Repolonizacja ante portas

Polecamy

I może się stać: będziemy mieli jeden prawie państwowy bank – PKO BP – i prawie państwową grupę bankowo-ubezpieczeniową. PZU jest coraz bliższe kupienia Banku Pekao. Razem z Alior Bankiem (właśnie przejmuje część BPH) i – może – Raiffeisenem stworzy potężną siłę. W Polsce. A może nie tylko?

Z ostatnich doniesień wynika, że konsorcjum PZU i Polskiego Funduszu Rozwoju ma kupić w transzach 30-33 proc. akcji Pekao. Sprzedający – UniCredit – ma ich obecnie 40,1 proc. Gdyby te informacje potwierdziły się, w rękach Włochów pozostałoby 7 proc. akcji. Pytanie – dlaczego? Odpowiedzi nasuwają się dwie. Jedna, dość oczywista, to taka, że wprawdzie dogadano się co do ceny, ale przeważyły argumenty UniCredit i Polaków po prostu nie było stać na cały pakiet. Być może dokupią go później.

Drugą wymyśliłem sam i podoba mi się bardziej. Otóż nasi negocjatorzy zgodzili się na proponowaną przez Włochów cenę, rozmawiając właśnie o pakiecie do 33 proc. akcji. I powiedzieli: OK, dajemy wam ile chcecie, ale pod jednym warunkiem. Zostajecie nadal udziałowcem Pekao i jego klienci nadal mogą bezpłatnie korzystać z waszych bankomatów wszędzie tam, gdzie jesteście obecni. A z tych siedmiu procent to przecież jakaś dywidenda na pewno będzie. Byłoby sympatycznie, prawda?

Niestety, jakoś niespecjalnie chce mi się wierzyć w taką dbałość o klientów polskiego banku ze strony naszych negocjatorów i dobrą wolę Włochów. Zapewne przeważyły jednak kwestie finansowe. W ich szczegółach tkwi – jak zwykle – diabeł i on jeden dokładnie wie, co ustalono.

Natomiast wyobraźmy sobie teraz sytuację następującą: przejmujący obecnie część BPH Alior Bank dostaje jeszcze do przejęcia Bank Pekao. Obawiam się totalnego chaosu w obsłudze klientów, warstwie informacyjnej i informatycznej. A teraz do tego wszystkiego dodajmy – rzecz potencjalnie możliwa – przejęcie Raiffeisena. To oczywiście wersja już bardziej z powieści financial-fiction, ale jakiś procent prawdopodobieństwa ma. Obawiam się, że ta wersja repolonizacji zakończyłaby się tak, że Alexis Zorba mógłby po raz kolejny zakrzyknąć: szefie, jaka piękna katastrofa!

Przemysław Szubański

Udostępnij artykuł: