Rynek Finansowy. Gospodarka i Polityka: Od samych zapowiedzi inwestycji nie przybędzie

BANK 2019/11

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Kalickim z Katedry Bankowości, Ubezpieczeń i Ryzyka Akademii Leona Koźmińskiego, rozmawiali Przemysław Barbrich i Jan Osiecki.

Patrzy pan na gospodarkę niemiecką z punktu widzenia osoby, która całe lata pozostawała w strukturach wielkiego niemieckiego banku. Z tej racji zasób pana wiedzy jest większy niż u wielu polskich ekonomistów…

– …na pewno czytam więcej analiz i informacji…

…pojawiają się sygnały, że gospodarka niemiecka zwalnia, a to w konsekwencji przełoży się na recesję w Polsce. Proszę spróbować przewidzieć, co to oznacza dla nowej władzy w Polsce?

– Fundusz walutowy, który robi pewne prognozy dotyczące stanu gospodarki, widzi w Niemczech spadek wzrostu PKB. To jednak jeszcze nie oznacza, że dojdzie do recesji, choć na pewno nastąpi dużo wolniejszy wzrost.

Politycy mówią, że to będzie okazja, żeby pod względem gospodarczym dogonić Niemcy…

– Warto, aby najpierw popatrzyli, jak sprawa kształtuje się pod względem dochodu na głowę mieszkańca. Otóż 2% w Niemczech oznaczało mniej więcej wzrost o 2% od 30 tys. euro na głowę mieszkańca – czyli o 600 euro. Tymczasem polskie 4% od 15 tys. euro na głowę też daje 600 euro. Inaczej mówiąc – nie można się zachwycać jedynie tempem wzrostu, ale trzeba też spojrzeć, jaki jest dochód na głowę mieszkańca i w jakim tempie on rośnie.

Jeśli zatem chcemy doganiać gospodarkę niemiecką, to trzeba czegoś znacznie więcej niż tylko podwojenie tempa wzrostu naszego zachodniego sąsiada.

To jest możliwe?

– Faktem jest, że ostatnie dane dotycząc indeksu PMI są dosyć niskie, w okolicach 45 punktów. To wskazuje, że Niemcy wchodzą w znaczące spowolnienie gospodarcze, ale to jeszcze nie oznacza, że nie będzie wzrostu gospodarczego na poziomie1,4–1,5% PKB.

Raz udało nam się obronić przed kryzysem, wszyscy na około mieli problemy, my byliśmy zieloną wyspą. Może rządzący polską gospodarką myślą, że nic nie trzeba robić, bo jakoś to będzie?

– Jest bardzo wiele wskaźników, które pokazują, że wchodzimy w okres problemów. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że innowacyjność polskiej gospodarki jest bardzo niska. Wydatki na innowacje to zaledwie jeden procent PKB, a to oznacza, że co najmniej 30 krajów wyprzedza Polskę pod tym względem.

To naprawdę tak duży problem?

– Jeśli nie będą rosły inwestycje innowacyjne, które zmieniają strukturę i jakość kapitału produkcyjnego, to będziemy mieli problem zarówno z handlem zagranicznym, jak i z konkurencyjnością produkcji. Tak więc jest to bardzo duże wyzwanie.

Pan mówi to bardzo dyplomatycznie, więc zapytam wprost. Samą konsumpcją tego nie nadrobimy?

– Nie, taką politykę można prowadzić przez krótki czas, dwa–trzy lata.

A może cztery albo osiem?

– Cztery jeszcze może tak. Ale nie więcej, bo jeżeli udział inwestycji w PKB wynosi 18%, a w wielu krajach azjatyckich sięga 30%, to oznacza, że oni przekuwają cały kapitał produkcyjny na o wiele nowszy i wydajny. W konsekwencji my będziemy mieli problem, aby utrzymać dotychczasowy poziom dochodu na głowę mieszkańca. Ale to nie wszystko. Kolejny problem dotyczy polityki w stosunku do sektora bankowego.

Jak to może wpłynąć na naszą gospodarkę?

– Jeżeli rzeczywiście mają być zrealizowane wszystkie zamierzenia inwestycyjne, które zapowiadali politycy w czasie wyborów, to sektor bankowy musi mieć o wiele więcej oszczędności, i to długoterminowych, na finansowanie tego. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że spowalnia przyrost oszczędności w sektorze bankowym i jest to bardzo niebezpieczny trend. Do tego dochodzi ujemna realna stopa procentowa, co powoduje, że coraz większe zasoby utrzymywane są w gotówce albo na rachunkach a’vista, bo ludzie są już przygotowani do szybkiego przeznaczenia tych środków na zakupy. A jeśli pieniądz zacznie wylewać się na zbyt dużą skalę, to wpłynie to natychmiast na poziom inflacji. Mamy przed sobą trudną ścieżkę, jeśli chodzi o politykę pieniężną.

Dane pokazują, że niestety część kapitału – szczególnie krótkoterminowego – wychodzi z polskich papierów wartościowych i odpływa za granicę. A to oznacza, że jako kraj mamy już pewien problem z wiarygodnością.

– Nie jest on jeszcze bardzo wysoki, ale jak się popatrzy na bezpośrednie inwestycje zagraniczne, to widać trend spadkowy, co nie jest dobrym sygnałem dla gospodarki. Ale jeśli do tego inwestorzy krajowi również boją się ryzyka i nie inwestują, to w efekcie PKB będzie spadać. Politycy powinni pamiętać, że od samych zapowiedzi, bez zmiany polityki gospodarczej i zapewnienia biznesowi odpowiednich narzędzi, inwestycji nie przybędzie…

Udostępnij artykuł: