Przedziwne czasy

Andrzej Lazarowicz

Jakiś czas temu spełniła się starożytna klątwa "obyś żył w ciekawych czasach!". Jedni powiadają, że wymyślili ją Chińczycy, inni - że Żydzi. Nie to jednak jest istotne. Istotne jest to, że jak się spełniła, tak przeminąć nie chce. Tak przynajmniej twierdzi większość społeczeństwa.Osobiście nie do końca jestem przekonany, czy rzeczywiście żyjemy w ciekawych czasach.

Jakiś czas temu spełniła się starożytna klątwa "obyś żył w ciekawych czasach!". Jedni powiadają, że wymyślili ją Chińczycy, inni - że Żydzi. Nie to jednak jest istotne. Istotne jest to, że jak się spełniła, tak przeminąć nie chce. Tak przynajmniej twierdzi większość społeczeństwa.Osobiście nie do końca jestem przekonany, czy rzeczywiście żyjemy w ciekawych czasach.

 

Skłaniałbym się raczej ku temu, że żyjemy w czasach przedziwnych. Zanikł gdzieś dla wielu sens życia, pozostał jedynie jego cel - kariera i względne bogactwo. Użyłem słowa "względne", bo z reguły jest ono niedefiniowalne - im człowiek więcej ma, tym więcej pożąda. Koło się zamyka. - Większość ludzi żyje, aby zarobić na utrzymanie; jeśli na takie już zarobili, żyją, aby zarobić na lepsze utrzymanie, a kiedy już to osiągną - wtedy umierają - stwierdził Søren Aabye Kierkegaard. Nie sposób nie przyznać mu racji, wystarczy rozejrzeć się wokół.

Osobliwie tej pogoni za bogactwem towarzyszy niebranie na siebie za nic odpowiedzialności. Dokładniej zaś branie - bo bez tego ruchu nie da się zrobić kariery - i natychmiastowe przerzucanie jej na innych. Dawno temu tak zwani fachowcy w przypadku wpadki mówili: "To nie ja, to kolega". Dzisiaj magowie od rządzenia powtarzają to samo.

Wspomniany Søren Aabye Kierkegaard (filozof, poeta romantyczny i teolog, uznawany za jednego z prekursorów filozofii egzystencjalnej) zmarł w 1855 r. Do dziś jednak wciąż żywym i jakże przy tym prawdziwym pozostaje jego stwierdzenie: Jeżeli się spojrzy na nasze czasy, wydają się tak smutne; zastanawia się człowiek, czy istnieje jeszcze coś, co się nazywa odpowiedzialność, czy oznacza to jeszcze cokolwiek. Wszyscy chcą rządzić, nikt nie chce ponosić odpowiedzialności. (...) Minister nie chce być odpowiedzialny, ale chce być ministrem, sekretarz stanu nie chce być odpowiedzialny i ostatecznie kończy się na tym, że odpowiedzialni są nocni stróże i zamiatacze ulic.

A dowody tego każdy ma na wyciągnięcie ręki...

Udostępnij artykuł: