Raport Specjalny | Covid-19 – Banki i Technologia | W jaki sposób pandemia wpłynęła na sytuację w sektorze bankowym

BANK 2020/11

Fot. stock.adobe.com

Związek Banków Polskich - Logo
Źródło: Związek Banków Polskich

Wstęp

Od kilku miesięcy każdy dzień z koronawirusem w tle przynosi nam coraz to nowe informacje. Niemal od początku roku media nieustannie bombardują nas zatrważającymi przekazami. Najpierw docierały do nas informacje z odległego Wuhan w Chinach, później z włoskiej Lombardii –  a z każdym dniem COVID-19 zdawał się być coraz bliżej. W marcu pojawiła się informacja o pacjencie zero w Polsce. Wirus był odległy, niewidzialny, ale obecny. Ponieważ boimy się tego wszystkiego czego nie znamy. Jako społeczeństwo w wielu obszarach zaczęliśmy reagować nerwowo, a czasami nawet paniczne. Poddaliśmy próbie system wypłaty gotówki z bankomatów i oddziałów banków – system wytrzymał, pracował sprawnie bez zakłóceń, mimo że w marcu wypłacaliśmy z banków tyle pieniędzy, ile zazwyczaj wypłacamy przed świętami Bożego Narodzenia. Potem stugębna plotka powtarzana z ust do ust kazała nam wypłacać z banków dolary, euro i inne waluty. Tu znów sektor bankowy stanął na wysokości zadania – obrót elektroniczny walutami przebiegał sprawnie, waluty zagraniczne były w zasadzie cały czas dostępne w oddziałach banków, mimo że już wtedy wprowadzone zostały ograniczenia w światowym ruchu lotniczym, a przecież waluta jakoś musiała dolecieć do Polski. Ze względu na zagrożenie testowaliśmy również cały obrót bezgotówkowy, system bankowości zdalnej, wirtualne połączenia z bankami. Okazało się, że budowany z takim mozołem i z ponoszeniem tak wysokich kosztów system bankowości elektronicznej działa bez zarzutu. Banki zapewniły sprawne funkcjonowanie wielu dziedzin naszego życia. Dzięki bankom i funkcjonalnej integracji środowiska bankowości elektronicznej pozostaliśmy w kontakcie z administracją samorządową. Mogliśmy załatwiać wiele urzędowych spraw.

Epidemia nas przestraszyła, ale nie pokonała, a co ważne – wiele nas nauczyła. Konieczność pozostania w domach siłą rzeczy wzmocniła nasze kompetencje cyfrowe. Nabraliśmy pewności siebie w załatwianiu spraw na odległość. Przyspieszyliśmy w wielu obszarach. Skok w płatnościach bezstykowych odbył się błyskawicznie. Aby podnieść limit tych płatności z 50 do 100 złotych, wystarczyło kilkadziesiąt dni. Fundacja Polska Bezgotówkowa wraz ze swoimi parterami przyspieszyła instalacje terminali do płatności kartowych. Ich liczba przekroczyła milion. Okazało się, że większość naszych codziennych spraw możemy realizować zdalnie. A banki, tak jak podmioty w innych dziedzinach naszego życia, niezmiennie działają, mimo zupełnie nowej rzeczywistości.

Nie zmarnowaliśmy pierwszych miesięcy kryzysu, ale nie powinniśmy spoczywać na laurach. Warto w tym kontekście przywołać słowa Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich. Otwierając obrady XV Kongresu Gospodarki Elektronicznej, mówił o konieczności intensyfikacji współpracy ze środowiskiem akademickim i wykorzystaniu rekomendacji płynących ze środowiska naukowego. Sytuacja kryzysowa związana z koronawirusem musi bowiem stać się pretekstem do wyeliminowania błędów, które popełniliśmy. Musi być przede wszystkim szansą dla wprowadzenia nowych, lepszych rozwiązań w szkolnictwie, służbie zdrowia, administracji. Problemów związanych z koronawirusem, jak i wielu innych problemów cywilizacyjnych, nie da się bowiem rozwiązać bez solidnej wiedzy. Myśląc w szerszym aspekcie o kryzysie, mamy szansę wyjść z niego wzmocnieni. Oddając w Państwa ręce tę publikację, mamy nadzieję, że choćby w minimalnym stopniu przyczynimy się do prawidłowego opisania otaczających nas zjawisk, ułatwiając analizę zachodzących wokół nas procesów.

Nowe zagrożenie, nowe realia

Jest 18 marca 2015 r., w komunikacie po zakończonym właśnie posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (RPP) czytamy o decyzji obniżającej stopy procentowe do historycznie najniższego poziomu. Obniżka stopy referencyjnej wynosi 50 pkt do 1%. Tę informację z zadowoleniem przyjmują kredytobiorcy, dla których ta obniżka oznacza tańszy kredyt. W owym czasie nikt jeszcze nie wie, i zapewne nawet nie podejrzewa, że główna stopa banku centralnego na długie pięć lat pozostanie na niezmienionym poziomie. Kredyt jest tani, rozwój gospodarczy dynamiczny, a stopy procentowe na najniższym w historii poziomie. Przez kolejne lata co jakiś czas przez media i w dyskursie ekonomicznym przewija się wątek poziomu stóp procentowych banku centralnego, jednak RPP pozostaje niewzruszona i przez długie miesiące nie odnotowujemy ani obniżek, ani podwyżek stóp procentowych.

Zmiana następuje dokładnie po pięciu latach i 13 dniach od ostatniej obniżki. Ma ona miejsce zaledwie w dwa tygodnie od wykrycia w Polsce pierwszego przypadku COVID-19 oraz dwa dni przed ogłoszeniem przez ministra zdrowia stanu pandemii. Rynki decyzją RPP nie są specjalnie zaskoczone. Analitycy, którzy od tygodni obserwowali sytuację epidemiczną na świecie, podejrzewali, że choć stopy od lat pozostawały na niezmienionym poziomie, to jednak działania innych krajów wyznaczą kierunek dla naszej RPP. Marcowe cięcie stóp procentowych sprawiło, że Polska dołączyła do grona państw, które na taki ruch zdecydowały się w obliczu negatywnych skutków epidemii koronawirusa, m.in. Australii, Malezji, USA, Arabii Saudyjskiej, Hongkongu, Kanady, Wielkiej Brytanii.

Jednak 9 kwietnia RPP znów dokonuje cięć stóp – stopa referencyjna wynosi 0,5%. Rynki i klienci dowiadują się z komunikatu rady, że „podejmowane przez NBP działania mają na celu poluzowanie warunków finansowych w gospodarce i ograniczenie negatywnych konsekwencji gospodarczych pandemii, wspierając tym samym utrzymanie stabilności makroekonomicznej i finansowej. Będą one także sprzyjać ożywieniu krajowej aktywności gospodarczej po ustąpieniu obecnych zaburzeń.”

W owym czasie jednak akcja kredytowa w bankach załamuje się. Klienci są bardziej ostrożni, obawiają się utraty pracy. Do tego zakażeń jest coraz więcej, a słowo LOCKDOWN jest nie tylko w Polsce odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. Również banki, które po decyzjach rady miały „pompować” do gospodarki tani pieniądz, zachowują się bardzo ostrożnie. Wiele z nich podwyższa wymogi dotyczące choćby ubiegania się o kredyt hipoteczny.

Jednak dopiero piątek, 29 maja, jest potężnym zaskoczeniem dla wszystkich – RPP po raz trzeci, zaledwie w 72 dni po pierwszej obniżce, zmniejsza po raz kolejny stopę referencyjną (tym razem o 40 pkt.), do historycznego minimum na poziomie 0,1%.

Decyzja RPP powoduje znaczące konsekwencje dla sektora bankowego. W kolejnych tygodniach banki raportują o drastycznej wręcz utracie dochodów pochodzących z marży odsetkowej. Na efekty nie trzeba długo czekać. Skumulowanie w bardzo krótkim czasie wielu negatywnych dla sektora bankowego zjawisk – nadmiernego opodatkowania, wysokich obciążeń z tytułu wpłat na BFG, wysokiego poziomu rezerw obowiązkowych – powodują, że zyski netto całego polskiego sektora bankowego spadają w pierwszych siedmiu miesiącach roku o ponad połowę. Zysk netto sektora bankowego wraz z oddziałami zagranicznymi wynosi zaledwie 4,38 mld zł i jest niższy o 51,9% w skali roku – wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego. Bankowcy krytycznie podchodzą do tak głębokiej obniżki stóp procentowych, wskazując, że jej zakres nie ożywia polityki kredytowej, a stanowi poważne zagrożenie dla całego sektora bankowego.

Nowe realia w sferze stóp procentowych mają pozostać z nami na dłużej. Z ust przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej pojawiają się głosy, że ich poziom nie zmieni się aż do końca kadencji rady, a więc do 2022 r. Gwałtowna obniżka stóp procentowych to tylko jeden z elementów reakcji na epidemię COVID-19. Równolegle bank centralny wprowadza pakiet płynnościowy, którego zadaniem jest utrzymanie płynności w sektorze bankowym. W skład pakietu wchodzą m.in. zwiększające płynność operacje REPO, obniżenie stopy bazowej z 1,5% do 1% oraz stopy rezerwy obowiązkowej z 3,5% do 0,5%. NBP zapowiada także potencjalne operacje długoterminowego refinansowania LTRO oraz podobne operacje stosowane przez Europejski Bank Centralny. Do tego dochodzi pakiet regulacyjny Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwa Finansów. Komitet Stabilności Finansowej zgadza się na obniżenie buforów kapitałowych, a KNF uelastycznia podejście do łącznych wymogów kapitałowych i płynnościowych dla banków w uzasadnionych przypadkach. Uelastycznieniu mają ulec także zasady szacowania strat na ryzyko kredytowe i rynkowe. Wzrost ryzyka niespłacalności kredytów i widmo pogorszenia jakości portfeli uwidacznia się na całym świecie i Polska nie jest tu wyjątkiem. Niemniej stan wyjściowy jest w naszym przypadku stosunkowo bardziej niekorzystny niż w przypadku większości krajów europejskich.

Sytuacja bez precedensu

W ostatnim miesiącu 2019 r. nic tak naprawdę nie zapowiadało, jak poważny kryzys na rynku kredytowym nas czeka. W porównaniu do grudnia 2018 r., wartości udzielonych przez banki i SKOK-i kredytów mieszkaniowych, limitów kredytowych i kredytów konsumpcyjnych jeszcze rosły. Do tego sygnały płynące z gospodarki napawały optymizmem. W 2020 r., po raz pierwszy od lat, mieliśmy mieć zrównoważony budżet państwa.

Choć w marcu mieliśmy w Polsce odnotowane tylko pojedyncze przypadki koronawirusa, ze względu na światową sytuację zdrowotną i niepewność, to rynek kredytowy wyglądał już źle. Trzymała się jedynie mieszkaniówka – takich kredytów, w porównaniu do marca 2019 r., banki w ujęciu kwotowym udzieliły na kwotę wyższą o 17,6%. Brak gwałtownych spadków w mieszkaniówce spowodowany był zapewne faktem, że proces udzielania kredytu hipotecznego, gromadzenia dokumentów, przetwarzania danych jest w tych kredytach znacząco dłuższy niż w innych wypadkach. Ten, kto złożył dokumenty, był w procesie i podpisywał umowę. I na tym dobre informacje się kończą. W przypadku pozostałych trzech produktów kredytowych klienci wyraźnie wstrzymali się ze swoimi decyzjami, a i same banki rozpoczęły proces weryfikacji wymagań. Nałożyły się też na to decyzje Rady Polityki Pieniężnej o obniżce stóp i zapowiedź kolejnych. W stosunku do marca ub.r. banki odnotowały bardzo głębokie spadki. Przyznano o 50,1% mniej kart kredytowych i o 39,2% mniej limitów kredytowych, a dodatkowo udzielono o 24,9% mniej kredytów konsumenckich w ujęciu r./r. Kwiecień przyniósł jeszcze większe załamanie. Spadki okazały się bardzo głębokie – w ujęciu liczbowym limitów kredytowych przyznano o 68% mniej. Na podobnym poziomie – 67,3% – odnotowano obniżki w kartach. Kredyty konsumpcyjne zanotowały spadek aż o 48%. Kwiecień przyniósł też po raz pierwszy załamania w kredytach mieszkaniowych, których udzielono o 23% mniej w porównaniu do analogicznego okresu minionego 2019 r.

W kolejnych miesiącach nadal odnotowywane były spadki. Okres wakacyjny, rozluźnienie obostrzeń, wreszcie rekordowo niskie stopy procentowe NBP nadal nie przynosiły ożywiania na rynku kredytowym. W sierpniu 2020 r., w porównaniu do sierpnia 2019 r., banki nadal udzieliły dużo mniej kredytów zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. W ujęciu liczbowym banki przyznały o 41,5% mniej kart kredytowych, udzieliły o 30,1% mniej kredytów gotówkowych i o 21,5% mniej kredytów mieszkaniowych. Pozytywny wyjątek stanowiły kredyty ratalne, których udzielono o 9,7% więcej niż rok temu w sierpniu.

Obok kredytów ratalnych pewnym optymizmem może napawać również sytuacja w mieszkaniówce – rośnie bowiem popyt na kredyty hipoteczne. Według danych Biura Informacji Kredytowej, we wrześniu 2020 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 37,7 tys. klientów, w porównaniu do 35,8 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o 5,3%. W porównaniu do sierpnia 2020 r. liczba wnioskujących wzrosła o 15,4%, zaś w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. wzrosła aż o 35,5%.

Pomimo tych wzrostów należy zauważyć, że daleko nam jeszcze do poziomów ze stycznia czy lutego br. Trudno też powiedzieć, czy ten pozytywny trend popytowy się utrzyma.

Pomoc we właściwym czasie

Już w połowie marca br. banki jako instytucje monitorujące ryzyko w procesach gospodarczych podejmują energiczne działania wychodzące naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów indywidualnych i firmowych, którzy z dnia na dzień znaleźli się lub mogą się znaleźć w bardzo trudnej sytuacji materialnej. 16 marca zostaje ogłoszony bezprecedensowy program działań pomocowych, który na przestrzeni najbliższych sześciu miesięcy obejmie ponad milion klientów. Związek Banków Polskich informuje, że banki podejmą pilne działania pomocowe dla klientów mających na celu pomoc w spłacie ich zobowiązań. Na cztery dni przed ogłoszeniem pandemii w naszym kraju banki zapewniają klientów, że podejmowane przez nie działania służą wprowadzeniu możliwie uproszczonych i odformalizowanych działań pomocowych dla osób oraz przedsiębiorstw będących kredytobiorcami i znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej w związku z pandemią koronawirusa COVID-19. W swoim moratorium banki deklarują, że ułatwią w sposób maksymalnie uproszczony odroczenie spłaty rat kapitałowo-odsetkowych lub rat kapitałowych przez okres do 3 lub 6 miesięcy. Ułatwienia mają dotyczyć kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych dla klientów indywidualnych, kredytów dla przedsiębiorców. Będą one polegać m.in. na szybkim rozpatrywaniu wniosków tych klientów, którzy uzasadnią konieczność zawieszenia spłaty kredytu ich sytuacją finansową spowodowaną pandemią koronawirusa COVID-19. Dodatkowo banki udzielą pomocy wszystkim przedsiębiorcom, którzy mieli na koniec 2019 r. zdolność kredytową, zostali dotknięci skutkami koronawirusa i którym w najbliższych miesiącach upływa termin odnowienia istniejącego finansowania, w postaci odnowienia na wniosek klienta finansowania na okres do 6 miesięcy.

Polski sektor bankowy w bardzo trudnym dla gospodarki momencie po raz kolejny staje na wysokości zadania – pomaga, funkcjonuje bez zakłóceń, a dodatkowo rezygnuje z pobierania opłat lub prowizji za przyjęcie i rozpatrzenie wniosków dotyczących zawieszenia spłat rat kapitałowo-odsetkowych lub rat kapitałowych. Efektem działania banków jest lawina wniosków o pomoc. Do końca września banki raportują do Biura Informacji Kredytowej o ponad milionie zawieszeń spłat kredytów (dokładnie 1,023 mln). Ogromna większość wniosków to klienci indywidualni, ale przedsiębiorców jest też sporo. Wnioski o zawieszenie spłaty napływają sukcesywnie i dotyczą okresów od 3 do 6 miesięcy. Kiedy w ostatnim dniu września kończy się możliwość skorzystania z uruchomionego przez banki moratorium, wciąż czynnych pozostaje 237 044 zawieszeń o wartości 16,8 mld zł w przypadku klientów indywidualnych oraz 32 878 zobowiązań o wartości 15,9 mld zł w przypadku przedsiębiorstw. Pomoc banków okazuje się dla wielu klientów nieoceniona i zaoferowana we właściwym momencie. Świadczą o tym liczby – choć w międzyczasie zostaje wprowadzone ustawowe moratorium dotyczące zawieszenia spłaty kredytów, zainteresowanie nim nie jest już znaczące, co wskazuje, że ustawa była spóźniona względem realnej potrzeby. Do połowy października z ustawowej formy pomocy skorzystało niewiele ponad 3200 podmiotów, a jej łączna wartość przekroczyła 350 mln zł.

Oprócz zawieszenia rat kredytów dla przedsiębiorców i klientów indywidualnych oraz ułatwienia procedur wnioskowania, banki na szeroką skalę uczestniczą także w kolejnych iteracjach tarczy kryzysowej przygotowywanej przez rząd i Polski Fundusz Rozwoju. Na przestrzeni kolejnych miesięcy wartość pomocy dla polskiej gospodarki rośnie do 312 mld zł, podzielonych na pięć głównych obszarów: ochronę zdrowia, bezpieczeństwo pracowników, program inwestycji publicznych, wzmocnienie systemu finansowego i finansowanie przedsiębiorstw. Szóstym filarem staje się warta 100 mld zł tarcza finansowa przeznaczona na ochronę miejsc pracy i polskich przedsiębiorstw. To około 4,5% polskiego PKB. Banki uczestniczą w pomocy i dystrybucji środków we wszystkich obszarach, ale przede wszystkim w ramach instrumentów skierowanych do przedsiębiorców. To za ich pośrednictwem, w ramach tarczy finansowej, do końca lipca do polskich firm trafia 60,5 mld zł. Beneficjantami tych środków staje się 345 tys. przedsiębiorstw zatrudniających ponad 3,1 mln pracowników.

Rola banków zaangażowanych w realizację projektu jest kluczowa, gdyż aplikowanie o subwencje finansowe i składanie wniosków przez przedsiębiorców odbywa się wyłącznie online, za pomocą systemów bankowości elektronicznej. Dzięki odpowiednim kompetencjom i doświadczeniu, w rekordowo krótkim czasie udaje się stworzyć narzędzie automatyzujące przekazywanie wniosków przedsiębiorców przez banki do PFR i zwrotnie decyzji o przyznanej pomocy, co pozwala maksymalnie przyspieszyć dystrybucję środków.

Ceny usług na stabilnym poziomie

Ceny towarów i usług od początku bieżącego roku rosną w wielu obszarach i sektorach. Dlatego dla profesjonalnych obserwatorów rynku, wysoki poziom inflacji w Polsce, jeden z najwyższych w Europie, nie jest zaskoczeniem. Na tym tle poziom opłat i prowizji w naszych bankach pozostaje jednak nadal jednym z najniższych w całej Unii Europejskiej.

Co bardzo istotne – pomimo bardzo znaczącego wzrostu cen energii, czynszów, a także żywności i wielu innych usług – z analizy Narodowego Banku Polskiego wynika, że średnia opłata miesięczna za prowadzenie rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego w banku obniżyła się w stosunku do drugiego półrocza 2019 r. o 46 groszy i wyniosła 5,91 zł miesięcznie, wahając się w przedziale od 0,00 zł do 15,00 zł. Należy również odnotować, że średnia miesięczna opłata za prowadzenie rachunku na zasadach preferencyjnych (promocje i działania na rzecz nowych klientów) wyniosła średnio 1,77 zł i nie uległa zmianie w stosunku do drugiego półrocza 2019 r. Pierwsze półrocze br. przyniosło niewielki wzrost średniej miesięcznej opłaty za kartę płatniczą wydawaną do rachunku osobistego. Dziś za korzystanie z karty płacimy średnio 6,09 zł miesięcznie. Przed rokiem było to o 56 groszy mniej. Średnie opłaty za używanie karty na zasadach preferencyjnych nie uległy na przestrzeni roku zmianie i wynoszą 1,72 zł.

Obserwacja ruchu cen w sektorze bankowych pokazuje, że banki w coraz bardziej zdecydowany sposób przy użyciu mechanizmów cenowych skłaniają klientów do działań w obszarze obrotu bezgotówkowego. Przy ustalaniu nowych cenników widać, że preferowana jest obsługa w internecie przy użyciu kanałów zdalnych, a obsługa w oddziałach jest z każdym miesiącem nieco droższa. Jak się wydaje, zmiany tabel opłat i prowizji w II i III kw. br. wyznaczają kierunek, w którym będzie szedł sektor bankowy. Epidemia COVID-19 jest jedynie dodatkowym katalizatorem tego procesu. II i III kw. przyniósł dodatkowe koszty prowadzenia działalności bankowej w oddziałach – zachowanie ciągłości działania, sprostanie wymogom sanitarnym, ochrona klientów i personelu placówek. Na potwierdzenie tych słów NBP informuje, że w pierwszym półroczu tego roku zmianie nie uległy ceny przelewów internetowych, ale w górę poszły opłaty za przelewy zlecane w placówkach i przez telefon. Średnia opłata za realizację polecenia przelewu składanego w placówce banku wynosiła 8,46 zł, czyli była wyższa o 43 grosze niż w poprzednim półroczu.

Wzrosły także średnie ceny operacji realizowanych w placówkach – wpłat i wypłat gotówki. Średnia opłata za realizację wpłaty gotówkowej w placówce banku przez klienta, który nie posiada w danym banku rachunku, a chce dokonać wpłaty na rachunek w innym banku, wynosiła 16,12 zł. Obsługa gotówki nie tylko w oddziałach, ale także w bankomatach jest coraz droższa, ale nie wszędzie. Z obliczeń NBP wynika, że w pierwszym półroczu spadły opłaty za wypłatę gotówki z bankomatów własnych, ale wzrosły prowizje za pobranie środków z bankomatów obcych.

Bankowość elektroniczna w natarciu

Wprowadzenie wielu ograniczeń w przestrzeni publicznej i niektórych branżach po rozpoczęciu pandemii, a także trwający kilka tygodni lockdown gospodarczy, nie wpłynęły diametralnie na sposób, w jaki klienci korzystają z bankowości. Dane o korzystaniu z bankowości elektronicznej wśród klientów indywidualnych w II kw. pokazują, że obszar ten był już w dużej mierze nasycony na długo przed pandemią. Dynamiczny rozwój bankowości elektronicznej przypadł w naszym społeczeństwie dobrych kilka lat wcześniej. Z tej perspektywy, w dużej większości jesteśmy gotowi na lockdown i konsekwencję pandemii. Banki ze swej strony dokładają wszelkich starań, aby przejście na obsługę zdalną przebiegło płynnie i bez większych uciążliwości dla klientów i swoich pracowników. Bezpieczeństwo staje się priorytetem. Ogromne inwestycje w rozwój technologiczny z poprzednich lat dają efekty w kryzysowym momencie. Polacy mają niezakłócony dostęp do swoich pieniędzy przez cały czas. Nie ma przeciążeń systemów, nie ma paniki, nie ma kolejek po wypłaty gotówki z bankomatów, wszystko działa. Nie ma również oblężenia placówek bankowych, aby na gwałt podpisać umowę bankowości elektronicznej. Takich umów na moment rozpoczęcia epidemii jest wśród klientów indywidualnych 37,3 mln, a wśród małych i średnich przedsiębiorstw – 2,9 mln. W czasie pierwszych miesięcy pandemii te liczby znacznie nie wzrosną – w obu przypadkach o niespełna 1%.

Wzrastają natomiast liczby odnoszące się do faktycznego korzystania ze zdalnych kanałów dostępu, choć poważniejsze przyrosty obserwowaliśmy już wcześniej, na długo przed pandemią. Od początku kwietnia do końca czerwca liczba aktywnych użytkowników bankowości internetowej wzrosła o blisko 140 tys., czyli 0,73% wobec I kw. Dla porównania, kwartalny przyrost w poprzednim okresie – od początku stycznia do końca marca 2020 – wyniósł 3,56% (nominalnie 650 tys.). Niemniej, w II kw. całkowita liczba aktywnych indywidualnych klientów bankowości internetowej po raz pierwszy przekroczyła 19 mln.

Stosunkowo najwyższy przyrost aktywności odnotowano w przypadku użytkowników bankowości mobilnej. Liczba użytkowników aplikacji bankowych na urządzenia mobilne na koniec czerwca wyniosła 12,933 mln i była wyższa o 556 tys. (4,49%) wobec końcówki I kw. Ponad 6,48 mln użytkowników z tego grona to klienci mobile only. Oznacza to, że ponad 50% użytkowników bankowości mobilnej stanowiły osoby logujące się do aplikacji przynajmniej raz w miesiącu, przy jednoczesnym braku logowania do bankowości za pomocą tradycyjnej przeglądarki internetowej. Liczba osób korzystających z bankowości w taki sposób zwiększyła się w II kw. o 359 tys. użytkowników, podczas gdy w ciągu I kw. tego roku przyrost klientów mobile only wyniósł 310 tys. osób. Trudno mówić więc o skokowych wzrostach w zakresie aktywnego wykorzystania zdalnych kanałów bankowości wyłącznie za sprawą wybuchu pandemii. Podobna dynamika wzrostu była obserwowana w tym obszarze już wcześniej, niemniej tak samo jak w przypadku innych obszarów wykorzystania nowych technologii, z całą pewnością można mówić o pogłębieniu trendu. Pandemia stała się niejako katalizatorem zmian, przyspieszając procesy wykorzystywania nowych technologii zapoczątkowane już wcześniej, utrwalając określone zachowania i zwiększając ich świadomość w coraz szerszej grupie użytkowników.

Sumarycznie, liczba aktywnych użytkowników korzystających z usług bankowych w elektronicznych kanałach dostępu (klienci bankowości internetowej oraz klienci mobile only), sięgnęła w II kw. 25,5 mln osób, co przy całkowitej liczbie umów bankowości elektronicznej na poziomie 37,59 mln daje już 67% bieżącego wykorzystania potencjału zdalnych kanałów dostępu do usług bankowych. Jest to najwyższy wskaźnik w dotychczasowym monitoringu aktywnego wykorzystania elektronicznych kanałów dostępu do bankowości.

W sferze płatności bezgotówkowych w obszarze przelewów realizowanych w systemach Krajowej Izby Rozliczeniowej, w II kw. nie odnotowano dużych zmian w ujęciu kwartalnym. Dane za II kw. 2020 r. na temat płatności bezgotówkowych pochodzące z systemów KIR wskazują tylko na niewielkie zmniejszenie liczby transakcji w systemie Elixir w porównaniu do I kw. oraz spadek ich wartości o 1,89%. Niemniej, odnotowane w II kw. wartości nie są niższe niż te zanotowane przed rokiem. Jak podaje KIR – zmiany w transakcyjności w systemie Elixir mają charakter sezonowy i nie wynikają z istniejącej sytuacji epidemicznej. Różnice w liczbie transakcji w ciągu ostatnich kilku miesięcy są porównywalne z analogicznym okresem poprzedniego roku. Z powodu epidemii COVID-19 zaobserwowano jednak zmniejszenie liczby transakcji ZUS i US, czego przyczyny upatrywać należy w zwolnieniach z opłaty składek. Natomiast w systemie Express Elixir, realizującym przelewy natychmiastowe, odnotowano istotny wzrost liczby transakcji, przekraczający 20%. Ich wartość była wyższa tylko o niespełna 2% w odniesieniu do I kw. 2020 r.

Gotówka w odwrocie

Początek pandemii rodzi wiele pytań na temat bezpieczeństwa tradycyjnych płatności gotówkowych. Światowa Organizacja Zdrowia wydaje zalecenia, aby w miarę możliwości, wszelkie płatności dokonywane były bez użycia gotówki, ponieważ przechodzące z rąk do rąk banknoty mogły stanowić dodatkowy czynnik ryzyka zakażenia wirusem SarS Cov-2. Z tego też względu wiele krajów, w tym Polska, zdecydowało się wprowadzić w życie procedury odkażania banknotów w wysokich temperaturach oraz z wykorzystaniem naświetlania promieniami UV. Z końcem marca organizacje płatnicze po wielu konsultacjach ze środowiskiem bankowym i regulatorami zdecydowały się podnieść limit transakcji dla kart bezstykowych z 50 do 100 zł. Krok ten ma z zasady ograniczyć fizyczny kontakt klientów z terminalem oraz czas dokonywanej transakcji. Zalecenia dotyczące płacenia w sposób bezgotówkowy stają się powszechne.

W obszarze samej liczby kart płatniczych w ujęciu kwartalnym nie można zauważyć jednak skokowych przyrostów. Także w tej sferze konsekwencje pandemii przyjęły do tej pory postać pogłębienia zjawisk, które były już wcześniej wyraźnie zarysowane. Po I kw. br. liczba wszystkich pozostających w użyciu kart płatniczych wynosiła 43,1 mln sztuk, a na koniec czerwca – 43,3 mln. Nominalny wzrost liczby kart płatniczych w użyciu wyniósł 215 tys. sztuk, co stanowiło 0,5% liczby kart na koniec marca. Liczba kart płatniczych z technologią zbliżeniową wynosiła 37,6 mln, co stanowiło blisko 87% wszystkich kart. Przyrost ich liczby w ciągu pierwszych trzech miesięcy pandemii wyniósł 343 tys. (0,9%). Skala wzrostu nie jest ewenementem – zdecydowanie wyższe wzrosty liczby kart notowano bowiem pomiędzy III i IV kw. 2019 r. (odpowiednio o 738 i 905 tys. wszystkich kart i kart z technologią zbliżeniową).

Niemniej, sama liczba kart zbliżeniowych nie stanowi pełnego obrazu w tym obszarze. Jak podaje NBP, wszystkich zbliżeniowych instrumentów płatniczych bazujących na kartach, a więc stickerów, gadżetów czy kart zainstalowanych w telefonach, było łącznie 41,796 mln. W II kw. 2020 r. przybyło ich 605,7 tys. szt. (wzrost o 1,5%) – niemal dwukrotnie więcej niż nowych kart zbliżeniowych.

W pierwszych miesiącach pandemii, podobnie jak w wielu obszarach gospodarki, także w obszarze płatności kartami dało się zaobserwować osłabienie. Zarówno liczba, jak i wartość transakcji w II kw. br. była zauważalnie mniejsza niż w I kw. i w analogicznym okresie poprzedniego roku. Trudno się temu dziwić – to efekt lockdownu. Liczba transakcji kartowych spadła o 6,1% w ujęciu kwartalnym i 7,4% rok do roku. Wartość – odpowiednio o 3,4% i 6,7%.

Na tym tle interesujące są jednak dane dotyczące transakcji gotówkowych i bezgotówkowych za pomocą kart płatniczych. W II kw. spadek wartości transakcji gotówkowych przewyższył całkowity spadek wartości wszystkich transakcji kartowych. Oznacza to, że pomimo spadku ogólnej wartości wszystkich transakcji kartowych, wartość transakcji bezgotówkowych de facto wzrosła, i to zarówno w ujęciu kwartalnym – o 1,5 mld zł, jak i rocznym – o 1,8 mld zł. Po raz pierwszy w historii kwartalny odsetek wartości transakcji gotówkowych spadł poniżej połowy i wyniósł 49,6% wobec 52,1% w I kw., 53,9% rok wcześniej i aż 65,5% w 2015 r. Procentowo liczba transakcji gotówkowych nigdy nie była duża, niemniej i tak w ciągu roku spadła z 10,9% do 8,2%, a w stosunku do I kw. – o 1,1 pkt. proc. W praktyce oznaczało to mniej wypłat z bankomatów, mniej wypłat w kasach banków, mniej operacji cashback w sklepach i sumarycznie – mniej gotówki w użyciu. Z samych tylko bankomatów w II kw. Polacy zrobili o 21 mln mniej wypłat. To o 7,5 mld zł w gotówce mniej w obiegu w stosunku do I kw. Coś, co niektórzy nazywają już „cashless moment by covid-19”, faktycznie ma miejsce.

Zmniejszenie preferencji wobec gotówki pokazują już niektóre badania prowadzone w krajach europejskich, w tym w Polsce. Według sondażu przeprowadzonego w maju br. przez zespół prof. Michała Polasika z UMK we współpracy z Kantarem, prezentowanego podczas tegorocznego Kongresu Gospodarki Elektronicznej, przeciętnie 2 na 5 osób deklarowały, że w czasie pandemii COVID-19 zaczęły częściej płacić bezgotówkowo i w przyszłości także zamierzają płacić w ten sposób. Według badania, 9% respondentów przyznało, że w czasie epidemii częściej sięga po gotówkę. Z kolei według Mastercard, odejście od gotówki widoczne jest na każdym rynku, niezależnie od wieku, poziomu zarobków czy geografii. Tendencja ta jest najbardziej wyrazista pośród mieszkańców Wielkiej Brytanii i Kanady, gdzie odpowiednio 75% i 62% deklaruje rzadsze sięganie po gotówkę w czasie epidemii. W Indiach odsetek ten wynosi 49%, w Chinach 43%, a średnia dla Unii Europejskiej kształtuje się na poziomie 42%. Z danych Matercarda wynika również, że w czasie pandemii istotnie przyspieszyła popularność płatności zbliżeniowych, co niewątpliwie wiąże się ze zmianą limitu płatności bez konieczności podawania PIN wprowadzonej w sumie w 50 krajach na całym świecie. W I kw. tego roku liczba transakcji zbliżeniowych na całym świecie wzrosła o 40%. Jednocześnie, 64% Europejczyków deklaruje, że płatności zbliżeniowe są teraz najbardziej preferowaną formą płatności w sklepach. Aż 82% konsumentów uważa w Europie uważa tę formę płatności za bardziej higieniczną i szybszą, a 79% konsumentów w Europie korzysta z płatności bezgotówkowych dla większego bezpieczeństwa. Według danych z początku kwietnia, 77% płatności dokonywanych w Europie stanowiły płatności bezdotykowe. To wzrost o 18 pkt. proc. od początku 2019 r., kiedy odsetek ten wynosił 59%.

Pogłębienie globalnego trendu w zakresie transakcji bezstykowych widoczne jest także w raporcie „Visa Back to Business Study”. Ankieta, którą przeprowadzono w czerwcu br. wśród sprzedawców i konsumentów w 8 krajach na całym świecie, wykazała, że połowa konsumentów nie chce już robić zakupów w sklepach, które nie oferują w pełni płatności zbliżeniowych. Badanie potwierdza, że pandemia spowodowała radykalne przejście do handlu cyfrowego, a jedną z najczęściej dokonywanych zmian przez konsumentów było korzystanie z płatności zbliżeniowych (48%). Prawie 4/5 konsumentów (78%) wprowadziło zmiany w sposobie płacenia za towary i usługi w celu ograniczenia kontaktu, a ponad 2/3 małych firm (67%) przyjęło nowe podejście do handlu i płatności od początku trwania pandemii.

Polska w zakresie płatności bezstykowych kartami od dawna należy do światowej awangardy. Jak podaje NBP, wszystkie terminale płatnicze w naszym kraju są dostosowane do akceptacji transakcji zbliżeniowych. Jeśli średnia europejska dla transakcji zbliżeniowych to 77% wszystkich transakcji bezgotówkowych kartami, w Polsce to aż 92,9%. Operacje zbliżeniowe odpowiadają za 87% wartości wszystkich bezgotówkowych transakcji kartowych. W czasie pandemii – od marca do czerwca – wskaźnik ten wzrósł dodatkowo o 3,1 pkt. proc.

W II kw. 2020 r. kartami płatniczymi w formie zbliżeniowej w Polsce przeprowadzono łącznie 1,171 mld transakcji. W porównaniu do poprzedniego kwartału liczba transakcji uległa zmniejszeniu o 36,5 mln, co stanowi spadek o 3%. Ich łączna wartość wyniosła 72,2 mld zł. W porównaniu do kwartału poprzedzającego wybuch pandemii w naszym kraju, wartość ta zwiększyła się o 5,6 mld zł, co stanowi wzrost o 8,4%. Niewątpliwie wpływ na taki stan rzeczy miało podniesienie limitu transakcji bez PIN. Średnia wartość płatności kartowych wykonywanych w II kw. zbliżeniowo wyniosła 62 zł. W poprzednim kwartale wskaźnik ten wyniósł 55 zł.

Pogłębione dane Mastercard wskazują, że stosunkowo najsilniejszy wzrost transakcji z wykorzystaniem kart bezstykowych nastąpił w maju i czerwcu br. W stosunku do początku 2019 r. indeks transakcji bezstykowych w czerwcu 2020 r wzrósł o 9 pkt. proc. Jednocześnie indeks transakcji żądających autoryzacji kodem PIN w transakcjach bezstykowych zmniejszył się w tym czasie o 41 pkt. proc., a indeks transakcji bez PIN-u wzrósł o 15 pkt. proc., co świadczy o tym, że nawet przed epidemią i zwiększeniem limitu transakcji bez PIN, zakupy bez konieczności autoryzacji kodem stanowiły większą część transakcji zbliżeniowych, a pandemia koronawirusa tylko pogłębiła ten trend.

Globalne trendy wskazują także na istotne przyspieszenie w płatnościach mobilnych. Na polskim rynku, w porównaniu z innymi metodami płatności, trudno jeszcze mówić o ich dużej popularności. Według Mastercarda, ich udział w płatnościach bezgotówkowych stanowił po I kw. 8%, podczas gdy w np. w Rosji było to 23%, a w Danii 27%. Tym niemniej, wzrost liczby płatności urządzeniami mobilnymi w Europie tylko w okresie od marca do lipca 2020 r. – po początkowym spadku w wyniku wprowadzanych lockdownów, sumarycznie wyniósł 32 pkt. proc. w stosunku do stanu na koniec marca. Największą popularnością płatności mobilne cieszą się w Chinach i Indiach, gdzie odpowiednio 35 i 21% populacji powyżej 18. roku życia korzysta z e-portfeli, ale tendencję wzrostową widać wyraźnie także w krajach Azji Południowo-Wschodniej. W obecnych warunkach wzrost wykorzystania takiej metody płatności wydaje się tylko kwestią czasu.

Czas na e-commerce

Epidemia COVID-19 wpłynęła na znaczne zwiększenie wartości transakcji realizowanych w internecie. Wielu obserwatorów rynku jest zgodnych, że segment e-commerce jest wielkim wygranym obecnej sytuacji. Według danych Mastercard, światowe obroty e-commerce w I kw. br. zwiększyły się w sumie o 20%, ale w niektórych krajach obserwuje się tu dwu-, a nawet trzycyfrowe wzrosty, co w dużej mierze wynika z ograniczenia zakupów w tradycyjnej formie i przeniesienie aktywności do sieci. Nie chodzi jednak tylko o sam wzrost wolumenów, ale także motywy zdalnych zakupów. Jak pokazują dane wyszukiwania w Google, wówczas bardzo wyraźnie wzrosło zainteresowanie nie tylko informacjami na temat samego wirusa, ale także – jak się przed nim uchronić, jakie zapasy robić na czas epidemii, czy jakich środków ostrożności używać.

Podczas gdy tradycyjne branże liczą straty, handel w sieci kwitnie napędzany rosnącą sprzedażą detaliczną i elektronicznymi formami rozrywki. Wzrasta popyt na home entertainment – usługi platform streamingowych i gamingowych, wypierających tradycyjne formy rozrywki live – kina, teatry, koncerty, festiwale, które w miarę pojawiających się ograniczeń organizatorzy muszą przenosić do świata wirtualnej rozrywki. Według danych Google, 63% osób deklarujących regularne wizyty w kinach przyznaje, że w czasie pandemii częściej korzysta z serwisów streamingowych. 47% osób z tej grupy przyznaje z kolei, że więcej czasu spędza, grając w gry, a 39%, że czyta więcej książek niż przed wybuchem epidemii.

Dane KIR sugerują, że spadek fizycznych transakcji spowodowany lockdownem kompensują transakcje w kanałach elektronicznych. Wzrost zainteresowania odnotowano w operowanym przez KIR systemie Paybynet zapewniającym przekazanie pieniędzy bezpośrednio z konta klienta na konto sklepu oraz urzędu, bez udziału rachunków pośredniczących. W marcu br. w systemie Paybynet w stosunku do lutego odnotowano wzrost liczby transakcji o ponad 21%. Liczba transakcji w lutym 2020 r. wobec analogicznego miesiąca w 2019 r. wzrosła o 39%, natomiast w marcu tego roku w stosunku do marca ub.r. była wyższa o 68%

Podobny trend obserwowany był w obszarze płatności w eAdministracji. Dynamika wzrostu transakcji w miesiącach objętych lockdownem wynikała m.in. z możliwości załatwienia spraw w urzędzie w sposób zdalny, w tym w szczególności płatności podatkowych na portalu podatki.gov.pl. Średnio liczba transakcji w porównaniu do poprzedniego roku wzrosła dwukrotnie. Rekordowym miesiącem pod względem liczby transakcji był maj, w którym liczba transakcji wobec analogicznego miesiąca ub.r. wzrosła o 362%.

Wzrost wydatków w sieci w Polsce widać również między innymi po transakcjach kartowych. W II kw. 2020 r. kartami płatniczymi w internecie zrealizowano 33,6 mln transakcji – o 541 tys. szt. więcej niż w poprzedzającym kwartale, co stanowiło wzrost o 2%. Udział transakcji internetowych w ogólnej liczbie płatności bezgotówkowych wyniósł 2,55% i był wyższy niż w poprzednim kwartale (2,4%). Skokowo wzrosła natomiast wartość płatności kartami w internecie. Wyniosła ona 4,98 mld zł, czyli więcej aż o 941 mln zł niż w poprzednim kwartale, co stanowi wzrost o 23%. Udział wartości transakcji w internecie w całości transakcji bezgotówkowych wzrósł i wyniósł 5,62% (w poprzednim kwartale wyniósł 4,75%).

Podobne obserwacje widoczne są także w przypadku innych form płatności bezgotówkowych. Rekordowe statystyki podczas pierwszych miesięcy pandemii odnotował również popularny w Polsce BLIK. W II kw. br. użytkownicy BLIKA zrealizowali o ponad 7 mln transakcji więcej niż w całym 2018 r. – w sumie 97,4 mln transakcji, a w całym pierwszym półroczu – 175 mln.

Najwięcej transakcji realizowanych było w internecie – było ich aż 73 mln – to 110% więcej niż rok temu i o 27% więcej niż w pierwszych trzech miesiącach roku. Płatności w sieci to 3/4 wszystkich transakcji. Podobnie jak w przypadku kart płatniczych, także w statystykach BLIKA widać odchodzenie od obrotu gotówkowego w czasie pandemii poprzez spadek liczby wypłat z bankomatów. Takich transakcji było 5,5 mln, czyli o 8% mniej niż rok wcześniej.

Pandemia nie powstrzymuje przestępców – rośnie liczba prób wyłudzeń

Izolacja dużej części społeczeństwa w II kw. i wymuszona cyfryzacja wielu aktywności niosą ze sobą także potencjalne zagrożenia. Jednym z nich jest podatność na działania przestępców. Podobnie jak wiele innych dziedzin, przestępczość także od dłuższego czasu migrowała do sieci i podobnie jak w innych przypadkach, w czasie pandemii trend ten ulega nasileniu. Od końca marca byliśmy świadkami szeregu kampanii phishingowych obierających na cel klientów banków, a także wielu prób oszustw przy dystrybucji bonu turystycznego.

W dalszym ciągu mamy także próby wyłudzeń za pomocą skradzionych wcześniej dowodów tożsamości. Według danych ZBP, w II kw. 2020 r. zablokowano aż 1680 prób wyłudzeń kredytów na łączną kwotę 63 mln zł. To najwyższa liczba wyłudzeń odnotowana w ciągu jednego kwartału od pięciu lat i okres pandemii może być zupełnie nieprzypadkowy. W stosunku końca 2019 r. to wzrost o 1/5 i statystycznie ponad 18 prób wyłudzeń dziennie. Każdego dnia próbowano na cudze nazwiska ukraść łącznie niemal 700 tys. zł. W II kw. 2020 r. baza zastrzeżonych dowodów tożsamości wzrosła tylko o 32 106 szt. – aż o 35% mniej niż w poprzednim kwartale. Taki stan rzeczy wynika z faktu, że w związku z pandemią Polacy częściej pozostawali w domach i chwilowo gubili znacznie mniej dokumentów niż zwykle, niemniej trzeba pamiętać, że przestępcy do swoich działań wykorzystują także dowody osobiste, prawa jazdy i paszporty skradzione nawet 5-10 lat wcześniej – dlatego tak ważne jest zastrzeganie w bankach także dokumentów utraconych nawet kilka lat temu.

E-tożsamość potrzebna jak nigdy wcześniej

Epidemia koronawirusa uderzyła w jeden z fundamentów rozwoju społeczno-gospodarczego, bardzo szybko zmieniając dotychczasowy katalizator postępu – swobodę bezpośredniego, nieskrępowanego kontaktu i międzyludzkich interakcji w czynnik naznaczony strachem i obawą o zdrowie, a nawet życie nasze i naszych bliskich. Epidemia uderzyła w branże tradycyjnie oparte na swobodzie kontaktu, przede wszystkim turystykę, gastronomię, handel, transport osobowy i wszystkie inne dziedziny, w których bezpośrednie interakcje były do tej pory codziennością. Z drugiej strony wymusiła dostosowania i przyspieszyła zmiany w innych obszarach – handlu elektronicznym, usługach kurierskich, domowej rozrywce, telekomunikacji i informatyce. Dziedziny ograniczające potencjał bezpośredniego kontaktu przeżywają właśnie swój boom, między innymi dzięki zbudowanej wcześniej infrastrukturze pozwalającej na zdalne interakcje i obrót gospodarczy.

Zastępowanie tradycyjnych działań ich cyfrowymi odpowiednikami wyraźnie widać w przypadku recept. E-recepta miała swoją premierę na krótko przed rozpoczęciem pandemii – w styczniu 2020 r., ale ramy prawne i infrastruktura pozwalające na korzystanie z tego systemu powstawały przez kilka lat. Na efekty, najpewniej spotęgowane efektem pandemii, nie trzeba było długo czekać. Od momentu uruchomienia systemu do dziś lekarze wystawili już ponad 275 mln e-recept dla 25 mln pacjentów.

Pandemia to moment, w którym widać wyraźnie, jak potrzebny jest elektroniczny podpis czy e-tożsamość, zapewniająca równocześnie pewność i bezpieczeństwo w obrocie gospodarczym. Trudno też się dziwić, że ostatnie miesiące to rekordowe zainteresowanie e-usługami. Jego wzrost dobrze obrazuje rosnąca liczba profili zaufanych, które stanowią metodę potwierdzania tożsamości w internecie i są kluczem do wszystkich usług e-administracji. Do końca 2019 r. profil zaufany miało ok 4,6 mln Polaków. Jak podaje Ministerstwo Cyfryzacji, tylko w roku 2020 – do września, 3 352 227 osób założyło nowy profil zaufany, co stanowi aż 42% wszystkich aktywnych profili. Rekordowy pod tym względem był kwiecień, kiedy założyło go ponad 602 tys. osób. W całym II kw. przybyło natomiast 1,384 mln nowych profili zaufanych.

Banki wykorzystujące własne metody potwierdzania tożsamości stanowią ważne źródło dla kontaktów swoich klientów z administracją. Na początku lipca rozpoczęła się integracja banków spółdzielczych z węzłem krajowym dającym możliwość wygodnego dostępu do portali publicznych i e-usług. Wygoda polega tutaj na korzystaniu tylko z jednego – bankowego – hasła i loginu. W efekcie tych działań klienci 313 banków spółdzielczych (dane na 1 września) mogą już nie tylko szybko założyć profil zaufany, ale i korzystać z serwisów e-administracji. W sumie planowane jest przyłączenie ponad 500 placówek, co oznacza że z łatwiejszego dostępu do e-usług skorzysta ponad 1,5 mln osób.

Działania w obszarze ucyfrowienia kontaktów z administracją to jedna strona medalu, druga natomiast to wciąż niezagospodarowany w dużej mierze obszar uwierzytelniania w sferze biznesowej. Lukę w tym zakresie stara się wypełnić KIR, wprowadzając na rynek usługę mojeID. To bezpieczne narzędzie do zdalnego potwierdzania tożsamości online. Dzięki integracji systemu identyfikacji elektronicznej KIR z Węzłem Krajowym i Profilem Zaufanym, użytkownik mojeID może korzystać z e-usług świadczonych przez administrację publiczną. Dostęp do usług oferowanych przez dostawców z sektora komercyjnego i publicznego odbywa się na podstawie danych, które zostały wcześniej zweryfikowane przez zaufany podmiot – dostawcę tożsamości (obecnie taką rolę pełnią banki), który jednoznacznie potwierdza tożsamość danej osoby. Korzystanie z tej metody uwierzytelnienia, opartej na bankowości internetowej, umożliwia całkowicie zdalną realizację formalności, które dotychczas wymagały osobistego potwierdzenia danych przez klienta.

Wykorzystując Profil Zaufany oraz uwierzytelnienie poprzez mojeID, można np. złożyć wniosek o nowy dowód, składać urzędowe pisma czy sprawdzić stan punktów karnych za mandaty. Potwierdzenie tożsamości z mojeID otwiera dostęp do wszystkich usług publicznych prezentowanych na login.gov.pl, bez konieczności ustanawiania i pamiętania osobnych haseł do poszczególnych systemów czy urzędów, a także do usług komercyjnych.

Z rozwiązania mojeID w roli dostawców usług korzystają PGNiG Obrót Detaliczny, Medicover Polska, PZU, PKO Ubezpieczenia, Nationale Nederlanden, Open Life, Totalizator Sportowy, T-Mobile, Diners Club Polska. Klienci tych podmiotów mogą wykorzystywać mojeID m.in. do rejestracji w serwisach internetowych (umożliwiających dostęp do usług online w ramach serwisu), odzyskiwania haseł, zawierania umów, składania zleceń polecenia zapłaty, rejestracji szkód w ramach umów ubezpieczeniowych oraz innych usług oferowanych przez dostawców w trybie online. Liczba klientów aktywnie korzystających z bankowości internetowej w I kw. 2020 r. wynosiła 19 mln, z czego ponad 9 mln może korzystać ze zdalnego uwierzytelnienia z wykorzystaniem mojeID.

Co przed nami? Już dziś wiele wskazuje na to, że pandemia niestety pozostanie z nami na dłużej. Jesienna druga fala i codzienne rekordy nowych przypadków oznaczają dalsze ograniczenia, jeszcze większe środki ostrożności i kontynuację trendu unikania fizycznego kontaktu. Za tym idzie dalszy rozwój obszarów i technologii, które pozwolą to osiągnąć.

Dobrym przykładem szybkiego wdrożenia rozwiązania w czasie lockdownu było wykorzystanie selfie w procesie identyfikacji klientów przy zakładaniu konta bankowego, ale na tym przecież nie koniec. Zmiany, jakie zaszły w obszarze korzystania z usług, płatności czy form kontaktu są widoczne gołym okiem. Wielu ekspertów jest zgodnych, że procesu cyfryzacji i automatyzacji usług nie da się już zatrzymać.

Niemniej sektor bankowy jeszcze przed rozpoczęciem pandemii w większości był już w dobrej sytuacji do szybkiej adaptacji rozwiązań zdalnych i przejścia w inny tryb funkcjonowania. Nie byłoby to możliwe bez wieloletnich inwestycji w infrastrukturę i dobrą współpracę z dostawcami technologii. W dalszej perspektywie taka transformacja czeka też inne branże, przyspieszając proces cyfryzacji całej gospodarki. Pandemia stała się katalizatorem tego procesu. Wiele rozwiązań stosowanych dziś w bankowości z powodzeniem może być wykorzystywanych w innych branżach. Dużym wyzwaniem w nadchodzącym czasie z pewnością będzie trwałe przejście na pracę zdalną i co za tym idzie, rozwój nowych technologii telekomunikacyjnych, pozwalających zastąpić procesy oparte do tej pory na bezpośrednich interakcjach.

Podobnie dużą rolę będzie odgrywać edukacja, bo wielu rzeczy będziemy po prostu musieli się nauczyć. Jedne dziedziny stracą na znaczeniu, inne będą przeżywać rozkwit. W każdym razie, pandemia przyniesie zmiany. Ich kierunek jest już wyraźnie widoczny, ich zakres i trwałość poznamy z biegiem czasu.

Udostępnij artykuł: