RODO: Totalna inwigilacja i manipulowanie ludźmi

Blogi / Bogdan Koblański

Od kilku tygodni słyszymy, czytamy i oglądamy najprzeróżniejsze informacje o tzw. RODO. Zainteresowałem się tym zagadnieniem, nie tyle co do jego opiewanej w mediach doniosłości, ale formuły ogłupiania milionów ludzi. Mamy bowiem do czynienia z największym oszustwem socjotechnicznym w dziejach.

Rzecz dotyczy rzekomego „przetwarzania i ochrony danych osobowych”, a dokładniej: ujednolicenia zasad przepływu wszelkich informacji pozwalających na zidentyfikowanie konkretnej osoby w relacjach pomiędzy tą osobą a „innymi podmiotami”. Ale czym dokładnie są dane osobowe i ich przetwarzanie? No właśnie!

Brukselski bełkot prawny

„Od 25 maja 2018 przy przetwarzaniu danych osobowych należy stosować przepisy Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i ich swobodnym przepływem” – informowało Ministerstwo Cyfryzacji wykonującego zalecenia UE. Ale z czym, tak naprawdę, mamy do czynienia? Z wielotygodniowych doniesień medialnych wyciągnąłem jedno spostrzeżenie – NIGDY i NIGDZIE nie cytuje się tam dokładnego adresu polskiej ustawy implementującej RODO do naszego systemu prawnego. Dlaczego? Bo nikogo nie interesuje jej dokładne przeczytanie i zrozumienie. A przecież od tego powinniśmy zacząć.

Niestety, wszyscy zadowalamy się informacjami przetworzonymi przez najróżniejszych „specjalistów”, którzy już teraz – w swych komentarzach do RODO – okazali się pokoleniem „kopiuj-wklej”. Brukselski bełkot-nakaz zawiera wiele sformułowanych i ogólnikowych zapisów, które nakazują ich stosowanie firmom, a tak naprawdę, ich informatykom. Do dziś nie rozumiem, dlaczego żaden z nich nie drze twarzy na temat RODO i roboty, jaką mu to rozporządzenie przysporzyło? Od dziś zarzucam informatykom, że dbają tylko o chronienie swej wiedzy i zarabianie na niej. Losy milionów internautów ich nie interesują.

Lektura tego rozporządzenia to także przykre doświadczenie dla prawników. Pełno tam odniesień, ogólników, sformułowań o „rozsądnych działaniach”, Mamy za to kompletny brak wyjaśnienia sztandarowej definicji tego bubla prawnego – terminu od którego wszystko bierze początek i który spędza sen z powiek każdemu normalnemu przedsiębiorcy – sformułowania „przetwarzanie danych osobowych”. W życiu nie wiedziałem czegoś podobnego: przepis o randze międzynarodowego aktu prawnego bez zdefiniowania jego podstawowej tezy. To możliwe tylko w umysłach brukselskich urzędników.

Totalna inwigilacja

RODO usankcjonowało prawnie totalną kontrolę każdej osoby fizycznej. Sformułowanie o „bezpieczeństwie przetwarzania danych osobowych” oznacza, tak naprawdę, pozyskiwanie, gromadzenie, przechowywanie i wykorzystywanie każdego śladu naszej obecności w każdej sferze prywatnej oraz publicznej telekomunikacji: Internetu, telefonii komórkowej i stacjonarnej, telewizji satelitarnej, cyfrowej i kablowej, kamer ulicznych, wszelkiego rodzaju monitoringu, bankomatów, zakupów kartą płatniczą, zakupów na odległość itd. Itp.

Co gorsza, z okazji wejścia RODO w życie wyszło na jaw, że każda nasza obecność w przestrzeni telekomunikacyjnej inicjuje „przetwarzanie” nie tylko naszej aktywności, ale i aktywności naszego otoczenia. Przykład: otrzymałem z telewizji kablowej, której jestem abonentem (telefon stacjonarny, Internet, TV) oficjalną informacje o RODO, a w niej komunikat, że firma ta będzie przetwarzać (i znowu: co to oznacza?):

TV – kiedy, jak długo i jak często oglądam konkretne programy TV, programy na You Tube, filmy na Netflix itd. itd ,

Telefon – do kogo i jak często dzwonię, jak długo rozmawiam – firma odnotuje numer telefonu mojego rozmówcy (urządzenia końcowego) i jego dane osobowe,

Internet – z kim wymieniam mejle, jego domena, ile, jak długo i z jakiego komunikatora korzystałem w kontakcie z moim rozmówcą, jakie jest IP jego „urządzenia końcowego” itd.

płatność kartą płatniczą – gdzie i co kupiłem, jakie mam preferencje zakupowe (płyty, książki, alkohol, AGD, bilety kolejowe (dokąd) itp.

To tylko pierwsze z brzegu przykłady zastosowania RODO. Szaleństwo to można by mnożyć bez końca. A nie dam głowy, czy Bruksela nie wymyśli, aby – póki co – wyłączoną z RODO sferę państwową nie „ubogacić” o inne zapisy. Oto, od 2019 r. wejdzie w Polsce w życie tzw, elektroniczna recepta. Wiadomo będzie kto i na co choruje i czy można mu udzielić np. bankowego kredytu. Agencja Rozwoju Rynku Rolnego już teraz wprowadza komputerowe składanie wniosków o dopłaty dla rolników (na co, kiedy, ile), Urzędy Skarbowe i składane przez Internet PIT-37 – toż to totalna informacja o źródłach i wysokości naszych dochodów. Że to niby Orwell? A dacie gwarancję, że nie? Już dzisiaj, znając numer Księgi Wieczystej (co nie jest szczególnie trudne) mogę dowiedzieć się czy moi nowi sąsiedzi są właścicielami segmentu, w jakim banku wzięli kredyt na zakup tej nieruchomości, w jakiej wysokości, czy jest ona zadłużona, ile mają lat, czy są małżeństwem, rodzeństwem lub konkubinatem itp.

Totalna manipulacja ludźmi

Jest jednak jeszcze gorzej. RODO to prawne usankcjonowanie sposobów na „profilowanie treści jakich ci dostarczamy w celu zaspokojenia Twoich oczekiwań”. No, to w obszarze telekomunikacji mamy to „profilowanie” aż w nadmiarze. Wejdźcie na You Tube i wpiszcie „placki ziemniaczane”. Macie całą serię wyświetleń filmików o plackach. To niewinne – z pozoru – działanie. A wpiszcie nazwę jakiejś partii politycznej, zespołu muzycznego czy klubu piłkarskiego. Ukaże się szereg wyświetleń ich zwolenników, przeciwników oraz ich poglądów. A te wszystkie fake newsy podrzucane nam jako treści profilowane. To przecież manipulowanie opinią publiczną. Że nie ma to nic wspólnego z RODO? A właśnie, że ma, bo miast chronić nasze adresy zezwala np. portalowi internetowemu na przekazywanie naszych danych osobowych „podmiotom z nim współdziałających”. Wejdźcie np. w zakładkę RODO na wp.pl. Ileż takich firm mają oni we współpracy! I dlatego gadanie, że żaden telemarketer do nas nie zadzwoni to kpina. Zadzwoni, bo już oficjalnie dostał nasze namiary od administratora danych osobowych np. od jakiegoś portalu czy internetowej księgarni, na których strony weszliśmy.

Istotą RODO, pod pozorem ochrony danych osobowych, jest manipulowanie opiniami ludzi także przez blokowanie dostępu do informacji. Każdemu, kto ma mi teraz za złe te słowa przypominam  wyciek 87 mln danych użytkowników Facebooka do, upadłej już z tego powodu, amerykańskiej firmy Cambridge Analityca świadczącej usługi politykom poprzez profilowanie treści pojawiających się na kontach. W rezultacie tej afery, po przesłuchaniach w USA i Parlamencie Europejskim szef fejsa – Mark Zuckerberg już zaczął blokować niektóre informacje. Przykład? Przed irlandzkim referendum na temat aborcji 25 maja br. Facebook zaczął blokować materiały organizacji „pro-life” żeby „nie wpływać na wyniki głosowania”!

W Chinach, już teraz, specjalne algorytmy wyłapują i blokują w SMS-ach słowa, które w określonym kontekście mogą zostać uznane za wywrotowe np. demokracja, protest, Tienanmen. Od 2015 roku zamknięto tam 13 tys. stron internetowych i zlikwidowano 10 mln kont w mediach społecznościowych. Inaczej, choć z podobnymi rezultatami ma się sytuacja w Rosji.

Nikt nic nie wie

Na razie mamy w Polsce kompletny chaos. Unijne rozporządzenie nie definiuje bowiem w żaden sposób technicznych zasad ochrony danych osobowych i formy kontaktowania się obywatela nie wyrażającego zgody na przetwarzanie informacji o nim. Mnożą się zatem spekulacje a nawet dowcipy na ten temat. Czy ten blog mogę rozesłać jednym mejlem z wpisanymi adresami 100 odbiorców, czy do każdego z nich oddzielnie, po uprzednim zapytaniu go o zgodę? Czy urządzając koledze w pracy przyjęcie z okazji przejścia na emeryturę powinniśmy najpierw zapytać go, czy się na to zgadza? Czy z sąsiadami z naszego piętra możemy zrzucić się po parę złotych aby starszej pani, także naszej sąsiadce, spłacić jej zadłużenie z tytułu czynszu. Albo kupić jej ciśnieniomierz?

Na razie racje mają Ci, którzy twierdzą, że część przepisów RODO pozostanie martwa ze względu na ich nieprecyzyjność. Dlatego postanowiłem zaproponować własną ustawę o ochronie danych osobowych. Ma ona tylko 5 artykułów. Oto jej tekst:

Ustawa o ochronie danych osobowych z dnia ……2018 r.

Art. 1

Dane osobowe to wszelkie informacje pozwalające na zidentyfikowanie osoby fizycznej.

Art. 2

Dane osobowe osoby fizycznej powierzone innej osobie fizycznej albo podmiotowi nie będącym osobą fizyczną nie mogą być przetwarzane.

Art 3.

Za przetwarzanie danych osobowych uważa się jakiekolwiek działanie wykraczające poza wykorzystanie tych danych do celu w jakim zostały one przekazane innej osobie fizycznej albo podmiotowi nie będącym osobą fizyczną.

Art. 4

Za działania wykraczające poza wykorzystanie danych osobowych w celu, w jakim zostały przekazane uważa się wszelkie skutki tych działań.

Art. 5

Każdorazowe naruszenie zasad określonych w niniejszej ustawie podlega karze grzywny w wysokości 10.000 zł.

I tyle.

Bogdan Koblański

Udostępnij artykuł: