Rynek Finansowy. Gospodarka: Gospodarka Polski i Europy – najbliższe pięć lat

BANK 2019/09

Fot. Adrian/stock.adobe.com

Analizując sytuację gospodarczą Unii Europejskiej w perspektywie kolejnych pięciu lat, można podejmować próby oceny kondycji, w jakiej gospodarka krajowa i polska bankowość będą się rozwijać na europejskim tle. Główne wskaźniki ekonomiczne, takie jak poziom inflacji, bezrobocie czy też wartość PKB pozwalają nakreślić możliwe scenariusze i kierunki rozwoju poszczególnych krajów europejskich.

Jak co roku we wrześniu Związek Banków Polskich prezentuje zbiorczy materiał, będący podsumowaniem i opisujący prognozy odnoszące się do poszczególnych europejskich gospodarek. Przytaczamy fragment raportu „Polska i Europa – wyzwania i ograniczenia”, który prognozuje przyszłe pięć lat rozwoju gospodarczego Polski i Europy.

Wzrost PKB we wszystkich gospodarkach

Ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego optymistycznie postrzegają kolejne pięć lat rozwoju gospodarczego w Europie i Polsce. Choć widoczne jest ochłodzenie nastrojów analityków, a średnia dla UE wynosi zaledwie 2,2%, to prognozy we wszystkich krajach wskazują na dalszy nieprzerwany wzrost PKB (patrz wykres 1.). Polska w dalszym ciągu znajdować się będzie w czołówce krajów z najwyższym wzrostem PKB, chociaż sama prognoza obniżyła się o 0,1 pkt. proc. w porównaniu do ubiegłorocznego zestawienia. Wolniejszy wzrost przewidywany jest także w Holandii, Rumunii czy na Litwie. Wolno rosnąć będą rozwinięte gospodarki krajów Europy Zachodniej, tj. Francji (1,5%), Belgii(1,4%), Wielkiej Brytanii (1,5%) czy Niemiec (1,3%). Należy zwrócić szczególną uwagę, iż wynik naszego zachodniego sąsiada to drugi najgorszy rezultat w całej UE, co niewątpliwie może być bardzo złym prognostykiem dla polskiej gospodarki – pierwszym tego sygnałem jest niski wskaźnik PMI. Najwolniejszy wzrost poziomu PKB odnotowany ma być we Włoszech i ma on wynieść zaledwie 0,6%.

Inflacja – Polska wśród krajów o najwyższym wzroście cen

Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują jednoznacznie – w ciągu najbliższych pięciu lat Polska z kraju o najniższym poziomie inflacji, stanie się państwem, gdzie ceny będą wzrastały szybciej niż w reszcie krajów UE (średnia w Europie 2,0% – patrz wykres 2.). Obecne prognozy do 2024 r. wskazują w Polsce na wzrost cen o 2,1%. Podobny poziom inflacji obserwowany będzie u naszych południowych sąsiadów – Czechów i Słowaków. Największy wzrost cen, bo aż 3%, przewidywany jest na Węgrzech, a najniższy we Włoszech – 1,3%. Warto jednak zwrócić uwagę, że już obecnie w Polsce wśród niektórych produktów wskaźniki inflacji są zdecydowanie niepokojące. Obserwowany jest wyraźny wzrost cen m.in. żywności.

 

Bilans handlowy – USA i Chiny główni partnerzy UE

W opinii analityków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ogólnie dostrzeganą tendencją w Europie będzie znacząco szybszy wzrost importu niż eksportu (patrz wykres 3.). Zjawisko to ma dotyczyć także Polski, gdzie bilans handlowy w perspektywie najbliższych pięciu lat ma się systematycznie zmniejszać (średnio o -0,4% co roku), a jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego już jest on ujemny. Szacunki urzędu wskazują bowiem, iż w 2018 r. Polska wyeksportowała towary o wartości 940,4 mld zł, sprowadzając w tym samym czasie produkty za 961,8 mld zł.

Według Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych krajem, z którego Polacy importują, ale także do którego eksportują najwięcej dóbr i usług, są Niemcy – wartość eksportu przekracza 264 mld zł, a importu 215 mld zł. Najmniej korzystne saldo handlowe mamy z Chinami, gdzie różnica ta wynosi ponad 100 mld zł.

Coraz większymi importerami w najbliższym czasie mają stać się kraje bałtyckie, w szczególności Łotwa i Estonia, a także kraje naszego regionu, takie jak Węgry czy Bułgaria. Większym wzrostem eksportu nad importem poszczycić się będzie mogło wyłącznie 6 krajów UE – Malta, Hiszpania, Grecja, Słowacja, Austria i Finlandia. Średnia dla wszystkich krajów wspólnoty wyniesie -0,4%. Według danych opracowywanych przez Komisję Europejską największymi partnerami handlowymi dla Unii Europejskiej są USA i Chiny. Obywatele Europy najwięcej importują z Chin (ponad 394 mld euro w 2018 r.), a najwięcej eksportują do USA (ponad 400 mld euro w ub.r.). Wśród innych ważnych partnerów handlowych znajdują się Rosja, Szwajcaria, Norwegia oraz Turcja.

Rynek pracy

Oczekiwania ekonomistów w stosunku do bezrobocia w UE wskazują na dalszy spadek jego poziomu – w większości krajów Starego Kontynentu wskaźnik ten ma się znacząco obniżyć (patrz wykres 4.). Niezwykle korzystnie kształtują się także prognozy rynku pracy dla Polski w perspektywie pięciu najbliższych lat. Zgodnie z oczekiwaniami analityków w 2024 r. nasz kraj dołączy do ścisłej czołówki państw o najniższym poziomie bezrobocia. Na przestrzeni następnych pięciu lat średni jego poziom ma wynieść ok. 3,5%. Jest to wynik jedynie o 0,2 pkt. proc. wyższy niż w Niemczech i taki sam, jak w wysoce rozwiniętej gospodarczo Holandii. Warto jednakże zauważyć, iż tak niski poziom bezrobocia może oznaczać rzeczywisty niedobór wykwalifikowanych pracowników, co w długim okresie może stanowić istotną barierę rozwoju polskiej gospodarki. Ta tendencja w dłuższej perspektywie może mieć negatywne konsekwencje związane z brakiem rąk do pracy.

Poziom zadłużenia przekraczający unijną średnią

Według prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego w perspektywie następnych pięciu lat w Polsce w dalszym ciągu obniżać się będzie stosunek długu publicznego w relacji do PKB. W latach 2019–2024 ma on wynieść 44,7% PKB. (patrz  wykres 5.). Warto jednak zauważyć, iż spadek ten nie jest tak znaczący, jak w innych krajach Europy – dla przykładu w ciągu następnych pięciu lat średni dług w Niemczech będzie wynosił niewiele ponad 33,3% (spadek o 16 pkt. proc. w porównaniu do perspektywy 2013–2018), a Holandii niespełna 38% (we wcześniejszym okresie było to 50,5%). Ponadto, pomimo braku szacunków dla niektórych krajów UE, należy zwrócić uwagę, iż średni poziom długu publicznego ma obniżyć się o ponad 10 pkt. proc. i ma wynieść 44,6%. W rezultacie Polska po raz pierwszy w historii członkostwa w UE odnotowałaby poziom zadłużenia przekraczający unijną średnią.

W perspektywie zwiększonych transferów socjalnych konieczne jest ich takie rozłożenie, aby w długim okresie nie wpływały one niekorzystnie na rozwój gospodarki. Trzymanie dyscypliny budżetowej, w szczególności w okresie dynamicznego wzrostu, pozwala na przygotowanie finansów kraju na czasy spadku koniunktury. Takie działania obserwujemy obecnie w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie dyscyplina finansowa jest jednym z priorytetów planowania budżetu kraju.

Europejska bankowość a kredytowanie gospodarki

Polska, pod względem wartości udzielonych kredytów, w dalszym ciągu plasuje się w połowie stawki, która w porównaniu do zeszłego roku uległa jedynie kosmetycznym zmianom. W ciągu całego 2018 r. polskie instytucje finansowe udzieliły kredytów o wartości przekraczającej 321 mld euro, co oznacza wzrost o 20 mld euro w porównaniu do roku wcześniejszego (patrz wykres 6.). Największy przyrost obserwowany był we Francji, gdzie w 2018 r. tamtejsze instytucje finansowe udzieliły kredytów o wartości niespełna 500 mld euro większej niż rok wcześniej. Najmniej kredytów udzielono na Malcie i Łotwie – akcja kredytowa tamtejszych instytucji finansowych nie przekroczyła 20 mld euro.

Europejski sektor bankowy charakteryzuje się dużym zróżnicowaniem pod względem jakości portfela kredytowego, który mierzony jest głównie procentowym udziałem kredytów spłacanych nieregularnie w ogóle wszystkich. Najwyższym poziomem zagrożonych kredytów wciąż charakteryzuje się grecki system bankowy, gdzie mimo spadku o 3 pkt. proc. w porównaniu do ubiegłego roku, wciąż odsetek kredytów nieregularnych przekracza 40%. Pozostałe kraje, gdzie wskaźnik ten jest dwucyfrowy, to Cypr (21,8%) oraz Portugalia (11,3%).Wynik ten jest zdecydowanie lepszy niż przed rokiem, gdzie takich państw było osiem. Większość krajów starego kontynentu w ciągu ostatniego roku poprawiła jakość portfela kredytowego, o czym świadczyć może znaczący spadek średniej unijnej z 4,4% do 3,3%. Tym bardziej niepokoić może fakt, iż w Polsce wskaźnik ten w ciągu ostatniego roku wzrósł o 0,5 pkt. proc., do poziomu 6,5%. Jest to niemalże dwukrotność średniej unijnej. Krajami charakteryzującymi się najlepszą jakością portfela są: Szwecja i Wielka Brytania (po 1,2%), Finlandia (1,1%) oraz Luksemburg (0,9%).

Oszczędności – niskie depozyty w Polsce

Pod względem wartości zgromadzonych depozytów wciąż dominują Niemcy, w portfelach których znajduje się już ponad 4857 mld euro – niespełna o 100 mld euro więcej niż w ubiegłorocznym zestawieniu. Niewiele mniej na swoich rachunkach bankowych posiadają Francuzi, którzy w ciągu roku o połowę zmniejszyli dystans do Niemców, notując tym samym wzrost wartości depozytów o około 350 mld euro (patrz wykres 7.). Tym samym te dwa kraje wyraźnie zaczęły uciekać trzeciej w zestawieniu Wielkiej Brytanii, która powiększyła wartość depozytów o 30 mld euro. Wpływ na to ma z pewnością niepewność co do brexitu i przenoszenie części operacji przez instytucje finansowe z Londynu do Paryża i Frankfurtu.

Polska plasuje się w środku zestawienia z wartością depozytów wynoszącą 316,5 mld euro – jest to o niespełna 20 mld euro więcej niż przed rokiem. Tym samym nasz kraj wyprzedziła Irlandię, której depozyty w przeciągu roku zwiększyły się zaledwie o 1,3 mld euro. Stawkę zamykają niewielkie kraje bałtyckie – Estonia i Łotwa, których wartość zgromadzonych na rachunkach bankowych środków nie przekracza 20 mld euro.

Wskaźnika rentowność krajowego sektora bankowego niepokojąco spada

W tegorocznym zestawieniu aż siedem europejskich sektorów bankowych odnotowało wartość ROE, czyli wskaźnika rentowność od kapitału własnego, przekraczającą 10%. Na czele, kolejny rok z rzędu, znajdują się instytucje węgierskie, których średnie ROE wynosi 14,6%. Tuż za nimi plasuje się Rumunia, w której wartość tego wskaźnika w porównaniu do ubiegłorocznego zestawienia wzrosła o około 2% i wynosi obecnie 13,6%. Średnia wartość ROE wewnątrz Unii Europejskiej plasuje się na poziomie 6,1%, co oznacza wzrost o 0,5 pkt. proc. w porównaniu do zeszłorocznego zestawienia. Polski sektor bankowy – choć charakteryzuje się wskaźnikiem wyższym niż przeciętnie w Europie (obecnie 7% – patrz wykres 8.) – wciąż znajduje się w ogonie europejskich sektorów bankowych. W tym roku jedynie Grecja osiągnęła niewielką, ujemną wartość wskaźnika (- 0,3%), co sprawia, iż różnica między najwyższym a najniższym ROE jest o niespełna połowę mniejsza niż w ubiegłym roku – obecnie jest to zaledwie 15%. Świadczyć to może o coraz to większej synergii europejskiego sektora bankowego.

To będzie trudne pięć lat

Analiza wskaźników makro i mikroekonomicznych w dłuższej perspektywie nie napawa optymizmem. Pozostajemy europejskim „średniakiem”, a w wielu obszarach plasujemy się poniżej średniej, i to pomimo wysokiego tempa wzrostu, jaki odnotowuje nasza gospodarka. Wiele wskazuje na to, że nie do końca dobrze wykorzystujemy okres dynamicznego rozwoju. Rentowność polskiej bankowości, choć nieco powyżej europejskiej średniej, pozostawia wiele do życzenia. Przeregulowaliśmy sektor bankowy i obłożyliśmy nadmiernymi obciążeniami, co skutkuje ograniczeniem kapitałów własnych tak niezbędnych dla dynamicznie rozwijającej się gospodarki. Banki większość nadwyżek przeznaczają na obciążenia, a nie na wzmacnianie kapitałowe, które stanowi zasilanie kredytowe dla gospodarki.

Dodatkowo w okresie bardzo niskiego bezrobocia za mało jest bodźców pobudzających oszczędzanie. Polacy wciąż mało oszczędzają na cele mieszkaniowe, edukacyjne, zdrowotne i emerytalne. A przecież jesteśmy społeczeństwem na dorobku, które stawia na edukację, oczekuje coraz lepszej (czytaj droższej ) służby zdrowia. Jesteśmy też społeczeństwem starzejącym się, co przy braku oszczędności i niewydolnym systemie emerytalnym w perspektywie lat skutkować może pogorszeniem warunków życia. Również poziom inflacji pozostawia wiele do życzenia. Dziś całe pokolenie młodych Polaków nie pamięta już drogich kredytów konsumpcyjnych czy mieszkaniowych, a przecież nie zawsze tak było. Tani kredyt dziś, nie oznacza taniego kredytu jutro, a złowieszczy pomruk wzrostu inflacji już się pojawił. Dlatego już teraz trzeba temu zjawisku przeciwdziałać. Miliony Polaków kupiło mieszkania na kredyt i oczekuje, że raty w złotówkach będą niskie i nie będą rosnąć. Te oczekiwania w wielu obszarach przypominają to, na co liczyli niegdyś frankowicze, którzy sądzili, że zaciągając kredyty w CHF, zawsze będą się cieszyć tanim frankiem, co nie do końca się spełniło.

Osobnym zagadnieniem pozostaje, wydaje się, nadmierny, co widać z perspektywy czasu, transfer socjalny. Nie kwestionując pożytecznych rozwiązań systemowych, które w wielu obszarach poprawiły znacząco komfort życia Polaków i pobudziły konsumpcję, warto już dziś zastanowić się nad dylematem, czy poziom transferu nie jest nadmierny. W toku kampanii politycznych dobrze jest wsłuchać się w głos ekonomistów, którzy krytycznie oceniali kiedyś nadmierny liberalizm i wiarę w niewidzialną rękę rynku, a dziś wskazują, że poziom obciążeń budżetowych z tytułu różnego typu przelewów o charakterze socjalnym przekracza dopuszczalne granice. Pamiętać musimy, że wybory kiedyś się skończą, a zaciągnięte zobowiązania przyjdzie realizować przez wiele lat, również w warunkach złej koniunktury i niskiego PKB. Decyzje o obniżce podatków, zwolnieniach podatkowych, transferach socjalnych podejmuje się bardzo łatwo. Decyzje o cięciach i podwyżkach podatków są zawsze bolesne, a społeczny gniew ogromny, dlatego warto zawczasu dokonać samoograniczenia.

Udostępnij artykuł: