Ropa napędza bessę

Finanse i gospodarka

Trudno znaleźć inny czynnik powodujący w środę wyprzedaż akcji na Wall Street, niż taniejąca wciąż ropa. Mocnej przecenie ulegały jednak już nie tylko spółki najbardziej zależne od jej notowań, ale także JP Morgan, Goldman Sachs, Cisco czy Walt Disney. A impet, z jakim zniżkują ceny ropy sugeruje, że 60 dolarów za baryłkę nie będzie żadną przeszkodą dla niedźwiedzi.

Ten jeszcze do niedawna abstrakcyjny poziom, po przekraczających 3 proc. wczorajszych spadkach znalazł się już na wyciągnięcie ręki. Z kolei sięgające 1,5-1,6 proc. spadki Dow Jones’a i S&P500 to już także nie żarty. Tym bardziej, że ze świecą trzeba było szukać akcji firm nie tracących na wartości. Spośród składowych S&P500 na plusie zdołała się utrzymać niecała trzydziestka, a z trzydziestki składającej się na Dow Jones’a ocalała tylko Nike. Ale nawet mając taką patronkę, nie można być pewnym jutra.

Tym bardziej nie mogą być go pewne spółki z naszego kontynentu i posiadacze ich walorów. Wygląda na to, że tylko w Paryżu przeczuwali, co się święci i sprzedawali wczoraj prawie wszystko, spychając indeks o 0,8 proc. w dół. Najbardziej nielubianymi okazały się walory Airbusa, które przeceniono o ponad 10 proc. To raczej nie przypadek, bo na Wall Street w czołówce znalazły się taniejące o prawie 4 proc. papiery Boeinga.

DAX spadku uniknął, więc pewnie będzie dziś nadrabiał tę zaległość. Co ciekawe, podobnie jak w Nowym Jorku, we Frankfurcie także sporo traciły największe banki. Adidas nie wzorował się na Nike i też zniżkował. Zastanawiająca jest również postawa walorów europejskich telekomów. Akcje Deutsche Telekom w ciągu dwóch dni straciły prawie 6 proc. Od ubiegłego piątku o niemal 7 proc. w dół poszły papiery Orange. Akcje “naszego” Orange od 2 grudnia także potaniały o prawie 7 proc., docierając do poziomu z października ubiegłego roku i wygląda na to, że wsparcia będą szukały jeszcze niżej. A mówi się, że telekomy są dobre na przeczekanie bessy. Patrząc na szerokość i zróżnicowanie spadkowego grona, lepiej trudne chwile spędzić chyba poza rynkiem.

W Warszawie wczoraj o szczęściu mogli mówić jedynie nieliczni inwestorzy. Należeli do nich między innymi posiadacze akcji PGE, czy Ciechu, poprzestając tylko na większych spółkach. Z branżowego punktu widzenia przed stratami uchronił się WIG Media, w tym dzięki TVN i Cyfrowemu Polsatowi, ale gwarancji na powtórkę dziś nie ma. Sytuacja głównych indeksów nie wygląda zachęcająco, a dziś pewnie będzie wyglądała jeszcze gorzej. W przypadku WIG20 na horyzoncie pojawia się 2350 punktów jako poziom obrony.

Poranek przynosi co prawda niewielkie zwyżki na rynku surowców, ale niczego to nie zmienia. Na giełdach azjatyckich dominują niedźwiedzie, ale skala ich przewagi nie jest przytłaczjąca. Po fatalnych danych o spadku zamówień na sprzęt, maszyny i urządzenia aż o 6,4 proc., Nikkei zniżkował o 0,9 proc. W Chinach sytuacja zróżnicowana. Shanghai Composite zniżkował o 0,5 proc., ale jego odpowiednik w Shenzen szedł o 0,2 proc. w górę. Kontrakty na amerykańskie indeksy rosły rano o 0,2 proc., a to odreagowanie przekładało się na równie niewielkie zwyżki pochodnych na DAX-a i CAC40.

Dziś czekają nas jeszcze ważne dane o inflacji w Niemczech, wystąpienie Mario Draghiego oraz informacja o sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych.

Roman Przasnyski,
analityk niezależny

Udostępnij artykuł: