Rynek Finansowy: Loża Komentatorów – marzec 2017

BANK 2017/03

Loża komentatorów

Jaki wpływ na sektor bankowy i gospodarkę będzie miało wprowadzenie proponowanych zmian ustawowych o kredytach konsumpcyjnych?

imageKrzysztof Kluza
Szkoła Główna Handlowa

Pojawiło się sporo publikacji nieprecyzyjnie wyliczających wprowadzane limity kosztów. Wyjaśnijmy zatem, co oznacza propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości z perspektywy rzeczywistej stopy procentowej (RRSO). Obecne oprocentowanie pożyczek to maksymalnie 20% w skali roku. Zmianie ulegnie ograniczenie kosztów pozaodsetkowych. Dla jednomiesięcznej pożyczki, najbardziej popularnej, będzie to maksymalnie 10,8%. Łącznie przekłada się to na limit ponad 300% RRSO. Dla półrocznej pożyczki limit kosztów to 15%, co łącznie oznacza ok. 100% RRSO – i to w czasach oprocentowania depozytów ok. 2%.

Przestrzeń, jaką pozostawia propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, jest wciąż duża. W gospodarce nie ma tak rentownych inwestycji, aby zaciąganie takiego długu było opłacalne. W najlepiej pojętym interesie gospodarstw domowych jest, aby ten rynek regulować i ograniczać koszty tych instrumentów, podobnie jak to się stało z wieloma agresywnymi i ryzykownymi produktami finansowymi. Wyzwaniem będzie to, jak wprowadzić te zmiany bez rozwoju szarej strefy pośrednictwa. Tu znaczącą rolę może odegrać sektor bankowy. Duża skala działania i istniejąca infrastruktura umożliwiają stworzenie nisko kosztowych rozwiązań od strony operacyjnej. Problemem pozostaje ryzyko kredytowe. Dalsze regulowanie tych instrumentów będzie pośrednio korzystne dla sektora bankowego i SKOK-ów. Skłoni bowiem część osób do poszukiwania bardziej cywilizowanych instrumentów finansowych, które prawidłowo realizują funkcję pośrednictwa finansowego. W dłuższym okresie gospodarka, a także budżet tylko na tym skorzystają.

image

Ignacy Morawski
ekonomista, założyciel i dyrektor portalu SpotData

Zaostrzenie regulacji dotyczących działania firm pożyczkowych budzi wiele kontrowersji, ponieważ według przedstawicieli branży może wyeliminować większość nich z rynku. Czy zatem regulacja wycinająca w pień połowę legalnie działających firm ma sens?

Duży odsetek klientów zaciągających zobowiązania na spłatę długów sugeruje, że są to osoby będące w spirali długów. Co jednak da ustanowienie maksymalnych limitów kosztów pożyczek, które uniemożliwią aktywność wielu firm pożyczkowych? Fakt, że część osób przejdzie do szarej strefy to nie najważniejszy argument przeciw. Ważniejsze jest, że regulacje powinny być wprowadzane tylko w takim zakresie, w jakim są konieczne do osiągnięcia określonego celu. W tym przypadku nie są ani konieczne, ani wystarczające. Koszt pożyczki nie jest kluczowym elementem wpędzającym ludzi w spiralę zadłużenia. Natomiast koszt pożyczki ustawiony poniżej kosztów stałych i kosztów ryzyka wyeliminuje dużą część firm z rynku. Przy czym mogą na nim pozostać podmioty zagraniczne, ze względu na niższe koszty finansowania i lepsze zaplecze analityczne. Przejściowy wpływ regulacji na konsumpcję szacunkowo ograniczy się do 0,1–0,2 pkt. proc. PKB, zaś wpływ na stopę bezrobocia zamknie się w granicach 0,1 pkt. proc. Wartości te nie wywrą wrażenia tak na rządzących, jak i opinii publicznej. Istotne są za to koszty niepewności regulacyjnej. Wprowadzenie regulacji bez konsultacji z branżą i dogłębnych analiz, przy sprzeciwie ważnych instytucji publicznych (NBP), to praktyka, która w długim okresie odbije się negatywnie na skłonności inwestorów do podejmowania ryzyka.

image

Jarosław Janecki
główny ekonomistaw Société Générale Polska

Ministerstwo Sprawiedliwości w ramach walki z lichwą zaproponowało ustawowe rozwiązanie mające na celu administracyjne wprowadzenie parametrów ograniczających koszty pożyczek. Zamiar słuszny, ale można mieć wątpliwości, czy nie pojawią się negatywne efekty tej ustawy. Resort sprawiedliwości znacznie ogranicza maksymalną prowizję od udzielonych pożyczek. Łączne koszty pozaodsetkowe będą mogły stanowić maksymalnie 75% wartości kredytu wobec dzisiejszych 100%. Z czym powinniśmy się liczyć? Po pierwsze, nie jest wykluczone, że będziemy mieli do czynienia z pojawieniem się problemów wśród legalnie funkcjonujących instytucji pożyczkowych. Ewentualny ich upadek może oznaczać mniejsze wpływy do budżetu, jednak zapowiadana skala – około 1,5 mld zł (liczba podawana przez Związek Firm Pożyczkowych) jest dyskusyjna, ponieważ nie możemy wykluczyć pojawiania się metod obchodzenia ustawowych ograniczeń. Tuż po publikacji pierwszego projektu ustawy zaczęły się pojawiać spekulacje odnośnie możliwości oferowania przez niektóre instytucje pożyczkowe drogich pożyczek w ramach kart kredytowych. Po drugie, jest prawdopodobne, że wyraźne ograniczanie dozwolonych kosztów pożyczek wpłynie na poszerzanie się szarej strefy oraz w części może ograniczyć konsumpcji (z punktu widzenia całej gospodarki nie powinno to jednak stanowić dużego zagrożenia). Wreszcie po trzecie, jest mało prawdopodobne, aby ustawa antylichwiarska wpłynęła na wzrost liczby klientów bankowych, ponieważ w przypadku klientów instytucji pożyczkowych mówimy o zupełnie innym segmencie konsumentów.

image

Marta Petka-Zagajewska
kierownik Zespołu Analiz Makroekonomicznych, PKO Bank Polski

Biorąc pod uwagę istotną rolę segmentu firm pożyczkowych dla części usług finansowych i gospodarstw domowych (według BIK 25-proc. udział w segmencie kredytów niskokwotowych), próba dalszego uregulowania ich działalności jest uzasadniona. Ograniczanie kosztów obsługi zaciąganego przez gospodarstwa domowe zadłużenia występuje także w innych krajach i jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę wciąż niski poziom edukacji ekonomicznej klientów, czy próbę minimalizowania ryzyka wpadnięcia w spiralę zadłużenia. Nowe regulacje odnoszą się do strony podażowej. Zmiany, które doprowadzą do ograniczenia podaży (część transakcji stanie się dla firm pożyczkowych – uwzględniając wszystkie koszty, w tym głównie koszty ryzyka – zwyczajnie nieopłacalna), nie wpływają na popyt. Im silniejsze będzie ograniczenie podaży, tym większe ryzyko, że istotna część popytu będzie zaspokajana poza regulowanym rynkiem finansowym, na warunkach jeszcze bardziej niekorzystnych dla klientów. Po drugie, od wprowadzonych w 2016 r. zmian istotnie ograniczających maksymalne koszty, jakie generować może kredyt konsumencki, nie minął nawet rok. To utrudnia ocenę ich skutków, która byłaby cenną wskazówką przy definiowaniu potencjalnych efektów proponowanych regulacji. Firmy pożyczkowe swą działalność finansują nie tylko środkami własnymi, ale także kredytami bankowymi lub emisją obligacji. Skumulowane w czasie zmiany znacząco pogarszające warunki ich funkcjonowania mogą rykoszetem uderzyć w ich wierzycieli, którzy nie prowadzą działalności parabankowej. Regulacja tego sektora wymaga więc poszukiwania złotego środka.

image

Andrzej Reterski
prezes Domu Finansowego QS

8 grudnia 2016 r. polski rynek finansowy został zelektryzowany pomysłem nowej regulacji, który wypłynął z Ministerstwa Sprawiedliwości, ale dotyka nie tylko zapisów kodeksu karnego, lecz również kodeksu cywilnego i ustawy o kredycie konsumenckim. Najbardziej kontrowersyjny stał się zapis dotyczący maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu/pożyczki. Trudno stwierdzić, jaką metodą Ministerstwo Sprawiedliwości wyliczyło proponowany limit, bez wątpienia jednak jego wprowadzenie doprowadziłoby do zagłady całego sektora firm pożyczkowych, mocno wstrząsnęłoby sektorem pośrednictwa kredytowego i uszczupliło dochody banków oraz SKOK-ów. Wszystkie analizy ekspertów branżowych zgodnie szacują, że firmy pożyczkowe, które po wdrożeniu Rekomendacji T stanowią jedyne wsparcie potrzeb konsumpcyjnych najsłabiej uposażonej części społeczeństwa, musiałyby zaprzestać swojej działalności. Oznacza to, że trzy–cztery miliony osób straciłoby jedyną ofertę finansowania swoich potrzeb. Nastąpiłby istotny spadek konsumpcji i w konsekwencji musiałoby się to odbić na dynamice polskiego PKB. Spadek konsumpcji to również niższe wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku VAT. Upadek sektora pożyczkowego spowoduje także obniżenie wpływów z tytułu ZUS (25 tys. osób utraci pracę), CIT i podatku bankowego. Łącznie można szacować, że budżet państwa straci ok. 2,2 mld zł. Wszystko to w sytuacji szeroko zakrojonych rządowych projektów społecznych (jak np. program Rodzina 500+). Rodzi się więc pytanie, czy Ministerstwo Sprawiedliwości prawidłowo oszacowało skutki proponowanych przez siebie zmian ustawowych?

image

Dariusz Winek
dyrektor zarządzający Pionem Strategii i Ekologii BOŚ Banku

Proponowane zmiany ustawowe dotyczące kredytów konsumpcyjnych starają się uprościć praktyki lichwiarskie, sprowadzając definicję lichwy do nadmiernie wysokich kosztów obsługi pożyczki. Chodzi o ustalenie ceny maksymalnej, istotnie nieprzekraczającej „ceny sprawiedliwej” za ryzyko udzielenia pożyczki. Proponowane maksymalne pozaodsetkowe koszty kredytu przewidujące nie więcej niż 10% kwoty kredytu plus 10% kwoty za każdy rok trwania umowy, a także całkowitą sumę kosztów limitowaną do 75% pożyczanej kwoty, dość istotnie zaostrzają przepisy w tym zakresie w stosunku do stanu obecnego i nie zawsze są adekwatne do wyceny kosztu ryzyka. Zmienią też znacząco sytuację na rynku kredytów konsumpcyjnych. Nie wydaje się, aby z tego tytułu upadły firmy pożyczkowe, czy istotnie pogorszyły się portfele kredytowe banków. Rentowność działalności pożyczkowej, zwłaszcza małych instytucji, spadnie, a ich rozwój zostanie silnie ograniczony. Wpływ na wielkość konsumpcji nie jest natomiast jednoznaczny, bo część osób zostanie zapewne wykluczona z rynku (dla których cena nie pokryje kosztów ryzyka), ale część będzie mogła przy niższej cenie zaciągnąć wyższe kredyty. Przy czym dla wyrównania warunków konkurencji pomiędzy różnymi typami pożyczkodawców w segmencie osób korzystających z tego typu produktów odpowiednie – i podobnie brzmiące – zapisy mają dotyczyć firm pożyczkowych, SKOK-ów i banków. Ograniczenie ustawowe marż na kredytach konsumenckich w bankach, może prowadzić do wzrostu marż na innych produktach, w tym na depozytach, co w momencie rosnącej inflacji może mieć coraz większe znaczenie.


Opracował: J. Grobicki

Prezentowane wypowiedzi to prywatne opinie ich autorów, nie wyrażają zatem stanowiska żadnej z instytucji, z którymi są oni związani zawodowo.

Udostępnij artykuł: