Punkt widzenia: Pan Hilary zakłada okulary – czyli pożegnanie banków

KF 2013.07-09 (lipiec - wrzesień 2013)

Mówisz - masz. Ten niewyszukany slogan może mieć odpowiednik w świecie wirtualnym - patrzysz - masz. No może raczej, czepiając się szczegółów: patrzysz, decydujesz się, płacisz - mówiąc co trzeba... okularom. Bo najpierw jest kontakt wzrokowy, później decyzja i zapłata.

Mówisz - masz. Ten niewyszukany slogan może mieć odpowiednik w świecie wirtualnym - patrzysz - masz. No może raczej, czepiając się szczegółów: patrzysz, decydujesz się, płacisz - mówiąc co trzeba... okularom. Bo najpierw jest kontakt wzrokowy, później decyzja i zapłata.

Jan Kreft

Rozszerzona rzeczywistość (augmentem reality) okularów – nie tylko Google – pozwala na wyszperanie w sieci najkorzystniejszej oferty interesującego nas produktu. Później już tylko należy skorzystać z funkcji wallet i po sprawie. Kupione, może nawet już dowiezione. A bank, a transakcja bankowa? A po co?

Tu nie ma miejsca dla pośredników. Banki nie są już potrzebne. Rewolucję mają przynieść nowe idee forsowane przez korporację z Mountain View. Zakładamy na nos Google Glass i świat się zmienia, a właściwie to my zmieniamy nasz świat. Wszystko za sprawą komend wydawanych… okularom zintegrowanym z innymi produktami Google. Te inteligentne urządzenia pozwalają na korzystanie nie tylko z wyszukiwarki Google, ale choćby na wirtualne zakupy.

Przykład: wchodzimy do księgarni, znajdujemy interesujący nas tytuł. Okulary Google rozpoznają obserwowany obiekt i znajdują w internetowej sieci najbardziej atrakcyjne warunki zakupu, na przykład najlepszą cenę rynkową. Dzięki wybraniu usługi wallet kupujemy go bezpośrednio, bez jakiejkolwiek relacji z bankiem.

Nie ma kontaktu kupującego z instytucja finansową. Nie trzeba się logować na bankową stronę internetową, a to oznacza, że nie ma żadnej okazji do zaoferowania klientom nowych produktów czy rozwiązań. Bank nie jest niezbędny, jego rolę przejmują Google.

Koncepcja jest warta zastanowienia, bo zasób informacji (a z czasem i wiedzy), jakim Google dysponują na nasz temat, staje się już legendarny. Banki o takich bazach danych mogą tylko pomarzyć. Dotyczy to także tego wszystkiego, co może wpływać na usługi finansowe. Ludzie Google wiedzą zatem o użytkownikach tak wiele, jak żadna inna organizacja i instytucja. Rynkowa analiza finansowych potrzeb użytkowników jest zatem na wyciagnięcie ręki. To oczywiście nie przesądza o sukcesie. Ale też Google zajmują taką pozycję, jakiej nie udało się wypracować nikomu w cyfrowym świecie. Nie oznacza to zatem omnipotencji, ale wielki potencjał możliwości.

Jednak samo rozwiązanie technologiczne nie wystarcza. Dlatego rzeczywistym, jak to się zwykło teraz powtarzać – kopernikańskim przewrotem, byłoby zaangażowanie się Google w sferę finansową poprzez przejęcie tę firmę globalnego banku i – uwaga – zaoferowanie darmowych usług bankowych dzięki oparciu modelu biznesowego na reklamie. W tym ostatnim Google mają takie doświadczenie jak bodaj żadna firma na świecie. Także w Polsce, gdzie, jak w wię...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: