Punkt widzenia: Kształcić dla wolnego rynku czy dla wolności wyboru?

KF 2014.01-03 (styczeń - marzec 2014)

Ubiegłoroczny IX Kongres Ekonomistów Polskich obradował nad kwestią: czy obecny kryzys gospodarczy, a w szczególności finansowy, oznacza kryzys w nauce ekonomii? Podnosząc rozwój wyrafinowanych modeli i teorii, wskazywano, że utrata wrażliwości na moralne wskazania sprawiła, że ekonomia straciła zdolność analizowania swoich własnych błędów, co stanowi warunek sine qua non naprawy istniejącego stanu rzeczy.

Ubiegłoroczny IX Kongres Ekonomistów Polskich obradował nad kwestią: czy obecny kryzys gospodarczy, a w szczególności finansowy, oznacza kryzys w nauce ekonomii? Podnosząc rozwój wyrafinowanych modeli i teorii, wskazywano, że utrata wrażliwości na moralne wskazania sprawiła, że ekonomia straciła zdolność analizowania swoich własnych błędów, co stanowi warunek sine qua non naprawy istniejącego stanu rzeczy.

Maciej Małek

Szczególnie interesujące wydało się niżej podpisanemu wystąpienie Jerzego Wiklina – członka rzeczywistego PAN, profesora na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem prelegenta ekonomiści uważają, ze ich wiedza w połączeniu z wartościami pozwala zmieniać świat w pożądanym kierunku. Teza, że ekonomia wkracza w coraz to nowe obszary życia społecznego i polityki wydaje się tak oczywista jak to, że rola efektywnego gospodarowania kształtuje szanse rozwojowe lub ich brak.

Część analityków, powołując się na czeskiego filozofa Jan Patocka, wskazuje, że ponieważ troskę o dusze zastąpiła troska o rzeczy zewnętrzne, ekonomiści stali się ważnymi osobistościami. To oni interpretują rzeczywistość, prognozują. W efekcie obok ekonomii kierującej się motywacjami społecznymi, etycznymi i filozoficznymi mamy do czynienia z butą i brakiem autorefleksji. Przez stulecia to wartości społeczne wyznaczały zadania gospodarce. Od z górą stu lat to ekonomia ustala hierarchię społecznych dążeń i wartości. W latach 60. minionego stulecia znalazło to spektakularny wyraz w naukach społecznych, które wprowadzają do literatury przedmiotu pojęcie ekonomicznego imperializmu. Taką typologię ukształtowało coraz powszechniejsze przekonanie ekonomistów, zwłaszcza przedstawicieli szkoły chicagowskiej, że dysponują oni narzędziami badawczymi pozwalającymi wyjaśnić funkcjonowanie współczesnych społeczeństw.

Gary Becker, czołowy reprezentant tej szkoły, twierdził wręcz: podejście ekonomiczne dostarcza nam cennego, jednolitego schematu służącego do zrozumienia wszelkich zachowań ludzkich. Jeszcze dobitniej wyraził to Jack Hirshleifer, mówiąc: ekonomia tworzy uniwersalną gramatykę nauk społecznych. Ten pogląd zdaje się podzielać prof. Leszek Balcerowicz, kiedy stwierdza, że: ekonomię wyróżnia nie tyle przedmiot, ile metoda, którą można odnosić do wszelkich zjawisk społecznych.

Uprawniona teza W świetle przytoczonych opinii i stwierdzeń nie ulega kwestii, iż tak definiowany imperializm ekonomiczny sprawia, że to ekonomiści mówią nam, jak mamy żyć, o czym marzyć i jakie wartości wyznawać. Aż nadto dobrze pamiętamy czas, kiedy to brak wolnego rynku zniewalał jednostki i całe zbiorowości, ale nie zmienia to w niczym faktu, że również wolny rynek może zniewalać, ograniczać wolność w jej jednostkowym wymiarze, pomimo że wolność gospodarcza stanowi istotny komponent wolności. Czy to jednak przypadek, że ekonomiści tak chętnie mówią o wolnym rynku, ale znacznie ciszej i nieśmiało o wolności jednostki, w tym prawach konsumenta? Zachłyśnięcie się wolnością w krajach byłego bloku wschodniego, zwycięski pochód reaganomiki, thatcheryzmu i neoliberalizmu doprowadził

– zdaniem profesora Jerzego Wilkina – do trzech grzechów głównych współczesnej ekonomii. Przekonania, że człowiek ekonomiczny to nośnik postępu, powszechnej finansyzacji i wynikłych stąd dysproporcji pomiędzy tym co publiczne i prywatne w finansach oraz wpojenie powszechnego przekonania, że to konsumpcja jest motorem rozwoju gospodarczego. Bolesna lekcja roku 2008 i lat następnych dowiodła, że obowiązujące do tej pory powszechnie przekonanie, że ekonomiści skutecznie kontrolują i równoważą procesy zachodzące w realnej gospodarce, nie ma zastosowania do świata finansów, który kreuje własną – równoległą rzeczywistość. Niemniej to właśnie ona determinuje dalekosiężne skutki w sferze produkcji, konsumpcji, wreszcie sytuacji dochodowej i kondycji społecznej jednostek i całych zbiorowości. W tym stanie rzeczy rola państwa postrzegana przez ekonomistów jako źródło niepożądanej ingerencji w procesy rynkowe i ograniczanie tym samym sfery wolności obywatelskich wymagała nowego zdefiniowania. Dogmat o konieczności prywatyzacji, a w każdym razie skomercjalizowania podmiotów świadczących na rzecz sfery publicznej, z dnia na dzień stracił rację bytu. Na porządku dziennym pojawiło się pytanie, czy aby jakość usług publicznych, bądź ich brak, nie ograniczają zakresu naszej wolności w równej mierze jak ingerencje w rynek.

Balcerowicza rozumienie wolności

Kto przestudiował liczący z górą tysiąc stron zbiór tekstów Odkrywając wolność. Przeciw zniewoleniu umysłów przygotowany staraniem Leszka Balcerowicza, nie znajdzie bodaj jednego akapitu ilustrującego korzystne oddziaływanie państwa bądź sektora publicznego na poszerzanie sfery swobód i wolności obywatelskich. Te ostatnie redukuje się zresztą do obszaru rynku właśnie. Takie ujęcie, charakterystyczne dla XIX-wiecznych koncepcji Frederica Bastiata, definiuje państwo jako wielką fikcję, dzięki której każdy usiłuje żyć kosztem innych. Czy sprzyja to podmiotowemu traktowaniu państwa, jego instytucji oraz ich spójnego traktowania w procesie kształtowania swobód, również gospodarczych?! Bez równowagi instytucjonalnej trudno mówić o zrównoważonym rozwoju, poczynając od rynku, poprzez kulturę, na usługach społecznych kończąc. Bez tego zaś nierównowaga powstała w obszarze gospodarki i finansów przekłada się na inne obszary życia społecznego. Fenomenem ostatnich dwó...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: