Raport specjalny | Czas na dobrą energię

BANK 2020/11

W nadchodzących trzydziestu latach unijna gospodarka powinna stać się neutralna klimatycznie – przewiduje Europejski Zielony Ład. Perspektywa ta, choć odległa, stanowi wyzwanie dla Polski, z uwagi na uzależnienie produkcji energii elektrycznej od paliw kopalnych. Eksperci mają problem nawet z wyznaczeniem dokładnej daty, po której nasz kraj będzie w stanie spełnić wymagania europejskie.

Dom z panelami słonecznymi i pieniądze
Fot. stock.adobe.com/4th Life Photography

W nadchodzących trzydziestu latach unijna gospodarka powinna stać się neutralna klimatycznie – przewiduje Europejski Zielony Ład. Perspektywa ta, choć odległa, stanowi wyzwanie dla Polski, z uwagi na uzależnienie produkcji energii elektrycznej od paliw kopalnych. Eksperci mają problem nawet z wyznaczeniem dokładnej daty, po której nasz kraj będzie w stanie spełnić wymagania europejskie.

Karol Czajka

Wysoki poziom zanieczyszczeń w wyniku spalania węgla bądź ropy naftowej to nie jedyny powód, dla którego unijne władze zdecydowały się położyć szczególny nacisk na dekarbonizację. Państwa unijne posiadają wszak niewystarczające zasoby paliw kopalnych oraz pierwiastków promieniotwórczych wykorzystywanych w energetyce. W przypadku uranu i gazu ziemnego złoża zlokalizowane na terenie Unii są w stanie zaspokoić zaledwie 2% zapotrzebowania, a zasoby ropy naftowej są w stanie pokryć niespełna jeden procent zużycia. Deficyt kluczowych surowców oznacza istotne uzależnienie od dostawców z państw trzecich, ze szczególnym uwzględnieniem Rosji. W roku 2015 około 27,7% dostaw ropy i 29,4% gazu ziemnego, zużywanego przez państwa członkowskie UE pochodziło właśnie od naszego wschodniego sąsiada. W obliczu nieprzewidywalnej i agresywnej polityki prowadzonej przez władze rosyjskie, czego widomym znakiem jest konflikt na Ukrainie i zajęcie Krymu, utrzymywanie dotychczasowego miksu energetycznego byłoby zatem równoznaczne ze zdaniem się na łaskę i niełaskę Gazpromu.

Unia energetyczna sposobem na niezależność

Punktem zwrotnym w europejskiej polityce energetycznej był program strategiczny dla UE na lata 2014–2019, przyjęty przez Radę Europejską w czerwcu 2014 r. Twórcy dokumentu wskazali potrzebę korekty dotychczasowej polityki wobec niepokojących zjawisk natury politycznej, gospodarczej i środowiskowej.

„Sytuacja geopolityczna, światowa konkurencja w dziedzinie energii oraz skutki zmiany klimatu powodują, że musimy przemyśleć naszą strategię energetyczno-klimatyczną. Nie możemy pozwolić, by Europa była w tak dużym stopniu uzależniona od importu paliw i gazu. Aby w pełni zapanować nad naszą przyszłością energetyczną, chcemy stworzyć unię energetyczną mającą zapewnić przystępną, pewną i zrównoważoną energię” – zapisano w przedłożeniu, wydanym przez Radę Europejską. Szczegółowe założenia unii energetycznej, jej cele oraz propozycje konkretnych działań, znalazły się w ramowej strategii, opublikowanej przez Komisję Europejską 25 lutego 2015 r. Wśród pięciu podstawowych celów dla tego obszaru wskazano m.in. dekarbonizację, transformację w kierunku gospodarki niskoemisyjnej, a także popularyzację oszczędzania energii i efektywności energetycznej.

Działania te mają umożliwić realizację polityki klimatycznej i energetycznej UE, przyjętej przez Radę Europejską w październiku 2014 r., i następnie nowelizowanej przez akty prawne wydawane w kolejnych latach. Priorytetem jest co najmniej czterdziestoprocentowa redukcja emisji gazów cieplarnianych przez gospodarki państw członkowskich do 2030 r., przy równoległym zwiększeniu udziału energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych do 32% w miksie energetycznym Unii i polepszeniu efektywności energetycznej o 32,5%.

Unijne zalecenia zbyt ambitne dla Polski?

Kolejnym etapem wdrażania unii energetycznej jest pakiet „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”, obejmujący osiem nowych dyrektyw i rozporządzeń, regulujących takie obszary, jak struktura rynku energii, zarządzanie tym sektorem gospodarki czy funkcjonowanie wspólnotowego organu nadzorczego. Prace nad tymi regulacjami zostały podjęte z inicjatywy Unii Europejskiej 30 listopada 2016 r., a dwa lata później przepisy weszły w życie. Na mocy rozporządzenia w sprawie zarządzania unią energetyczną, wszystkie kraje członkowskie UE zostały zobowiązane do sporządzenia i przekazania do Komisji Europejskiej, najpóźniej do 31 grudnia 2019 r., krajowych planów na rzecz energii i klimatu, obejmujące lata 2021–2030.

W Polsce prace nad takim dokumentem prowadził międzyresortowy zespół roboczy, koordynowany przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. „Dokument został przyjęty przez Komitet do Spraw Europejskich na posiedzeniu 18 grudnia 2019 r.” – poinformowano na stronie resortu. Plan zakłada m.in. siedmioprocentowe obniżenie emisji gazów cieplarnianych w branżach niepodlegających pod system handlu uprawnieniami do emisji, przy czym jako punkt wyjścia przyjęto stan na rok 2005. Docelowy udział OZE w  polskim miksie energetycznym ma się kształtować na poziomie od 21 do 23%, przy czym warunkiem osiągnięcia tej wyższej wartości miałoby być uzyskanie dodatkowego wsparcia z funduszy unijnych.

Tym samym nasz kraj odrzucił sugestię Brukseli, by cel w tym obszarze wyznaczyć na poziomie 25%. „Zalecane przez Komisję Europejską zwiększenie udziału OZE w finalnym zużyciu energii brutto do 25% w 2030 r. jest zbyt ambitne, biorąc pod uwagę warunkowania krajowe, prognozy rozwoju gospodarki i 204 poszczególnych sektorów, potencjał rozwoju poszczególnych technologii, jak również ewolucyjny proces sprawiedliwej transformacji energetycznej oraz jej społeczno-gospodarczy aspekt” – zaznaczono w załączniku do planu.

Inne zobowiązania przyjęte przez nasz kraj, istotne z punktu widzenia branży energetycznej, to dekarbonizacja produkcji prądu elektrycznego do 56–60% obecnego udziału tego paliwa, czy wzrost efektywności energetycznej o 23% w porównaniu z prognozami PRIMES2007.

Nie wiadomo, kiedy odejdziemy od węgla

Choć zamierzenia rządu przewidują istotne zmiany, jednak pod względem dekarbonizacji Polska w dalszym ciągu zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie. W ubiegłorocznej edycji rankingu Energy Transformation Index, przygotowywanego cyklicznie przez Światowe Forum Ekonomiczne, nasz kraj uplasował się na odległej, siedemdziesiątej piątej pozycji. Także perspektywy na nadchodzące lata nie są optymistyczne. „Polska jako jedyny kraj nie podała planowanej daty osiągnięcia dekarbonizacji” – stwierdzono w raporcie, przygotowanym przez Polski Instytut Ekonomiczny. Eksperci tego ośrodka badawczego wyliczyli, że gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, osiągnięcie neutralności klimatycznej przez Polskę byłoby możliwe w 2056 r., natomiast w przypadku pojawienia się niespodziewanych przeszkód termin ten przesunąłby się o kolejne 11 lat.

Oprócz aspektów środowiskowych i technologicznych należy uwzględniać także uwarunkowania społeczne. Proces przemian powinien nieść ze sobą jak najmniej dotkliwe skutki dla lokalnych społeczności, dla których dotychczasowym źródłem przychodów było górnictwo. Stąd niezbędne jest zaangażowanie w transformację zarówno władz lokalnych, jak i organizacji mieszkańców. Nieodzownym elementem podejmowanych działań powinno być też przekierowanie osób zatrudnionych w przemyśle wydobywczym do innych sektorów gospodarki.

Nawet ów pesymistyczny termin może się okazać trudny do dotrzymania, jeśli władze unijne przyjmą bardziej restrykcyjne zasady redukcji emisji gazów cieplarnianych. Przypomnijmy, że podczas posiedzenia Parlamentu Europejskiego 16 września br. przewodnicząca Komisji Europejskiej ­Ursula von der Leyen apelowała o obniżenie emisji CO2 do roku 2030 o 55%, a nie, jak to wyznaczono w dotychczasowych regulacjach, o 40%. Wsparciem w realizacji tak wyśrubowanych standardów mają być pokaźne środki z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, w kwocie 672,5 mld euro. Aż 37% pieniędzy, przyznawanych państwom członkowskim w ramach tego instrumentu, ma być wykorzystane na politykę klimatyczną, realizowaną w ramach programu Zielony Ład dla Europy, którego istotnym elementem jest właśnie dekarbonizacja.

Ambicją władz wspólnotowych jest wytwarzanie energii elektrycznej w ramach zintegrowanego systemu, bazującego na czystych zasobach, ze szczególnym uwzględnieniem takich źródeł pozyskiwania energii, jak wodór. „Wyznaczyliśmy sobie cel w postaci uruchomienia elektrolizerów, wytwarzających wodór ze źródeł odnawialnych, o mocy co najmniej 6 gigawatów do roku 2024, a następnie ich rozwój aż do 40 gigawatów do roku 2030” – podkreślał Franz Timmermans, wiceprzewodniczący wykonawczy ds. Europejskiego Zielonego Ładu, podczas tegorocznych obrad Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

W procesie przekształcania europejskiej branży energetycznej dostrzega on istotną rolę Polski. „Macie ogromny potencjał dla rozwoju nie tylko pozyskiwania energii z wodoru, ale również produkcji biogazu czy morskiej energetyki wiatrowej” – wskazywał Franz Timmermans.

Dialog z lokalnymi społecznościami niezbędnym warunkiem zmian

Transformacja rynku energii stanowi proces korzystny nie tylko dla środowiska, ale i gospodarek poszczególnych krajów. Czasy, gdy węgiel zaliczany był do najtańszych paliw, skończyły się wraz z minioną dekadą, dziś tę rolę przejęły odnawialne źródła energii. „Tylko w ubiegłym roku zużycie węgla w Europie zmniejszyło się o 25%, co oznacza najszybszy spadek we współczesnej historii – wskazywał Franz Timmermans. Transformacja branży energetycznej i ciepłowniczej oparta na postanowieniach Zielonego Ładu nie sprowadza się tylko do zastąpienia jednej metody wytwarzania prądu inną. Podczas niedawno zakończonej konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energii Wiatrowej Hanna Uhl, dyrektor Departamentu Gospodarki Niskoemisyjnej w Ministerstwie Rozwoju, stwierdziła, iż kształt tego sektora w ciągu nadchodzących kilkunastu lat zmieni się całkowicie. Energetyka stanie się znacznie bardziej rozproszona, a z uwagi na zależność bezemisyjnych form pozyskiwania energii elektrycznej od zewnętrznych czynników pogodowych, pojawi się konieczność magazynowania nadwyżek prądu.

Oprócz aspektów środowiskowych i technologicznych należy uwzględniać także uwarunkowania społeczne. Proces przemian powinien nieść ze sobą jak najmniej dotkliwe skutki dla lokalnych społeczności, dla których dotychczasowym źródłem przychodów było górnictwo. Stąd niezbędne jest zaangażowanie w transformację zarówno władz lokalnych, jak i organizacji mieszkańców. Nieodzownym elementem podejmowanych działań powinno być też przekierowanie osób zatrudnionych w przemyśle wydobywczym do innych sektorów gospodarki. „Owe 100 mld euro to prawie 13% europejskiego budżetu. Środki te mogą zapewnić nowe życie europejskim regionom węglowym, mogą uchronić miejsca pracy nie tylko na nadchodzące lata, ale i dekady” – nadmienił reprezentant KE. To również szansa dla Polski, która jak mało który kraj zmaga się z węglowym dziedzictwem.


Udostępnij artykuł: