RPP w sytuacji nie do pozazdroszczenia; jaka podwyżka czeka kredytobiorców?

Gospodarka / Komentarze ekspertów

Rada Polityki Pieniężnej ogłosi w czwartek decyzję o kolejnym podniesieniu poziomu stóp procentowych. Najistotniejsza wydaje się skala podwyżki. Zbyt mała skaże złotego, który już jest niemal rekordowo słaby wobec głównych walut, na kolejne straty. Za duża dobije polskich kredytobiorców i może przyczynić się do jeszcze gwałtowniejszego hamowania gospodarki. Analityk Cinkciarz.pl spodziewa się trzeciego z rzędu ruchu o 75 pkt bazowych.

Bartosz Sawicki, Cinkciarz.pl
Bartosz Sawicki. Źródło: Cinkciarz.pl

Rada Polityki Pieniężnej ogłosi w czwartek decyzję o kolejnym podniesieniu poziomu stóp procentowych. Najistotniejsza wydaje się skala podwyżki. Zbyt mała skaże złotego, który już jest niemal rekordowo słaby wobec głównych walut, na kolejne straty. Za duża dobije polskich kredytobiorców i może przyczynić się do jeszcze gwałtowniejszego hamowania gospodarki. Analityk Cinkciarz.pl spodziewa się trzeciego z rzędu ruchu o 75 pkt bazowych.

– Dojdzie do dziesiątej z rzędu podwyżki stóp procentowych. Właściwie tylko tyle możemy przyjąć za pewnik przed czwartkowym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej – wyjaśnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Strach przed recesją i słabnąca konsumpcja zmniejszają ryzyko, że inflacja utrwali się na bardzo wysokim poziomie. Oznacza to, że do zapanowania nad cenami nie będą potrzebne dwucyfrowe stopy procentowe i może wystarczyć podwyżka o mniejszej skali niż w dwóch poprzednich miesiącach, kiedy stopy rosły po 75 pkt bazowych.

Jednocześnie decyzja będzie podejmowana w momencie, gdy rynki finansowe znajdują się w oku cyklonu, co na ciężką próbę wystawia złotego. To, co mogłoby spowodować, że kredytobiorcom spadnie kamień z serca, dolałoby oliwy do ognia wyprzedaży polskiej waluty – dodaje.

Czytaj także: Ebury: zbliżamy się do końca podwyżek stóp procentowych w Polsce >>>

Między młotem recesji a kowadłem inflacji ze słabością złotego w tle

Na starcie nowego kwartału inwestorom głęboko w oczy zagląda widmo ogólnoświatowej recesji. Jej ryzyko jest szczególnie wysokie na Starym Kontynencie, gdzie wraz z podbiciem cen gazu z wielką mocą przypominają o sobie zagrożenia związane z kryzysem energetycznym. 

W strach przed ostrym hamowaniem wzrostu gospodarczego wpisuje się seria danych z Polski. Wskazuje ona, że koniunktura wytraciła impet. Gwałtownemu pogorszeniu się perspektyw towarzyszy wciąż rekordowa inflacja. W czerwcu ceny konsumenckie rosły nad Wisłą w najwyższym tempie od ćwierćwiecza, ich dynamika osiągnęła 15,6 proc. rok do roku. Inflacja bazowa, z wyłączeniem cen energii i żywności, cechowana przez swoistą bezwładność przekracza 9,0 proc. rok do roku. 

– Jest przy tym zdecydowanie za wcześnie, by postawić wiarygodną diagnozę, że presja cenowa osiągnęła swoje maksima i będzie w kolejnych miesiącach wygasać. Sprawia to, że na czwartkowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej staje przed szczególnie trudnym zadaniem. Można powiedzieć, że władze monetarne znalazły się między młotem recesji a kowadłem inflacji – określa analityk Cinkciarz.pl.

Cykl, który podwoił raty kredytów hipotecznych

Rada Polityki Pieniężnej w październiku 2021 r. rozpoczęła cykl podnoszenia stóp procentowych i dokonała podwyżki już na dziewięciu kolejnych posiedzeniach. Tempo zacieśniania zostało zintensyfikowane w odpowiedzi na agresję Rosji na Ukrainę. Wojna za naszą wschodnią granicą – poprzez skokowy wzrost cen paliw i żywności – dolała oliwy do ognia już wcześniej silnej presji cenowej. W II kw. b.r. stopy zostały wywindowane łącznie  aż o 2,5 pkt proc. i są na poziomie 6 proc.

Dotychczasowe podwyżki i perspektywa ich kontynuacji przełożyły się na szybowanie trzymiesięcznych i półrocznych stawek WIBOR, w oparciu o które obliczane są raty kredytów, z poziomów ok. 0,25 proc. przed rokiem do powyżej 7 proc. obecnie. Oznacza to, że raty niektórych kredytów hipotecznych w tym czasie mogły się podwoić. Dla przykładowego, nowego zobowiązania o wartości 400 tys. zł zaciągniętego na 30 lat, zanim RPP weszła w cykl zacieśniania, rata wynosiła ok. 1 600 zł. Obecnie mogłaby ocierać się nawet o 3 500 zł. 

WIBOR z wyprzedzeniem uwzględnia przyszłe ruchy władz monetarnych, co skutkuje bardziej płaskim przebiegiem jego wzrostowej trajektorii (ścieżki). Dla przykładu: w kwietniu stawka trzymiesięczna podbiła o niemal 130 pkt bazowych, w maju wzrosła o niecałe 100 pkt bazowych, a w ostatnim miesiącu podniosła się o mniej więcej 50 pkt bazowych.

Zapowiedź końca podwyżek

– Całkiem niedawno realne wydawały się obawy, że koszt pieniądza w Polsce może osiągać wartości dwucyfrowe. Dziś prawdopodobieństwo, że stopy przekroczą 10 proc., wydaje się zmniejszać. W poprzednich dwóch miesiącach stopy podnoszono o 75 punktów bazowych i w czwartek spodziewamy się powtórzenia takiego ruchu. W obliczu hamowania gospodarki powinna to być ostatnia tak mocna podwyżka. W minionych dniach wyraźnie wzrosło prawdopodobieństwo, że RPP może zdecydować się na skromniejszy ruch, o 50 pkt bazowych, lub dokonać ostrego dostosowania finalizującego cykl. Oznacza to, że pole do dalszego podnoszenia się rat kredytów może być już zawężone – szacuje Bartosz Sawicki.

Zła informacja jest taka, że nie wynika to z opanowania inflacji, ale ze znacznego pogorszenia perspektyw gospodarki. W tym roku PKB Polski powinno wzrosnąć o około 4,5 proc. Na pierwszy rzut oka jest to dobry wynik, lecz przy potężnym impecie koniunktury w pierwszym kwartale (tempo wzrostu wyniosło 8,5 proc. rok do roku) oznacza on widmo technicznej recesji, czyli dwóch kolejnych kwartałów kurczenia się gospodarki z rzędu. Co więcej, dynamika PKB w przyszłym roku pozostanie bardzo niska, może nie przekroczyć 2 proc. Taki scenariusz powinien znaleźć odzwierciedlenie w nowej projekcji Narodowego Banku Polskiego, a członkowie RPP będą podejmować decyzję w oparciu o jej treść.

Słaby złoty importuje większą inflację

Kolejnym czynnikiem, który wpłynie na ruch NBP, jest kondycja złotego. Władze monetarne wyraziły w tym roku jednoznaczną preferencję, by spadające kursy walut pomogły w walce z inflacją poprzez zbijanie cen importowanych towarów ze szczególnym uwzględnieniem cen surowców. Tymczasem polska waluta znów znalazła się w tarapatach. Strach przed recesją wywołuje tsunami na rynkach finansowych, co wypycha kurs EUR/PLN ponad 4,75.

– Oznacza to, że euro podrożało w miesiąc o blisko 20 groszy i kosztuje najwięcej od końcówki marca. Za dolara płacimy dziś ponad 4,60 zł, czyli więcej nawet niż po napaści Rosji na Ukrainę, a notowania franka zbliżają się do 4,80 zł. Istnieje ryzyko, że zbyt łagodna podwyżka stóp procentowych w Polsce lub ogłoszenie końca cyklu pogłębiają osłabienie złotego, a tego władze z pewnością chciałyby uniknąć – wskazuje analityk Cinkciarz.pl.

Źródło: Cinkciarz.pl
Udostępnij artykuł: