Presja inflacyjna w USA będzie narastać

Finanse i gospodarka

Tendencja aprecjacji amerykańskiego dolara została wznowiona. Kurs EUR/USD wybił się z krótkoterminowego trendu bocznego. Katalizatorem zmian okazał się raport o CPI. Pokazał on nieco szybszy niż się spodziewano wzrost cen z wyłączeniem wrażliwych na wahania kategorii, co sugeruje, że nie występują efekty drugiej rundy. Spadek inflacji ma charakter przejściowy.

Seria względnie optymistycznych odczytów z gospodarki strefy euro nie wsparła popytu na wspólną walutę. Dużo istotniejsze okazały się doniesienia ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w styczniu inflacja bazowa rosła nieco szybciej niż oczekiwano zwiększając prawdopodobieństwo szybszego rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych. Ceny bez wrażliwych kategorii (energia i żywność) wzrosły w styczniu o 0,2 proc. i to wobec na korzyść zrewidowanych danych za grudzień (do +0,1 proc. z 0,0 proc.). Spodziewano się, że wzrost w ubiegłym miesiącu wyniesie 0,1 proc. W ujęciu rok do roku odczyty okazały się zgodne z medianą (-0,1 i 1,6 proc.).

Raport Departamentu Pracy wskazuje, że spadki cen na stacjach benzynowych w niewielkim stopniu przekładają się na pozostałe kategorie. Nie mamy do czynienia z tzw. efektami drugiej rundy. Kluczową kwestią jest czy efekty te jeszcze się nie ujawniły czy w ogóle się nie pojawią, a wpływ przeceny na rynku surowców będzie przejściowy. Wówczas należałoby oczekiwać, że w II poł. roku nastąpi wyraźne przyspieszenie inflacji. Można śmiało założyć, że podobnej skali, jak w II poł. ub. r. przewartościowanie na rynku ropy naftowej już się nie powtórzy. Banki centralne, które przygotowują rynki na podwyżki stóp procentowych (Fed, Bank Anglii) zdają sobie z tego sprawę. Dlatego, choć bieżące wskaźniki cen absolutnie nie wskazują na konieczność zacieśnienia polityki pieniężnej, ich przedstawiciele chłodzą nastroje i oczekiwania, że historycznie niskie stopy procentowe będą się jeszcze długo utrzymywać. Obok zagrożenia dynamicznego odbicia inflacji pod koniec roku, silnym argumentem za podwyżkami jest konieczność przywrócenia tradycyjnych instrumentów monetarnego oddziaływania, zanim nadejdzie kolejna faza pogorszenia koniunktury. Początek cyklu w USA w czerwcu jest coraz mniej prawdopodobny. Niemniej, zamiast jedynie zasygnalizowania tendencji poprzez zmianę przedziału 0-0,25 proc. na sztywne 0,25 proc., jak dotąd zakładaliśmy, Fed w lipcu bądź wrześniu najpewniej od razu podniesie stopy do 0,5 proc. i będzie to czynił na każdym kolejnym posiedzeniu. Tym samym na koniec roku oprocentowania znajdzie się na poziomie ok. 1,0 proc., czyli wyżej niż gdyby rozpoczął pseudo-cięciem w czerwcu i dokonywał podwyżek co drugie posiedzenie (z konferencją prasową). Stwierdzenie, że gdy normalizacja polityki pieniężnej już się rozpocznie, podwyżki będą dokonywane co 6 tygodni (co każde spotkanie), zostało niedocenione przez rynki finansowe. O przywiązywaniu zbyt dużej wagi do terminu rozpoczęcia, a nie ścieżki podwyżek stóp, wspominał wczoraj prezes oddziału Fed w St. Louis J. Bullard.

Wczorajsze zmiany na parze EUR/USD spowodowały, że scenariusz odbicia kursu do 1,15 i wyżej stanął pod znakiem zapytania, a na pewno odsunął się w czasie. Wybicie z miesięcznego trendu bocznego nastąpiło, wbrew naszym oczekiwaniom, dołem. Pozostaje mieć nadzieję, że styczniowe dołki z okolic 1,1150 skutecznie powstrzymają dalsze spadki notowań, a tym samym kurs USD/PLN trwale nie przekroczy prognozowanego na ten rok szczytu z rejonu 3,75.

EURPLN: Kurs na wsparciu. Pojawiły się kwotowania poniżej minimów z listopada. Testowanie obszaru 4,15-4,16 to wyłącznie efekt przełożenia zmian z rynku międzynarodowego. Złoty lekko zyskuje do euro, traci wyraźnie do dolara. Nie widać dodatkowej, wewnętrznej siły polskiej waluty. Zakładamy, że wsparcie wytrzyma i kurs odbije na wyższe poziomy. Dalsze losy na tej parze walut zależeć będą od decyzji Rady Polityki Pieniężnej.

EURUSD: Kurs wznowił silne spadki. Wybicie z 4-tygodniowej konsolidacji nastąpiło dołem. Kurs przełamał wsparcie na 1,1280 i zatrzymał się dopiero przy 1,1200. Kluczowa bariera znajduje się w okolicach 1,1150. Zakładamy, że rynek nie zdoła przebić się poniżej tej ceny. Pozostajemy przy scenariuszu, w którym euro zyskuje w horyzoncie najbliższych 3-4 miesięcy, a mocny dolar pojawia się ponownie w II poł. roku.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: