Rynek finansowy: Realna alternatywa dla banków?

BANK 2015/03

Od kilku lat rozwój sektora sharing economy, w tym finansowania peer-to-peer, budzi duże zainteresowanie. Czy ma szansę stać się znaczącym elementem rynku finansowego?

Od kilku lat rozwój sektora sharing economy, w tym finansowania peer-to-peer, budzi duże zainteresowanie. Czy ma szansę stać się znaczącym elementem rynku finansowego?

Bohdan Szafrański

Od kilku lat w internecie działają i tworzone są nowe serwisy ułatwiające użytkownikom dzielenie się różnymi dobrami i zarabianie na tym. Jeśli chcemy gdzieś pojechać, możemy np. skorzystać z taksówki, ale nie jest wykluczone, że w to samo miejsce udaje się również ktoś z sąsiedztwa swoim samochodem. Jeśli przez serwis internetowy uda się nam to uzgodnić, to będziemy podróżować taniej, dzieląc się kosztami.

Sukcesy i wątpliwości

W sektorze sharing economy odniesiono na świecie wiele spektakularnych sukcesów. Przykładem serwis Airbnb, założony w sierpniu 2008 r. w San Francisco, rynek społeczności służący publikowaniu ofert i rezerwowaniu miejsc pobytu na całym świecie. Nie chciały w niego inwestować nawet kapitały podwyższonego ryzyka, a dziś średnio 425 tys. osób na świecie korzysta z oferowanych w nim miejsc noclegowych. Firma jest wyceniana na 13 mld dolarów, czyli zaledwie o połowę mniej niż mająca już 96 lat sieć Hilton Worldwide. Z kolei Uber, twórca aplikacji mobilnej Uber, która służy do zamawiania usług transportu samochodowego poprzez kojarzenie pasażerów z kierowcami korzystającymi z aplikacji, jest szacowana na 41,2 mld dolarów i jest jedną ze 150 największych firm na świecie, większą niż Delta, FedEx lub Viacom. Takich możliwości świadczenia sobie wzajemnie usług, w tym również usług finansowych, jest wiele. Problemem, który coraz ostrzej się zarysowuje, jest niepewność regulacyjna. Na przykład czy osoby udostępniające pokoje do wynajmu powinny płacić takie podatki jak hotele. W mediach pojawiła się np. informacja, że urzędnicy w Amsterdamie, korzystając z publikowanych w Airbnb ofert, wyśledzili nielicencjonowane hotele. W niektórych miastach amerykańskich taksówki peer-to-peer zostały zakazane po protestach ze strony firm taksówkarskich.

Social lending i crowdfunding należą do sektora sharing economy, określanego też jako finansowanie peer-to-peer. Łączy je społecznościowy charakter, są też różnice. O crowdfunding często słyszymy w mediach, bo akcje zbierania pieniędzy na finansowanie różnych projektów budzą społeczne zainteresowanie. Na grę wideo Star Citizen tylko na platformie Kickstarter zebrano już ponad 73,5 mln dolarów, a na projekt chciano pozyskać tą drogą tylko 0,5 mln dolarów. Oczywiście, aby pojawiły się wpłaty, projekt musi rzeczywiście zainteresować różne społeczności. Na jednym z polskich portali crowdfundingowych (wspieram.to) na projekt wydania gry plan2015szowej - Pan Lodowego Ogrodu zebrano ponad 124 tys. zł (dwa razy więcej niż zakładano). Zgodnie z naszym prawem, crowdfunding można stosować w formie opartej na darowiznach, przedsprzedaży, pożyczkach, sprzedaży udziałów w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością oraz oferty publicznej sprzedaży akcji spółek akcyjnych. Z punktu widzenia branży finansowej większe zainteresowanie budzą pożyczki społecznościowe, czyli social lending. Pożyczkobiorca ogłasza na platformie chęć wzięcia pożyczki, natomiast inwestorzy deklarują, jaką kwotę chcą zainwestować. Pożyczkobiorca zobowiązuje się do spłaty długu na ustalonych warunkach, a inwestor osiąga zysk i comiesięczny zwrot z inwestycji.

Social lending

Pożyczki społecznościowe, lub pożyczki społeczne, polegają na zawieraniu umów bezpośrednio pomiędzy osobami fizycznymi poprzez serwisy internetowe. Pierwszym takim serwisem był, założony w Wielkiej Brytanii, Zopa (Zone of Possible Agreement). Obecnie takich serwisów jest na świecie wiele. W Polsce pojawiły się w 2008 r., a w połowie 2013 r. było ich sześć. Do najpopularniejszych należą: Finansowo.pl, Kokos.pl, Pożycz.pl, Sekrata.pl i Zakra.pl. Zasady działania są takie same, a różnice to wysokość kwot, jakie można pożyczyć oraz formy zabezpieczenia, weryfikacji, ochrony interesów pożyczkodawców i pożyczkobiorców. Według informacji umieszczonych w serwisie pozyczki20.com, Kokos.pl to społeczność ponad 260 tys. pożyczkodawców i pożyczkobiorców, którzy w blisko 105 tys. aukcjach pożyczyli sobie ponad 118 mln zł. Wprowadzono w nim usługę Inwestycja ze 100% gwarancją zwrotu kapitału. Ryzyko bierze na siebie operator serwisu Kokos.pl - firma Blue Media. Od roku na Kokos.pl można wymieniać waluty (mały spread), skorzystało z tego ponad 8,5 tys. osób. Łączna wartość transakcji wyniosła ponad 8,6 mln zł.

Jeśli chodzi o koszty, które ponoszą pożyczkobiorcy, to np. w serwisie Lendico jest to opłata manipulacyjna (jej wysokość jest zależna od czasu trwania pożyczki i wypłacalności), która wynosi od 2,25 do 5 proc. kwoty udzielonej pożyczki. W serwisach tego typu inwestor musi w jakiejś mierze polegać na weryfikacji pożyczkobiorców, którą prowadzi serwis. Lendico m.in. współpracuje z BIG InfoMonitor S.A. Doświadczeni inwestorzy radzą samodzielnie weryfikować pożyczających, np. korzystając z informacji zawartych w mediach społecznościowych. Warto też dywersyfikować portfel udzielanych pożyczek. Portale ułatwiają również dochodzenie zalewiegłych należności od dłużników, choćby poprzez e-sąd. Kokos.pl po wejściu pożyczki w stan natychmiastowej wymagalności (tj. po bezskutecznym upływie terminu wskazanego w wezwaniu pożyczkobiorcy do zapłaty w przypadku braku spłaty drugiej raty) w szczegółach danej inwestycji użytkownika umieszcza uzupełnioną umowę o świadczenie usług windykacyjnych. Wystarczy w terminie 7 dni zlecić prowadzenie windykacji operatorowi serwisu i wnieść opłatę. Od pierwszego dnia kolejnego miesiąca serwis będzie sam kontaktować się z pożyczkobiorcą w sprawie oddania długu.

W maju minionego roku The Economist podał, że rynek pożyczek typu peer-to-peer w wielu krajach szybko rośnie. W Wielkiej Brytanii wolumeny podwajają się co sześć miesięcy i w tym czasie przekroczyły 1 mld funtów, ale to i tak niewiele w stosunku do 1,2 bln funtów depozytów detalicznych. W Ameryce dwóch największych kredytodawców P2P - Lending Club i Prosper (mają 98 proc. tego rynku) udzieliło w 2013 r. 2,4 mld dolarów kredytów (rok wcześniej było to 871 mln USD). Widać tu duży potencjał rozwoju. W Polsce nie opublikowano jeszcze badania o tym rynku. Można oceniać, że jest to nadal margines. Jednak należy brać pod uwagę, że w systemach pożyczek społecznościowych bardzo liczy się efekt skali. Cóż bowiem z tego, że chciałbym pożyczyć pieniądze na atrakcyjnych warunkach, jeśli brakuje chętnych, którzy chcą to sfinansować. Poszukuje się też pożyczkobiorców o wysokim rankingu wypłacalności, a dla takich osób również i banki mają atrakcyjne oferty. Z informacji podawanych przez serwisy social lending wynika, że poziomy spłacalności udzielanych poprzez nie pożyczek są lepsze niż średnio w sektorze bankowym. Jednak dla drobnych inwestorów każda wpadka ma duże znaczenie i zniechęca do inwestowania. Pomimo wielu ograniczeń i stosunkowo niewielkiego dziś znaczenia na rynku takich systemów udzielania pożyczek, banki nie powinny lekceważyć tego zjawiska. Na pewno w Polsce po aferze Amber Gold wiele osób ostrożnie podchodzi do alternatywnych sposobów inwestowania. To, poza ograniczoną wiedzą o zasadach funkcjonowania systemów social lending, jest powodem małego zainteresowania systemem w naszym kraju. Jednak w innych - choćby w Chinach - pożyczki P2P już dziś stanowią znaczący segment rynku. Wynika to z uwarunkowań historycznych. Pożyczki społecznościowe pomiędzy rodziną i przyjaciółmi to praktyka popularna tu od wiegłych ków. W ostatnich latach bardzo wiele firm kredytowych w skali mikro obsłużyło 40 mln małych i średnich przedsiębiorstw, z których wiele otrzymuje niewystarczające finansowanie ze strony banków. W tym kraju to już cały sektor, który funkcjonuje równolegle z instytucjami finansowymi. Warto jednak mieć świadomość, że już dziś serwisy sharing economy dla takich branż, jak hotelarstwo lub przewozy osobowe stanowią naprawdę realne zagrożenie. Problemem jest brak regulacji zabezpieczających konsumentów. Podróżowanie samochodem z osobą, której nie znamy i nie wiemy, jakie ma doświadczenie jako kierowca, jest pewnym ryzykiem. To może się jednak zmieniać, jeśli pojawią się rozsądne uregulowania chroniące wolny rynek i prawa konsumentów, jak to już ma miejsce w niektórych krajach.

 

Udostpnij artyku: