hans-Peter Wollseifer, uznał przyjęty przez rząd projekt za krok w kierunku „nowoczesnego prawa imigracyjnego”.

Jak mogłem obserwować, Niemcy całe lata wzdragali się przed taką ustawą. Obowiązywała oficjalna teza, że owszem przyjmuje się azylantów, ale nie imigrantów, jak to czynią Kanada czy Australia, chociaż faktycznie cudzoziemcy zawsze do Niemiec przyjeżdżali i się osiedlali. Wiceprzewodniczący współrządzącej SPD Ralf Stegner nie bez racji mógł więc zauważyć, że przyszła ustawa „w pewnym sensie obala głoszone przez konserwatystów kłamstwo, że nie jesteśmy krajem imigracji”.

Nowe prawo od 2020 roku

Konserwatywne skrzydło CDU/CSU broniło się przed takim otwarciem rynku. Dlatego obowiązywanie ustawy, która jeszcze zostanie poddana parlamentarnej obróbce i być może wejdzie w życie w 2020 roku, ograniczono do 30 czerwca 2022 roku. Działałaby więc na początek przez 2,5 roku. Wtedy okaże się, czy faktycznie zwiększy się napływ fachowców znających język niemiecki, czy też ustawa zachęci do przyjazdu tylko potencjalnych aspirantów do pomocy społecznej.

Niemcy dyskutowali o ustawie imigracyjnej 30 lat. W toczącej się z różnym nasileniem debacie ogólnospołecznej zgłębiono wszystkie za i przeciw. Teraz zapadła wstępna decyzja. Pozostaje nadzieja, że „nasi” Ukraińcy nie wyjadą tak od razu. Język niemiecki jest trudniejszy od polskiego, a bez tej znajomości za Odrą ani rusz.

Ale wielu Ukraińców na pewno Polskę opuści. Pytanie, jak zatrzymać wahających się mimo różnicy płac w Polsce i Niemczech. W końcu u nas ustawy przyjmuje się szybciej niż w RFN, nawet znacznie szybciej.

Udostępnij artykuł: