Raport specjalny Horyzonty Bankowości 2016: Tania ropa topi banki

BANK 2016/03

Przez drastyczne obniżenie cen surowca w tarapaty finansowe wpadły firmy, które zainwestowały w wydobycie węglowodorów z łupków. A to odbija się na wynikach instytucji kredytujących ich działalność. Największe amerykańskie banki mają problem wart pół biliona dolarów.

Przez drastyczne obniżenie cen surowca w tarapaty finansowe wpadły firmy, które zainwestowały w wydobycie węglowodorów z łupków. A to odbija się na wynikach instytucji kredytujących ich działalność. Największe amerykańskie banki mają problem wart pół biliona dolarów.

Janusz Wesołowski

Opisując problemy banków z branżą łupkową za oceanem, analitycy wskazali, że JP Morgan Chase, Wells Fargo, Citigroup, Bank of America zmuszone zostały do wpisania petropożyczek do strat albo do przeznaczenia części kapitału na pokrycie straty w oczekiwaniu na zwyżkę cen, która pozwoli zadłużonym firmom pospłacać długi.

Zadłużenie producentów ropy w amerykańskich bankach jest szacowane na 500 mld dolarów. Dane mogą być mocno przesadzone albo też zaniżone, bo z największych amerykańskich banków tylko Bank of America ujawnił, jaki udział w jego portfelu mają kredyty udzielone na poszukiwania i eksploatację złóż ropy i gazu ze skał łupkowych. Gigant zdradził, że w jego wypadku jest to 2 proc. Biorąc pod uwagę, że w innych bankach skala zaangażowania jest podobna, oszacowano zadłużenie firm petrochemicznych na pół biliona dolarów.

Inne duże banki podają jedynie informacje o procentowym lub kwotowym wzroście zagrożonych kredytów. Citigroup poskarżył się na początku roku, że ich udział dla branży paliwowej w IV kw. ub. r. wzrósł do 32 proc. Trzeci co do wielkości amerykański bank Wells Fargo zdradził, że wzrost opłat netto zwiększył się z 731 mln do 831 mln dolarów.

JP Morgan Chase zakładał natomiast, że jeśli cena surowca utrzyma się na poziomie 30 dolarów za baryłkę, będzie musiał zwiększyć rezerwy w 2016 r. o 750 mln dolarów. Kilka dni później ceny spadły do 28 dolarów za baryłkę, a eksperci zaczęli snuć scenariusze kolejnych tąpnięć na rynku paliwowym.

Surowiec po kosztach

13 proc. papierów na amerykańskim rynku obligacji wysokodochodowych, którego wartość szacowana jest na 1,3 bln dolarów, znajduje się w rękach przedsiębiorstw z sektora energetycznego. Z danych firmy Dealogic wynika, że w minionych latach zgromadzone długi osiągnęły blisko 435 mld dolarów.

- Jeżeli firmy będą mniej produkowały, nie będą w stanie spłacać swoich długów - mówi Deborah Rogers z Post Carbon Institute. W efekcie z rynku będą musiały wycofywać się kolejne firmy branży energetycznej.

Na początku roku zaczęły pojawiać się kolejne prognozy cen ropy. Dla sektora naftowego jedna gorsza od drugiej. Adam Czerniak z Polityki Insight przyznał, że w tak wysokiej niepewności równie dobrze można założyć, że ropa może kosztować nawet 15 dolarów za baryłkę! - W tej sytuacji część producentów ropy będzie zmuszona do zaprzestania produkcji, co przełoży się na spadek podaży i wzrost cen w okolice 50 dolarów - wyjaśnił ekspert.

Jego zdaniem, sytuacja na rynku surowcowym, zwłaszcza na rynku ropy naftowej, opiera się w tej chwili na samych niewiadomych. 15 dolarów to przeciętny koszt, po jakim ropę naftową mogą wydobywać kraje położone w Zatoce Perskiej - Arabia Saudyjska, Iran czy Katar.

Koszty wydobycia ropy naftowej, jakie ponoszą inne kraje, są już znacznie wyższe. W przypadku Wenezueli czy Ekwadoru jest to już ok. 20 dolarów za baryłkę. Natomiast dla Stanów Zjednoczonych, czyli największego producenta ropy na świecie, przeciętny koszt szacowany jest na ponad 50 dolarów.

Koniec pompowania?

W końcu doszło do tego, co musiało się stać. W połowie lutego najwięksi producenci (Arabia Saudyjska, Katar, Rosja i Wenezuela) usiedli w Doha do stołu, by zaradzić kolejnym spadkom cen ropy.

Arabia Saudyjska i Rosja produkują codziennie prawie 20 mln baryłek surowca - to ponad 20 proc. całej dziennej produkcji światowej. Członkowie OPEC codziennie wypuszczają na rynek 33 mln baryłek, czyli jedną trzecią światowego wydobycia. Nic dziwnego, że na wieść o spotkaniu w katarskiej stolicy ceny wzrosły o 4 proc., a potem o kolejne 2 proc. Jednak po ogłoszeniu porozumienia w piętnaście minut spadły o prawie 5 proc.

Potentaci, zamiast ograniczenia wydobycia, ustalili bowiem, że utrzymają je na poziomie z 11 stycznia 2016 r. I to pod warunkiem, że zgodzą się na to inni producenci surowca.

To, czy umowę tę da się zrealizować, zależy od planów innych producentów ropy. Iran niedawno zapowiedział, że w następnych miesiącach ma zamiar znacznie zwiększyć wydobycie. Irak poinformował, że będzie popierał każdą propozycję, która spowoduje podwyżkę cen ropy.

Minister wydobycia ropy naftowej Arabii Saudyjskiej Ali al-Naimi zapowiedział, że w nadchodzących miesiącach będzie się badać, jakie następne kroki podjąć, by doprowadzić do stabilizacji rynku. Do tej pory Rijad przeciwny był zmniejszeniu wydobycia, ponieważ za wszelką cenę chciał bronić swoich udziałów na rynku, prowadząc walkę na ceny z firmami amerykańskimi oraz państwowymi naftowymi gigantami z Rosji.

Początkowo nie było jasne, jak wysoki był poziom wydobycia państw OPEC w styczniu. W dotychczasowych scenariuszach rosyjskie ministerstwo gospodarki zakładało mniejsze wydobycie w tym roku. Rekordowo niskie ceny ropy wywołały zmasowany spadek kursu rosyjskiego rubla w stosunku do dolara i euro i przyczyniły się do ciężkiego kryzysu gospodarczego w Rosji. Jak szacuje urząd statystyczny, siła gospodarki rosyjskiej w roku 2015 w porównaniu z poprzednim zmalała o 3,7 proc.

Ostatni dzwonek dla Kremla

Jak bardzo ceny ropy są ważne dla Rosji, świadczy ostatni raport tamtejszego ministerstwa finansów. Federację czeka 15 lat zastoju, jeśli nie będzie przeprowadzać reform i nie wzrosną ceny ropy naftowej - wynika z jednego z wariantów rozwoju rosyjskiej gospodarki.

W zachowawczym wariancie prognozy cena ropy naftowej do roku 2030 utrzyma się na poziomie 40 dolarów za baryłkę. W tym wypadku gospodarka Rosji będzie rosła o 1-1,3 proc. rocznie. Zdaniem autorów raportu do przezwyciężenia obecnego dwuletniego spadku, Rosji będzie trzeba czterech lat. Ministerstwo zakłada, że w 2016 r. gospodarka skurczy się jeszcze o 0,8 proc., a w roku 2017 powróci wzrost i do 2020 r. realna wielkość PKB osiągnie poziom z roku 2014 W latach 2014-2030 gospodarka wzrośnie o 13 proc., czyli o tyle co w latach 2011-2013. Realne zarobki osiągną poziom z 2014 r. dopiero w roku 2025. Tyle czasu zajmie przezwyciężanie 13-procentowego spadku w latach 2015-2016.

Cytowany przez "Wiedomosti" przedstawiciel rosyjskiego ministerstwa finansów podkreśla, że tak wygląda scenariusz rozwoju gospodarki bez reform strukturalnych. - Są też inne, które uważamy za właściwsze dla Rosji i które są związane z realizacją reform - powiedział rozmówca dziennika i zaznaczył, że długoterminowej oficjalnej prognozy obecnie nie ma.Dziennik przypomina, że poprzednią prognozę rozwoju gospodarczego Rosji do 2030 r. zatwierdzono w roku 2013, a jej wariant pesymistyczny zakładał krótkotrwałe obniżenie cen ropy naftowej do 80 dolarów za baryłkę w latach 2015-2016. W wariancie podstawowym ropa miała droplżeć i jej cena w latach 2013-2030 miała wynosić średnio 124 dolary za baryłkę. Rok później ceny ropy zaczęły gwałtownie spadać, a na Rosję nałożono sankcje.

Za kluczowy warunek poprawy sytuacji ministerstwo finansów Rosji uważa zmiany strukturalne w gospodarce, zwłaszcza podniesienie wskaźnika stopy wzrostu poprzez wydajność pracy wyprzedzającą wzrost wynagrodzeń, co w rezultacie zwiększy udział inwestycji w PKB.

- Jeśli zaś nic się nie zmieni, w tym w strukturze budżetu, to scenariusz długotrwałej stagnacji może się ziścić - uważa przedstawiciel resortu finansów. Być może zostanie zrealizowany wtedy wariant, który pozwoli gospodarce rozwijać się w tempie 2-3 proc. rocznie, ale będzie to okupione przeprowadzeniem bardzo bolesnych dla społeczeństwa reform, w tym masowych zwolnień pracowników urzędów, instytucji i firm budżetowych.

Naftowy kryzys

Od połowy 2014 r. cena ropy naftowej spadła o prawie 70 proc. Jedna baryłka (159 litrów) ropy Brent kosztuje ok. 35 dolarów. Jest to najniższy poziom od ponad 10 lat.

Jeszcze kilka lat temu ekonomiści wskazywali, że dziesięcioprocentowy spadek cen ropy pobudza wzrost PKB o 0,1-0,5 proc. Ale w ciągu ostatnich 18 miesięcy jej wartość skurczyła się o 75 proc. - ze 110 do 27 dolarów za baryłkę i wielkiego przełożenia na wzrost gospodarczy USA nie było. Za to firmy muszą zamykać odwierty i zwalniać pracowników. Kryzys w sektorze naftowym zaczynają odczuwać przedsiębiorstwa budowlane i transportowe, ale nie rozlewa się on na inne branże. Wręcz przeciwnie - Teksas, który wydawałoby się jest uzależniony od przemysłu naftowego, notuje dynamiczny rozwój w innych dziedzinach (rozrywka, turystyka, nowe technologie).

Spadki cen ropy odbijają się na amerykańskich giełdach. Indeks S&P 500, w którym udział firm sektora energetycznego jest bardzo duży, stracił w ciągu pierwszych tygodni 2016 r. 10 proc. Nic dziwnego, z danych Deloitte wynika, że 175 z 500 firm powiązanych z przemysłem naftowym grozi upadłość. Ich zadłużenie wynosi ponad 150 mld dolarów i ze względu na obniżające się kursy akcji nie są one w stanie dostać środków na podwyższenie kapitału. Co więcej, niskie ceny ropy powodują, że inflacja jest na bardzo niskim poziomie, a to przekreśla nadzieję na planowaną za oceanem na ten rok jednopunktową podwyżkę stóp procentowych. A uwikłane w kredyty łupkowe banki tracą w ten sposób dodatkowo.

 

Udostpnij artyku: