Redaktor Naczelny Miesięcznika Finansowego BANK: Grzech zaniechania

BANK 2017/02

Warszawska afera reprywatyzacyjna ma wiele bolesnych aspektów. Wszyscy mówią o prawnych przekrętach, ale łatwo zapominają o bardzo negatywnej roli kasty polityków w utrudnianiu procesów reprywatyzacyjnych. Partie lewicowe latami mówiły o „niesprawiedliwości” zwrotu majątku byłym właścicielom, skoro po wojnie „cały naród podniósł z ruin miasta i fabryki”.

imageStanisław Brzeg-Wieluński
Redaktor naczelny

 Prawica wspomagała procesy zwrotu mienia praktycznie tylko dla Kościoła katolickiego i innych związków religijnych, ale z tych samych powodów co SDRP, SLD, PSL nie wspierała reprywatyzacji. Bała się „głosu ludu”, lekceważąc święte prawo własności, co dziwi w przypadku „prawicy”. Warto przypomnieć, że ostatni optymalny finansowy projekt ogólnopolskiej ustawy reprywatyzacyjnej został skierowany do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Efekt znamy: Polska jest jedynym krajem byłego RWPG, w którym do dziś nie rozwiązano tego problemu. Duże miasta wielokrotnie prosiły parlamentarzystów o stosowną ustawę (tak robiła np. obecna prezydent Warszawy). Ale nie było na to ani woli politycznej, ani wsparcia ze strony społeczeństwa przestraszonego wizją „oddawania kamienic i ziemi”. W tej sytuacji do gry włączyło się lobby prawnicze z widocznymi dziś negatywnymi konsekwencjami.

To zdumiewające, że politycy naprawdę wierzyli w „samooczyszczenie środowiska prawniczego po PRL”. Nie tylko ono nie nastąpiło, ale wręcz ostentacyjnie w imię „niezawisłości sędziowskiej” wielu z ich przedstawicieli robiło wiele rzeczy wbrew obowiązującemu porządkowi prawnemu, zdrowemu rozsądkowi i poczuciu przyzwoitości. Już w maju br. komisja sejmowa ds. reprywatyzacji niczym XVIII-wieczne trybunały ludowe, będzie próbowała wyjaśnić, co się stało. Ale ponieważ prawo jest wciąż ułomne, nawet najbardziej słuszne politycznie deklaracje i inicjatywy legislacyjne będzie trudno przekuć w czyn. Czyli spowodować cofnięcie decyzji o przyznaniu nieruchomości i uznanie praw do lokali byłych mieszkańców reprywatyzowanych kamienic. Znając sposób postępowania polskiego wymiaru sprawiedliwości, można przyjąć za pewnik, że przyjmie on postawę na przeczekanie. Nie będzie to zbyt trudne, bo zagmatwane i nieprecyzyjne przepisy prawne dają dużo obejść, otwartych formuł, aby przeczekać kolejne trzy lata władzy PiS. W najgorszej sytuacji będą byli lokatorzy: miasto nie da im mieszkań socjalnych, bo od lat ich nie ma, po upadku projektów TBS-ów. Wiele decyzji dotyczących reprywatyzacji będzie bardzo trudno cofnąć, bo gros z nich jest zgodnych z bardzo ułomnym, ale jednak prawem.

Wielu Polaków zrozumiało już, że elity polityczne przez lata uciekały od decyzji i odpowiedzialności za ich los przez wzmocnienie państwa także w wymiarze sprawiedliwości. W imię liberalnych haseł o państwie jako „stróżu nocnym” nie robiły nic, aby naprawić działalność sądów. To dlatego dziś populiści z obu obozów władzy tak łatwo sterują nastrojami opinii publicznej. W przypadku PiS to efekt wprowadzania hurtowo w iście ekspresowym tempie dość rewolucyjnych rozwiązań ustrojowych. Ale PiS robi to w tak mało finezyjny sposób, że konfliktuje się praktycznie z wszystkimi: od mediów, firm z kategorii MŚP, eurokratów po lobby prawnicze. PO i PSL udają, że nie rozumieją, dlaczego osiem lat ich rządów jest oceniane negatywnie przez wiele środowisk. Nie widzą dwukrotnie powiększonego długu publicznego, nacjonalizacji OFE, ciągłego chowania pod dywan afer: hazardowej, Amber Gold, reprywatyzacyjnej. Przed nami kolejne odsłony tego dramatu, który dzieli Polaków w poprzek ich rodzin, przyjaciół – dziś skala wzajemnych negatywnych emocji jest największa od roku 1989. Oby zupełnie realne zewnętrze zagrożenia nie zmusiły obu stron do zakopania, choćby na jakiś czas, wojennych toporów.

Udostępnij artykuł: