Przedsiębiorczość: Zielonego jamnika droga na szczyt

NZB 2017/01

nzb.2017.k1.foto.041.a.850x478

Diesel umarł, niech żyje elektryczność – przepowiednia wypowiedziana przeszło 10 lat temu przez twórcę firmy Solaris Krzysztofa Olszewskiego, sprawdza się na naszych oczach. Wymownym potwierdzeniem rozpoczęcia nowego etapu w dziejach transportu publicznego jest rozstrzygnięcie ostatniej edycji konkursu na najlepszy autobus miejski. Prestiżowy tytuł „Bus of the Year 2017” przypadł w udziale elektrycznemu Solarisowi Urbino 12 electric, zaprojektowanemu od podstaw w pod poznańskim Bolechowie.

Karol Majka

Odważne deklaracje, których słuszność potwierdza się po latach, tradycyjnie uchodzą za domenę amerykańskich wizjonerów biznesu. Rzecz w tym, że historia Solarisa pod wieloma względami przypomina oszałamiające kariery self-made-man’ów zza oceanu. Popularna tam opowieść o garażu, od którego zaczynali późniejsi liderzy rynku, w tym akurat przypadku nie jest w najmniejszym stopniu przesadzona. Dzieje motoryzacyjnego biznesu Krzysztofa i Solange Olszewskich nie rozpoczęły się bowiem w roku 1996, kiedy to z taśm produkcyjnych nowego zakładu wyjechał pierwszy niskopodłogowy autobus dla Poznania; bowiem dwie dekady wcześniej w samym sercu stolicy naszego kraju, nieopodal Uniwersytetu Warszawskiego powstał niewielki warsztat samochodowy. Inwestorami byli przyszli twórcy polskiej marki autobusów.

Założyciele Solarisa potrafią też obrócić w sukces nawet sytuacje z pozoru beznadziejne. – Nie ma gorszych czy lepszych czasów na założenie własnego biznesu. – zwykł mawiać Krzysztof Olszewski, a czterdziestoletnia historia rodzinnego biznesu dostarcza nader licznych przykładów potwierdzających te tezę. Już na samym starcie przyszło się zmierzyć z socjalistyczną gospodarką niedoboru, co skłoniło debiutującego przedsiębiorcę do regularnych wyjazdów po nieosiągalne w kraju części zamienne do ówczesnych Niemiec Zachodnich. Jedna z takich wypraw przeciągnęła się o całą dekadę; przebywającego w Berlinie Zachodnim przedsiębiorcę zaskoczyło wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Młody polski inżynier rychło znalazł zatrudnienie w berlińskich zakładach spółki Gottlob Auwärter GmbH & Co. KG, producenta autobusów marki Neoplan. Kreatywność i pracowitość nowego członka załogi nie uszła uwadze właścicieli tej rodzinnej firmy; w 1985 r., a więc równo trzy lata po rozpoczęciu pracy, Krzysztof Olszewski zajął odpowiedzialne stanowisko dyrektora berlińskiego zakładu. Przez kolejne lata pracy menedżerskiej ambitny Polak zdobywał bezcenne doświadczenie, zarówno w dziedzinie nowoczesnych technologii, jak również – a może przede wszystkim – zarządzania firmą rodzinną, pod każdym względem odmiennego od kierowania anonimową korporacją z rozdrobnionym akcjonariatem.

Praktyka ta okazała się nieoceniona podczas tworzenia i prowadzenia własnego zakładu przemysłowego. Ale i w latach świetności Solarisa nie brakowało spektakularnych sukcesów, odnoszonych pomimo niesprzyjających czy wręcz zaskakujących uwarunkowań. – W znacznej mierze o udanym wejściu na rynek szwajcarski zadecydował przypadek, a dokładniej mówiąc, wypadek – wspomina zastępca dyrektora ds. PR, Mateusz Figaszewski. Podczas prezentacji autobusów Solaris w jednej ze szwajcarskich miejscowości zasłabł kierowca. Doszło do kolizji, w wyniku której ucierpiały dwa testowe pojazdy. Na medal spisał się wówczas serwis fabryczny Solarisa, który niezwłocznie usunął uszkodzenia. – Sprawność i szybkość obsługi w obliczu niespodziewanego zdarzenia była tym czynnikiem, który ostatecznie przekonał kontrahenta do zakupu naszych pojazdów – podkreślił Mateusz Figaszewski.

Relacje biznesowe buduje się latami

Co decyduje o sukcesie nowego gracza na niełatwym i opanowanym od lat rynku środków komunikacji publicznej? – Kluczowe znaczenie mają długofalowe, partnerskie relacje z klientem. Oczywiście, producenci autobusów czy tramwajów prezentują swoje produkty na targach i wystawach branżowych, jednak budowanie świadomości marki w analogiczny sposób jak ma to miejsce na rynku konsumenckim nie ma znaczenia pierwszoplanowego – podkreśla zastępca dyrektora ds. PR Solarisa. Długofalowy charakter ma również proces nawiązywania współpracy z nowym klientem; z reguły pierwsze zamówienie obejmuje jeden lub kilka pojazdów, które testowane są przez przewoźnika w codziennej eksploatacji. Czas próby może potrwać nawet kilka lat, a jednym z kluczowych kryteriów oceny jest umiejętność dostosowania produktu do indywidualnych oczekiwań. – Nie chodzi wyłącznie o barwy pojazdu czy wzór tapicerki; przystępując do realizacji zamówienia, należy uwzględnić bardzo dużą liczbę elementów, m.in. takich czynników, jak: zagospodarowanie wnętrza, wykorzystywany przez zamawiającego system sprzedaży biletów i informacji o trasie pojazdu, rodzaj kabiny kierowcy czy wreszcie preferowany w danym mieście napęd autobusu – zaznacza Mateusz Figaszewski.

Pozytywna ocena z reguły otwiera drzwi do dużych kontraktów. Historia spółki Neoplan Polska rozpoczęła się w 1994 r. od dostarczenia jednej sztuki niskopodłogowego Neoplana N4020 Miejskim Zakładom Autobusowym w Warszawie. Kilka lat później neoplany, a następnie solarisy, stanowiły już znaczącą część warszawskiego taboru autobusowego. W podobny sposób rozpoczęła się ekspansja producenta z Bolechowa na rynek niemiecki. – W 1999 r. w Berlinie odbyła się prezentacja dokonań przedsiębiorców z Wielkopolski. Uczestnicy tego wydarzenia przewożeni byli wypożyczonymi przez naszą firmę autobusami Solaris Urbino. Pojazdami, które garażowały na terenie berlińskiej zajezdni, zainteresowali się pracownicy i menedżerowie przewoźnika, obsługującego komunikację w stolicy Niemiec. Pierwszym efektem był zakup dwóch autobusów Urbino przez prywatnego przedsiębiorcę, który świadczył usługi dla BVG. Pięć lat później Solaris wygrał przetarg na dostawę ponad 260 autobusów dla niemieckiej stolicy – mówi Mateusz Figaszewski.

nzb.2017.k1.foto.042.b.850x478Janusz Reiter przewodniczacy Rady Nadzorczej Solaris Bus&Coach

Zaufanie okazane przez włodarzy znaczących metropolii z reguły ułatwia pozyskiwanie zamówień od innych aglomeracji w danym kraju. Rok po rynkowym debiucie miejskiego Neoplana na warszawskich ulicach poznański samorząd ogłosił przetarg na zakup przeszło 120 niskopodłogowych autobusów; w szranki z reprezentowanym przez Krzysztofa Olszewskiego Neoplanem stanął inny potentat – MAN. Zamówienia otrzymali obaj konkurenci, jednak prawdziwym zwycięzcą czuć się mógł szef Neoplan Polska; miał dostarczyć 72 pojazdy. Poznański przetarg przesądził o zaangażowaniu się Krzysztofa i Solange Olszewskich w działalność produkcyjną; w specyfikacji warunków zamówienia znalazł się wymóg, by dostarczane autobusy produkowane były w okolicach Poznania. Twórcy Solarisa bezbłędnie wyczuli rynkową szansę, która trafić się może jedynie raz w życiu; zrezygnowali z bezpiecznych i prestiżowych posad w Berlinie, by rzucić się na głęboką wodę w dość nieprzewidywalnych warunkach raczkującego polskiego kapitalizmu. Siedzibą nowej fabryki stały się hale dawnej tłoczni metali Pressta, położone w odległym o kilkanaście kilometrów od Poznania Bolechowie, a pierwsza załoga liczyła zaledwie 36 pracowników. 22 marca 1996 r., dokładnie w dwa lata od sprzedaży pierwszego Neoplana na polskim rynku, ruszyła produkcja. – Dziś Solaris dysponuje czterema zakładami produkcyjnymi: dwoma spawalniami w Środzie Wielkopolskiej, zakładem montażu pojazdów szynowych w Poznaniu-Junikowie i oczywiście główną siedzibą w Bolechowie. Fabryki te produkują pomiędzy 1300 a 1400 nowych pojazdów rocznie; jest to najlepszy wynik w segmencie niezależnych producentów. Z autobusów, trolejbusów i tramwajów naszej marki korzysta przeszło 600 przewoźników w 30 krajach świata, nie tylko europejskich – podkreśla Solange Olszewska, prezes spółki w latach 2008–2015 i ponownie od 4 grudnia 2016 r. Autobusy z Bolechowa spotkać można w tak egzotycznych miejscach, jak Dubaj czy też położona na Oceanie Indyjskim wyspa Reunion, będąca departamentem zamorskim Republiki Francuskiej.

Cel: elektromobilność

Innowacyjność połączona z otwarciem na nowe wyzwania wyróżnia biznes państwa Olszewskich od samego początku. Kiedy niskopodłogowe Neoplany stały się przebojem na polskim rynku, właściciele fabryki podjęli decyzję o stworzeniu własnej konstrukcji autobusu. Wizja, która wydawała się wówczas nierealna, ucieleśniła się w postaci Solarisa Urbino 12, który w połowie 1999 r. opuścił taśmy produkcyjne zakładu w Bolechowie. Asymetryczna stylizacja przedniej części nadwozia pozostaje znakiem rozpoznawczym kolejnych generacji pojazdów Solaris. Wykreowanie własnego produktu opłaciło się po stokroć – już rok później, kiedy to rodzinna firma Auwärterów została przejęta przez koncern MAN. Globalny potentat, dysponujący po tej fuzji 30% akcji bolechowskiego zakładu, usilnie nakłaniał polskich większościowych udziałowców do sprzedaży całego przedsiębiorstwa. Ostatecznie zrealizował się scenariusz zgoła odwrotny – Krzysztof i Solange Olszewscy nabyli pozostałe udziały Neoplan Polska. W nowe tysiąclecie firma wkroczyła już pod nowym brandem: Solaris Bus& Coach Company.

nzb.2017.k1.foto.043.a.425xSolange Olszewska prezes Solaris Bus & Coach.

Przykładem znakomitego wyczucia przyszłych trendów rynkowych jest również realizowana od 15 lat konsekwentna polityka Solarisa w dziedzinie elektromobilności. – Pierwszym pojazdem z napędem elektrycznym w naszej historii był trolejbus – przypomina Solange Olszewska. Pojazdy te dziś przeżywają swój renesans w wielu miastach na całym świecie. – Wyposażenie „trajtków” nowej generacji w baterie sprawia, iż mogą one pokonać dystans nawet do 100 km bez sieci trakcyjnej – wskazuje Mateusz Figaszewski. W ciągu dekady zakład w Bolechowie wyrósł na europejskiego lidera w tym segmencie rynku. – Dziś nasi klienci użytkują 1450 elektrycznych pojazdów, zaprojektowanych i wykonanych w Bolechowie – zaznacza prezes spółki. Obok trolejbusów Trollino w grupie tej znalazły się autobusy hybrydowe; ich premiera odbyła się podczas targów IAA w Hanowerze w 2006 r. Wówczas to padły pamiętne słowa Krzysztofa Olszewskiego o rychłym końcu dominacji silnika wysokoprężnego w transporcie autobusowym. – Wówczas niewiele osób brało tę deklarację na poważnie; dziś każdy liczący się producent stara się mieć w swej ofercie autobus elektryczny – twierdzi Solange Olszewska. Solaris pierwszy taki pojazd zaprezentował podczas targów branżowych Transexpo w Kielcach w 2011 r. Był to najmniejszy z oferowanych modeli Alpino 89. Rok później pierwszy, 12-metrowy autobus wyposażony wyłącznie w napęd elektryczny spółka zaprezentowała podczas hanowerskich targów. – Zainteresowanie autobusem w pełni elektrycznym jest ogromne i będzie systematycznie rosło; tylko w ostatnich tygodniach podpisaliśmy kontrakty na dostawę dwudziestu tego rodzaju pojazdów dla Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Krakowie i 22 dla przewoźnika w Jaworznie. Realizacja tej ostatniej umowy sprawi, że co trzeci autobus kursujący w Jaworznie będzie elektryczny – zauważa Mateusz Figaszewski.

Dla zwolenników tradycyjnych, niskoemisyjnych rodzajów napędu firma posiada w ofercie autobusy zasilane gazem ziemnym. Przedstawiciele Solarisa nie kryją również zainteresowania przyszłościowym segmentem pojazdów autonomicznych. Wprawdzie na przejażdżkę bez kierowcy przyjdzie jeszcze trochę poczekać – podstawową barierą w tym obszarze są nie tyle możliwości technologiczne, ile uwarunkowania prawno-administracyjne – jednak system automatycznego parkowania autobusu na przystanku dostępny jest w ofercie firmy z Bolechowa już dzisiaj.
nzb.2017.k1.foto.042.a.850x478Solaris Urbino 12 electric na ulicach Hamburga.

Ekonomizacja nauki w praktyce

Nowatorskie podejście Solarisa przejawia się nie tylko w sferze technologicznej. Symbolem debiutującej w 1999 r. linii pojazdów stał się sympatyczny, zielony jamniczek, zaś same autobusy, trolejbusy czy tramwaje produkowane w Bolechowie i Poznaniu zyskały przyjazne dla ucha nazwy: Urbino, Trollino czy Tramino, jakże odmienne od najczęściej używanych w tym segmencie rynku, cyfrowo-literowych oznaczeń kodowych. Taka polityka nazewnictwa, będąca raczej domeną dostawców towarów konsumpcyjnych, nie jest przypadkiem – dla właścicieli bolechowskiej fabryki dojeżdżający do pracy Kowalski, Schmidt czy Dupont jest tak samo istotnym klientem jak przedsiębiorstwo komunikacyjne. – Można powiedzieć, że mamy trzy główne grupy odbiorców naszych produktów: przewoźnik, kierowca i pasażer. Dla przewoźnika jest ważna cena zakupu pojazdu i koszty jego użytkowania przez kolejnych kilka-kilkanaście lat. Dla kierowców autobus jest miejscem pracy i naszym zadaniem jest uczynić to miejsce jak najbardziej komfortowym, by kierujący mógł skoncentrować się na bezpiecznej jeździe. Także i pasażerowie chcą podróżować pojazdami, które zapewniają nie tylko bezpieczeństwo, ale również wygodę. Takie udogodnienia, jak klimatyzacja, bezprzewodowy internet na pokładzie autobusu czy gniazda do ładowania urządzeń mobilnych, stają się standardem również w transporcie miejskim – podkreśla Mateusz Figaszewski.

Specjalnością wielkopolskiej fabryki jest również aktywna i konsekwentna polityka pozyskiwania kapitału ludzkiego. Mówiąc wprost, Solaris sam kształtuje od podstaw swą przyszłą załogę – zarówno jeśli chodzi o pracowników produkcji, jak i konstruktorów. Impulsem do nawiązania współpracy ze szkołami zawodowymi był obserwowany od połowy minionej dekady deficyt wykwalifikowanych pracowników, spowodowany upadkiem polskiego szkolnictwa zawodowego po 1990 r. – Nie czekając biernie na rozwój sytuacji, wspólnie z Zespołem Szkół Zawodowych w Murowanej Goślinie oraz w Środzie Wielkopolskiej utworzyliśmy klasy patronackie, kształcące młodzież na poziomie szkoły zawodowej ponadgimnazjalnej w takich zawodach, jak: monter mechatronik czy ślusarz – przypomina zastępca dyrektora ds. PR spółki. Współpraca z placówkami edukacyjnymi rozpoczęła się w 2007 r.

Zaczynaliśmy od kilku uczniów, był to więc swego rodzaju eksperyment. Obecnie jest to bardzo popularny kierunek – twierdzi Joanna Białachowska, kierownik szkolenia praktycznego w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Murowanej Goślinie, która wraz z Solarisem realizuje program kształcenia w zawodzie monter-mechatronik. Decyzję o przyjęciu ucznia do klasy patronackiej podejmuje dyrekcja szkoły wspólnie z bolechowskim zakładem, który przeprowadza rozmowę kwalifikacyjną z każdym z kandydatów. Spółka ma również niemały wkład w przygotowanie programu szkolenia praktycznego. – Planując dynamiczny rozwój, Solaris potrzebuje wszechstronnie wykształconych pracowników, którzy będą w stanie w przyszłości podjąć pracę w każdym dziale. Dlatego nasi uczniowie w ramach praktyk przechodzą przez wszystkie działy produkcyjne, z wyjątkiem lakierni – zaznaczyła Joanna Białachowska.

Uczniowie już w trakcie praktyk zawierają umowę o praktyczną naukę zawodu, w ramach której otrzymują wynagrodzenie, a po ukończeniu szkoły zdecydowana większość absolwentów może liczyć na zatrudnienie na czas nieokreślony. – Przypadki niepodjęcia pracy zdarzają się nader sporadycznie; często stanowią one efekt czynników losowych, na przykład przeprowadzki absolwenta – podkreśla kierownik szkolenia praktycznego szkoły w Murowanej Goślinie. Aktywność Solarisa w zakresie przygotowywania przyszłych kadr obejmuje również kształcenie na poziomie akademickim. – Od lipca 2014 r. wraz z Politechniką Poznańską i innymi wielkopolskimi firmami, wdrożyliśmy nowy program kształcenia – studia dualne. Dotyczą one Wydziału Budowy Maszyn i Zarządzania PP, a na ich potrzeby została stworzona nowa specjalność – inżynieria przemysłowa. Celem jest uzyskanie przez studentów unikalnych kompetencji i doświadczenia zawodowego. Od praktyk studenckich odróżnia tę formę kształcenia także fakt, że na terenie przedsiębiorstwa poza praktykami realizowany jest również program zajęć z przedmiotów akademickich – podkreśla Mateusz Figaszewski.
nzb.2017.k1.foto.044.a.425xAutobus Solaris Urbino 12 electric.

Równorzędny partner dla globalnych gigantów

Sukcesy odnoszone w branży transportu miejskiego skłoniły właścicieli Solarisa do skoncentrowania się na tym segmencie rynku. W 2009 r. zakończono produkcję, wytwarzanych od roku 2001, autokarów dalekobieżnych Solaris Vacanza, równocześnie wprowadzając do profilu spółki pojazdy szynowe.

Wprowadzenie nowego rodzaju pojazdów było odpowiedzią na zapotrzebowanie naszych dotychczasowych klientów – zaznacza Zbigniew Palenica, członek zarządu firmy odpowiedzialny za produkcję pojazdów szynowych. Pierwszym miastem, które zdecydowało się na najnowszy produkt z jamnikiem w logo była stolica Wielkopolski, która zakupiła 45 sztuk tramwajów Tramino Poznań. – Pojazdy te jeżdżą po Poznaniu już pięć lat, przez ten czas wykonały około 14 mln kilometrów – podkreśla Zbigniew Palenica. Kolejne pojazdy szynowe marki Solaris powędrowały do Brunszwiku i Jeny, a więc miast, które już wcześniej korzystały z polskich autobusów; Solaris został wówczas pierwszą firmą z naszego regionu Europy, która uzyskała pełną niemiecką homologację na tramwaje.

Innym zamówieniem na tramwaje, zrealizowanym przez Solarisa był kontrakt w Olsztynie. – Uczestniczyliśmy w przywracaniu w tym mieście komunikacji tramwajowej, zlikwidowanej jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zgodnie z przyjętą przez samorząd miasta strategią, tramwaj ma stanowić kręgosłup systemu komunikacyjnego. Do Olsztyna dostarczyliśmy 15 tramwajów, dostosowanych do przewozu dużych potoków pasażerów – podkreśla Zbigniew Palenica. Obecnie realizowany jest kontrakt z kolejnym partnerem – przedsiębiorstwem komunikacji miejskiej LVB z Lipska. Specyficzną cechą tego kontraktu jest duży udział firm saksońskich w realizacji zamówienia. – Biznes tramwajowy jest trudny, nie zawsze udaje się wygrywać kontrakty na kompleksowe dostawy, trzeba się uczyć współpracy z dużymi firmami – podkreśla członek zarządu Solarisa odpowiedzialny za segment pojazdów szynowych. Właśnie dlatego wielkopolska fabryka występuje również w roli podwykonawcy dla uznanych europejskich producentów taboru szynowego. – We współpracy z niemieckimi firmami realizujemy projekt dostawy 110 pudeł – czyli 55 pociągów – jako podwykonawca w kontrakcie z operatorem komunikacji miejskiej w Hanowerze. Pudła te powstają w naszych zakładach spawalniczych w Środzie Wielkopolskiej – informuje Zbigniew Palenica. Największym przedsięwzięciem bolechowskiego producenta o charakterze partnerskim w sektorze transportu szynowego była ogłoszona w grudniu ubiegłego roku decyzja o utworzeniu wspólnej spółki ze szwajcarskim potentatem na rynku pojazdów szynowych, firmą Stadler Rail. – Przed firmą Solaris stoją poważne wyzwania związane z rozwojem rynku autobusów elektrycznych. Równocześnie pozytywne doświadczenia w segmencie tramwajów sprawiły, że podjęliśmy współpracę z silnym partnerem zagranicznym. Wspólne przedsięwzięcie, jakim będzie spółka Solaris Tram, pozwoli na kontynuację wytwarzania pojazdów szynowych i rozwój tej formy produkcji – podkreśla Janusz Reiter, przewodniczący rady nadzorczej firmy Solaris Bus & Coach. Wkładem bolechowskiej fabryki do nowego przedsiębiorstwa jest know-how związany z produkcją tramwajów oraz cały pion pojazdów szynowych, łącznie z funkcjonującą w Środzie Wielkopolskiej spawalnią szkieletów; właśnie ten ostatni zakład stanowił dla szwajcarskiego giganta największą wartość dodaną. – Stadler Polska posiada zakład produkcyjny w Siedlcach, ale nie dysponujemy możliwością montażu pudeł; spawalni nie posiada również nasz zakład w Berlinie. W ramach joint-venture z Solarisem zyskujemy możliwość wykonywania tego głównego komponentu tramwajów – zaznacza Peter Spuhler, prezes Stadler Rail. Dziś trudno przesądzać, czy działalność nowej firmy skoncentruje się – zgodnie z nazwą – na tramwajach, czy też profil produkcyjny obejmie również inne rodzaje pojazdów szynowych, jak szynobusy czy pociągi metra. Obaj udziałowcy nie wykluczają bowiem i takiej możliwości. Jedno jest pewne – partnerskie i równoprawne relacje z jednym z największych potentatów światowego rynku kolejowego stanowią najlepsze zwieńczenie dwudziestu lat ekspansji fabryki z Bolechowa.