Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego: RPP nie powinna zmieniać stóp procentowych

Gospodarka

Pieniądze na tle giełdowych wykresów
Giełda Fot. stock.adobe.com/m.mphoto

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie powinna w najbliższych kwartałach zmieniać stóp procentowych. Choć bowiem możliwy będzie w najbliższych miesiącach odczyt CPI na poziomie powyżej 3% r/r., to jednak poziom inflacji wciąż oscyluje wokół celu inflacyjnego, a zatem nie zagraża gospodarce, a przeciwnie - okazuje się dla niej korzystny, ocenia prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE) Elżbieta Mączyńska.

Elżbieta Mączyńska: prezes #PTE: nie ma potrzeby wzrostu stóp procentowych. Banki centralne na świecie raczej decydują się na działania odwrotne, tj. na luzowanie polityki monetarne #StopyProcentowe

Pytana przez ISBnews, w jakim stopniu transfery socjalne, w tym głównie rozszerzenie programu 500+ przełożą się na dynamikę wzrostu cen w kolejnych miesiącach i kwartałach, Mączyńska ocenia ten wpływ na mało istotny.

“Inflacja nadal pozostanie w celu NBP. Być może krótkotrwale w najbliższych miesiącach przekroczy poziom 3% r/r, ale nie będzie to znaczące. A ten poziom – pozostający w korytarzu wahań celu inflacyjnego banku centralnego – jest ‘ożywczym prądem’ dla gospodarki” – powiedziała Mączyńska w rozmowie z ISBnews.

Zagrożenie deflacją i stagnacją gospodarczą

“Problemem świata jest raczej zagrożenie deflacją i stagnacją gospodarczą. Natomiast inflacja na odpowiednim, niewysokim poziomie sprzyja gospodarce.  Dlatego też NBP od 1998 r. stosuje strategię bezpośredniego celu inflacyjnego” – dodała.

Począwszy od 2004 r., cel inflacyjny NBP wynosi 2,5% z możliwością odchylenia do 1 pkt proc. w górę lub w dół.

“Tak ustanowiony poziom inflacji motywuje producentów, skłania ich do inwestowania, zatrudniania czy zwiększania nakładów na badania i rozwój, co pozytywnie przekłada się na całą gospodarkę” – wskazała Mączyńska.

Czytaj także: Huśtawka nastrojów na rynkach. Nadchodzi koniec boomu gospodarczego?

Jednocześnie uważa, że 3-proc. inflacja co prawda nie oznacza drożyzny, lecz jej odczuwanie przez poszczególne gospodarstwa domowe może być różne.

“Jest to bowiem poziom średni, dotyczący całego koszyka dóbr i konsumpcyjnych. Obecnie drożeją znacznie m.in. warzywa i niektóre owoce, co związane jest przede wszystkim z niekorzystnymi zjawiskami pogodowymi. Taki wzrost cen jest tym bardziej odczuwalny przez gospodarstwa domowe im większy udział w ich konsumpcji mają właśnie drożejące artykuły” – powiedziała prezes PTE.

“Nie ma potrzeby wzrostu stóp procentowych”

Jej zdaniem, RPP słusznie deklaruje, że w perspektywie końca 2020 r. nie zamierza zmieniać poziomu stóp procentowych.

“Według mnie, nie ma potrzeby wzrostu stóp procentowych. Banki centralne na świecie raczej decydują się na działania odwrotne, tj. na luzowanie polityki monetarnej, bo sytuacja globalna wskazuje raczej na rosnące ryzyko dekoniunktury” – oceniła.

“Natomiast w Polsce tempo wzrostu gospodarczego wciąż jeszcze jest relatywnie wysokie, a przy tym nasz kraj jest postrzegany w świecie jako kraj sukcesu gospodarczego. Tym samym nie ma konieczności ingerencji monetarnej” – uważa ekonomistka.

Czytaj także: Polityka pieniężna powinna pozostać konwencjonalna >>>

Pytana czy wobec nadchodzącego spowolnienia gospodarczego w krajach UE, w tym w Niemczech i być może w Polsce, bank centralny nie powinien luzować polityki monetarnej by wspierać wzrost gospodarczy, Mączyńska stwierdziła: “W bieżącym roku – pomimo przejawów słabnięcia gospodarczego i narastającego ryzyka recesji na świecie – wzrost PKB w Polsce przekracza 4%. W dodatku agencje ratingowe oraz instytucje międzynarodowe korygują in plus dotychczasowe prognozy gospodarcze dla Polski”.

“Wiele wskazuje na to, że polska gospodarka może bronić się bez cięcia stóp. Ponadto nie traktowałabym PKB jako jedynego, choć niewątpliwie ważnego wskaźnika mierzącego rozwój kraju” – dodała.

Nie tylko wzrost, ale również rozwój

Mączyńska wyraźnie podkreśla, że działania gospodarcze rządu powinny być ukierunkowane nie tylko w stronę wzrostu gospodarczego wyrażanego wskaźnikiem PKB, ale również w stronę postępu społecznego i ekologicznego.

“Wiele wskazuje, że Polska ma ogromny niewykorzystany potencjał wzrostu i rozwoju” – ocenia prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

“Odróżniam wzrost gospodarczy od całościowego rozwoju społeczno-gospodarczego. Żeby dochodziło do harmonijnego rozwoju społeczno-gospodarczego, to wraz ze wzrostem PKB musi iść w parze poprawa warunków i jakości życia społeczeństwa oraz postęp ekologiczny” – dodała.

Oceniła, że w okresie transformacji postęp społeczny wyraźnie odstawał od wzrostu gospodarczego, priorytetem był bowiem wzrost gospodarczy, mierzony wzrostem PKB. 

“Doszło do wielu zaniedbań społecznych. Dlatego też w 2015 roku Unia Europejska w tzw. ocenie semestralnej krajów członkowskich wytknęła to Polsce, wskazując na statystyki, z których wynikało, że aż 30% polskich dzieci żyło w warunkach zagrożenia ubóstwem” – podkreśliła Mączyńska.

W jej ocenie, koniecznie jest prawidłowe rozłożenia akcentów w społeczno-gospodarczej polityce rozwoju kraju.

“Każdy rząd powinien tak kształtować politykę społeczno-gospodarczą, żeby obok dbałości o wzrost gospodarczy, dbać o zmniejszanie obszarów wykluczenia społecznego i przeciwdziałać zagrożeniom dla środowiska naturalnego. Niezbędna jest zatem polityka potrójnie zrównoważonego rozwoju, tj.: gospodarczego, społecznego i ekologicznego” – stwierdziła.

“Jest to niezbędnym warunkiem trwałego, harmonijnego społeczno-gospodarczego rozwoju kraju, w tym wzrostu dobrobytu społecznego. Doświadczenie transformacji w Polsce, a także doświadczenia wielu innych krajów dowodzą, że fetyszyzowanie samego wzrostu gospodarczego nie sprzyja rozwiązywaniu problemów i napięć społecznych” – dodała ekonomistka.

Demografia głównym wyzwaniem dla Polski

Pytana przez ISBnews o główne zagrożenia dla polskiej gospodarki w horyzoncie długookresowym, Mączyńska wskazuje przede wszystkim na niekorzystne trendy demograficzne.

“To bardzo złożony problem, którego nie da się szybko rozwiązać, tym bardziej, że jest to następstwo wieloletnich zaniedbań w polityce demograficznej. Nie dość, że w Polsce mamy zjawisko depopulacji, czyli zmniejszania się liczby ludności, to znacznie pogarsza się struktura demograficzna. Jedyna bowiem grupa, której liczba rośnie to seniorzy. Polskę charakteryzuje przy tym zbyt niski poziom dzietności – ok. 1,4 zamiast pożądanego, co najmniej 2,1 – taki bowiem poziom zapewnia prostą odtwarzalność i niezmniejszanie się liczby ludności” – powiedziała prezes PTE.

“Tak niekorzystna struktura demograficzna oznacza, że zmniejsza się udział w ogólnej liczbie ludności osób w wieku produkcyjnym, a za tym zaś idą braki na rynku pracy oraz napięcia w systemie emerytalnym” – dodała.

W perspektywie krótko- i średnioterminowej, Mączyńska zwraca uwagę na rosnące ryzyko dekoniunktury w skali globalnej, w tym w strefie euro.

“Tempo wzrostu w krajach Unii już zaczęło spadać, pojawiają się niepokojące sygnały m.in. z Niemiec, z którymi Polska jest ścisłe powiązana gospodarczo. Ekonomiści są zgodni, że nieuchronne jest słabniecie tempa wzrostu gospodarczego. Powstaje zatem pytanie – czy, kiedy i z jaką siłą dotknie to Polskę?” – pyta ekonomistka.

“Z praktyki wynika, że im później dotkną nas światowe trendy spowolnienia gospodarczego, tym mniej będą dotkliwe, bo lepiej będzie się można na nie przygotować. Potwierdzają to m.in. doświadczenia światowego kryzysu z 2008 r., który dla Polski okazała się nie tak dotkliwy jak dla wielu innych krajów” – wskazała.

W jej ocenie, w znacznym stopniu wynika to z faktu, że polscy przedsiębiorcy są elastyczni w reagowaniu na światowe zaburzenia, znajdując rozwiązania osłabiające ich negatywne skutki.

Złoty niedowartościowany

W ocenie prezes PTE, wartość rynkowa złotego jest niedoszacowana względem głównych walut – dolara i euro.

“Złoty jest niedowartościowany i generalnie powinien się umacniać. Istnieją bowiem rezerwy potencjału rozwoju Polski” – uważa Mączyńska.

“Z drugiej strony jednak, trzeba się liczyć z działaniami spekulacyjnymi, które rzutują na kursy walutowe” – dodała ekonomistka.

Wzrost PKB wyniesie ok. 4,4% w 2019 r.

PKB Polski wzrośnie o ok. 4,4% w tym roku, a w 2020 r. – nieco poniżej 4%, ocenia Elżbieta Mączyńska. Motorem napędowym gospodarki ma być konsumpcja wewnętrzna oraz inwestycje.

W ocenie Mączyńskiej, w 2019 r. tempo wzrostu gospodarczego w Polsce może okazać się nie niższe niż 4,4%, które w lipcowej prognozie przewiduje dla naszego kraju Komisja Europejska.

“W lipcu Komisja Europejska ponownie podniosła prognozę wzrostu dla Polski, tym razem do 4,4% w odniesieniu do 2019 r. To charakterystyczne dla Polski, że międzynarodowe instytucje- Komisja Europejska, Bank Światowy czy OECD – pod wpływem rzeczywistości nierzadko zmuszane są rewidować w górę swoje projekcje. To pokazuje, że Polska ma spory potencjał, który bywa niedoszacowany” – powiedziała Mączyńska w rozmowie z ISBnews.

“Jeśli nie wystąpi zjawisko tzw. czarnego łabędzia, to w 2019 r. PKB Polski urośnie o nie mniej niż 4,4%” – dodała.

Jako “czarny łabędź” Mączyńska ma na myśli zjawiska, których nikt się nie spodziewa i które nie są ujęte w żadnych prognozach ekonomicznych.

“To np. klęski żywiołowe, nieoczekiwane działania militarne i konflikty geopolityczne czy inne zdarzenia, których wystąpienie wymyka się prognozowaniu” – wyjaśniła.

Mączyńska wskazała, że również prognozy na przyszły rok są dla Polski dość korzystne.

“Na pewno dynamika wzrostu w kolejnych kwartałach będzie delikatnie hamować. Eksperci są na ogół zgodni, że nadchodzi globalne spowolnienie, które również przełoży się na Polskę. Będziemy mieli do czynienia z osłabieniem koniunktury w Unii Europejskiej. Niepewna jest sytuacja międzynarodowa, tlą się konflikty zbrojne i wojny handlowe” – powiedziała ekonomistka.

“Mimo to, można zakładać, że również w 2020 r. polska gospodarka ma szanse rosnąć w tempie nawet wyższym niż 3,6%, a taki właśnie wskaźnik prognozuje Komisja Europejska” – dodała Mączyńska.

Mączyńska wskazała na dwa główne czynniki wzrostu w tym i przyszłym roku – inwestycje oraz konsumpcję.

“Polska jest atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych, co potwierdzają międzynarodowe rankingi atrakcyjności inwestycyjnej, w których zajmujemy wysokie pozycje. Składają się na to korzystne warunki gospodarcze, korzystne położenie geograficzne, wykształcona kadra średniego i wyższego szczebla, rośniemy również jako rynek turystyczny” – powiedziała.

“Przy tym istotne jest też, że Polska należy do zachodniego kręgu cywilizacyjnego, co dla wielu inwestorów ma niebagatelne znaczenie, ułatwiając decyzje o otwieraniu biznesu w kulturze, w jakiej sami funkcjonują” – tłumaczyła ekonomistka.

Mączyńska podkreślała jednocześnie rolę nierzadko niedocenianego czynnika, który podnosi atrakcyjność Polski w oczach inwestorów zagranicznych – zdolności polskich pracowników i przedsiębiorców do adaptacji do nowych wyzwań i wymogów.

“Szybko się uczymy, szybko przystosowujemy do wymagań zmieniającego się otoczenia. Można wobec tego zakładać, że osłabienie koniunktury w Polsce może być mniejsze niż w innych krajach. Notowane już obecnie opóźnienie wystąpienia w naszym kraju następstw osłabienia koniunktury w części Europy, daje czas, by się lepiej do tego przygotować” – stwierdziła.

Dodała, że niekwestionowane zdolności polskich przedsiębiorców i menedżerów do elastycznych zachowani i zmian decyzji stosownie do zmieniającego się otoczenia, niewątpliwie temu sprzyjają.

“Potwierdza to zresztą zauważalna intensyfikacja działań polskich przedsiębiorstw w poszukiwaniu nowych rynków zbytu, w tym pozaeuropejskich, zwłaszcza azjatyckich czy afrykańskich, m.in. po to, by złagodzić następstwa niekorzystnych zjawisk gospodarczych u naszych partnerów europejskich” – wskazała.

“Jeśli chodzi o konsumpcję, to ona od dłuższego czasu jest głównym motorem napędowym dla gospodarki. Obecnie czynnik ten przybierze na sile, ze względu na wzmożone transfery socjalne – od lipca działa rozszerzony program 500+, którego efekty zobaczymy w IV kwartale. Konsumpcję wspierać będzie również zmiana zasad PIT dla młodych” – oceniła prezes PTE.

Jednocześnie podkreśliła, że szczególnie korzystne przełożenie na konsumpcję i rynek mają transfery socjalne dla najbiedniejszych grup społecznych.

“Osoby o niskich czy niewysokich dochodach od razu wykorzystują te środki, kierując je na rynek, na rozmaite zakupy. To kreuje nowy popyt, sprzyjający gospodarce. Natomiast w grupach najwyżej uposażonych maleje krańcowa użyteczność dochodu i te dodatkowe dochody niekoniecznie i nie zawsze przekładają się na krajowy rynek” – stwierdziła.

Źródło: ISBnews
Udostępnij artykuł: