Rynek finansowy: Polskie spojrzenie na resolution

BANK 2014/04

O oczekiwaniach, realnych możliwościach oraz o ograniczeniach mechanizmu restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji z dr. Mieczysławem Groszkiem, wiceprezesem Związku Banków Polskich, rozmawia Grzegorz Brudziński.

O oczekiwaniach, realnych możliwościach oraz o ograniczeniach mechanizmu restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji z dr. Mieczysławem Groszkiem, wiceprezesem Związku Banków Polskich, rozmawia Grzegorz Brudziński.

Wraz ze zbliżającymi się szybkim krokami wyborami do Parlamentu Europejskiego negocjacje nad powołaniem drugiego filaru unii bankowej gwałtownie przyśpieszyły. To przypadek czy o presja terminów?

– Zacznijmy najpierw od zarysowania obszaru gry, po którym się poruszamy. W przypadku państw, które posługują się euro sprawa sprowadza się do rozwiązań związanych z budową unii bankowej. Przypomnę, że pierwszy jej filar to Jednolity Mechanizm Nadzorczy – SSM (Single Supervisory Mechanism).

Trudno sobie wyobrazić, aby był w stanie skutecznie wykonywać swoje zadania bez podstawowej możliwości oddziaływania nadzoru, jaką jest poddanie banku likwidacji lub wymuszonej restrukturyzacji. Stąd drugim filarem unii bankowej jest Jednolity Mechanizm Restrukturyzacji i Uporządkowanej Likwidacji Banków – SRM (Single Resolution Mechanism). Nie bez powodu w tym w przypadku mieliśmy w marcu na szczeblu unijnym bardzo gwałtowne przyśpieszenie prac nad jego utworzeniem.

Ponieważ były to ostatnie tygodnie obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego przed zaplanowanymi na maj wyborami do niego. Oczywiście tak istotna kwestia jak uporządkowana likwidacja byłaby priorytetowym zadaniem i w nowej kadencji, ale sondaże przedwyborcze wskazują, że skład parlamentu może okazać się mniej sprzyjający dla zwolenników pogłębionej integracji europejskiej niż w obecnej. Stąd konstrukcja drugiego filaru unii bankowej może być nieco odmienna w zależności od tego, czy w pracach nad jego utworzeniem uczestniczyłby Parlament Europejski tej czy następnej kadencji.

Głównym jednak powodem, aby zamknąć proces uzgodnień w marcu, było dążenie, by te dwa filary mogły rozpocząć, przynajmniej formalnie, działalność w zbliżonym czasie. Jednolity Mechanizm Nadzorczy rozpoczął działalność na początku listopada. Jeśli zaś prace nad drugim filarem spadłyby na Parlament Europejski, który wyłoniony zostanie po majowych wyborach, to mocno wątpliwe jest, aby do tego czasu zdążył uporać się z wypełnieniem swojej roli legislacyjnej w procesie jego tworzenia. To oczywiście czyniłoby rolę nadzoru w ramach EBC w tym czasie nie do końca komfortową.

A są jeszcze kraje UE, które nie należą do unii walutowej, a tym samym do unii bankowej.

– Tu sytuacja jest o tyle złożona, że o ile filozofia oraz instrumentarium procesów restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków mają być wspólne dla wszystkich państw UE (bez względu na to czy są w unii bankowej, czy nie), to różnice pozostaną, gdy mówimy o instytucjach, które będą za nie odpowiedzialne. Mam wrażenie, że na obecnym etapie nie do końca są uporządkowane relacje i waga instytucji krajowych wobec ich unijnych odpowiedników czy dużych banków. Tu dyskusja powinna trwać nadal. Jest to istotne z punktu widzenia takich krajów, jak Polska, gdzie co najmniej 50 proc. aktywów sektora jest własnością zagranicznych banków systemowo ważnych lub wchodzących w gestię nadzoru EBC. Drugi filar unii bankowej pośrednio będzie ich dotyczył, a proszę pamiętać, że często są to podmioty, które w polskich warunkach mogą uchodzić za systemowo ważne. Stąd to, co dzieje się w unii bankowej jest dla Polski żywotnie ważne, nawet jeśli teraz pozostajemy poza nią.

Jak pan ocenia sam mechanizm resolution?

– Jeśli ograniczymy się najpierw tylko do samej jego filozofii i założeń teoretycznych, to odpowiedź jest jednoznaczna. Jest on niezbędny, choć zapewne należałoby uczynić kilka zastrzeżeń. Prócz tego wydaje mi się, że dla społeczeństw w wielu państwach UE jest to być może jeden z najbardziej przemawiających do wyobraźni elementów unii bankowej. W zbiorowej pamięci pozostały wspomnienia pieniędzy (idących w dziesiątki miliardów euro, a pochodzących z budżetów państwowych, czyli kieszeni podatników), które przeznaczono w ich krajach na wsparcie sektora bankowego. To teraz ma się radykalnie zmienić. Pieniądze z budżetu nie powinny być przeznaczone na ten cel. Bardzo plastycznie ujął to pod koniec ubiegłego roku wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego Vítor Constâncio. W trakcie wizyty w Polsce przekonywał nas, że filozofia bail-out, czyli pomocy z zewnątrz, którą kierowano się w Europie po roku 2007 zostaje zastą...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI

Udostępnij artykuł: