Prawo: Zabrakło rzetelnej analizy

BANK 2016/09

Z adwokatem dr. Andrzejem Jakubcem, partnerem w Kancelarii Janeta Jakubiec Węgierski, adiunktem w Katedrze Prawa Gospodarczego i Handlowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, rozmawiał Karol Jerzy Mórawski.

Z adwokatem dr. Andrzejem Jakubcem, partnerem w Kancelarii Janeta Jakubiec Węgierski, adiunktem w Katedrze Prawa Gospodarczego i Handlowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, rozmawiał Karol Jerzy Mórawski.

W raporcie rzecznika finansowego, poświęconym hipotecznym kredytom walutowym, znaleźć można tezy rozbieżne z dotychczasową linią orzeczniczą polskich sądów. Czy należy uznać je za alternatywny pogląd, czy też są one po prostu obciążone błędem merytorycznym?

- W pierwszej kolejności należy zauważyć, że dokument ten nie jest w żaden sposób wiążący ani dla sądów powszechnych, ani dla banków i ich klientów. Stanowi on - używając modnego ostatnio określenia - jedynie opinię grupy pracowników Urzędu Rzecznika Finansowego. Już na wstępie (str. 5) tego dokumentu czytamy, że został on przygotowany jedynie w oparciu o sprawy, jakie trafiły do rzecznika w ostatnim półroczu, a zakres przedmiotowy tego "badania" jest ograniczony. Powstaje więc pytanie, dlaczego dokument ten ujrzał światło dzienne akurat teraz, jednakże odpowiedzi na nie każdy musi udzielić sobie sam. Na pańskie pytanie nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W raporcie znajdujemy zarówno tezy, które albo nie mają oparcia jurydycznego, albo też stoją w ostrej opozycji do poglądów dominujących (z czego jednak nie można czynić samodzielnego zarzutu), jak również te, które znajdują solidne uzasadnienie i w wypowiedziach doktryny i orzecznictwie. Te ostatnie są jednak w mniejszości, co czyni zasadną konstatację, że raport ten jest jednak w znacznej mierze jednostronny.

Kluczowym zarzutem rzecznika wobec umów kredytów denominowanych (indeksowanych) w walucie obcej jest sugestia bezprawności tzw. klauzuli waloryzacyjnej Tymczasem wyroki sądów - również Sądu Najwyższego - w zdecydowanej większości przypadków uznawały te zapisy umowne za zgodne z polskim prawem. Co stanowi istotę owych rozbieżności interpretacyjnych?

- Ten fragment raportu jest zbudowany według dość prostego założenia. Tam, gdzie mamy argumenty, piszemy dużo, a tam, gdzie ich brak - przyjmujemy, że coś jest oczywiste i idziemy dalej. Co skłoniło rzecznika finansowego do przyjęcia takiego stanowiska? Wydaje się, że stanowisko nie było wynikiem rzetelnej analizy, sama zaś analiza była podporządkowana pewnej z góry przyjętej tezie. Raport przypomina więc w tym fragmencie bardziej pismo procesowe, które z natury rzeczy jest subiektywne i ma na celu wsparcie konkretnej strony, niż to, czym powinien być z założenia, czyli podsumowaniem rzetelnej, często żmudnej i trudnej, ale obiektywnej pracy. Dla przykładu przyjrzyjmy się tezie o bezwzględnie obowiązującym charakterze art. 69 ust. 1 Prawa bankowego. Rzecznik przyjął, że tak jest na podstawie dwóch cytatów o charakterze ogólnym i nieodnoszącym się do tej kwestii nawet słowem (str. 7), a potem uzupełnił je "klauzulą zdrowego rozsądku", naruszając chyba jednak zasady logicznego rozumowania. Owszem, wniosek poprawny można wyprowadzić indukcyjnie również z fałszywej przesłanki, ale nie sposób jej podawać za uzasadnienie w poważnej debacie. Co więcej, z argumentami przytoczonymi przez rzecznika nie sposób polemizować, bowiem właściwie nie przedstawił żadnego. Jak można odnieść się w kontekście charakteru art. 69 ust. 1 do cytatu mówiącego o tym, że to jest bardzo ważny przepis? Jest to sposób rozumowania opierający się na tym, że albo ktoś tego fragmentu nie przeczyta, albo go nie zrozumie. Idąc dalej, ciężko na podstawie przytoczonej treści art. 69 stwierdzić, że skoro jest to przepis bezwzględnie obowiązujący (czego nie wykazano!), to umowa kredytu nie może określać również innych elementów. Bardzo sprytny manewr widzimy nieco dalej (str. 9), kiedy to rzecznik, "wyprzedzając spodziewaną krytykę", przechodzi płynnie do charakteru i funkcji odsetek. Czytelnik zupełnie niezorientowany w tematyce miałby przyjąć apriorycznie wcześniejsze tezy i skupić się na innym zupełnie problemie, do którego przedstawienia również można mieć pewne zastrzeżenia, chociaż o zdecydowanie lżejszym charakterze. Nie zmienia to faktu, że cały późniejszy wywód jest oparty właśnie na błędnym fundamencie

W raporcie znaleźć można opinię, jakoby eliminacja klauzuli niedozwolonej z umowy kredytu oznaczała proste jej wykreślenie. Jak, zgodnie z zamysłem ustawodawcy, należy rozstrzygać takie przypadki, kiedy usunięcie jednej klauzuli oznaczałoby gruntowną zmianę treści umowy, czy faktycznie obowiązujące prawo nie pozwala na "wypełnienie" tego miejsca właściwym zapisem umownym?

- Oddajmy sprawiedliwość rzecznikowi i przytoczmy dokładniej jego stanowisko. Uznał on, że o ile istnieje przepis o charakterze dyspozytywnym, zapełni on lukę powstałą po "wyrwaniu" klauzuli niedozwolonej. Dopiero w sytuacji gdy takiej normy brak, umowa pozostanie bez regulacji w zakresie uznanym za niedozwolony. Rzecznik oparł się dodatkowo na poglądzie, że w przypadku uznania abuzywności danej klauzuli, traci ona moc w całości, a nie jedynie w zakresie uznanym za niedozwolony. Stanowisko przyjęte przez rzecznika rodzi jednak bardzo poważne konsekwencje. Przecież strony, zawierając umowę w danym kształcie, miały na celu odpowiednie ukształtowanie swoich praw i obowiązków. Jeżeli więc jeden z elementów zostanie wyjęty z tej układanki, cała konstrukcja może się zawalić lub zmienić na tyle, że odbiegać będzie od pierwotnej woli stron. Wydaje się, choć jest to wniosek bardzo daleko idący i wymagający dyskusji, że w takiej sytuacji powinno się wprowadzić domniemaną klauzulę salwatoryjną, która działałaby w ten sposób, że postanowienie umowne uznane za niedozwolone automatycznie nabiera kształtu maksymalnie zbliżonego intencjonalnie do derogowanego, nadając mu jednak treść mieszczącą się w granicach prawa. Zdaję sobie sprawę z dyskusyjności tej tezy, która być może jest postulatem de lege ferenda, ale moim zdaniem jest to lepszy kierunek, niż proste "wyrwanie" klauzuli z umowy.

Zastrzeżenia budzi też stanowisko rzecznika, iż zakwestionowanie określonego zapisu w ramach kontroli abstrakcyjnej (wpis do rejestru klauzul niedozwolonych) rodzi skutki zarówno dla wszystkich umów tego samego przedsiębiorcy, jak również dla umów innych banków stosujących analogiczny wzorzec. Jakie stanowisko w tej kwestii zajmuje polskie orzecznictwo?

- Zacznę od tego, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszelkiego rodzaju rejestrów klauzul niedozwolonych. Moim zdaniem, jest to narzędzie niezbyt wyrafinowane, wręcz proste (by nie użyć podobnego słowa) i niespełniające swojego podstawowego celu. Każda klauzula musi być badana w kontekście całej umowy i towarzyszących jej okoliczności. To samo sformułowanie w jednej umowie może mieć zupełnie inne znaczenie, kontekst, inaczej wpływać na pozycję stron niż w innej. Tworzenie tego typu rejestrów w mojej ocenie prowadzi do dwóch patologii: usiłuje zwolnić prawników z obowiązku samodzielnego myślenia oraz daje narzędzie utrudniania życia przedsiębiorcom, od których pewne gremia regularnie próbują wyłudzić pieniądze. Moim zdaniem, w skali makro, również pod kątem rozwoju postawy roszczeniowej konsumentów, wyrządzają one znacznie więcej szkód niż pożytku. Moja ocena tego problemu może nie być do końca obiektywna. Z tezą rzecznika nie należy się jednak, moim zdaniem, zgodzić, w szczególności w kontekście uchwały Sądu Najwyższego III CZP 17/15 z dnia 10 listopada 2015 r.

Wspomniał pan o lepszych fragmentach raportu. Jakie konkretnie zapisy miał pan na myśli?

- Rzecznik zwrócił uwagę na kilka istotnych kwestii, które czasem stanowiły osobne zagadnienie, kiedy indziej były fragmentem szerszej argumentacji. Jasne jest dla mnie, że żadna umowa nie może przyznawać jednej ze stron prawa o samodzielnym, oderwanym od kryteriów obiektywnych, decydowaniu o wysokości należnego jej od kontrahenta świadczenia. Tak też jest z kredytem denominowanym. O ile nie widzę podstaw do przyjęcia niedopuszczalności klauzul waloryzacyjnych jako takich, to za niedopuszczalne uważam prawo banku do samodzielnego ustalenia kursu waluty. Jest to błąd, z którym w imieniu najlepiej rozumianej uczciwości i pewności obrotu należy moim zdaniem walczyć, a jego wyeliminowanie, z technicznego punktu widzenia, nie powinno być trudne. W tym zakresie ze stanowiskiem rzecznika (str. 24-26) niewątpliwie należy się zgodzić. Tak samo w dalszej części czytamy, że waloryzacja musi być przeprowadzona w oparciu o miernik obiektywny (str. 28-29), z czym nie sposób polemizować.

 

Udostępnij artykuł: