Presja inflacyjna nie słabnie

Komentarze ekspertów

Wbrew oczekiwaniom na osłabienie dynamiki wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja nadal przyspiesza, sięgając w lipcu 15,6 proc., a więc była nieznacznie wyższa niż miesiąc wcześniej i najwyższa od 1997 r.

Tomasz Rzeski
Tomasz Rzeski Fot. Inbank

Wbrew oczekiwaniom na osłabienie dynamiki wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja nadal przyspiesza, sięgając w lipcu 15,6 proc., a więc była nieznacznie wyższa niż miesiąc wcześniej i najwyższa od 1997 r.

Zweryfikowane dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w lipcu wskaźnik inflacji wyniósł 15,6 proc., wobec czerwcowego odczytu na poziomie 15,5 proc. Nadal nie można wykluczyć przewidywań, że mamy do czynienia ze szczytem dynamiki wzrostu cen, choć jest wiele trudno przewidywalnych czynników ryzyka.

Czytaj także: GUS podwyższył odczyt inflacji w lipcu; dwucyfrowy wskaźnik zostanie z nami do końca roku?

Narastanie presji inflacyjnej trwa od marca 2021 r.

Inflacyjna presja w Polsce zaczęła narastać od marca 2021 r. Początkowo tendencja ta nie wyglądała zbyt groźnie, co mogło uśpić czujność zarówno konsumentów, jak i władz monetarnych. Do połowy ubiegłego roku wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych nieznacznie przekraczał 4 proc., co w połączeniu z wysokim tempem wzrostu gospodarczego, nie musiało budzić niepokoju. Jednak gdy w październiku 2021 r. wskaźnik inflacji prawie trzykrotnie przewyższał ustalony przez Narodowy Bank Polski cel inflacyjny (2,5 proc., plus/minus 1 punkt procentowy), Rada Polityki Pieniężnej była zmuszona do zmiany swojego nastawienia i rozpoczęła cykl podwyżek stóp procentowych. Biorąc pod uwagę fakt, że efekty tego typu działań ujawniają się po kilku kwartałach, tę decyzję można uznać za spóźnioną. Na to nałożył się wpływ czynników zewnętrznych, niezależnych od wpływy decyzji władz monetarnych, co skutkowało nasileniem się presji inflacyjnej. Silny wzrost cen surowców energetycznych i towarów rolnych doprowadził do skoku inflacji o 15,5 proc. w czerwcu obecnego roku. To poziom najwyższy od kilkudziesięciu lat. Lipcowy odczyt daje pewną nadzieję na przełamanie tej tendencji, ale prognozy nie są zbyt optymistyczne. Ekonomiści banku centralnego w najgorszym scenariuszu zakładają, że w pierwszych miesiącach przyszłego roku wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych może przejściowo sięgnąć nawet 27 proc. Bardziej optymistyczne są prognozy inflacji średniorocznej. W tym roku ma ona wynieść 14,2 proc., a w przyszłym obniży się do 12,3 proc. Według szacunków Komisji Europejskiej inflacja HICP wynieść ma w tym roku średnio 12,2 proc., a w przyszłym 9 proc. Prognozy te obarczone są jednak sporym ryzykiem błędu, ze względu na wpływ trudno przewidywalnych czynników zewnętrznych, głównie związanych z cenami paliw.

W lipcu o 15,3 proc. wzrosły ceny żywności i napojów bezalkoholowych, co szczególnie uderza w budżet gospodarstw domowych o najniższych dochodach.

Ponadto aż o 25,3 proc. w górę poszły koszty użytkowania mieszkania i nośników energii. Opał podrożał o 131,2 proc., a gaz o 44,9 proc. O 27,7 proc. więcej niż przed rokiem trzeba było płacić za transport. Olej napędowy podrożał o 40,3 proc., a benzyna o 34,5 proc. W kategorii produktów żywnościowych największy, sięgający 38,9 proc. wzrost miał miejsc w przypadku mąki, pieczywo podrożało o 29,2 proc., a mięso wołowe o 32,8 proc. Na rynkach światowych mamy do czynienia z niewielkim spadkiem cen większości produktów rolnych, jednak w Polsce na razie tendencja ta nie ma miejsca.

Źródło: Inbank Polska
Udostępnij artykuł: